ladynemeyeth
13.08.08, 10:02
Nie trzeba było dużo książki przeczytać, żeby coś w głowie
zaświtało. Temat: moje PRAWDZIWE JA.
No właśnie - znacie swoje prawdziwe JA?
Ja go nie znam. Zepchnęłam je na boczny tor, a kiedy się odzywa i po
cichu coś chce wtrącić, spycham je tak brutalnie, jak kiedyś robiła
to moja rodzina.
Żyję w przekonaniu, że sama z siebie nie mogę być fajna, że lepiej,
żebym się nie odzywała, że nie mam nic ciekawego do zaoferowania
ludziom i dopiero jak zbadam grunt i się przystosuję, mogę się
odzywać i być fajna. Inaczej boję się po prostu być sobą.
Nie jestem akceptowana, boję się ośmieszyć, boję się, że mnie
odrzucą pomyślą sobie o mnie źle, skreślą mnie, wykpią, wyśmieją,
itd. Moje prawdziwe JA nie jest kochane, nie jest dopuszczane do
głosu, nie pozwoliłam się mu nigdy w niczym wyrażać. Karzę je i
uciszam tak samo, jak robiła to moja matka. Nie pozwalam sobie na
radość, na głośny śmiech, na spontaniczność, odkrywanie, miłość,
radość z życia, itd. Nie mogę być sobą - to jest kardynalna zasada
mojego życia. Muszę dopiero sprawdzić w otoczeniu, jaka mogę być.
To są moje głęboko od dawna skrywane uczucia. Wykształciłam też taki
mechanizm obronny, który miał wyrazić bunt przeciwko mojej rodzinie
i takiemu traktowaniu mnie i przyjęciu na ten świat.
Mechanizm polega mniej więcej na "mam was w dupie, mam w dupie
ludzi, mam w dupie to, co oni mówią, nie zależy mi, odwalcie się,
spierdalajcie, nie chcę was, w ogóle was nie potrzebuję". Odrzucam
tak samo, jak byłam odrzucana. A odrzucona była ta najprawdziwsza
część mnie, olana i zupełnie nie zaakceptowana.
Kim jest ta część mnie, to moje prawdziwe JA?
Nie wiem. Wiem, że jest wkurwione, złe na mnie i nie chce ze mną
gadać. Wiem, że działa pod wpływem złości, nie chce mnie widzieć,
nie ufa mi, nie chce się do mnie odezwać, nikogo nie lubi, mnie tez
nie lubi i zupełnie olewa.
No i zaczynamy kolejny etap pracy ...