dai_sy
01.04.09, 01:42
Powiedzcie mi co mam zrobić z chorą zależnością, która występuje pomiędzy mną a moją matką. Moja mama, która jest alkoholiczką (niby już nie pije, ale co jakiś czas ma kryzysy, które doprowadzają ją prawie do śmierci) jest jak moje dziecko. To ja zawsze ją wspierałam, wsłuchiwałam się w nią, aby jak najszybciej jej pomóc, aby broń Boże nie miała powodu do picia. Zniszczyła mi życie (razem z ojcem, który już nie żyje), doprowadziła do choroby nerwicowej, załamań psychicznych itp. Ja nigdy ją o nic nie obwiniałam, nie wyrzucałam żalów, aby chociaż jej nie urazić,nie dać powodu do kryzysu, wynikało to też z mojej bezinteresownej miłości, miłości tak wielkiej, że gotowa byłam zawsze zostawiać moje życie i być z nią, aby opiekować się nią i wspierać. Ostatnio znów miała kryzys(oczywiście chlania), i ja pewnie znów bym do niej poleciała, gdyby nie fakt, że jestem w ciąży, to zmusiło mnie do przemyśleń. Stwierdziłam, ze nie mogę ryzykować utraty ciąży(co przy mojej nerwicy jest wielce prawdopodobne), aby patrzeć jak ona się stacza i ciągnie mnie ze sobą w dół. Po raz pierwszy w życiu nie poleciałam do niej, nawet nie zadzwoniłam, bolało mnie to strasznie, ale zrobiłam to dla dobra mojego dziecka. Dziś po kilku tygodniach zadzwoniłam w końcu do niej...wiecie, że ona rozmawiała ze mną wręcz tak, jak bym to ja była czemuś winna, pewnie jest zła, że nie dzwoniłam. To dało mi do myślenia. Jak ona śmie w ogóle mieć do mnie o coś żal, przecież to ona zdruzgotała moje życie, to ona zawsze była moim dzieckiem, nie ja jej, ja nie miałam wsparcia w niej. Nagle nie wiem skąd, po tylu latach mam tyle żalu do niej, że chyba eksploduję! Jak ona śmiała znowu zacząć chlać na umór w momencie, gdy ja się dowiedziałam, że jestem w ciąży i wiedząc, ze mogę jej nie donosić przez silny stres, a teraz jeszcze rozmawia ze mną jakby miała do mnie o coś żal! Czy ona w ogóle mnie kocha? Czy tacy ludzie potrafią kochać? Ja nie wiem jak mam z nią postępować, wiem na pewno jedno: dosyć niańczenia! Czas najwyższy zająć się swoją rodziną. Jak mam z nią rozmawiać? Czy mam wyrzucić z siebie żal? Pomóżcie mi proszę.