Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    chcę sobie pomóc!

    10.12.08, 08:05
    witam Wszystkich! Piszę tu po raz pierwszy , ponieważ szukam dla
    siebe wszelkiej pomocy:-( Moi rodzice są alkoholikami, nie chodzę na
    żadną terapię, chociaż czuję,żepotrzebuję wspracia
    psychologa,ponieważ coraz gorzej radzę sobie z pogodzeniem się z
    sytuacją.Liczę na Wasze rady, w tej kwestii, chodząc na terapie dla
    DDa Jesteście pewnie bardziej doświadczeni.Moim głownym problemem
    jest to ,że nie umiem poradzić sobie z ogarniającym mnie żalem,
    smutkiem i świadomością,że moi rodzice zmarnowali sobie zdrowie,
    życie i naszą rodzine.Mieszkając z nimi, patrząc jak coraz bardziej
    sie staczają, czuję panikę ,że jestem bezradna, a oni w cieżkiej
    depresji i chorobie.Codzień patrząc na nich nie poznaje w nich
    swoich rodziców.Moje zarobki nie pozwalają mi się wyprowadzić i
    uciec z tego smutnego i chorego domu! Dręczą mnie wyrzuty sumienia,
    lęk, strach, niechęć, gniew! A oni nie chcą sie leczyć! Mam siostrę,
    ale ona od lat mieszka w innym miescie i nie utrzymuje z nimi
    kontaktu, więc jestem sama z tym co się tam dzieje i czuję jak mnie
    to zmienia:-( Wiem ,że muszę sama o siebie zadbać, ale czasem boję
    się,że siądzie mi psychika, czuję się jak w pułapce! I jeszcze ta
    świadomość, że nie jestem kochana przez własnych rodziców,że oni są
    wypaczeni z uczuć i zagłuszają się alkoholem! Co może zrobić dziecko
    by ratować rodziców-alkoholików?? czy to możliwe? Boli mnie myśl, że
    moja matka chce się zapić na śmierć,a ojciec ją bije i sponiewiera!
    Z tym borykam sie na codzień, nigdy nie wiem co mnie czeka gdy wrócę
    z pracy.Mam chłopaka,ale w innym mieście i widujemy się na weekendy,
    które są dla mnie jedynym odsaperowaniem się od tej patologii.Mało z
    nim rozmawiam o mej sytuacji, bo co to da? Wolę nie wywlekać
    tych "brudów".On ma rodzine,na którą może liczyć.Nadchodzą święta,
    mam więc większe doły i czuję brak rodziny mocniej.Serce mi pęka
    patrząc na moją matkę.Ojca zawsze uważałam za tyrana.Co mogę
    zrobić,gdy najchętniej ucieklabym i zapomniała o nich? a z drugiej
    strony, te wyrzuty sumienia..wkońcu to moi rodzice:-(
    Obserwuj wątek
      • mskaiq Re: chcę sobie pomóc! 10.12.08, 11:39
        Mysle ze najwiekszym Twoim problemem jest zal i poczucie winy.
        Myslisz o tym ze rodzice zmarnowali sobie zycie, zdrowie. To prawda
        ale to nie Twoja wina, to jest ich wybor.
        Jedyna rzecz jaka mozesz zrobic to porozmawiac z ludzmi ktorzy
        zajmuja sie pomoca alkoholikom i dowiedziec sie co mozesz zrobic i
        jak im pomoc.
        Staraj sie nie myslec o tym co sie dzieje z Twoimi rodzicami bo w
        taki sposob nie pomagasz Im a dolujesz siebie.
        Lepiej mysl o Swoim chlopaku, trzymaj sie tego co przynosi Ci
        radosc, co pozwala czuc sie dobrze.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • martyna25lat Re: chcę sobie pomóc! 10.12.08, 12:18
          Dziękuję za te słowa, niby to wszystko wiem , bo czytałam wiele o
          DDa ale w życiu jakoś trudniej to zastosować. Nie umiem sobie jakoś
          wytłumaczyć, że nie mam na to wpływu i tak po prostu zostawić ten
          problem.Chyba do końca życia będę się borykać z tymi mieszanymi
          uczuciami.
          Również ślę pozdrowienia;-)
        • babelfish Re: chcę sobie pomóc! 11.12.08, 18:49
          Dobrze, ze sie wycofales z linii przebaczania i wyrozumialosci.
      • moniay Re: chcę sobie pomóc! 10.12.08, 21:39
        Ja to jestem zdania ,że nalezy iść na terapię . Wychodze z
        załozenia - chcesz zmienić świat , zacznij od siebie . Jak zmienisz
        siebie to zmienisz swoją sytaucje życiową , da to ci siłę aby
        podejmować ważne dla siebie i dbające o siebie kroki. Ja sama w
        każdym bądź razie z całą pewnoscią nie dałabym rady . Ty poczyniłaś
        ważny krok . Napisać tutaj , poprosząc o pomoc . To pierwszy kro do
        zdrowienia . Trzymam kciuki i słuze pomoca jakby co . Pisz na priv
        • martyna25lat Re: chcę sobie pomóc! 11.12.08, 07:58
          zgadzam się z tym, że sama muszę o siebie zadbać.Raz nawet poszłam
          do psychologa dla DDa ,ale okazało się, że akurat przyjmował w
          godzinach gdy jestem jeszcze w pracy, więc "pocałowałam klamkę" i
          nic z tego nie wyszło.A jeśli mogę zapytać, to czy taka terapia może
          sprawić,że pogodzę się z tym wszystkim? i czy możliwe jest by ktoś
          lub coś zapełniło tą pustkę, którą mam, przez brak normalnej
          rodziny??Bo myślę,że nigdy nie uda mi sie do końca nie czuć już
          żalu,to mnie ukształtowało w pewien sposób.Jestem często smutna i
          nerwowa, choć wiem,że mam inna nature.Na terapii dowiedziałabym sie
          pewnie,że muszę się od nich odciąć, wyprowadzić sie..a na to póki co
          mnie nie stać:-( Dziękuję za słowa otuchy,pozdrawiam serdecznie!
          • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: chcę sobie pomóc! 11.12.08, 11:36
            Poczytaj o współuzależnieniu, bo z tego co piszesz - masz z tym spory problem.
            • martyna25lat Re: chcę sobie pomóc! 11.12.08, 12:02
              hmmm, duzo o tym czytałam, ale wiesz, teoria -teorią, ale w życiu
              trudniej ją zastosować i oszukać uczucia.Ale wiem, jest to syndrom
              współuzależnienia...
              • elzbieta_1983 Re: chcę sobie pomóc! 11.12.08, 19:40
                hej, i są audycje w Katolickim Radio Podlasie (101,7) o DDA, dokładnie nie wiem
                kiedy ale najbliższa w poniedziałek 15.12 o 21.40. Prowadzone przez psychologa
                od uzależnień, można dzwonić w trakcie pisać na gg albo smsem.. może warto
                posłuchać i zacząć coś działać:) a tak serio to nie może tylko WARTO! pozdrawiam
                • martyna25lat Re: chcę sobie pomóc! 12.12.08, 07:24
                  dzięki za informacje, będę słuchać :-)Pozdrawiam
              • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: chcę sobie pomóc! 12.12.08, 10:14
                Bo uczucia masz zmienić, nie oszukiwać. I owszem, da się. Widzę po sobie jak zmieniam spojrzenie na siebie i ludzi wokół mnie.
                • martyna25lat Re: chcę sobie pomóc! 12.12.08, 11:09
                  Ale nie mogę pozbyć się lęku, że np. kiedy moi "rodzice" zejda z
                  tego świata ( a przy alkoholizmie nie trudno o wykończenie
                  organizmu), ja stanę nad grobem i ...i co sobie powiem?? boję się
                  tych uczuć, wyrzytów,że nic nie umiałam zrobić, że tak jak to
                  radzą "zostawiłam ich samych sobie", choć wiem,że przecież oni sami
                  powinni chcieć się leczyć..Nazwiesz to pewnie współuzależnieniem i
                  ja to wiem, ale co z tego, jak to boli.
                  Mam się znieczulić? Zobojętnieć całkiem? Sama już nie wiem co jest
                  lepsze.Myśleć już tylko o sobie?Nie znam Twojej sytuacji, ale Jak
                  Tobie udało się zmienić uczucia?? i na jakie?
                  • elzbieta_1983 Re: chcę sobie pomóc! 15.12.08, 15:50
                    Martyna, jak zajrzysz dziś to przypominam o audycji, będzie właśnie o świętach
                    :) 101,7 katolickie radio podlasie godz.21.40:)
                    • elzbieta_1983 Re: chcę sobie pomóc! 05.01.09, 08:28
                      dziś też audycja w Katolickim:) jakoś też chyba w tej godzinie co ostatnio:)
                      • skowronek107 Re: chcę sobie pomóc! 05.01.09, 19:40
                        ja równiez odczuwam takie uczucia. Moja sytuacja jest troche inna -
                        mialam ojca alkoholika ktory zmarl kiedy mialam 7 lat wiec juz ponad
                        20 lat temu. Matka byla bita i ponizana o czym bardzo czesto ja
                        wysluchiwalam - przez 20 lat zawsze slyszalam o tym jak ja bil i
                        jaki byl niedobry,, i 'jakie to chlopy sa nic nie wart'.
                        Mam rowniez brata starszego ktory jest alkohlikiem, ma zone i
                        dzieci. Mieszkaja z moja mam w tym samym domu ale na oddzielnych
                        pietrach wiec na szczescie jest jakies odseparowane.Ja cierpialam
                        tylko emocjnalnie i psychicznie przez alkohol ( albo AZ) bo tata
                        zawsze dobrze zarabial i chociaz pil , ale jak to mowi moja
                        mama 'mial glowe zarobic'. Ja juz od 4 lat z nimi nie mieszkam ale
                        mimo to nie potrafilam sie 'odciac', no moze nie tak calkowicie od
                        tego wszystkiego. I rowniez tak jak ty mam poczucie zalu, smutku i
                        krzywdy w sobie. Czuje sie winna za to ze malo pomagam mamie ( jest
                        na rencie i musze jej finansowo pomagac) i bratu ( duzo pomagam
                        dzieciom bo bratu nie pomagam wcale). to dluga historia...
                        powoli dojrzewam do decyzji aby pojsc na terapie.
                        ale pisze ten post aby sie podzielic z Toba ze ja tez takie uczucia
                        mam, i choc tak jak Ty sporo sie naczytalam literatury, prowadze
                        dzienniczek , pwoli ucze sie sama rozpoznawac sowje zachowania,
                        reakcje itd itp, to nie potrafie sie tych wewnetrznych uczuc
                        wyzbyc...
                        Pozdrawiam
      • martencja75 Re: chcę sobie pomóc! 07.01.09, 10:35
        Co mogę
        > zrobić,gdy najchętniej ucieklabym i zapomniała o nich? a z drugiej
        > strony, te wyrzuty sumienia..wkońcu to moi rodzice:-(

        Z pewnoscia wyrzuty sumienia powinni mieć twoi rodzice, nie Ty.
        Powiesz ,,łatwo powiedziec"...Jak długo dda muszą być ,,rodzicami"
        swoich rodziców. Jak długo alkoholizm rodzica może kontrolować nasze
        zycie, wpływac na nasze związki, sposób myslenia, warunkować nasze
        zyciowe decyzje, decydowac o jakosci naszego życia, naszych relacji
        z innymi ludźmi, naszym poczuciu wartości albo powodować wyobcowanie
        i osamotnienie...? Uważam, ze tak długo jak na to pozwolimy.
        Wiem, ze nic nie jest w stanie wypełnic braku, wielkiej dziury w
        psychice jaka powstaje na skutek alkoholizmu rodzica. Nie załata jej
        żaden partner zyciowy, nie poinno sie tego nawet oczekiwac, bo to
        nie ma sensu. Opłakiwałam swoje utracone dziecinstwo i młodośc wiele
        lat. Mam nadzieje, ze okres opłakiwania mam juz za sobą.
        Wyprowadziłam sie w wieku 18 lat, wyjechałam na studia na najdalej
        polozony uniwerek. Pracowałam jednoczesnie cięzko, żeby wystarczyło
        na ksiązki, wynajem pokoju i na zycie, jadłam marnie, było ciężko
        ale do domu nie chciałam wrócić. Przez wszystkie lata studiow nie
        spałam po nocach, bo bałam sie, ze mój ojciec w goraczce alholowej
        zabije siekiera moja matkę. Zrywałam sie po nocach i krzyczałam,
        budziłam się cała mokra. To były lata koszmaru. Nie mogłam
        kontrolowac sytuacji. Miałam ogromne poczucie winy i wyrzuty
        sumienia, że ją z nim zostawiłam. W dalszym ciagu byłam jej
        rodzicem, własciwie od najmłodszych lat, nawet sobie tego nie
        uswiadamiałam. teraz wiem, że to ona powinna była uchronic mnie
        przed koszmarem dziecińswa, przed ciagłym strachem o własne zycie o
        jejzycie o zycie moich braci. Wiem, ze po pijaku moj ociec mogłby
        nas pozabijac, czym wielokrotnie groził. Mowił, ze najwpierw nas
        zabije a potem sam sie powiesi). Ale ona nie zrobiła NIC!.
        Przyszedł kiedys taki moment, po wielu latach, ze popatrzyłam na
        moich rodziców jak na sąsiadów, jak na kogos obcego, zapomniałam o
        tym, ze ich kocham i że potrzebują pomocy, oceniłam chlodnym okiem i
        zaczęłam im wspolczuć. Moj żal, gniew i strach przestał kontrolowac
        moje zycie. Można powiedzieć, że straciłam w swoim sercu rodziców
        (chociaż jestem dla nich miła, mam stały kontakt, pomagam
        materialnie w miarę mozliwości i chęci i odwiedzam). Uczuciowo
        wyrzekłam sie ich ale zyskałam siebie. Nawet nie boję sie smierci
        któregokolwiek z rodziców. I nikomu juz nie przyznam prawa do
        czynienia mnie szczęśliwym albo do unieszczęśliwiania mnie. To
        zalezy ode mnie. Teraz to wiem.
        Ktos moze sie zbulwersować :,,jak mozna wyrzucic z serca, przestac
        kochać własnych rodzicow?!" Wydaje mi sie, że w moim przypadku to
        był jedyny sposob, zeby nie stracic siebie i zeby nie zwariować. I
        nie żałuję. Oni o tym nie wiedzą, nie rozumieją jaka zmiana zaszła
        we mnie od kiedy skonczyłam 18 rok zycia a było to już dawno temu.
        Nie sa swiadomi zapewne jak bardzo mnie skrzywdzili. Nigdy im o
        swoim bólu i żalu nie mowiłam. Nie wiedza tez, że nie kocham ich jak
        dziecko kocha rodzica, bo na zwnątrz w moim zachowaniu nie widac tej
        zmiany. Kocham ich jak zachód słońca, jak drzewa, jak śpiew ptaków,
        jak kazdego bliźniego. Jakkolwiek zabrzmi to patetycznie. Ale nie sa
        juz dla mnie kims wyjatkowym, tak jak rodzice dla dziecka. Ta zmiana
        mnie uwolniła i nie żałuje jej. Miłośc do nich juz nie kontroluje
        mojego zycia. Tak jak nie kontroluje mojego zycia ktoś obcy, ktos
        kogo nie znam. Nie mam juz zalu, krory miał swe źródło w miłosci do
        nich ani nie boje sie, że ktoremus cos sie stanie, bo i po co, skoro
        i bez nich moge byc szczęściwa. Nie sa staruszkami, sa w pełni sił,
        więc nie musze sie nimi opiekować, tym bardziej, że oni mna sie
        nigdy nie przejmowali, czego dowiedli przez te wszystkie lata. Nie
        jestem i nie byłam za nich nigdy odpowiedzialna, choć tak się czułam.
        Jesli będą kiedykolwiek potrzebowac mojej pomocy, to pomogę i wesprę
        jesli będę w stanie ale tak jak sie pomaga sąsiadowi, znajomemu.
        Kiedy potrzebowałam miłości, opieki rodziców, poczucia
        bezpieczeństwa, nie otrzymałam tego, więc jaki jest sens żebym teraz
        kochała ich i tarktowała jak rodziców?!!. Mam miec ciagle nadzieję,
        że wypełnią ten brak, tę wielka czarną, smutną dziurę w sercu, którą
        leczyłam przez te wszystkie? Jak długo miałoby to trwać... Wolę
        resztę energii, ktorą gromadzę codzień poświecic sobie i swojej
        własnej rodzinie zamiast pozwalać, aby błędy i niedomagania rodziców
        w dalszym ciagu wpływały na moje zycie.


    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka