Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jezycjadzie

    • ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 07.04.08, 23:04
      ale powiedz, robisz w "gazeta.pl", nie? tylko po jakiego diabla nakrecac
      dyskusje na prywatnym forum? to zaden byznes, nawet reklamy mi sie nie wyswietlaja.
      • kaliope3 malutka irytacyjka 01.05.08, 23:53
        Niby nic wielkiego,ale gdzieś tam mnie to zawsze odrobinę irytowało-Aniela
        skończyła grafikę w WSSP bo nie dostała się do wymarzonej WSST.Tak sobie
        myślę,że w całej Jeżycjadzie nie było nigdzie wspomniane o talencie plastycznym
        Anieli(nie licząc charakteryzowania Mamerta na gwiazdora)a wydaje mi się że
        jakimś szczątkowym talentem w tej dziedzinie musiałaby dysponować chcąc dostać
        się na studia,na których od zawsze niemal było kilka osób na miejsce(w tej
        chwili nie zdziwię się jeśli jakieś 10 nawet).To trochę tak,jakby na grafikę był
        wręcz niedobór kandydatów i ci co nie dostali się na swoje najważniejsze
        kierunki,z konieczności chcieli się gdzieś zaczepić i tak trafili właśnie
        tam.Przyznam,że trochę mnie to irytuje
        • sir.vimes W Kłamczusze wspomniano 02.05.08, 12:05
          np. o zaproszeniach, które zaprojektowała Aniela - ocenaionych bardzo wysoko ze
          wzgledu na walory wizualne.

          • kaliope3 Re: W Kłamczusze wspomniano 02.05.08, 16:47
            sir.vimes napisała:

            > np. o zaproszeniach, które zaprojektowała Aniela - ocenaionych bardzo wysoko ze
            > wzgledu na walory wizualne.
            >
            Tak,pamiętam że miała ku temu predyspozycje,ale tu jednak chodziło o
            liternictwo-kompozycje,dobór czcionki itp.Na grafikę(i inne kierunki na ASP
            oczywiście też)naprawdę trudno się dostać,trzeba dużo pracować i coś tam jednak
            mieć w ręku.Zresztą ja nie odmawiam Anieli talentu,ja tylko się dziwię jak to
            zostało przedstawione-nie dostała sie do szkoły teatralnej no to hop-wskoczyła
            sobie po prostu na grafikę,od tak.Uch...przecież MM sama jest po grafice,mogłaby
            pamiętać jak to jest dostać się na uczelnię artystyczną.
            • sir.vimes Re: W Kłamczusze wspomniano 02.05.08, 17:31
              No wiesz, jeśli to zaproszenie naprawdę było jakoś cudownie skomponowane... to +
              talent do charakteryzacji zainteresowanie nią mozna uznać za dowód talentu lub
              przynajmniej dowód , że Aniela miała predyspozycje do wykonania wspaniałej
              "teczki" i zdania egzaminu z rysunku.
              Zresztą, moim zdaniem nauka poligrafii mogła wyzwolić w niej chęć także
              tworzenia prac platycznych - i możliwe , ze mieszkając obok ciotki Lili (czyli
              mając dostęp do nauczycielki i jej pracowni) cośtam malowała czy rysowała.

              A sam fakt, ze zdaje na uczelnię art. - no logiczne, na pewno wolała najpierw po
              porażce teatralnej zdawać do szkół art a dopiero na szarym końcu na jakieś inne
              kierunki lub Politechnikę.
              • kaliope3 Re: W Kłamczusze wspomniano 02.05.08, 17:39
                No tak,tak,ogólnie to sie zgadzam.Nie chcę się wcale czepiać Anieli,może i
                faktycznie coś tam rysowała,czy malowała.Troszkę mnie tylko rozdrażniło,że
                Autorka tak jakby od niechcenia ją na tę grafikę wrzuciła.Przy Julii to był
                barwny opis,jak to po uruchomieniu znajomości itp,poza tym mama Julii...Może to
                dlatego że sama jestem akurat po tym kierunku i pamiętam jak ciężko było się
                dostać,a niektórzy koledzy po 4 razy zdawali(i wcale im talentu nie brakowało)
    • anutek115 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.10.08, 19:34
      Sama nie wiem, dlaczego dopiero teraz, w końcu od pierwszego czytania mnie to
      zirytowało, i nic mnie z wiekiem nie mija.

      Cytacik: "Nie, nie hardość. Wzgardliwa drwina - o, własnie. To z Tygryska
      promieniuje. To samo promieniowało i z Janusza Pyziaka. Nikt tego nie wyczuwał -
      a ona, Natalia - tak. Zawsze.
      Miała zaledwie siedem lat, kiedy Gaba zakochała się w Januszu, dziesięć - kiedy
      się pobrali, a trzynascie - gdy Janusz porzucił Gabrysię spodziewającą się
      dziecka, z malutką Pyzą w wózku. Z początku Natalia lubiła Janusza, pomimo swych
      przeczuć..."

      NO JAKICH, KURNA, PRZECZUĆ?!!! Kiedy ona te drwinę wyczuwała? Jak mu się na
      kolana pakowała? Jak jechali "do Biescadów z miejscówką"? Jak rozpromieniała się
      na wzmiankę Pyziaczka, że wszystkie kobiety w domu Borejków są piękne i mają
      interesującą osobowość? Ależ oczywiście, że nie. Bo Natalia nie miała żadnych
      przeczuć. Bo lubiła Janusza, jak wszyscy w domu Borejków, ale przecież zostawić
      miłe wspomnienia jakiejkolwiek bohaterce na wraży temat... jamais, to się po nas
      nie pokaże! Można było tego wcale nie wspominać, można było (ciekawiej, IMHO)
      opisać rozżalenie, że czlowiek sympatyczny i lubiany był zdolny do czynu
      podłego, ale nie. Jak dowalac Jasiowi, to pa wsiom. Musi się okazać, że Natalia,
      ze swoją legendarną wrażliwością, nie dała się nabrać na wszeteczny urok
      podleca. No bo mama Borejko też nie, tata Borejko tak, ale się już poprawił, w
      dalszych tomach nagle przypomni się i Pulpie, i Idzie, że nigdy Janusza nie
      lubiły, i w ten sposób zyskamy następną zagadkę Jeżycjady - dlaczego gaba
      poślubiła człowieka, którego nikt nie lubił, nie cenił i do którego żywił szereg
      przeczuć i podejrzeń?
      • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.10.08, 19:38
        Swietnie spostrzezenia. I masz racje, wystarczylo utrzymywac wersje, ze nikt po
        Januszu nie spodziewal sie takiego zachowania, ale nie, gtrzeba bylo mu dowalic.
        Tym bardziej, ze gdyby Pyziaka wszyscy postrzegali jako sympatycznego, a jemu
        potem odbilo, nie dawalaloby sie az tak jezdzic po laurze za caloksztalt. A tak
        pieknie wyszlo- on zawsze byl zly, a teraz jego corka jest zla, bo ma jego zle
        geny. I juz gra jak trzeba...
        • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.10.08, 19:56
          Och, i mie jakze dreczy i wscieka to dopisywanie niemozliwych scenariuszy po
          latach! A niech autorke jakas redaktorka w koncu pokara i zabroni jej mordowac
          wlasnych (wczesniej wszak przyjemnych) bohaterów tymi bajkami psychologicznymi.
          Same toksyczne potwory z tego wychodza... rodzina pelna ciepla, taaa, tylko ze
          to cieplo okazuje sie wrzacym kwasem solnym!
          • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.10.08, 20:01
            Autorka niestety nie uwaza, ze skoro we wczesniejszych tomach przedstawila nam
            postacie jako takie a nie inne, nie powinna ich zmieniac w pozniejszych bez
            solidnego uzasadnienia, dlaczego przeszly az taka ewolucje. Ona nagle zaczyna
            uwazac, ze na potrzeby obecnej akcji ktos musi stac sie zupelnie inny i juz taki
            jest, a co gorsze zawsze byl, inne postacie tez tak myslaly, a co czytelnik o
            tym mysli, to juz nie ma najmniejszego znaczenia.
            • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.10.08, 22:34
              Aha. Taka Gaba, dajmy na to, budyniejąca z tomu na tom. Swoją drogą, to właśnie tej postaci zawdzięczam dialog, od którego mi w oczach ciemnieje:
              - A jednak mi go żal. (św. G. o starym Schoppe)
              - Tobie wszystkich żal. (dziad)
              - Bo wszyscy są tacy biedni. (św. G.)

              No kurrrrrrr zapiał, nie wszyscy bynajmniej są biedni i nie wszyscy potrzebują żalu ni litości świętej Gabrieli, dobrotliwie spoglądającej na nich z wysokości swej nie-biedy. Ani autorki, bo coś mi tu podśmiarduje poglądami własnymi. To, że "bieda" nie ma finansowego odźwięku w tym kontekście, to chyba jasne.
            • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 10:45
              dakota77 napisała:
              > Autorka niestety nie uwaza, ze skoro we wczesniejszych tomach
              przedstawila nam> postacie jako takie a nie inne, nie powinna ich
              zmieniac w pozniejszych bez> solidnego uzasadnienia, dlaczego
              przeszly az taka ewolucje. Ona nagle zaczyna> uwazac, ze na potrzeby
              obecnej akcji ktos musi stac sie zupelnie inny i juz tak
              > i> jest, a co gorsze zawsze byl, inne postacie tez tak myslaly, a
              co czytelnik o> tym mysli, to juz nie ma najmniejszego znaczenia.

              A jeszcze dochodza slynne deklaracje, w których dana delikwentka/lub
              delikwent oswiadcza, ze wlasnie sie zmienila i od teraz bedzie
              postepowac zupelnie inaczej (czasem puenta calej ksiazki!
              Bildungsroman w koncu!) po czym nadchodza nastepne tomy, gdzie ta
              deklaracja jest zupelnie zapomniana, a osoba postepuje jak dawniej
              (przyklady: Ewa Jedwabinska, Miagwa ublocony po meczyku, mali
              Lisieccy.. mloda Aniella deklarujaca sie przydac swiatu ;P)
              Czyli albo nieoczekiwana zmiana charakteru na calkiem czarny/calkiem
              inny; albo calkowite anulowanie wszelkich zmian deklarowanych ;PPP
              • nessie-jp Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.11.08, 01:12
                lezbobimbo napisała:

                (dużo i ciekawie napisała, ale spuentowała tak:)

                > Bildungsroman w koncu!) po czym nadchodza
                > nastepne tomy, gdzie ta
                > deklaracja jest zupelnie zapomniana, a osoba postepuje
                > jak dawniej

                Albo i gorzej jeszcze! Aniela, w sumie dość sympatyczna przecież, kłamczucha,
                egoistka, ale nie pozbawiona ludzkich uczuć, dzielna, dająca sobie radę, dbająca
                jako-tako o kochanego bardzo ojca
        • senseeko Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 13:00
          dakota77 napisała:

          > Swietnie spostrzezenia. I masz racje, wystarczylo utrzymywac wersje, ze nikt po
          > Januszu nie spodziewal sie takiego zachowania, ale nie, gtrzeba bylo mu dowalic.
          (...) A tak
          > pieknie wyszlo- on zawsze byl zly, a teraz jego corka jest zla, bo ma jego zle
          > geny. I juz gra jak trzeba...

          Chociaż anutek ma rację, to jednak muszę zwrócić uwagę, ze tego typu mechanizm
          psychologiczny spotyka się bardzo często i niby czemu Natalia miała by być od
          tego wolna.
          Nie spotkałyście się nigdy z czymś takim, że wydarzy się jakieś nieszczęście
          (mniejszego lub większego kalibru) i wtedy nagle wszystkei ciotki (a Natalia
          wszak jest ciotką) oraz krewni i znajomi królika nagle sobie przypominają, że
          "one miały przeczucie"? albo że "on się mi już dawno nie podobał" choć jeszcze
          wczoraj wychwalała go pod niebiosa ("no tak, ale nie chciałam ci robić przykrości")
          I wtedy nagle się okazuje, że niewiernego członka rodziny to juz od dawna się
          nie lubiło, ze miał złe oczy, albo tak nerwowo bawił się palcami, od razu
          wiedziałam, że ma nieczyste sumienie, albo kiedyś nie przepuścił ciotki w
          drzwiach, "od zawsze wiedziałam, że gbur i cham, tylko się maskował"
          Mało tego! Są i takie ciotki, które będą na 100% przekonane (nawet jeśli to nie
          ma żadnego pokrycia w faktach) że "ja cię zawsze ostrzegałam przed tym Januszem,
          on mi się zawsze nie podobał, tylko nikt mnie nie chciał słuchać"
          Innymi słowy - u Natalii tez mógł się wyzwolić mechanizm pt. "a nie mowiłam" lub
          "miałam przeczucie"

          Swoją drogą do dziś nie może mi się pomieścić w głowie jak z męskiej Nutrii
          mówiącej o sobie basem "byłem, zrobiłem" mogła wyrosnąć delikatna wrażliwa,
          kobieca i poetyczna Natalia. Gdyby wyrósł prawie klon Gaby, to bym się nie
          zdziwiła, ale to?
          • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 13:21
            senseeko napisała:
            > Chociaż anutek ma rację, to jednak muszę zwrócić uwagę, ze tego
            typu mechanizm> psychologiczny spotyka się bardzo często i niby
            czemu Natalia miała by być od> tego wolna.

            Oj niby tak, ale dlaczego mloda Nutria ma takie starociotkowskie
            mechanizmy? Taka subtelna mialaby funkcjonowac wedle "a nie mówilam?"
            - tylko ze jakos kurde, nic nie mówila! Jak to, wyczuwala wszystko,
            a nie ostrzegla swej najukochanszej siostry, swego betonowego
            centrum?
            Refleks szachistki korespondencyjnej na schodach!
            W KK jakos nie byla taka wrazliwa, a Pyziak nie byl zlowrogi oprócz
            tego, ze pozeral slone paluszki z chrzestem, patrzac lakomie na Gabe
            (lub Rojka, jak kto woli:)
            Dopisana ta Nutriowa spózniona refleksja na sile, widac przeciez na
            kilometr. A puenta jest jak zwykle, ze ta okropna Laura jest zla po
            zlym ojcu i nawet oczy maja oboje jak Alinoe.
            • senseeko Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 23:03
              lezbobimbo napisała:

              > Oj niby tak, ale dlaczego mloda Nutria ma takie starociotkowskie
              > mechanizmy? Taka subtelna mialaby funkcjonowac wedle "a nie mówilam?"
              > - tylko ze jakos kurde, nic nie mówila! Jak to, wyczuwala wszystko,
              > a nie ostrzegla swej najukochanszej siostry, swego betonowego
              > centrum?

              Dokładnie o tym piszę. Te, nazwijmy to umownie "ciotki" (niekoniecznie stare bo bywają całkiem młode i płci obojga, wiec nie obrażając ciotek sensu stricto) dopiero PO fakcie twierdzą (i są o tym głeboko przekonane), że już dawno miały przeczucia i/albo już od dawna mówiły i ostrzegały (choć nic takiego nie miało miejsca, ale one/czasem oni, choć rzadziej/ są pewne że mówiły, tylko nikt ich nie słuchał). I święcie w to wierzą i rękę by sobie dały uciąć za swoje przeczucia lub za swoje ostrzeżenia, które rzekomo miały miejsce.
              • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 23:42
                hehehe sama święta prawda :)
                Chociaż od razu przypomniała mi się historyjka zgoła odwrotna. Czyli gadanie od początku i rzeczywiście nikt mnie nie słuchał!
                Otóż kiedyś jeden z moich wówczas licznych kolegów kupował samochód. Jaki, mniejsza, nie będę podawać szczegółów, bo jeszcze ktoś znajomy przeczyta i rozpozna ;) Grunt, że była to sportowa wersja popularnej marki. Stało toto sobie w atrakcyjnej cenie u jakiegoś typa, miało wzmocniony silnik, ładniutki lakier, felgi 17 i niziutkie opony, na oko nie posiadało poważniejszych wad, tylko dziwnym trafem ponad rok stało nieruszane gdzieś na wsi, albowiem podobno zepsuło się podnoszenie szyby i jeszcze jakiś drobiazg. Mnie, podejrzliwej babie, włączył się alarm - czemu, skoro to takie drobiazgi, nikt tego przez rok nie ruszał i czemu to takie podejrzanie tanie? Koledzy w liczbie bodajże sześciu niedoświadczone dziewczę oczywiście zakrzyczeli, co będzie krakać byle świtezianka bez prawa jazdy. Samochód został nabyty.
                I przez kolejne pół roku stopniowo wychodziło na moje. Najpierw wszystko było fajnie, ale powolutku autko ujawniało kolejne mankamenty. Najbardziej podobało mi się, kiedy się okazało, że każdy tłok był z innej parafii, w sam raz pasując do wałka rozrządu, w którym dla odmiany z innej parafii była każda krzywka. Szlag trafiał po kolei wszystkie ważniejsze części, z uszczelką pod głowicą włącznie. Kolega wepchnął w gangrenę sporo forsy, kupę nerwów i wiąchy przekleństw. A ja, wredna, przy kolejnej awarii wydawałam z siebie tylko słodki słowiczy trel: "A nie mówiłam?", na co uprzednio gardłujący koledzy udawali, że nie słyszą, a od właściciela otrzymywałam albo ciężkie spojrzenie, albo znękane "Zatkaj się..."
                Nigdy wcześniej ani potem nie mówiłam tego z większą satysfakcją ;)
      • agrippinilla O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 13.10.08, 00:41
        (wszystkich, jak jeden mąż) miała pewne podejrzenia co do osobnika nazwiskiem
        "Pyza". Szybko jednak została uspokojona co do uczuć i charakteru Juliusza,
        wiadomo przez kogo.
        • lezbobimbo Re: O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 13.10.08, 10:39
          agrippinilla napisała:
          > (wszystkich, jak jeden mąż) miała pewne podejrzenia co do osobnika
          >nazwiskiem "Pyza". Szybko jednak została uspokojona co do uczuć i
          >charakteru Juliusza, wiadomo przez kogo.

          Tak, a teraz jeszcze, ni stad ni zowad, dopisek po tysiacu lat, ze
          wiadomo kto (dziad) na pewno by nie dopuscil do slubu Gaby z Pyza,
          tylko ze byl akurat internowany.. (wiec Mila dozwolila?)
          Dlaczego dziad mialby przejrzec i znielubic Juliusza-Jasia? I
          dlaczego nagle Mila, ostoja rodziny miala mniej do powiedzenia w
          kwestii Gaby slubu niz Ignacy? (który to jak wiadomo jadl Pyziakowi
          z reki jak ptaszek za znajomosc antyku)

          Tutaj tez dopisze moja wieloletnia irytacje: jakim cudem jedyne
          kryterium dobrego ziecia w tym gumowym domu to wybiórcza znajomosc
          antyku grecko-rzymskiego?!* I jakim cudem Mila na to pozwala, ta
          niby tyranka?
          Taki Baltona na przyklad móglby byc fijolem, zdradliwym
          kobieciarzem, niestalym Pyziaczkiem nr.2 czy uroczym pijaczyna, ale
          wystarczy jedna deklinacja lacinska i cala Pulpa (oraz caly Ignac)
          juz jego..

          *wybiórcza i dziurawa, bo n.p. z Atalanty robia psychopatke, a ze
          skaly tarpejskiej kare dla nieobecnych tatusiów.. :P
          • mmaupa Re: O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 15.10.08, 19:30
            Powinien miec tez odpowiednio uksztaltowana czaszke. To mnie niesamowicie
            irytuje, taka antropometria, przywolujaca natychmiastowe skojarzenia z eugenika,
            naukowym rasizmem Campera itd. Ignacemu powinni taki sprzecik sprawic na urodziny:

            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/34/Head-Measurer_of_Tremearne_(side_view).jpg/450px-Head-Measurer_of_Tremearne_(side_view).jpg
            • lezbobimbo Re: O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 21.10.08, 12:16
              mmaupa napisała:
              > Powinien miec tez odpowiednio uksztaltowana czaszke. To mnie
              >niesamowicie irytuje, taka antropometria, przywolujaca
              >natychmiastowe skojarzenia z eugenika,> naukowym rasizmem Campera
              itd. Ignacemu powinni taki sprzecik sprawic na urodzi
              > ny:

              Tak! Zimadlowac Ignaca!
              Mnie tez niebywale drazni ta frenologia, przeciez to zostalo obalone
              juz 100 lat temu.
              Tak samo jak i Freudowskie swinstwa (kto dzisiaj uzywa teorii Freuda
              do czegokolwiek?). Albo ocenianie charakteru po zapraskach na
              kolnierzu, wzglednie zmarszczkach wokól usciech.
              • grimma Re: O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 19.01.09, 21:59
                > Tak samo jak i Freudowskie swinstwa (kto dzisiaj uzywa teorii Freuda
                > do czegokolwiek?).
                przeciez Freud dal podwaliny calej wspolczesnej psychoterapii :P
                mialam przyjemnosc z praktykujacymi psychoanalitykami.
                wiele teorii zostalo obalone, ale dzieki Freudowi bylo co obalac
            • lezbobimbo Re: O, przepraszam, jedna z wymienionych pań 21.10.08, 12:39
              mmaupa napisała:
              > Powinien miec tez odpowiednio uksztaltowana czaszke. To mnie
              >niesamowicie irytuje, taka antropometria, przywolujaca
              >natychmiastowe skojarzenia z eugenika,> naukowym rasizmem Campera
              >itd.

              O a jeszcze przypomniala mi sie taka niekonsekwencja w tej
              frenologii:
              gdy Baltona ogolil swoja straszliwa, mhhroczna buraczkowa glowe, to
              stal sie krysztalem cnót i popielatym misiem-pysiem.
              Ale za to w tej samej ksiazce wystepujacy mlodziency takoz ogoleni,
              to czaszki mieli juz brzydkie (chociaz czcili tak antyczny wszak
              rytual wodolejstwa)..
    • bat_oczir Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 20:11
      mnie irytuje dyskretna (?) propaganda polityczna autorki.

      Widać to zwłaszcza w tomach opisujących lata po 1989 roku.

      Rozumiem, że MM nie darzy sympatią Kwaśniewskiego, Oleksego, Cimoszewicza i ich
      kolegów, ale mimo wszystko pewną przesadą wydaje mi się umieszczanie bohaterów
      cyklu w gorszych sytuacjach życiowych (i finansowych) za rządów
      "postkomunistycznych", wyprowadzanie ich z tego stanu za rządów
      "solidarnościowych" i tak na zmianę.

      Doprawdy, można wiele złego powiedzieć o rządach SLD, ale na pewno Buzek i AWS
      nie byli aż tak cudowną ekipą, żeby za ich czasów Robrojek nagle stanął na nogi,
      jego wspólnik nagle przejrzał na oczy, a Robert (i Grzegorz) nagle dorobili się
      samochodów, choć jeszcze niedawno z trudem wiązali koniec z końcem......
      • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 20:57
        Rzeczywiście tak jest? Nie wyłapałam tego, przyznam szczerze. Tylko głosowanie
        na Kwaśniewskiego ze względu na jego urodę przez jakąś panią z ryjkiem (ktoś ją
        komuś swatał... siostra Robrojka Robrojkowi?), a, no i rozmyślania pana
        Jankowiaka, że lewica chyba, niestety, wygra.
        Wydaje mi się, że M.M. to jednak wyszło niechcący. Ale mogę się mylić.
        • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 21:06
          Ja nie pamietam szczegolow, ale jestem pewna, ze ta niechec do lewicy wylazila z
          tekstow wyraznie i to pare razy.
        • bat_oczir Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 21:30
          > Rzeczywiście tak jest? Nie wyłapałam tego, przyznam szczerze.
          > Wydaje mi się, że M.M. to jednak wyszło niechcący.

          myślę, że jednak nie. Nie chciałbym być źle zrozumiany, narzekania na
          Kwaśniewskiego i lewicę w książce mi specjalnie nie przeszkadzają, ale już te
          poprawy i pogorszenia losu deus ex machina - owszem.
          • anutek115 Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 21:40
            A mnie odwrotnie :-). Przychylam się do zdania Szproty, że te nagłe polepszenia
            losu wyszły autorce niechcący (ewentualnie, jej osobiste przekonania rzutowały
            na przebieg powieści, w sensie - tak ją dobiło zwycięstwo lewicy, że jej
            przygnebienie odbiło się na treści), za to teksty o Kwaśniewskim i jego urodzie
            (majace świadczyć źle o tej swatanej Robrojkowi koleżance siostry, ale wychodzi
            trochę tak, jakby na Kwasniewskiego mozna było głosować li tylko z tego jednego
            powodu, względnie, jakby mial tylko półinteligentnych wyborców) mnie jednak
            drazni. Nie dlatego, że takie teksty się pojawiają, ale dlatego, ze - przy całej
            rotacji naszej sceny politycznej - nie ma tekstów świadczących tez o
            półinteligentach, głosujących na tę drugą opcję ;-).
            • bat_oczir Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 22:00
              anutek115 napisała:

              > A mnie odwrotnie :-). Przychylam się do zdania Szproty, że te nagłe polepszenia
              > losu wyszły autorce niechcący (ewentualnie, jej osobiste przekonania rzutowały
              > na przebieg powieści, w sensie - tak ją dobiło zwycięstwo lewicy, że jej
              > przygnebienie odbiło się na treści),

              co biorąc pod uwagę produkt końcowy trafiający do czytelnika - na jedno wychodzi.


              > rotacji naszej sceny politycznej - nie ma tekstów świadczących tez >o
              > półinteligentach, głosujących na tę drugą opcję ;-).

              :) to znaczy na kogo, na Wałęsę? :)

              Nie tylko nie ma, ale wręcz przeciwnie - minister Handke jest przez Hajduka
              traktowany z prawdziwym nabożeństwem....ciekawe czy dziś z perspektywy czasu MM
              jest nadal pełna szacunku dla bałwana, któremu zawdzięczamy gimnazja.....
              • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.10.08, 23:01
                Ja się przychylam do zdania Anutka, że co najwyżej ogólny nastrój M.M., zależny
                od wyników wyborów, rzutował na losy bohaterów. Też nieszczególnie mi się
                podoba, że tylko politycy lewicy są przedstawiani w niekorzystnym świetle, ale,
                że tak to określę, biorę to z dobrodziejstwem inwentarza; tak samo nie lubię
                bezdzietnej woniejącej papierosami policjantki w CP i karykatury Kingi Dunin w
                NiN. Zdecydowanie zbędne. Ale niech już sobie ma te poglądy, mnie tym ani
                krzywdy nie czyni, ani nie uraża.

                Miałabym również prośbę jako osoba poniekąd współodpowiedzialna za
                poziom dyskusji tutaj, byśmy jednak nie wchodzili zanadto w politykę. Wiem, że
                nie da się jej uniknąć, bo przenika do każdej dziedziny naszego życia, niemniej
                zachęcałabym raczej do sięgania po inne tematy, gdyż ten, jak mało który, jest
                szalenie konfliktogenny. I jakkolwiek podejrzewam, że z Batem Oczirem (?)
                polityczne poglądy mam dość zbieżne, to jednak ten bałwan wobec Handkego średnio
                mi się podoba.
                Z góry dziękuję.
                • bat_oczir Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.10.08, 18:55
                  > [color=red] Miałabym również prośbę jako osoba poniekąd
                  współodpowiedzialna za
                  > poziom dyskusji tutaj, byśmy jednak nie wchodzili zanadto w
                  politykę. Wiem, że
                  > nie da się jej uniknąć, bo przenika do każdej dziedziny naszego
                  życia, niemniej
                  > zachęcałabym raczej do sięgania po inne tematy, gdyż ten, jak mało
                  który, jest
                  > szalenie konfliktogenny. I jakkolwiek podejrzewam, że z Batem
                  Oczirem (?)
                  > polityczne poglądy mam dość zbieżne, to jednak ten bałwan wobec
                  Handkego średni
                  > o
                  > mi się podoba.


                  akurat ta krytyka jest dosc apolityczna. Krytykuje nie ugrupowanie,
                  ktore wymyslilo gimnazja, tylko sam pomysl.

                  Ake oczywiscie - ok.
                  • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.10.08, 20:56
                    Wiem, ja tak raczej profilaktycznie. Dzięki :)
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 21.10.08, 20:35
          > Wydaje mi się, że M.M. to jednak wyszło niechcący.

          Oj, na pewno nie! Ta niechęć z niej wyłazi wszystkimi porami. Jak
          już ktoś głosował na Kwacha, to jakaś idiotka głosująca na urodę.
          Józinek miał nie zacinać ust, bo będzie je miał jak premier. I
          jeszcze parę takich.
          • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 21.10.08, 23:00
            Nie doprecyzowałam, miałam na myślę tę huśtawkę dobrobytu w zależności od
            panującej ekipy. Że to niechcący. Niechęć do lewicy chcący. I nieco drażniący,
            ale jak już wcześniej pisałam, niech tam.
    • hopdoprzodu wytworność 21.10.08, 11:44
      Dyskusja o punkcie widzenia w innym wątku przypomniała mi o jednej kwestii,
      która zawsze mnie denerwowała w Jeżycjadzie. Mianowicie o "wytworności"
      bohaterów. Z jednej strony Borejkowie opisywani są jako ludzie, którym do głowy
      nie przyjdzie modnie się ubrać lub w ogóle przejmować wyglądem, więc mało kto
      się maluje, a jeśli już to nieumiejętnie, i podkreśla się na każdym kroku, że
      pozytywne postaci ubierają się niejako mimochodem i w co popadnie. A
      jednocześnie dziwnym trafem są wytworni. Np. Ignac zalatujący Lawendą Yardleya i
      w "olśniewającym" krawacie w TiR lub nawet Mila, która przez Monikę postrzegana
      jest jako szara, ale jednocześnie narrator daje do zrozumienia, że na tle
      nowobogackiej Moniki emanuje dobrym smakiem. Zwróćcie też uwagę na opis
      klienteli kawiarni w Imieninach, na tle której Róża w kurtce typu polar ma się
      chyba jawić jako oaza subtelnej elegancji .... MM chyba nie umie zdecydować, czy
      opisywać ich jako ludzi, którzy do mody mają stosunek nonszalancki i są skromni,
      czy jednak jako gustownych elegantów. Bo trudno to pogodzić ...
      • lezbobimbo Re: wytworność 21.10.08, 12:34
        hopdoprzodu napisała:
        >Z jednej strony Borejkowie opisywani są jako ludzie, którym do głowy
        > nie przyjdzie modnie się ubrać. A
        > jednocześnie dziwnym trafem są wytworni.
        >Zwróćcie też uwagę na opis> klienteli kawiarni w Imieninach, na tle
        której Róża w kurtce typu polar ma się> chyba jawić jako oaza
        subtelnej elegancji ....

        Oj, toz to znajomosc antyku i literatury czyni ich tak wytwornymi!
        Takim bibliofilom to nawet wytwornie by bylo w dresie i z saszetka
        na pasku. Grunt to te rozumne, dobre oczy i te inteligentnie
        pofaldowane czaszki. Gdziekolwiek nie ida, owiewa ich duch z
        wykopalisk, wokól kazdego Borejka formuje sie starozytna aura na
        ksztalt togi Petroniusza..
        ;-)

        >Np. Ignac zalatujący >Lawendą Yardleya

        A czym mial pachniec, cebula? ;P
        Wyobrazilam go sobie, jak stoi przed lustrem i perfumuje te swoje
        przyklapniete, przyspane loczki.. hi hi hi
    • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie (psujler Sprezynowy) 19.11.08, 02:58
      Ech, mam chyba pierwsza mala irytacje w Sprezynie - oto kochany dziad Ignac
      opowiada Lusi, jak to zawsze przy stole powtarzal córkom "spiesz sie powoli" po
      lacinie, poniewaz rzucaly sie zawsze na jedzenie jak harpie. To mial byc
      dowcip zapewne? Przeciez to byl skutek jego wlasnej polityki pod tytulem
      "kolejny przeklad Plutarcha", te dzieci byly wiecznie glodne...
      Fajny tatus, co nie? ;P
      • jordanpeter Irytacje 28.11.08, 16:17
        Jest tych irytacji trochę:
        1. wszyscy ludzie, a przynajmniej najlepsi znajomi Borejkow, to
        osoby wykształcone,
        2. dzieci (niektore) zachowujące się jak stare maleńkie
        3. świat ( choć autorka stara się czasem zafundować jakieś
        nieszczęście) jest przesłodzony i nierealny jak z pięknej reklamy o
        rodzinie,
        4. zwykle jak dziewczyna się zakochuje, to kończy się to ślubem
        (mało związków z innymi facetami przed 1-wszą miłoscią)
        5. Rozwodów zero, a bezdzietności bądź jedynaków też nul,
        6. zbyt liczne odniesienia do literatury, cytaty.
        Itd.
        • jordanpeter Re: Irytacje 28.11.08, 20:09
          A, i jeszcze nieustanne, wieloletnie ślepe zapatrzenie mężów pań
          Borejko w owe.
          Tzn. konkretnie. Babi ma wady, Ida ma wady (ho-ho ;) ), Pulpa też ma
          pewnie jakieś wady, itd. itp. A ci faceci po wielu latach zachowują
          się niczym zakochani po miesiącu co zalatuje mi fałszem, telenowelą
          i wogle ;) Toż jestem żoną od 8 lat z okładem, kochamy się z mężem,
          kochamy nasze dziecko, jesteśmy przyjaciółmi też, ale maślanym
          wzrokiem jak Florek już na siebie non-stop nie patrzymy. No, czasu
          zwyczajnie brak. To się zdarza, ale rzadziej niż po miesiącu
          znajomości. A Florek jakby normalnie w Patrycji się wczoraj
          zakochał. To nieżyciowe :P Z biegiem czasu kocha się nadal, ale to
          uczucie się zmienia. Nie ma czegoś takiego, jak wieczny zachwyt non-
          stop. No.
          • sir.vimes Zakochani po latach 15.01.09, 14:04
            Po pierwsze - a co przeszkadza, że obiekty uczuć mają jakieś wady? Niewiarygodne
            byłoby gdyby nie miały.

            > Tzn. konkretnie. Babi ma wady, Ida ma wady (ho-ho ;) ), Pulpa też ma
            > pewnie jakieś wady, itd. itp. A ci faceci po wielu latach zachowują
            > się niczym zakochani po miesiącu co zalatuje mi fałszem, telenowelą
            > i wogle ;)

            Ja mam podobny staż i jak najbardziej zdarza nam się wpatrywać nawzajem w oczęta
            maślanym wzrokiem. Nie non stop, ale Florek też non stop się nie wpatrywał.
            Tylko wtedy gdy obiekt jego uczuć był w zasięgu wzroku - czyli normalnie.

            Nie ma czegoś takiego, jak wieczny zachwyt non-
            > stop. No.

            Oczywiście, że jest. Z przerwami na burze z piorunami, jeśli ktoś lubi. Florek i
            Pulpa mimo znieczulicy na kwestię zająca i zasuszonego świerka wydają mi się
            właśnie normalną, kochającą się parą.
        • mmoni Re: Irytacje 29.11.08, 12:39
          jordanpeter napisała
          5. Rozwodów zero, a bezdzietności bądź jedynaków też nul


          Za pozwoleniem, rozwodów trzy - ciocia Wiesia, Gabrysia, Jedwabińscy. Jedynaków na razie mogę sobie przypomnieć pięcioro - Baltona, Aurelia, Bella, Elka (przyrodni brat rodzi się, kiedy Elka jest dorosła i w jej życiu praktycznie nie uczestniczy), Kłamczucha. Inna rzecz, że wyżej wymienieni zostali jedynakami na skutek przedwczesnego zakończenia związku rodziców albo na drodze prawnej (rozwód), albo naturalnej (śmierć jednego z rodziców). Pewno by jeszcze paru jedynaków się znalazło, ale pamięć niedoskonała - czy Hajduk miał rodzeństwo? A Dambo? A Krzyś?
          • jordanpeter Re: Irytacje 29.11.08, 12:59
            No fakt, pamięć niedoskonała, ale ja fanką nie jestem. Byłam ;) I
            tak jedynaków i rozwodów jest niewiele w porównaniu z polską
            rzeczywistością.
            • nessie-jp Re: Irytacje 29.11.08, 15:01
              Ale jednak wszyscy ci wymienieni jedynacy to są Istoty Nieszczęśliwe, które w
              taki czy inny sposób muszą ratować piękne Borejkówny :)

              No może Baltona najmniej
              • szarania Re: Irytacje 19.01.09, 19:54
                Wrócę na sekundę do początku wątku, gdzie większość osób krytykowała
                postawę Ignacego Borejki. No cóż... Ja miałam dyskusyjną przyjemność
                wychowywać się pod wątpliwą opieką takiego bujającego w chmurach
                inteligenta-pasjonaty i zapewniam wszystkich, że to nie jest urocze,
                nie jest rozkoszne, nie jest rozbrajające i wzruszające, tylko
                diabelnie:

                1. przykre
                2. irytujące
                3. sprawiające, że dziecko nie ma za grosz poczucia bezpieczeństwa
                4. niebezpieczne (gdy tatusia nie interesuje, gdzie w środku nocy
                obraca się nastoletni syn)
                5. powodujące wielkie rozgoryczenie i poczucie bycia odrzuconym ("To
                straszne, że ty, moja siostra, i tylko ty, interesujesz się, gdzie
                ja jestem").

                Szczerze? Facetom typu Ignaś najchętniej nakładłabym po łbie. Dziś
                ja i mój brat jesteśmy dorośli, potrafimy się zdystansować, ale żal
                pozostaje. Nie ma wzruszeń, nie ma rozczulenia, jest poczucie
                zaniedbania. Postać żałosnego Ignasia Borejki jest elementem
                najbardziej drażniącym mnie w Jeżycjadzie (no, może poza kreacją
                genialnych dzieci) i uważam, że MM mocno rozmija się z zasadami
                psychologicznego prawdopodobieństwa tworząc tę postać. Żywiołowo nie
                cierpię Ignasia.
                • dakota77 Re: Irytacje 19.01.09, 20:34
                  A ktos uwazal, ze to urocze? Bo wiekszosc osob na tym forum nie moze zniesc tego
                  pierdoly Borejki:-)
                  • the_dzidka Re: Irytacje 19.01.09, 20:50
                    Szarania tylko potwierdziła, że się nie mylimy :)
                  • szarania Re: Irytacje 19.01.09, 20:56
                    MM chyba uważa, że to urocze i rozkoszne. Przedstawia seniora
                    Borejkę tak, by budził rozczulenie.
                  • nessie-jp Re: Irytacje 19.01.09, 21:31
                    dakota77 napisała:

                    > A ktos uwazal, ze to urocze? Bo wiekszosc osob na tym forum nie moze zniesc teg
                    > o
                    > pierdoly Borejki:-)

                    Jeszcze na etapie KK i Idy Sierpniowej byłam w stanie znieść i nawet zrozumieć
                    Tatusia Borejko. Zwłaszcza, że wtedy nie był wcale taki znowu altruista i stoik,
                    wręcz przeciwnie
                    • szarania Re: Irytacje 19.01.09, 23:29
                      Scena z firanką była świetna, przyznaję. Aż go trochę polubiłam :D
                      W "Sprężynie" podobał mi się jego monolog kierowany do Ziutka.
                      Wzruszyłam się. Ale już pragnienie nazwania dziecka Marek Aureliusz
                      i przywieszanie nad jego kołyską portretu Cycerona jest, ekhem,
                      ździebko nienaturalne.
                      • lutecja4 Re: Irytacje 20.01.09, 06:48
                        i te mysli,ze Gabriela by tak nigdy nie postapila,gdy Ida zlekcewazyla portrecik
                        i zajela sie ramka-Gabriela pewnie powiesila by Cycerona na szyi dzieciecia
                        • nessie-jp Re: Irytacje 20.01.09, 13:46
                          Owszem, scena z portrecikiem była niepotrzebnie przerysowana. Aczkolwiek
                          zapałałam niejaką sympatią do Idusi... :)
    • wushum trzymajcie mnie bo nie wytrzymam 09.03.09, 21:40
      I zacznę lewitować!
      Przeglądając "Sprężynę" trafiłam na - cytuję -
      "...siedziała budząca respekt kuzynka Laura. Marszcząc brwi pisała coś na
      niedużym arkusiku, jednocześnie buntowniczo jedząc kisiel."
      I niech mi ktoś powie, że MM nie jest uprzedzona do Laury, skoro nawet kisiel je
      buntowniczo.
      Yyy!
      • ginny22 Re: trzymajcie mnie bo nie wytrzymam 10.03.09, 12:38
        > buntowniczo jedząc kisiel.

        Dobre, dobre! Jak, na brodę Merlina, mozna jeść kisiel buntowniczo?
        Ktoś ma wizję?
        • kurczak1 Re: trzymajcie mnie bo nie wytrzymam 10.03.09, 12:46
          Z wysunietą dolną szczeką, machając przy tym szybko łżką i pokapując
          rzeczonym kisielkiem bliższe i dalsze okolice (jeśli znajdzie sie
          tam czyjś ubiór tym lepiej)
          • dakota77 Re: trzymajcie mnie bo nie wytrzymam 10.03.09, 13:01
            O to, to! Biedna Laura, nawet kisielu nie moze zjesc spokojnie, d kazdej
            czynnosci MM sie jej doczepi.
            • the_dzidka Re: trzymajcie mnie bo nie wytrzymam 10.03.09, 13:22
              To jest jakaś odwrotność makuszyńsko-chmielewskiego "osoba ukochana
              może nawet podpalić miasto, jakże wdzięcznie przy tym podpalaniu
              wyglądała!" :)
              Kiedy jeszcze popełniałam twórczośc radosną, też miewałam bardzo
              osobisty stosunek do moich bohaterów. MM ma najwyraźniej podobnie ;)
              Z tą róznicą, że moich ja raczej mniej lub więcej lubiłam.
    • ananke666 Irytacja spóźniona 27.03.09, 23:04
      Fragment z Pulpecji:
      "Roma siedziała pod choinką, wprost na dywanie, tyłem do telewizora, żuła gumę i
      podrygiwała w takt melodii z walkmana. Czytała popularną książeczkę
      psychologiczną pod tytułem "Toksyczni rodzice" i z rodzaju spojrzeń, jakie
      rzucała na Mamerta i Tosię, można było wywnioskować, że wszystko jej się zgadza
      co do joty i że w ogóle lektura dostarcza jej wielu ciekawych nowinek.
      - Mój Boże, to nie do wiary - powiedziała ponuro, gdy pięły się obie na poddasze
      willi, gdzie ona i Tomek mieli po pokoiku z mansardką. - Człowiek żyje od
      osiemnastu lat pod jednym dachem z zupełnymi potworami, dewiantami i toksycznymi
      typami, pełnymi zastarzałych kompleksów z ich własnego dzieciństwa. Dopiero po
      tej lekturze zrozumiałam, ile mi oni wyrządzili krzywd, jakie nieodwracalne
      zmiany w psychice spowodowali. Jak chcesz, to ci pożyczę.
      Patrycja odrzekła, że naturalnie, chętnie się zapozna z tym dziełem, po czym
      poprosiła, by Roma zrobiła jej herbatki, bo zmarzła i przemokła."

      Czytając tę scenę byłam przekonana, że chodzi o jakowąś głupawą książczynę,
      prezentującą dajmy na to pięć afirmacji pomagających pozbyć się poczucia
      zniewolenia z powodu zakazu noszenia mini w wieku lat dwunastu, co spowodowało
      permanentną niemożność stworzenia relacji seksualnej do pięćdziesiątki i
      konflikt z matką podszyty kompleksem Elektry, czy coś równie głupiego.
      Po latach przejrzałam tę popularną książeczkę psychologiczną, owo dzieło, i co
      się okazało. Jest to prawdziwie niegłupia rzecz, zachęcająca do terapii, a nie
      oferująca gotowe recepty na uzdrowienie życia w trzech prostych krokach, taki
      wstęp do zrozumienia siebie i do kontaktu z psychoterapeutą. A pierwsza część
      książki to w dużej mierze zapis dziecięcych tragedii, pasmo smutku, zła i ohydy,
      od przesadnej kontroli, przez wyzwiska, brutalne bicie, po tortury i gwałty. Na
      dzieciach, do licha! Nie wiem, co tam może się zgadzać Romie co do joty i
      jakichże to ciekawych nowinek lektura jej nastręcza, bo ja czytając tę pierwszą
      odczuwałam przede wszystkim smutek. Nie wiem, jak można zdeprecjonować te
      historie, spłaszczyć i sprowadzić do tylko i li pseudopsychologicznego czytadła.
      Jakieś to takie... przykre i nieprzyjemne.
      • sowca Re: Irytacja spóźniona 28.03.09, 00:19
        Tu będę stać twardo jak skała przy moim zdaniu, że Roma, jako
        dziecko bite w dzieciństwie, miała pełne prawo czuć się dzieckiem
        toksycznego rodzica. W dodatku w "Noelce" ewidentnie ne układają się
        relacje między Tomkiem i Mamertem, co świadczy o tym, że nie jest to
        tylko problem Romy. Może zgadzało się co do joty to, jak się czuła,
        kiedy ojciec ją bił? Zaraz podniosą się krzyki, że skądże znowu, że
        Mamert wcale tak bardzo jej nie bił,że to było symboliczne, a w
        ogóle to z humorem opisane - ja nie odstąpię na milimetr od mojego
        zdania, że była to ewidentna PRZEMOC wobec dziecka, i jako taka
        powinna być surowo napiętnowana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka