Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Chyba nie daje rady....

    28.07.08, 15:41
    Piszę bo musze gdzieś to z siebie wyrzucić. Mam dość,nie umiem sobie
    poradzić z tym wszystkim. Z mężem znamy się 10 lat,4 lata jesteśmy
    małżeństwem. Mąż poznał w pracy kolege i od jakiegoś czasu chodzą
    przynajmniej raz w tygodniu na imprezy. Na samym początku pytał mi
    się czy może iść a teraz poprostu oświadcza że idzie i koniec. Niby
    mówi mi że mnie kocha,tzn. jak się go zapytam czy mnie kocha to
    potwierdza i tyle. Teraz w sobote miałam imieniny i nic,chyba
    zapomniał....Z racji tego że jestem Dda w sumie nie wiem jak się
    zachować,czy mu to "ukrucić" czy zostawić to tak jak jest. Może on
    ma mnie poprostu dosyć, może to ja się muszę zmienienić,mam mętlik w
    głowie........................We wrześniu zaczynam trapii-to jeszcze
    troche czasu.
    Obserwuj wątek
      • ladynemeyeth Re: Chyba nie daje rady.... 28.07.08, 16:26
        Wszystkiego najlepszego z okazji imienin – to na początek!
        Anulka, ja tez miałam podobny problem, ale to raczej z samą sobą…
        Mój mąż bardzo rzadko wychodzi na imprezy pracowe, nie chodzi na
        piwo z kumplami, zawsze mnie pyta, czy nie mam nic przeciwko czy nie
        chcę akurat pobyć z nim.
        Człowiek – Anioł, prawda?
        A ja mimo wszystko miałam problem! I to dosyć złożony.
        A składa się on z tego, że po pierwsze miałam wrażenie, że ci ludzie
        mi kradną mojego męża, że jemu jest z nimi lepiej niż ze mną, bo
        wesoło, bo nie mają problemów takich jak ja, bo ich towarzystwo jest
        lekkie i przyjemne, a ja mam od cholery ciężaru w sobie i byłam
        zazdrosna.
        Po drugie, jestem samotnikiem i nie mam szans na fajne spotkania
        towarzyskie. Miałabym z kim wyjść, ale nie chcę utrzymywać kontaktów
        z tymi ludźmi. Nie wiem, czemu. Kiedy się spotykamy, jest miło i
        sympatycznie, jednak potem wcale nie chcę tego powtarzać. Nie lubię.
        Wolę siedzieć w domu. O to tez jestem zazdrosna.
        Poza tym boję się, że mój mąż mnie będzie zostawiał dla takich
        spotkań, że będzie je bardziej lubił, niż przebywanie ze mną.
        Potem postanowiłam to wszystko sobie rozpisać, wypełnić arkusz
        radykalnego wybaczania i wyszło szydło z worka! Wyszły na jaw
        wszystkie moje niespełnione potrzeby i lęki (to co wcześniej
        opisałam). Wyszło jak bardzo się boję być opuszczona i niekochana,
        jak bardzo mnie to boli, kiedy ktoś mi bliski lubi coś albo kogoś
        bardziej ode mnie, bardziej podziwia albo lepiej się czuje w innym
        towarzystwie. Jak się wtedy czuję gorsza i koszmarnie zdołowana i
        bezsilna, kiedy już jestem niepotrzebna i nie kochana.
        Moi rodzice traktowali mnie jak zabawkę. „Maskotka” to zresztą znane
        pojęcie dla DDA. Tylko że jak maskotka dorosła i przestała być taka
        mała, urocza, przestała wszystkich rozbawiać i zadowalać, to się ją
        wyrzuciło w kąt, bo się przestała przydawać.
        Smutne.
        Wiele razy mnie ktoś opuścił w życiu, wiele razy mnie ktoś do siebie
        nie dopuścił, odrzucił, całe moje dzieciństwo byłam bardzo samotna i
        nie miałam się do kogo z czymkolwiek zwrócić. Moja matka zawsze mnie
        chwaliła za to, że umiałam spędzać czas w milczeniu, samotności i
        nikomu nie przeszkadzałam, nikt się nie musiał mną zajmować. Takie
        akurat bardzo wygodne dziecko – wygodne dla rodziny alkoholika, bo
        nie trzeba mu poświęcać uwagi.
        Dobra, koniec rzępolenia o mnie. Chodzi tylko o to, że imprezy męża
        mają głębszy kontekst i chodzi pewnie o sporo więcej, niż to, że on
        Cię kocha czy nie kocha. Coś się w Tobie obudziło, co już pewnie
        zdążyło zajść porządnie kurzem i trzeba się temu przyjrzeć.
        Pozdrawiam!
        • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 28.07.08, 16:46
          Dzięki!!
          Napisałaś: Chodzi tylko o to, że imprezy męża mają głębszy kontekst
          i chodzi pewnie o sporo więcej, niż to, że on Cię kocha czy nie
          kocha. Coś się w Tobie obudziło, co już pewnie
          zdążyło zajść porządnie kurzem i trzeba się temu przyjrzeć.

          Ale co się mogło we mnie obudzić??

          Pozdrawiam
          • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 28.07.08, 19:05
            Poczucie bycia odrzucona? Ze jestes mniej wazna niz.... (koledzy rodzice
            rodzenstwo). Tak mi sie nasunelo pewnie wiecej by sie znalazlo, ale ja sie
            odnosze do wlasnego przypadku, moze i Ty znajdziesz w tym cos co jest u Ciebie?
            • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 28.07.08, 19:11
              Chyba właśnie tak.....Wydaje mi się że oni są super,ekstra i wogóle
              a ja jestem "tą" która cały czas zawraca głowy,do niczego się nie
              nadaje itp i itd.
              Źle mi z tym.
              Co zrobić aby nie myśleć w ten sposób...?

              Pozdrawiam.
              • ladynemeyeth Re: Chyba nie daje rady.... 28.07.08, 20:37
                Ja to robię w ten sposob, że piszę w zeszycie wszystko, co mi leży
                na sercu. Wszytko!!! Absolutnie wszystko!!! Nawet jeśli to są
                bzdury, nawet jeśli to nie dotyczy bieżącego problemu, tylko jakichś
                zaległych pretensji i żalów do kogokolwiek! Piszę wszystko, co mi
                się przypomni w związku z tymi uczuciami i tą sytuacją. A ostatnio
                wypełniam arkusze radykalnego wybaczania (wiem, wiem :-) powtzarzam
                to do znudzenia) - bardzo mi to pomaga.
                • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 10:19
                  ladynemeyeth, jesli metoda jest dobra i skuteczna to mozna i chce sie o niej
                  ciagle mowic innym, zeby mogli tez sobie poradzic z tym co ich meczy :). Nie
                  wiem jak Ty ale ja arkuszy robic nie moge jak mam mega duzego dola, albo mam
                  dobry humor. Trzeba przyznac ze troche samopoczucie pozniej spada. A teraz
                  staram sie dbac o siebie ;)
              • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 10:28
                Widzisz aniadda, ja Ci napisalam jakby ta sytuacja dotyczyla mnie i odnalazlas w
                tym cos, co i u Ciebie jest. Co zrobic zeby nie myslec w ten sposob?
                Tak do konca nie wiem. Bo mi sie czasem wydaje ze juz tak nie mysle ale
                przychodzi sytuacja ktora pokazuje ze tylko "udawalam" ze ten problem mnie nie
                dotyczy.
                Napisze Ci co ja robilam z takim czyms, moze Ci sie przyda.
                Gdy pojawiaja sie jakies takie niezbyt przyjemne mysli, to probuje je od razu
                sobie z glowy wymazac. Czyli jesli pojawia sie mysl (a u mnie jest to czesto),
                ze ktos inny jest super, a ja jestem taka beeeee(znadziejna). To powtarzam
                sobie, sluchaj dziewczyno Ty tez jestes fajna, ludzie Cie lubia, Twoi znajomi
                Cie lubia i skup sie na tym, a nie na tym ze ktos inny jest fajniejszy. Moze i
                jest i ma prawo do tego. Troche to pomaga, odnajdywanie pozytywow w sobie.
                Na poczucie odrzucenia ja pisalam sobie afirmacje:
                "Ja Monika jestem chciana i kochana przez osoby ktore kocham i na ktorych mi zalezy"
                Ale chyba za krotko to pisalam :)
                Wroce do niej, tylko ze teraz musze sie wziac za inne tematy.
                Nie wiem czy cos Ci pomoglo z tego co napisalam, bo widzisz, chyba kazdy z nas
                po trochu bladzi. Przejzyj sobie forum, tu duzo odpowiedzi jest jak nad soba
                pracowac, lektury do poczytania i pisz. Bo pisanie pomaga :)
                • ladynemeyeth Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 11:31
                  Ja to robię nieco inaczej – sięgam do źródła, czyli szukam w
                  przeszłości sytuacji, w której tak o sobie zaczęłam myśleć. To może
                  być jakaś scena z rodzicami, kiedy mi mówią, że czegoś nie umiem,
                  nie potrafię, do czegoś się nie nadaję albo inne bolesne słowa,
                  jakiś gest, jakaś reakcja czyjaś na mnie. Zawsze gdzieś ten początek
                  jest.
                  Potem staram się sobie przypomnieć inne sytuacje w moim życiu, w
                  których ten wzorzec się powtarzał, ludzie na mnie w ten sam sposób
                  reagowali, a ja się tak samo podle czułam, tak samo sobie nie
                  potrafiłam poradzić.
                  Już samo to uświadomienie sobie, ze takie sytuacje występują w moim
                  życiu dużo daje, bo to oznacza, że w moim umyśle powstał dawno temu
                  wzorzec myślowy, którym je powoduję.
                  Jak już ten wzorzec zlokalizuję i uświadomię sobie, na czym ona
                  polega, jakie zachowania i myśli i uczucia się na niego składają,
                  wtedy zaczynam pisać afirmacje, że „Całkowicie siebie akceptuję z
                  całym tym wzorcem, ze wszystkimi myślami i uczuciami. Akceptuję
                  wszystko, co tym spowodowałam i całe moje życie, wszystko, co się w
                  nim wydarza.”
                  Akceptacja daje mi poczucie spokoju i uwolnienie. Mogę swobodnie nad
                  sobą dalej pracować.
                  Wypełniam arkusz radykalnego wybaczania. Czasami drążenie w
                  przeszłości powoduje, że dochodzę do sytuacji, kiedy byłam bardzo
                  malutkim dzieckiem, a ktoś mi powiedział coś bardzo przykrego, ja w
                  to uwierzyłam, zaczęłam się bać. I wtedy zaczynam obserwować to
                  dziecko – bez żadnej ingerencji, beż żadnych działań – sama
                  obserwacja, żeby je poznać i całkowicie zaakceptować, pozwolić mu
                  się bać, rozpłakać, uciec – słowem wyrazić całkowicie swoje
                  prawdziwe uczucia. To również daje bardzo dużą ulgę i uwolnienie.
                  A takich zagubionych, zastraszonych dzieci było we mnie mnóstwo.
                  Pewnie jeszcze trochę jest.
                  Mi samo pisanie afirmacji nie pomaga, jeśli jest we mnie część,
                  która boli i domaga się wyraźnie uzdrowienia. Najpierw muszę się nią
                  zająć i rozkminić, co ona ma do powiedzenia i co jej nie pasuje.
                  Potem przychodzi czas na ulgę i pisanie afirmacji jest łatwe, proste
                  i przyjemne.
                  • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 11:43
                    Dzieki ladynemeyeth za to co napisalas.
                    Niestety ja tak wyparlam rzeczy negatywne zarowno z dziecinstwa jak i bycia
                    nastolatka, ze nie moge sobie przypomniec pierwszego wydarzenia ktore wiazalo
                    sie z powstaniem takiego wzorca. Po prostu nic nie pamietam. Ostatnio zaczynaja
                    sie pojawiac takie przeblyski, w taki sposob uswiadomilam sobie co sie stalo z
                    moja spontanicznoscia na przyklad.
                    Ja podchodze do tematu mojego ojca aktualnie. I tez mialam wszystkie emocje z
                    nim wyparte bardzo gleboko. Wydawalo mi sie ze mu wybaczylam i wszystko jest ok,
                    ale czulam wewnetrznie ze sama sie oszukuje. Gdy zaczelam prace z medytacja nad
                    uzdrowieniem zwiazku z ojcem, to wylazlo to wszystko. Nie moglam robic medytacji
                    bo prostu wylam jak wariatka. Niestety nie bylam w stanie poradzic sobie
                    emocjonalnie z dwoma ciezkimi dla mnie tematami na jeden raz. W tamtym momencie
                    probowalam dojsc do siebie tez po rozstaniu z eks-narzeczonym, ktory mnie nekal
                    telefonicznie dodatkowo. To mnie wszystko rozlozylo bardzo mocno emocjonalnie te
                    dwie rzeczy. Teraz czuje sie juz gotowa do ponownego podjecia tematu ojca,
                    nabralam wystarczajacej sily. I to co planuje, oprocz medytacji ktora zaczelam,
                    to wlasnie radykalne wybaczanie, ale nie arkusz, ale wylanie w liscie
                    wszystkiego co mi sie gromadzi podczas tej medytacji uzdrowenia zwiazku z ojcem,
                    a jest tego od groma.
                    • ladynemeyeth Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 11:52
                      Ja nie próbowałam listu, a coś czuję, że to dobra metoda ... Muszę
                      spróbować.
                      A z tym przypominaniem sobie konkretnych sytuacji mam to samo -
                      pamiętam tylko uczucia, najpierw to właśnie uczucia drążę, a potem
                      przychodzą wspomnienia. Nie od razu można sobie przypomnieć
                      konkretne sceny. Więc doskonale Cie rozumiem.
                      Mi tez idzie ciężko z tym i trochę cały ten proces trwa.
                      Życzę dużo siły i wytrwałości.
                      A opowiedz mi cos jeszcz o tej medytacji, proszę ...
                      • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 12:12
                        Czuje ze ten list bedzie dobry, zebym mogla wywalic z siebie to wszystko,
                        wlacznie z nazwaniem ojca tak a nie inaczej, wywaleniem prosto w twarz. Nie
                        moglabym i nie chce tego zrobic osobiscie, bo nie o to tu chodzi, ale siedzi we
                        mnie gleboko zablokowane poczucie krzywdy, niesprawiedliwosci i zawodu i te cale
                        zale i zlosci chce wylac. Kiedys nie wiedzac o tej metodzie zalatwilam tak
                        sprawe z moim chlopakiem, ktory zniknal bez slowa. Mialam mu wiele "milych"
                        rzeczy do powiedzenia, no ale nie bylo obiektu :), wiec wszystko to opisylam w
                        liscie, jak bardzo mnie zawiodl, skrzywdzil. I powiem tak, poczulam olbrzymia
                        ulge i na dzien dzisiejszy nie mam do niego zalu. Wiec uwazam ze pisanie listu
                        jest bardzo uwalniajace.

                        Co do medytacji. Jest to plytka Leszka Żądło "Uzdrawianie związku z rodzicami".
                        Sa na niej dwie medytacje, jedna poswiecona uzdrawianiu relacji z matka druga z
                        ojcem. Obie trwaja ok. pol godziny. Leszek wprowadza w stan metydacji i w formie
                        modlitwy do Boga, prosi sie o uzdrowienie roznych aspektow relacji z rodzicami.
                        Jak wielki opor przed wybaczeniem ojcu czulam, poznalam po czesci tej medytacji
                        kiedy masz wyobrazic sobie ojca jako malutkie dziecko, niemowle, wziac na rece,
                        przytulic i powiedziec ze je kochasz. Nie bylam w stanie sobie tego wyobrazic.
                        Po jakims 1,5 tygodniu juz troche sie poparwilo, bylam w stanie sobie to
                        wyobrazic :).
                        Z medytacja ta (podobnie jak z innymi) trzeba pracowac minimum 21 dni. Ja
                        robilam to wieczorem przed snem i rano zaraz po obudzeniu. Ale musze zaczac
                        jeszcze raz, bo nie dalam psychicznie rady tego robic przez 21 dni bez przerwy.
                        Podczas tej medytacji pojawialo mi sie wiele rzeczy o ktore mialam zal do ojca.
                        Jesli pamietasz historie Jill bodajze, z radykalnego wybaczania, przypomnialo mi
                        sie nawet cos takiego, ze mialam zal do ojca, ze dbal bardziej o swoja
                        siostrzenice o imieniu Katarzyna. I uswiadomilam sobie, ze tracilam swoich
                        partnerow wlasnie przez osoby ktore tak mialy na imie :)))
                        Co do plytek polecam takze medytacje uzdrawianie zwiazku z samym soba i z
                        partnerami. Jednak to jest tylko takie powierzchowne dotkniecie problemu,
                        bynajmniej jesli chodzi o partnerow, mysle ze trzeba wniknac w temat glebiej na
                        przyklad poprzez radykalne wybaczanie, bo medytacja jest bardzo ogolnikowa.
                        Jesli chcesz jeszcze jakies informacje dotyczace medytacji to odezwij sie na moj
                        gazetowy adres.

                        Poniewaz widze ze interesuja Cie podobne metody pracy nad soba jak mnie, czy
                        stosowalas EFT? uwazam ze to bardzo dobra metoda takze.
                          • moniczka72 Re: Chyba nie daje rady.... 29.07.08, 12:49
                            Stosowalam, ale tylko kilka razy i musze przyznac ze jestem pod wrazeniem.
                            Opukiwalam sie na konkretny problem, ale okazalo sie podczas opukiwania, ze
                            zrodlo tego mojego problemu lezalo duzo glebiej, nie w okolicznosciach
                            zewnetrznych, ale wlasnie we mnie samej.
                            Metoda szybka i skuteczna wg mnie, a roznych rzeczy probowalam :)
                            Niestety wygodniej jest kiedy ktos na nas stosuje EFT a ja moge sie skupic tylko
                            i wylacznie na tym problemie ktory sie postawilo. Jak sie samemu opukuje to
                            przynajmniej ja nie moge sie tak super skupic na postawionym zadaniu.
        • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 01.08.08, 20:00
          A więc tak. Zaczynam mieć wszystko w d u p i e.
          Była rozmowa. Chodzi na imprezy bo musi odreagować,bo syn daje w
          tyłek,bo w pracy jest zapiernicz i wogóle. W telefonie miał nr
          telefonu koleżanki podpisany tak słodko że myślałam że się
          pożygam,teraz jest tylko imię. Na gg z ta koleżanką teksty do niej
          typu:no ale odpoczniesz sobie ode mnie,przyzwyczaisz się że mnie nie
          ma,i okaże się że nie jestem wcale taki fajny(przenoszą go do innego
          sklepu),żebyś się jutro bez uśmiechu nie pokazywala w pracy.


          Itp. Itd. A ja już nie mam siły,już mi się niechce,niech robi co
          chce.............
                • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 04.08.08, 13:48
                  Narazie jest ok. Rozmawiamy ze sobą,wyjaśniamy sprawy. Zapytałam go
                  wprost czy coś go łączy z tą koleżanką a on przysłał mi smsa:"Możesz
                  mi wierzyć że wcale nie lubimy się jakoś szczególnie.Są osoby które
                  lubie bardziej i napewno nic między nami nie ma i nie będzie".

                  Także narazie jest ok. Dowiedziałam się jeszcze że go wkurza że nie
                  pytam wprost o co mi chodzi tylko jakieś podchody robie,szczelam
                  fochy...itp.itd. Ale to akurat dobrze zrobił że mi powiedział.

                  Pozdrawiam
                  • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 07.08.08, 14:38
                    Tak sobie myśle.Kurcze. W sumie to nie wiem co robić,co mówić jak
                    się zachować, co mu powiedzieć.
                    Dzisiaj też wychodzi z kolegą. Nie chce mu zabraniać , ale jest mi
                    źle kiedy on wychodzi...

                    Tak sobie smęce................
                    • ladynemeyeth Re: Chyba nie daje rady.... 07.08.08, 15:30
                      W sumie to Ci wpółczuję bardzo i posmęcę z Tobą, tylko na inny
                      temat, bo ja tez nie daje rady ostatnio ...
                      I tez jest mi źle.
                      A nie daje rady z pracą, bo chciałabym osiągać jak najlepsze wyniki,
                      a mam w sobie od cholery bolkad, od których nie potrafię się
                      uwolnić, no i do "pracownika miesiąca" to mi bardzo daleko.
                      Strasznie mnie to dołuje. Nie chodzi nawet o zarobki, ale o to,
                      zebym była zadowolona z siebie w tej pracy. Tymczasem ja czuję się
                      ciągle nie dość dobra i jak chcę ten stan zmienić, np. poczytać coś,
                      pouczyć się, to strasznie się zniechęcam, bo czuję się już w ogóle
                      do kitu. Za każdym razem, kiedy chcę się jakoś postarać, dopadaja
                      mnie jeszcze gorsze uczucia, jakaś rezygnacja, załamanie, bezsens i
                      nic nie jestem w stanie zrobić, odechciewa mi się cokolwiek czytać,
                      cokolwiek się uczyć.
                      Nie wiem, jak z tego wyjść.
                      • aniadda Re: Chyba nie daje rady.... 07.08.08, 16:16
                        Ja narazie chyba daje spokój. Zostawiam to tak jak jest,co będzie to
                        będzie.

                        Kupiłam sobie dzisiaj książke pt."Powrót do swego wewnętrznego domu"
                        Johna Bradshawa. Także dzisiaj wieczorkiem mam co robić.

                        Pozdrawiam cieplutko.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka