Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    John Bradshaw - pierwsze przemyślenia

    13.08.08, 10:02
    Nie trzeba było dużo książki przeczytać, żeby coś w głowie
    zaświtało. Temat: moje PRAWDZIWE JA.
    No właśnie - znacie swoje prawdziwe JA?
    Ja go nie znam. Zepchnęłam je na boczny tor, a kiedy się odzywa i po
    cichu coś chce wtrącić, spycham je tak brutalnie, jak kiedyś robiła
    to moja rodzina.
    Żyję w przekonaniu, że sama z siebie nie mogę być fajna, że lepiej,
    żebym się nie odzywała, że nie mam nic ciekawego do zaoferowania
    ludziom i dopiero jak zbadam grunt i się przystosuję, mogę się
    odzywać i być fajna. Inaczej boję się po prostu być sobą.
    Nie jestem akceptowana, boję się ośmieszyć, boję się, że mnie
    odrzucą pomyślą sobie o mnie źle, skreślą mnie, wykpią, wyśmieją,
    itd. Moje prawdziwe JA nie jest kochane, nie jest dopuszczane do
    głosu, nie pozwoliłam się mu nigdy w niczym wyrażać. Karzę je i
    uciszam tak samo, jak robiła to moja matka. Nie pozwalam sobie na
    radość, na głośny śmiech, na spontaniczność, odkrywanie, miłość,
    radość z życia, itd. Nie mogę być sobą - to jest kardynalna zasada
    mojego życia. Muszę dopiero sprawdzić w otoczeniu, jaka mogę być.
    To są moje głęboko od dawna skrywane uczucia. Wykształciłam też taki
    mechanizm obronny, który miał wyrazić bunt przeciwko mojej rodzinie
    i takiemu traktowaniu mnie i przyjęciu na ten świat.
    Mechanizm polega mniej więcej na "mam was w dupie, mam w dupie
    ludzi, mam w dupie to, co oni mówią, nie zależy mi, odwalcie się,
    spierdalajcie, nie chcę was, w ogóle was nie potrzebuję". Odrzucam
    tak samo, jak byłam odrzucana. A odrzucona była ta najprawdziwsza
    część mnie, olana i zupełnie nie zaakceptowana.
    Kim jest ta część mnie, to moje prawdziwe JA?
    Nie wiem. Wiem, że jest wkurwione, złe na mnie i nie chce ze mną
    gadać. Wiem, że działa pod wpływem złości, nie chce mnie widzieć,
    nie ufa mi, nie chce się do mnie odezwać, nikogo nie lubi, mnie tez
    nie lubi i zupełnie olewa.
    No i zaczynamy kolejny etap pracy ...
    Obserwuj wątek
        • aczenko Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 12:24
          lubię a nawet uwielbiam tę ksiażkę - bo ileś lat temu otworzyłam mi oczy na to
          że warto wsłuchać się w swoje wewnętrzne dziecko. Że zamiast słuchać planów i
          pomysłów innych ludzi na mój temat, albo nawet swoich własnych pomysłów ale tych
          płynących głownie z rozumu - to warto posłuchać i odpowiedzieć na to co wewn.
          dziecko do mnie mówi, co czuje, czego chce... Jak zaczęłam to dziecko słuchać,
          to nagle otworzyło sie we mnie coś na radość życia, na podążanie za pasjami i
          autentycznymi zainteresowaniami...już bez tej cholernej autocenzury.
            • aczenko Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 13:41
              na książke natknęłam się jakieś 7 lat temu. Nie robiłam jej tak od deski do
              deski za jednym podejsciem, ale wracałam do niej na przestrzni tych lat w
              różnych kawałkach, które wydawały mi sie aktualne na dany moment. Wydaje mi sie
              że każda faza rozwojowa, o której pisze Bradshow musi sie zwyczajnie ugruntować,
              no w każdym bądź razie ja sobie dawałam czas na to żeby to wew. dziecko sobie
              pobyło tyle ile trzeba z każdym z tych etapów - i nie popędzałam;)
              W ramach podążania za pomysłami mojego w.dz. 4 lata temu pojechałam sobie do
              Disneylandu, rok temu w Himalaje :) a pomiędzy różne inne poważniejsze sprawy np
              drugie studia jako podążanie za swoją pasją


                • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 14:43
                  No tak, niektóre tematy sa rzeczywiście trudniejsze do
                  przepracowania, ale to już indywidualna sprawa. U mnie tez tak jest,
                  że niektóre rzeczy zaskakują od razu i nie muszę się jakoś
                  szczególnie wysilać. Ale przy niektóych podpieram się nosem, a
                  przemielenie ich w całości zajmuje nawet miesiące i łączy się to z
                  ogromnym bólem.
      • aczenko Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 16:21
        dokładnie tak jak piszesz, jedne sprawy szybko a inne się rozciągały w czasie,
        a jeszcze inne ciągle czekają w kolejce. Ale tak prawdę powiedziawszy nie
        potrafie określić ile czasu mi to rzeczywiście zajęło - bo ja do tej ksiażki
        sobie wracałam raz na jakiś czas po inspirację, jakiś kierunek , a potem robiłam
        sobie długie przerwy, nawet roczne. Nie mogę powiedzieć o sobie że zrobiłam
        ćwiczenia krok po kroku - tylko jak tam w duszy zagrało :)
        pozdrawiam
        • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 16:43
          U mnie też tak raczej będzie. A kolejną książką, do której się tak
          cały czas wraca, jest "Możesz uzdrowić swoje życie" Louise Hay. Ją
          też trzeba krok po kroku. Nie wszystkie wskazówki są od razu jasne i
          nie wszystko się da zrozumieć. Kiedyś, jak ją czytałam zaznaczałam
          sobie fragmenty warte przemyślenia, coś, co do mnie akurat wtedy
          trafiało. Za każdym razem, kiedy sięgałam po tę książkę po jakimś
          czasie, zaznaczałam zupełnie inne fragmenty. Coś innego mi po prostu
          było potrzebne i akurat na tamten moment dla mnie ważne.
      • clarice05 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 18:27
        tak mnie zachęciły Wasze historie związane z tą książką, że szybciutko po pracy
        sobie kupiłam. Na razie przeczytałam wstęp w tramwaju ;)

        mam nadzieję, że uda mi się popracować rzetelnie z lekturą, niestety moim
        ogromnym problemem jest niekończenie zaczętych książek - ale to chyba dość
        typowe. ale odkąd trafiłam na to forum czuję się lepiej, więc a nóż tym razem
        będzie inaczej :)

        postaram się podzielić też wrażeniami, pozdrawiam.
      • wioluska23 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 21:58
        matko skad ja to znam
        przeciez to ja jestem opisana
        zanim cos zrobie to setki razy musze to przeanalizowac,
        pozastanawiac sie co inni by powiedzieli na to itp, nigdy sie nie
        odzywam pierwsza, niepytana
        jestem fajna, na prawde potrafie byc fajna ale wlasnie dopiero w
        gronie dobrze znanych mi osob potrafie sie otworzyc, ciezko sie z
        tym zyje, sami wiecie....
        chyba siegne po ta ksiazke, jeszcze jej nie czyatalam
        bo trzeba zyc, ale zyc wlasnym zyciem a nie przejsc obok niego...
      • panix-2 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 13.08.08, 22:49
        Ta ksiazka musi byc super. Przeczytałam juz wiele ksiązek o tematyce
        psychologicznej ale w żadnej nie znalazłam tekstów, z ktorymi bym
        sie w takim stopniu utożsamiała jak z tym powyżej, no może
        poza ,,Toksycznymi rodzicami". Czy któras z was kupiłaby mi tę
        ksiazkę i wysłała do Holandii? Możemy sie umowic tak, ze ja najpierw
        przesle pieniążki na wskazane konto a potem.....no wiecie.. Może
        prośba nazbyt smiała ale nie mam wyboru
        Marta
      • ladynemeyeth list do niemowlęcia 14.08.08, 10:27
        Jest takie ćwiczenie, które polega na tym, żeby jako dorosła osoba
        napisać list do niemowlęcia, którym się było, a potem lewą ręką
        (bądź prawą, jeśli jest rzadziej używana) napisać list od
        niemowlęcia do dorosłego. Powiem Wam, że efekty - rewelacja! Nigdy
        się nie czułam tak kochana i nigdy sobie nie zdawałam sprawy, że
        byłam zaniedbywana w niemowlęctwie. Pierwszy raz poczułam, że ktoś
        jest zadowolony z faktu, że ja istnieję i że się mną zachwyca, kocha
        mnie, tylko ze mną chce na zawsze być i mi poświęcić swoje życie z
        miłości. Że ten ktoś zawsze mnie będzie prowadził, pokazywał mi
        świat i już nigdy nie będę sama. Że mogę do tego kogoś przyjść ze
        wszystkim i zawsze będzie mieć dla mnie czas, ochotę, żeby mi pomóc,
        żeby ze mną być. Że bycie ze mną sprawia tej osobie przyjemność,
        podobnie jak uczenie mnie i wspomaganie mojego rozwoju. Nigdy nie
        czułam się tak bezpieczna, ukochana, wspaniała, cudowna. Nigdy nikt
        się mną nie zachwycał, a teraz pierwszy raz poczułam zachwyt nad
        wspaniałym dzieckiem, któym byłam i gdzieś w głębi jestem.
        Poczułam się rónież wspaniale jako osoba dorosła, ponieważ udało mi
        się odzyskać zaufanie przeukochanej istotki i sprawić, żeby ona do
        mnie wróciła i na zawsze już ze mną została bezpieczna, zeby tylko
        ze mną chciała być, tylko mi ufać i tylko ze mną się dobrze czuć.
        Odnalazłyśmy siebie i już na zawsze z sobą zostaniemy. Nie
        potrzebuję już nikogo, żeby spełniał moje potrzeby - mam siebie i
        mam pewność, że nigdy siebie nie zawiodę. Nigdy siebie nie opuszczę.
        Zostanę z moim dzieckiem bez względu na to, jakie będzie
        wystraszone, jaki numer postanowi mi wywinąć, czy mu coś wyjdzie,
        czy mu nie wyjdzie - ja jestem od tego, żeby je poprowadzić za rękę
        przez całe życie i nigdy go nie opuszczę!
        • aczenko Re: list do niemowlęcia 14.08.08, 14:17
          ladynemeyeth napisała:

          > Jest takie ćwiczenie, które polega na tym, żeby jako dorosła osoba
          > napisać list do niemowlęcia, którym się było, a potem lewą ręką
          > (bądź prawą, jeśli jest rzadziej używana) napisać list od
          > niemowlęcia do dorosłego. Powiem Wam, że efekty - rewelacja! ...

          Dokładnie tak jak piszesz. Aż mi serce podskoczyło z radości. Najfajniejsze u
          Bradshowa jest dla mnie to, że ukierunkowując cztelnika na wewnętrzne dziecko,
          budzi tego kochającego rodzica - i łamigłowka DDA czy jestem ważny, czy mogę
          popełnić błędy, co z akceptacją, czy ta miłość od ludzi przetrwa próbę czasu -
          to wszystko się rozwiązuje gdyż przy takim podejściu DDA staje się mnie zależny
          od tego co dostanie lub nie dostanie z zewnątrz. Iczywiście nadal te zewnętrzne
          kontakty są wartosciowe, ale już można podchodzić bez tego ssania na
          bezwarunkową miłość, akceptację - bo to ma się w środku i tego nikt nie zabierze :)
          Jak wspomniałaś o Luis Hay, którąt też bardzo lubię - to utkwiło mi w pamięci
          takie cudne zdanie w podobnych klimatach jak u Bradshowa. Jeżeli jako dziecko
          byłeś źle traktowany , to smutne . Ale jeżeli nadal jako osoba dorosła źle
          traktujesz to dziecko - to jest to bardzo smutne. Myślę że w tym tkwi klucz -
          żeby stać sie dla siebie kochającym rodzicem :)

          A przy okazji mam do Ciebie Ladynemeyeth pytanie : ten Twój wpis o pierwszych
          przemyśleniach jest tak wartościowy i myślę, że tak bardzo inspirujący dla
          innych osób - że było by mi bardzo miło gdybyś zechciała się nim podzielić
          również z czytelnikami spoza tego forum. Jeżeli miałabyś chwilkę czasu, to
          podziel się proszę tym co takie fajne w Twoich odczuciach i przemyśleniach pod
          wpisem o książce na moim forum. Jeżeli nie masz czasu pisać od zera i się
          powtarzać, to proszę skopiuj tę wypowiedź , a gdubyś nie miała również czasu
          na to, to może zgodzisz się abym to wykorzystała podpisując Twoim pseudonimem i
          wskazując na źródło Fajnie się dzieje gdy idą do ludzi dobre rozwiązania i
          docierają szerzej i pomagają ruszyć z miejsca. Pozdrawiam ciepło. Joanna
          • ladynemeyeth Re: list do niemowlęcia 14.08.08, 17:03
            Asiu, proszę CIę bardzo - wykorzystaj mój wpis. Przez następne 4 - 5
            dni będę miała utrudniony dostęp do netu, ponieważ wyjeżdżam na
            urlop (z książką Bradshawa, więc będzie aktywny). Cieszę się, że
            ktoś chciałby z niego skorzystać, więc skopiuj go sobie. Potem będę
            się wpisywała również pod Twoim forum. Cieszę się, że mi o tym
            napisałaś i dziękuję Ci bardzo!
            Pozdrawiam ciepło!
              • clarice05 Re: list do niemowlęcia 17.08.08, 23:05
                Nie wiem, jak to będzie z tą książką. Na razie doszłam do tego listu niemowlęcia
                i... już dawno nie czułam się tak niekochana i samotna. Może faktycznie za
                szybko staram się to przejść, nie byłam jeszcze u żadnego terapeuty, a "zrób to
                sam" najwyraźniej nie zadziała.

                Autor pisze w tej książce, że to będzie bolało. Ale nie wiem, czy mój ból to
                właśnie taki oczyszczający, czy raczej taki prowadzący do samozniszczenia.
                Dzisiaj większość czasu płaczę, potem zasypiam i znów płaczę, a teraz jak jest
                wieczór to płaczę i piję na przemian. Taka jestem samotna, mój "partner" jest
                tak daleko ode mnie, nic nie rozumie. Ja tak bardzo bym chciała, żeby mnie ktoś
                przytulił, fizycznie... ;(

                Chyba faktycznie potrzebna mi fachowa pomoc. Rzecz w tym, że tak bardzo boję się
                gdziekolwiek zadzwonić... ;(((
                • ladynemeyeth Re: list do niemowlęcia 18.08.08, 15:40
                  Tu chyba nie ma dobrych i złych reakcji. Każda jest właściwa. Pozwól
                  sobie płakać, bo to był nieukojony płacz Ciebie - Niemowlęcia. I
                  fajnie, że to wyszło w tym ćwiczeniu, bo jest szansa na wyrażenie
                  calego smutku, a tak nosiłabyś go w sobie jeszcze niewiadomo ile
                  czasu.
                  Przykro mi, że spotkała Cię krzywda, kiedy byłaś dzieckiem ...
                  Dalszy etap pracy z odzyskiwaniem dzieciństwa to małe dziecko, tzn.
                  do 18 miesięcy. DO niego też się pisze list, ale dla mnie to jeszcze
                  za wcześnie. Tak przynajmniej czuję. Ja jeszcze nie przeszłam do
                  tego etapu, ponieważ czuję, jak ugruntowują się we mnie pewne
                  rzeczy. Wychodzą na wierzch różne nieprzepracowane uczucia. Niemowlę
                  przemówiło - zaufało mi i opowiada resztę historii. Odsłania swoją
                  duszę, a dla mnie to komfortowa sytuacja, poneważ widzę jak na dłoni
                  tematy, które trzeba uleczyć i nie muszę drążyć i ciągnąć za język.
                  Pozdrawiam i życzę wspaniałych efektów słuchania siebie!
                  • aniadda Medytacja 18.08.08, 15:55
                    Chciałam soę Was spytać o medtacje. Czy nagrywacie te medytacje tak
                    jak autor napisał czy jakoś inaczej to robicie...

                    Pozdrawiam
                    • ladynemeyeth Re: Medytacja 19.08.08, 09:13
                      Ja je odczytuję przy relaksacyjnej muzyce.
                      Na mnie ta medytacja nie zrobiła większego wrażenia. Duzo większe
                      zrobił na mnie natomiast list do niemowlęcia i odpowiedź. To było
                      bardzo uwalniające doświadczenie. Zobaczymy jak będzie przy
                      następnych etapach. Spodziewam się "schodów".
      • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 16.08.08, 22:42
        Kolejny zbawienny wpływ pracy z wewnętrznym dzieckiem to fakt, ze
        otwiera się pamięć, otwiera się serce, dusza, świadomość. Wiele
        ukrytych wcześniej wzorców wypływa na powierzchnię. Dziecko chce
        rozmawiać i powiedzieć o swojej krzywdzie, a to bardzo ułatwia
        pracę. Przyjemnych rzeczy nie wysłuchuję teraz, ale wolę je
        wyciągnąć i przewietrzyć nieco, niż trzymać takie ukiszone i
        uklepane w środku.
        Pozdrawiam!
      • ladynemeyeth wewnętrzny rodzic 19.08.08, 09:39
        Pod wpływem ćwiczeń z listem uaktywniła się we mnie taka część
        osobowości - wewnętrzny rodzic. Bardzo się ośmieliła od czasu
        sukcesu z zaopiekowaniem się niemowlęciem i bardzo się teraz do tej
        opieki garnie! Co mnie zresztą ogromnie cieszy! To strasznie fajne
        uczucie, kiedy można się sobą samemu zaopiekować i nie potrzebować
        uwagi innych ludzi!
        Do tej pory chciałąm i wymagałam opieki od moich rodziców, co bardzo
        mocno hamowało mój rozwój. Wymagałam dojrzałości od osób, które nie
        były w stanie mi jej dać. Ale ja tak bardzo potrzebowałam
        rodzicielskiej opieki i właśiwego prowadzenia mnie przez życie, że
        nie potrafiłam zrozumieć, że wymagam tego od niewłaściwych ludzi i
        moje wymagania i potrzeby zaprowadzą mnie w ślepy zaułek.
        Bycie swoim wewnętrznym rodzicem rozwiązuje ten problem całkowicie.
        Już nie potrzebuje tych ludzi, bo mogę sama się tym zająć. Poza tym
        po liście do niemowlęcia wiem, że potrafię bardzo dobrze się tym
        zająć! Że jest taka część mnie, która świetnie sobie z tym poradzi i
        potrafi, bo rozumie, czego mi potrzeba.
        Kiedyś na sesji terapeutycznej miałam do wykonania takie zadanie:
        terapeutka rozpoznała we mnie trzy podosobowości - male dziecko,
        które się buntuje, dorosłą osobą, która jest bardzo mocno krytyczna
        wobec tego dziecka i dorosłą osobę, któa potrafi i chce nim mądrze
        pokierować. Rozstawiłyśmy krzesła, przyporządkowałyśmy każde krzesło
        do każdej z podosobowości. Na koniec terapeutka poprosiła, żeby ta
        trzecia podosobowość (ta mądra) usiadła obok tej malutkiej.
        Wiecie, co wtedy poczułam?
        Że jestem wolna, a to dziecko może w końcu pójść się bawić, zamiast
        cały czas się męczyć z jakąś zołzą, która je ciągle krytykowała.
        Czułam, że to dziecko pobiegło się bawić do piaskownicy z innymi
        dzieciakami i w końcu stało się wolne, żeby móc odczuwać szęście,
        zabawę, radość i żeby cieszyć się życiem zwyczajnie!
        Więc warto rozwijać w sibie osobowość wewnętrznego, mądrego rodzica
        i wszystkim to polecam!
        • clarice05 Re: wewnętrzny rodzic 23.08.08, 00:20
          Powiem Wam, że trochę utknęłam z tą książką. Przeczytałam o odzyskiwaniu
          niemowlęcia i co teraz? piszecie, że "faza musi się ugruntować". Świetnie, ale
          co JA mam robić w tym czasie? Nie rozumiem, są tam 2 ćwiczenia, list i medytacja
          z afirmacją, mam to powtarzać, czy raz zrobić? mam czytać dalej, czy poczekać,
          aż niemowlę jednak do mnie przyjdzie? Nie rozumiem, nie umiem chyba tak
          pracować... Może mi coś podpowiecie, może warto pracować równolegle z inną lekturą?

          Przyznaję, nigdy nie wierzyłam w "psychologiczne banialuki". Śmieszne, bo jak
          raz w życiu byłam u psychologa jak rozwodzili się moi rodzice to diagnoza była
          taka, że jestem "uzależniona od dominującej matki". Strasznie to wyśmiałyśmy z
          mamą i uznałyśmy, że psychologowie to patałachy i nie ma co im wierzyć, bo na
          niczym się nie znają. A odkąd jestem dorosła wyobrażam sobie moje życie w
          sytuacji, gdyby ktoś jednak w tych wszystkich przychodniach zainteresował się
          mną lepiej (przecież byłam u psychologa wtedy, potem jeszcze parę razy w OLO i w
          innym szpitalu jeszcze - ja miałam 15 lat, mówiłam, że jest ok i oni to kupowali...

          Anyway, podpowiedzcie mi coś, chcę nad sobą pracować, ale nie mam doświadczenia.

          Dzięki, A.
          • ladynemeyeth Re: wewnętrzny rodzic 23.08.08, 10:12
            Nie ma jakiegoś z góry ustalonego programu pracy nad sobą. To bardzo
            indywidualna sprawa. Ja nie pracuję z odzyskiwaniem pozostałych
            dzieci, poniważ czuję, że to nie jest dobry moment. Tak naprawdę to
            powinno się pracować nad tym, co się pojawia w bieżącej chwili.
            U mnie pojawiły się problemy zawodowe, tzn. zaczęło mnie
            zastanawiać, czemu innych ludzi w mojej pracy traktuję jak chodzące
            wspaniałości, doskonałoście, debeściaków och i ach, a sama jestem
            taka wycofana, czuję się gorsza i niegodna odnoszenia sukcesów. Jak
            zaczęłam to drążyć, to doszłam do źródła, czyli wstydu za moich
            rodziców, do którego przez wiele lat bałam się przyznać, bo to
            grzech!
            Moi rodzice to bardzo prości (ojciec wręcz prostacki),
            niewykształceni ludzie. Żadne intelektualne dyskusje nie są z nimi
            możliwe i nigdy nie były. Prawie wszystkie pytania, które im
            kiedykolwiek zadałam na temat życia, pozostały bez odpowiedzi. Nigdy
            nawet nie wysilili się, aby mi pokazać, jak tych odpowiedzi szukać.
            Nigdy nie widziałam, żeby się czymkolwiek interesowali, czytali
            gazety, książki, żeby się rozwijali. Prowadzili pusty intelektualnie
            żywot, a w kontaktach z ludźmi byli wycofani, zakopleksieni i
            niedouczeni. Dlatego też tych kontaktów unikali. Spotykali się tylko
            z ludźmi, których mogli obgadać, bo wtedy mogli się dowartościować
            przynajmniej.
            Świetne wzorce, co?
            Całę życie się za nich wstydziłam, ale ponieważ dałam się
            zindoktrynować poglądami typu "czcij ojca ...", wstydziłam się sama
            przed sobą przyznać, że tak jest. Przejęłam rónież ich wstyd,
            zakompleksienie i wycofanie z relacji międzyludzkich.
            Dziś już to wiem i jest to doskonały materiał do pracy: do poznania
            prawdy na temat siebie i mojej rodziny, do afirmacji i zmiany
            kierunku myślenia ... Bo czy ja muszę być taka sama jak oni?
            Nie muszę.
            Ma to związek z wewnętrznym dzieckiem i wewnętrznym rodzicem,
            ponieważ odkryłam, że zostały zaniedbane moje potrzeby
            intelektualno - zawodowe, a moi rodzice nie są w stanie (i nigdy nie
            byli) ich zaspokoić. Jest to zadanie dla mnie jako wewnętrznego
            rodzica. Muszę odzyskać to dziecko, czy też może tę część mnie,
            która tak bardzo chce się rozwijać intelektualnie, zawodowo, któa
            chce się piąć po sukcesy i je osiągać! Swoją drogą widzę, że ta
            osoba ma niesamowity potencjał intelektualny. Moi biologiczni
            rodzice nie byli w stanie go docenić i nie wiedzieli, co z nim
            zrobić. Teraz ja mam szansę go pięknie wykorzystać. No więc jadę z
            tym tematem i tyle! Cała praca!
      • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 24.08.08, 17:43
        Czasami mam wrażenie, że nie muszę czytać dalej tej ksiązki (co nie
        znaczy, że tego nie zrobię), bo moje dzieci same się do mnie pchają,
        żebym je uwolniła.

        Coś na pokrzepienie: pl.youtube.com/watch?v=AeTZwG5t-Qo

        Dzisiaj przypomniało o sobie moje dziecko z przedszkola, które było
        ogromnie przerażone spotkaniem z tak dużą grupą ludzi, że mogło
        tylko płakać i stamtąd uciekać. Nikt mi wtedy nie pomógł - spisano
        mnie na straty. Kilka "życzliwych" osób stwierdziło, że nie warto
        sobie mną zawracać głowy, bo i tak już nic ze mnie nie będzie i
        sobie nie poradzę.
        Dzisiaj wszystkie lęki tamtego zagubionego dziecka wracają do mnie
        ze zdwojoną siłą i uaktywniają się w sytuacjach, kiedy nie znam
        rozwiązania. Na przykład w pracy ... Boję się, że ci ludzie też
        zaczną na mnie szemrać za moimi plecami, że będą o mnie mówić
        straszne rzeczy, a potem bez ostrzeżenia skreślą mnie i stwierdzą,
        że nie warto sobie mną zawracać głowy i tak po prostu mnie zostawią.
        Że za wszelką cenę muszę sobie radzić, ponieważ nikt mi nie pomoże i
        jeszcze mnie wywalą. Nie radzenie sobie jest niebezpieczne, bo
        ludzie mnie wtedy zupełnie skreślają i odrzucają. Uważają, że nie
        jestem nic warta, jak sobie nie radzę. Najgorsze jest to, że ja sama
        tak uważam. Nie mogę sobie nie radzić. Nie mogę sobie na to pozwolić.
        Tak było do tej pory ...
        Ale od dzisiaj będzie lepiej, obiecuję.
        • ladynemeyeth odzyskiwanie ... dorosłej osoby? 27.08.08, 10:10
          Jestem w domu najmłodsza, tak do bólu najmłodsza, bo różnica wieku
          pomiędzy mną a moim rodzeństwem jest również znaczna.
          Czuję się przy nich zawsze jak dziecko. Nie ma znaczenia, co już
          osiągnęłam, bo oni i tak mnie wyprzedzają o kilka kroków, a więc
          mają powody do tego, żeby traktować mnie jak dziecko.
          "Co ty tam wiesz, co ty rozumiesz?"
          i ja się tak właśnie wsród nich czuję - zawsze nie dość dobra, nie
          dość mądra, nie dość doświadczona, nie dość bogata, itd.
          Czuję, że zawsze jestem z tyłu a nimi i że zawsze będę.
          To takie moje przemyślenia w związku z odzyskiwaniem siebie na
          kolejnych etapach. Ja jakoś nie idę razem z książką Bradshawa po
          kolei odzyskując następujące po sobie fazy dzieciństwa, ale jakoś mi
          tak wygodniej.
          Bardzo się to wiąże z innym moim postem o chorej zależności i wierze
          w siebie. Zdaje się, że na poziomie intelektualnym tego nie rozwiążę
          i nie pomogą mi wyższe zarobki, lepsza praca, czy ogólnie pęd za
          bogactwem i karierą.
          Zabawne, że zawsze chciałam być bogata, żeby się uwolnić od więzów z
          przeszłości. Żeby pokazać, że tak dużo mogę. Żeby pokazać że mam ich
          w dupie - tych, któzy mi wmawiali, że nic nie potrafię.
          A stało się odwrotnie - dopiero, jak zaczęłam się uwalniać na
          poziomie emocjonalnym, zwiększyło się moje bogactwo, kariera nabrała
          rozpędu, trafiłam do dobrej firmy, itd. ...
          To tyle ... dzisiaj taki refleksyjny poranek :-)
      • megg2003 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 26.08.08, 08:27
        Witam Cie ponownie, moja... rówieśniczko! ;) Gdy przeczytalam Twoj post
        postanowilam od razu odpisac nie czytajac nastepnych, zrobię to poźniej. Wyć mi
        się zachciało, bo jak bym o sobie czytała. Czasem tak się nienawidzę, że chcę
        umrzeć, jest mi czasem potwornie źle ze sobą mimo przebytej terapii. I znów
        poczucie winy, że nic z niej nie wyniosłam.. Dlatego postanowiłam dołączyć do
        grupy Al-Anon, żeby właśnie tam odkrywać swoje prawdziwe JA.
        Tak na marginesie, przeżyłam ślub, przeżyłam wesele ;))
      • moniczka72 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 01.09.08, 10:33
        ladynemeyeth, tak mnie zachęciłaś do tej książki, że zamówiłam ją sobie i od
        piątku posiadam :)
        Gratuluje Ci sukcesów jeśli chodzi o Twoja prace z wewnętrznym dzieckiem :)
        Cieszy mnie to, że tak ładnie Ci idzie i tyle rzeczy i wzorców wychodzi i możesz
        je sobie przepracować.
        Mam pytanie do Ciebie, jak dużo pamiętałaś ze swojego dzieciństwa, zanim
        zaczęłaś pracę z książką? Ja praktycznie nie pamiętam nic. Dopiero gdy przed
        zmianą grupy wypełniałam ankietę, gdy przemyśliwałam pytania, to zaczęły mi się
        pewne rzeczy przypominać. Nie mówię, że są to miłe rzeczy.
        Wracając jednakże do książki. Ja czytam tę książkę i płaczę jak bóbr.
        Odpowiadanie na pytania na początku rozdziałów powoduje płacz. Sama nie wiem już
        czy to jest użalanie się nad sobą czy coś innego.
        Na ostatnim spotkaniu indywidualnym terapeutka zapytała mnie czemu tłumie płacz,
        że jeśli mam ochotę to powinnam płakać i uwolnić te emocje poblokowane. A mi od
        razu się nasuwa myśl "nie będę płakać, muszę być dzielna". Jeśli ja mam wypłakać
        to wszystko co mi się nagromadziło to trochę czasu mi zajmie :(
        Na razie książkę po prostu czytam, później zacznę ćwiczenia od niemowlęcia, jak
        na razie tylko przy pytaniach dotyczących wieku nastoletniego mam większość
        odpowiedzi na nie. Zdziwiło mnie że moje niemowlę jest takie skrzywdzone za to,
        nie wiem czemu.
        Z proponowanych prac bardzo spodobała mi się ta w której autor proponuje
        jedzenie rękoma różnych produktów spożywczych , malowanie rękoma. Tak mnie to
        teraz ciągnie, że aż sama się dziwię. Mam wielką ochotę pojechać nad morze,
        siedzieć i bawić się piaskiem :) To moje wewnętrzne dziecko sie tego domaga?

        I wkurzam sie na siebie, na swój brak reakcji na zachowania głównie mojej matki.
        Pozwalam sobie na to, że jej słowa mnie ranią, w ogóle nie reaguje na nie.
        Ostatnio wciąż słyszę, że jestem nienormalna. Nie pytam co dokładnie ma na
        myśli, nie obchodzi mnie to. Słysząc jej słowa że to ona jako matka oczekuje ode
        mnie pomocy, wsparcia, czuje wielki bunt i złość. Uważam że ta pomoc jej się nie
        należy, aż mi głupio że to piszę, czuje się jakimś potworem :(
        • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 01.09.08, 11:41
          Cieszę się, że też pracujesz z tą książką i cieszą mnie Twoje
          reakcje, mimo że Ty sama nie jesteś ich pewna. Twoja teraeutka miała
          rację - jeśli masz ochotę i czujesz potrzebę, żeby płakać jak bóbr,
          po prostu to rób! Twoje dziecko, Ty sama po prostu tego potrzebujesz
          i tyle!
          Ja też płaczę, też przeżywam smutek, rezygnację, bezsilność (ją było
          mi najtrudniej zaakceptować), przypominam sobie różne rzeczy,
          niektórych się domyślam albo mam przeczucie, że tak było. Na
          przykład mam przeczucie, że mój ojciec był przedmiotem nie
          fizycznych nadużyć seksualnych. Piszę o tym, piszę nawet o moich
          domysłach. Autor radzi, żeby o nich pisać, jeśli to ma pomóc - i
          rzeczywiście pomaga!
          Swoją pracę nad sobą zaczęłam jakieś 5 lat temu. Wtedy nawet nie
          wiedziałam, że jestem dda. I wtedy niewiele pamiętałam z mojego
          dzieciństwa. Nie uswiadamialam sobie też uczuc, które różne
          wydarzenia we mnie wywołały.
          Tak, wspomnienia przychodzą w ramach ciągłej pracy nad sobą. Czasami
          przychodzą w postaci uczuć, a nie konkretnych obrazów i te są może
          nawet bardziej cenne...
          Co do Twojej matki, szkoda, że Cię tak katuje. Nie przejmuj się, że
          czujesz jakąś niechęć do niesienia jej pomocy. DLa mnie to zupełnie
          zrozumiałe, bo Twoja matka nie zachęca zbytnio, żeby być dla niej
          miłym. Kiedyś przyjdzie czas, że udzielenie jej pomocy i wsparcia
          nie będzie dla Ciebie żadnym większym wysiłkiem emocjonalnym, bo
          będziesz wolna od sporej części bagażu. Ale do tego momentu musisz
          doprowadzić sama, pracując nad sobą.
          Wszystko będzie dobrze!
          Ta praca jest ciężka, czasami bolesna, ale niesie też takie chwile,
          dla których warto rzucić wszystko i tylko jej się poświęcić!
          Za wolność!
          pl.youtube.com/watch?v=garercuDtKU&feature=related
        • moniczka72 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 01.09.08, 13:04
          Zapomniałam napisać, że razem z książką Bradshawa kupiłam też książkę Karpowicza
          "terapia wewnętrznego dziecka", która w pewnych momentach opiera sie na tej
          poprzedniej. Ale dodatkowo do mnie bardzo przemawiaja przykłady listów od
          dziecka. Czasem wręcz są szokujące, ale wyjaśniają też w jaki sposób zachowanie
          rodziców wpłynęło na późniejsze wzorce u dziecka. Przy tej książce też płacze :)
      • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 01.09.08, 12:10
        Odzyskiwanie swoich dzieci to naprawdę cudowne uczucie! To jest jak
        odzyskiwanie zaufania i wiary siebie po sporym kawałku.
        Jestem właśnie po liście do i od przedszkolaka (wczoraj napisałam).
        Bradshaw pisze, że w wieku przedszkolnym tworzy się nasza tożsamość -
        czy jestem chłopcem czy dziewczynką. A u mnie ta tożsamość była
        bardzo zaburzona, ponieważ nie cieszyłam się zbytnio z faktu, że
        jestem dziewczynką. Zresztą u mnie wdomu wychowywano wszystkich w
        kulcie mężczyzny - to mężczyzna jest najważniejszy, zawsze sobie
        poradzi (kobieta jest pierdołą życiową), przynosi do domu pieniądze
        (kobieta nie jest w stanie), więc to jego potrzeby liczą się
        bardziej ... Masakra! Urodzić się kobietą w mojej rodzinie jest
        przerąbane, mówię Wam! Ponadto moja matka nienawidzi kobiet, nawet
        własne córki uważająć za wrogów i rywalki. "Baby są wredne" - często
        to słyszałam. Od moich braci i ojca z kolei słyszalam, że "baby są
        głupie" albo "wszystkie panienki są pojebane". Ciężko było. I ja nie
        za bardzo akceptowałam siebie jako dziewczynkę, nastolatkę, potem
        kobietę. Nie lubiłam krągłości mojego ciała, bo to takie kobiece.
        Nie lubiłam się "pindrzyć", czyli dbać o moj wygląd, bo wszsytko co
        kobiece, było takie wrogie, głupie, beznadziejne i złe, bo potępiane
        w mojej rodzinie i nienawidzone.
        Spodziewałam się, że z wiekiem przedszkolnym będzie mi trudniej, niż
        z niemowlęcym, bo to wtedy przeżyłam sporo trudnych doświadczen -
        przeprowadzka z mojego ukochanego domu do jakiejś brudnej rudery bez
        łazienki (bo ojciec zmienił pracę), dwa lata mieszkania w tej
        ruderze, ciężkie zapalenie płuc, brak znajomych, wszystko obce i
        nieprzyjazne, przedszkole, które było dla mnie koszmarem,
        wykorzystanie seksualne, nienawiść ludzi do obcych i
        przyjezdnych ... Było okropnie ciężko.
        Ale udało mi się odzyskać tego dzieciaka, tę dziewczynkę. Ona tylko
        chciała, żeby ktoś ją słuchał i się z nią liczył, żeby wysłuchiwał
        jej potrzeb, zawsze z nią był, pilnował jej i bronił, nigdy nie
        zostawiał na pastwę obcych osób, dbał o nią, ładnie ją ubierał,
        uczył ją przydatnych rzeczy, żeby komuś zależało, aby wyrosła na
        mądrą i wspaniałą osobę i żeby dokładał do tego starań, żeby ktoś
        się nią zachwycał, żeby nigdy niczego nie robił wbrew jej zdaniu i
        woli, żeby nikt jej nigdy do niczego nie zmuszał ...
        Jestem w stanie jej to zapewnić! Jestem w stanie być dla niej
        kochającym rodzicem, który się stara ze wszystkich sił, aby ona
        miała wszystko, co najlepsze i żeby zawsze czuła się kochana,
        bezpieczna, radosna, ufna, chroniona, zrozumiana, wysłuchana, bardzo
        głęboko szanowana i poważana! Jestem w stanie kochać w niej to, że
        jest śliczną dziewczynką, piękną, delikatną księżniczką i tak ją
        właśnie traktować - z największą miłością, poważaniem i szacunkiem!
        Te listy mają niesamowitą moc, a kontakt z wewnętrznym dzieckiem
        daje niesamowicie wiele radości! W życiu się nie spodziewałam, że
        byłam takim fajnym, wspaniałym dzieciakiem, że tyle we mnie drzemało
        energii, potencjału, że miałam w sobie tyle radości, dobroci,
        miłości, geniuszu czasami i że tyle mogłam!
        Ogromną radość sprawia mi poznawanie siebie od tej strony!
      • clarice05 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 19.10.08, 18:52
        Czytam tę książkę chyba już drugi miesiąc i moje przemyślenia są wciąż takie same - nic nie rozumiem... Nie potrafię chyba zdobyć się na takie rozdwojenie jaźni, o jakim w tej książce mowa.

        Najpierw próbowałam pracować od początku tak, jak tam napisano, ale potem stwierdziłam, że naprawdę nie rozumiem tego i że przeczytam do końca raz, żeby nabrać jakieś poglądu i potem zacznę pracę od początku.

        No ale nie mogę, jak mam wyobrazić sobie, że ktoś mnie przytula - potrzebuję to poczuć. A do tego osobą przytulającą mnie w mojej wyobraźni mam być ja sama. Jak ma mi to pomóc, tylko czuję się śmieszna.

        Jak mam sobie sama narzucać ograniczenia, skoro to są rzeczy, których ja chcę. To się nigdy nie uda. Jak nie chce mi się czegoś robić, albo mam ochotę nawpychać się słodyczy, to nic nie da, że sobie zabronię - bo ja jestem jedna... Powiem sobie, że tego nie zrobię/że zrobię, ale zaraz myślę sobie - chrzanić to. Jak mam być dwiema osobami jednocześnie? Nie ma po prostu we mnie tej zdyscyplinowanej cząstki, która mogłaby uczyć dziecko dyscypliny - skąd miałaby się nagle wziąć?

        I tak za każdym razem, nie potrafię być dwiema osobami jednocześnie, potrzebuję prawdziwego wsparcia, fizycznego prawdziwego dotyku, a nie wsparcia wyobrażonej osoby, która niby ma być też mną - więc jest równie popieprzona. To kompletnie pokręcone...:/

        Tak bardzo chciałabym poczuć się lepiej, przestać czekać, aż życie się skończy (często sobie ta myślę - eh, jeszcze 50 lat i będzie po wszystkim). Ale nie widzę celu, nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak to jest czuć się dobrze, jak to jest poczuć chęć życia, jak to jest nie nudzić się permanentnie. To po co mam się starać, skąd brać siłę?
        • anhes Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 20.10.08, 14:07
          no mam podobne własnie refleksje...Ilekroć spotykam sie z pojęciem
          wewnętrznego dziecka, wewnętrznego rodzica to zastanawiam się czy to
          nie jest droga do szaleństwa ( bez złośliwości to mówię) mam wrażenie
          że jakbym zaczeła w sobie doszukiwać się tych osobowości to bym
          pomieszania zmysłów dostała....

          Poza tym zastanawia mnie jak to jest z tym niemowlęciem? bo przecież
          nikt z nas nie pamięta tamtego okresu więc skąd wiecie o
          zaniedbaniach? należy się oprzeć na przekazie rodziców? bliskich? czy
          może są w książce wskazówki że jak cośtam to znaczy że cośtam ...

          Ja mam w zasadzie taki problem który jakoś tak wynika na terapii że
          bardzo niewiele pamiętam. Jakieś szczątkowe sytuacje, jakbym oglądała
          film, bo do uczuć z tamtego czasu dotrzeć też nie mogę...
          Tak więc taka praca wydaje mi się niemożliwa wogóle...
        • log222 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 20.10.08, 16:18
          > No ale nie mogę, jak mam wyobrazić sobie, że ktoś mnie przytula - potrzebuję to
          > poczuć. A do tego osobą przytulającą mnie w mojej wyobraźni mam być ja sama. J
          > ak ma mi to pomóc, tylko czuję się śmieszna.

          Nie czytałam książki, ale znam taki sposób/ćwiczenie, że bierzesz swoje zdjęcie jak byłaś mała, czy wyobrażasz sobie siebie jak byłaś mała, i w wyobraźni przytulasz to dziecko, jesteś dla niego czuła itp. No tak jak się postępuje z dziećmi...


          > Jak mam sobie sama narzucać ograniczenia, skoro to są rzeczy, których ja chcę.
          > To się nigdy nie uda. Jak nie chce mi się czegoś robić, albo mam ochotę nawpych
          > ać się słodyczy, to nic nie da, że sobie zabronię - bo ja jestem jedna... Powie
          > m sobie, że tego nie zrobię/że zrobię, ale zaraz myślę sobie - chrzanić to. Jak
          > mam być dwiema osobami jednocześnie?

          Skoro chcesz tych rzeczy to w ogóle nie ma o czym dyskutować.
          Póki myślisz "chrzanić to" nic się nie zmieni.
          • clarice05 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 21.10.08, 17:16
            ladynemeyeth:
            próbowałam, oczywiście, na razie list do niemowlęcią. Ale nie czuję
            się głupio. Do tego zaczęłam strasznie użalać się nad sobą, już
            dawno nie czułam się tak źle...

            log222:
            to nie takie proste, że ja tego chcę. Chodzi o to, że dziecko też
            chce wielu rzeczy, a rodzice cierpliwie znoszą ryki, karzą i
            nagradzają, aż w dziecko "wrośnie" to poczucie dyscypliny i będzie
            się umiało samo dyscyplinować.

            Ja mogłam robić wszystko, bylebym zniknęła z oczu, jadłam głównie
            słodycze większość dzieciństwa, nie wracałam na noc odkąd miałam 14
            lat, spałam do późnego popołudnia i grałam na komputerze całymi
            nocami - i nikogo to nie obchodziło. Gdy miałam jakiś problem lub
            zły humor, to w zależności od nastroju rodziców była albo awantura
            ("tylko mi dokładasz zmartwień"), albo dostawałam czekoladę i miałam
            siedzieć w pokoju i oglądać telewizję.

            Oczywiście czasem moja mama stwierdzała, że jestem rozpuszczona i
            strasznie mi dogadywała, ale z drugiej strony jak marzyłam o
            obiedzie po powrocie ze szkoły to słyszałam, że wszystkie dzieci ze
            szkoły muszą jeść zupę i bardzo mi zazdroszczą, że ja mam na obiad
            banany i colę.

            A teraz tak nie mogę, muszę wstawać do pracy (do szkoły nie
            musiałam, jak nie chciało mi się wstać, to nie szłam i też nikogo to
            nie obchodziło), nie mogę jeść słodyczy, bo tyję itd. I męczę się
            ogromnie :/

            Jest mi potrzebny wewnętrzny dorosły, który narzuci dyscyplinę, a
            nie ma go we mnie...
            • log222 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 22.10.08, 11:06
              Rozumiem. Ale wiesz, nie musisz wstawać do pracy, możesz opychać się słodyczami. Tylko że poniesiesz konsekwencje. Więc to jest taki wybór, ładna szczupła sylwetka i pieniądze na życie albo... Zdaje się, że masz tego świadomość, więc jesteś na dobrej drodze.
              A że nie możesz jeść słodyczy - jak z wysiłkiem fizycznym? Ruszaj się, spacer czy nawet wędrówka do sklepu dłuższą drogą, wtedy możesz pozwolić sobie na coś słodkiego, bo będziesz mogła to spalić.
            • ladynemeyeth Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 22.10.08, 12:30
              clarice05 napisała:

              Do tego zaczęłam strasznie użalać się nad sobą, już
              > dawno nie czułam się tak źle...

              Jakie uczucia kryją się pod tym określeniem "źle"? Co poczułaś?
              To ważne. Jeśli list wywołał w Tobie reakcję emocjonalną, to znaczy,
              że zapoczątkowałaś zmianę.
              >
              >
              > Jest mi potrzebny wewnętrzny dorosły, który narzuci dyscyplinę, a
              > nie ma go we mnie...

              Wewnętrzny dorosły jest w Tobie. To ta część, która uważa, że są
              potrzebne zmiany, że potrzebna Ci dyscyplina.
              Pisałaś o wielu zaniedbaniach ze strony rodziców - brak
              emocjonalnego oparcia w trudnych momentach, odrzucanie Cię, kiedy
              miałaś problemy, brak zaspokojenia tak podstawowej potrzeby, jak
              zjedzenie obiadu. To wszystko wyjdzie z pracą na dalszych etapach.
              Jakbyś dzisiaj potraktowała małą osóbkę, która przychodzi do Ciebie
              z problemem, z płaczem?
              Wypędziłabyś ją do swojego pokoju z czekoladą?
              Co byś jej powiedziała?
              • clarice05 Re: John Bradshaw - pierwsze przemyślenia 22.10.08, 16:50
                Eh
                to nie tak, że chcę schudnąć, po prostu widzę, że jedynym sposobem
                jaki znam na zrealaksowanie się jest jedzenie. Jak jestem zła to
                jem, a nie chcę, żeby tak było. Nic innego nie poprawia mi nastroju,
                dlatego nic mi się nie chce robić (z takich potencjalnie miłych
                rzeczy, jak basen, kino, książka). Dlatego z jednej strony tego
                chcę - bo czuję się lepiej po kiepskim dniu w pracy, a z drugiej
                widzę, że to droga donikąd, że to złe zachowanie, że powinnam być
                bardziej stabilna emocjonalnie i pracę zostawiać w pracy. Plus
                oczywiście w końcu utyję tak, że zacznę się wstydzić siebie i czuć
                jeszcze gorzej w różnych sytuacjach... Ale te racjonalne
                uzasadnienia się nie przebijają, kiedy jestem w złym nastroju.

                A co to znaczy, że czuję się źle - w pierwszej chwli po tych
                wszystkich listach, jak jeszcze miałam dużo entuzjazmu, poczułam się
                owszem skrzywdzona, chciało mi się płakać. I to rozpoczęło taką
                spiralę - czuję się żałosna, bo użalam się nad sobą. Takie sprężenie
                zwrotne - użalam się, że jestem beznadziejna, a potem myślę sobie,
                że jestem jeszcze bardziej beznadziejna przez to, że nic tylko się
                użalam. I tak w kółko - to mam na myśli, że czuję się źle.

                Ale mi nie chodzi o to, żebyście mi zasąpiły terapeutę (do którego
                nota bene boję się wciąż zadzwonić, odkładam na kolejny dzień
                codziennie) - tylko ciekawi mnie, jak sobie radzicie z tą
                dwoistością. Sama wizja mnie, jako małej osóbki i dorosłej osoby
                jest dla mnie trudna, nie widzę siebie jako dwóch osób. I już od
                dłuższego czasu żadnych postępów tu nie robię...

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka