sprawozdanie z 3,5 dni

24.07.07, 04:19
Wrocilam z wyjazdu szlakiem bluszczowych uczelni. Kolega wnuka wycofal
sie i nie po raz pierwszy pojechalismy sami we dwojke. Jestem dumna z wnuka
i siebie, ze dla niego nie jest to katorga taki zestaw. W tym roku olaf
przejal juz calkowicie pilotowanie zarowno na szosie jak i na nogach. Mamie
powiedzial: swietnie bylo. Czy spotkala was taka przyjemnosc?
W dwoch zdaniach powiem o systemie studiow wyzszych w USA. Wiec najpierw jest
4-letnie undergraduation, mozna studiowac juz sprecyzowany kierunek, a bardzo
czesto studiuje sie tzw. liberal arts, zreszta zawsze skladajac podanie na
uniwersytet bardzo ogolnie precyzuje sie swoj glowny kierunek. Przedmioty
wybiera sie z ogromnej palety tych jakie chcesz i w pierwszych latach poza
zalozmy obowiazkowym j. angielskim mozesz wybierac co chcesz. Na wiekszosci
prywatnych uczelni wiekszosc zajec odbywa sie systemem klasowym, czyli
seminaryjnym. W klasie jest do 20 studentow i nauka, pisanie prac
przygotowywanie sie do tematu trwa z dnia na dzien, a nie na koniec semestru
egzamin - po wysluchaniu lub niewysluchaniu wykladow. Wyklady takie jak w
Polsce nie sa czesto stosowane, wystarczy powiedziec, ze na Harvardzie,
gdzie studiuje powyzej 20tys. studentow sa jedynie trzy aule przystosowane do
duzych wykladow.
Wszystkie te uczelnie to mniej lub bardziej zwarty kompleks tzw. campus.
Mieszkanie na campusie dla rozpoczynajacych studia jest prawie zawsze
obowiazkowe. Mieszaja sie akademiki z budynkami szkolnymi i
administracyjnymi. Na Harvardzie rektor uczelni ma swoje biura pod pokojami
studentow z pierwszego roku. Tereny zielone, trawniki, stare drzewa, sciezki.
Campusy sa otwarte, mozna z dzieckiem tez tam przyjsc, pospacerowac pograc w
pilke. Natomiast bluszczu ani na lekarstwo. Znalezlismy jakis krzaczek, ale
to byl wielce trujacy poison ivy, ktorego dotkniecie powoduje trwajace
tygodniami bable, a czasem nawet wstrzas alergiczny. Przypuszczalnie bluszcz
wycieto, zeby budynki nie niszczaly. Znam budynki otoczone "winem" jedynie
na Columbus University w NY.
Po czterech latach nauki uzyskuje sie tytul Bachelor Degree i mozna isc na
studia magisterskie, lub do pracy. Bardzo wielu Amerykanow poprzestaje na
tych 4-letnich studiach i idzie do pracy, niekiedy po roku, dwoch, trzech
lub pozniej ida na dalsze studia. W dowolnym, czesto innym niz poprzednio
kierunku, lub takim samym. Sa to studia tzw. magisterskie. Osobiscie znam
dziewczyne, ktora B.D. miala z j. angielskiego, a potem poszla na medycyne A
na prawo to juz idzie sie ze wszystkiego, oczywiscie na te studia z wyzszego
poziomu czesto trzeba zdac wielce trudny specjalistyczny test, zeby sie
dostac. Medycyna potem trwa 4 lata, a prawo3 lata. Inne studia magisterskie
2-3 lat.
Srednio na wszystkich tych renomowanych uczelniach przypada jeden pracownik
dydaktyczny na 7-9 studentow.
Wiec na pierwszy ogien po straszliwych trafikach ( znaczy sie korkach) poszlo
Yale, 80 mil od NY w stanie Ct. Znajduje sie ono w miescie New Heaven
jakies 80tys. mieszkancow, kiedys miasto przemyslowe, teraz nieco podupadle -
uniwersytet podobno wielce zwiazany z miastem. 80% studentow cos robi na
rzecz miasta. Dzielnica uniwersytecka wielce szacowna, kamienne
budowle "gotyckie", biuro przyjec z kolei miesci sie w 18-towiecznym
budyneczku - dworeczku z pelargoniami i innymi prostymi kwiatkami. Po prostu
chalupka, a nie biuro przyjec. Takie kontrasty sa w Ameryce wszedzie.
Zalozony w 1701 roku przez brytyjskiego czlonka Stowarzyszenia Handlowego,( a
dokladnie kolonialnego), wlasnie o takim nazwisku. Obecnier studiuje ok. 12.
tys studentow. Niestety studiowal tu tez Bush, i stety pani Clinton. Ale te
studia Busha polozyly cien na opinii mojego wnuka. On juz wie, ze studiuja
tam glownie dzieci alumnow, ktorzy sa donatorami (mam nadzieje, ze
zrozumieliscie to zdanie). Na pewno jest to jakas prawda. Mnie zas dziwi
dodatkowo skad sie taki Bush tam ulagl, toz to byla (a moze jest dalej?)
kuznia najwiekszych liberalow w rodzaju Chomskiego. Oprawadzala nas
dziewczynka, tak wygadana, tak bystra, a zarazem tak zwyczajna, ze od razu
Olafek zrozumial, ze nie studiuja tam jakies herosy. Powiedziala, ze studiuje
muzyke i muzykologie, ale jeszcze nie wie dokladnie jakie ma plany na zycie.
Nastepnie pojechalismy do Providence - stolica najmniejszego stanu Ameryki
Rhode Island, gdzie znajduje sie tez slynny bluszczowy uniwesytet brown
University. Providence - kilkusetysieczne miasto spodobaloby sie najbardziej
grymasnym europejczykom. Europejskie, z jednej strony nowoczesne, a na
wzgorzach stare dzielnice, takie "przedwojenne", wsrod drzew, spokojne
uliczki, sliczne domy i budynki. Miasto lezy nad zatoka oceaniczna. Wogole
na niektore ulice to musialam wlaczac bieg na "pod duza gore". Uroda
Providence jest znana w calej Ameryce. Campus Uniwersytetu Brown lezy
oczywiscie w tej czesci "gorskiej" i jest stary i zadbany. Trawniki
sliczne, nie tak jak w Yale na skraju wydeptane. Uniwersytet powstal w roku
w 1764 r. jako przeciwwaga baptystow wobec kongrecjonalistow, episkopalistow
z Yale i Harvard. Nazwisko oczywiscie od donatora, ale co on zacz juz
zapomnialam. Do oprowadzania bylo trzech studentow, Olaf wybral chlopaka,
ktory studiuje geologie, ale tez bardzo udziela sie w gazecie. Zaprowadzono
nas do pokoi akademickich - dla studentow pierwszego roku. 200-letnie
budynki, pokoje duze -dwusobowe, ale wspolna na trzy pokoje lazienka. Na
pytanie o finasowanie stypendiami student z duma powiedzial, ze na tej
uczelni nie ma stypendiow sportowych, rowniez z duma podkreslil, ze nie ma tu
prawa ani biznesu z administracja.
Studentow troche mniej niz w Yale.
No to na razie przerywam, mam nadzieje, ze jutro wieczorkiem bede mogla
kontynuowac.
    • wodnik33 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 24.07.07, 16:59
      Przeczytane, wydrukowane, dolaczone do odpowiedniej teczki, czekamy na ciag
      dalszy smile
    • wedrowiec2 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 24.07.07, 18:19
      Dziękuję Marynosmile
      Z pomocą mojej nowej pasji, google.maps, prześledziłam wasze wędrówki
      zaglądając nawet na dziedzińce i podworca uczelni.
      System szkolnictwa wyższego w Polsce zmierza w trochę podobnym kierunku. Proces
      boloński (tak to się zwie) przewiduje, że od paździenrika tego roku studia w
      całej UE bedą podobne. Dzięki temu zostaną ujednolicone dyplomy. Poza
      nielicznymi wyjątkami (m.in. medycyna, prawo czy architektura) studia będę
      dwustopniowe. Najpierw trzy lata i dyplom licencjata, a następnie dwuletnie
      studia magisterskie. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Sądzę, że obecnie mamy zbyt
      rozbudowany, przeładowany i zinstytucjonalizowany system szkolnictwa
      ponadpodstawowego, a każda kolejna reforma przynosi wiele złegosad
      • jan.kran Re: sprawozdanie z 3,5 dni 24.07.07, 23:39
        Przrczytane z przyjemnoscia i zainteresowanie , czekam na c.d.smile
        • omeri Re: sprawozdanie z 3,5 dni 24.07.07, 23:59
          Również przeczytalam z ciekawością, tym bardziej,ze i nasze szkolnictwo wyzsze
          się zmienia, jak napisala Wędrowiec.
          • maryna04 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 25.07.07, 03:04
            Ciesze sie, ze interesujace.
            Brown Universitet "zaliczony". Zjezdzamy "z gory" do miasta - cos zjesc. Ma
            byc to w restauracji z owocami morza. Coz, nie moja specjalnosc, ale oczywiscie
            ochoczo przytakuje. Zamawiam bezpiecznie prosta fladre, Olaf z talerz
            roznymi "owocami". Potem mala objizdka downtown, czyli centrum, rzut oka na
            port promowy i kierunek na Harvard. Hotel zarezerwowalam powyzej miasta, zeby
            nie placic kolosalnych sum, a w sumie i tak wszedzie blisko.
            Ow Uniwersytet znajduje sie podbostonskim miescie Cambridge, "za rzeka".
            Wlasciwie to jedno miasto, ale mysle, ze wladze Cambridge nigdy by tak nisko
            nie upadly i nie przylaczyly sie do Bostonu. W odleglosci jakis dwoch mil przy
            tej samej ulicy Massachusetts Ave znajduje sie druga wielce slynna uczelnia MIT
            (Massachusetts Institut of Technology). Juz o 9-tej rano parkujemy w garazu
            niedaleko budynku skad wychodza grupy z przewodnikiem. Skazalam sie na chwile
            grozy, bo strasznie sie boje pietrowych garazy, gdzie na poszczegolne pietra
            wjezdza sie betonowa rynienka. Tym razem rynienka byla po spirali o malutkiej
            srednicy, poszczegolne pietra byly juz zablokowane z braku miejsc. Dotarlam z
            zawrotami glowy na ostatnie 7-me pietro, uff. Leciutko otarlam sie o slupek,
            ale to dla mnie po tych spiralach nie pierwszyzna. Dobrze, ze przynajmniej
            zjazdu sie nie boje.
            Mamy godzine czasu, przechadzamy sie po tej Massa Ave, gdzie ma
            byc "atmosfera", niestety sezon wakacyjny, wiec glownie jest atmosfera od
            wielkiej iloscu turystow a nie studentow.
            W recepcji wycieczkowej dwoje obslugujacych studentow mialo rozlozonego Harry
            Pottera. Wlasnie o polnocy zaczeta sprzedaz. Patrzcie, patrzcie, kiedys
            czytywalo sie na takiej uczelni przynajmniej starozytnych filozofow, a teraz 7-
            my tom satanistycznej powiesci. Dziewczyna, ktora nas oprowadza jest ze stanu
            Indiana, studiuje socjologie. Nie pojechala do domu, w ciagu dnia pracuje
            wlasnie przy tych grupach, w nocy w schronisku - bynajmniej nie turystycznym.
            Wogole praca, praca pada z ust kazdego z oprowadzajacych studentow. Uniwersytet
            jest najstarsza uczelnia amerykanska, zalozony w roku 1636 i wcale nie przez
            pana o nazwisku Harvard, tylko przez wspolnote pielgrzymow - purytanow z Angli,
            ktorzy przyplyneli 25 lat wczesniej. Najstarsze budynki pochodza z poczatku
            XVIIIw. budowane w coraz wiekszej odleglosci od glownego placu. Uniwersytet ma
            bardzo renomowany i ogromny wydzial prawniczy, ma on zupelnie osobny campus,
            podobnie biznes i administracja...Przewodniczka opowiada o roznych zwyczajach,
            ciekawostki, chociazby taka, ze ostatnim filmem jaki byl krecony na terenie
            campusu bylo "Love story", przez kilka dni filmowcy tak zdezorganizowali zycie
            uczelni, ze wladze powiedzialy - nigdy wiecej. Niestety uczelnia nie ma jak na
            taka uczelnie duzej iloscu starodrukow, splonely dwa wieki temu. Yale ich
            przebija, posiadajac biblie Gutenberga. Biblioteka starodrukow w tym ostatnim
            jest najnowszym osiagnieciem ochrony przeciwpozarowej, z chwila pozaru z
            siedmiopietrowego ognioodpornego pomieszczenia, w ktorym znajduja sie ksiazki
            wysysany jest tlen i w jego miejsce wprowadzane gaz nieopalny. Wstep do
            ksiegozbiorow maja tylko pracownicy, korzystajacy znajduja sie w otwartej
            przestrzeni w otaczajacym pietra z ksiazkami budynku o otwartej przestrzeni.
            Moze to nie za bardzo zrozumiale, no trudno.
            Studentow na Harvardzie jest dobrze powyzej 20 tys.
            Wszyscy oprowadzajacy wplatywali na kazdej uczelni rys historyczny na temat
            jak rozwijaly sie prawa kobiet do studiowania. Bynajmniej nie odbylo sie to
            nigdzie jednym ukazem. Niby zaczely studiowac w XIXw. ale z ograniczeniami,
            ostatnie formalne przepisy usuwano nawet w latach 60-tych ubieglego stulecia.
            Oczywiscie nie byly juz wtedy stosowane. Podobnie jak w Polsce obecnie na tych
            uczelniach studiuje wiecej kobiet. Nie wiem jak bylo w Polsce w latach
            miedzywojennych, ale przypuszczam, ze bylismy mniej konserwatywni, niz te stare
            uczelnie amerykanskie.
            Za kazdym razem Olaf pytal sie o warunki finansowania. Oczywiscie studia na
            tych uczelniach sa absurdalnie drogie - czesne wynosi pow. 30tys. dol. za rok,
            do tego doliczaja, koszty utrzymania, ksiazki, transport. W sumie pow. 42 -44
            tys. dol. Jednak w rzeczywistosci wyglada to lepiej . Komisje przyjmujaca na
            studia nie interesuja finanse. Dopiero po przyjeciu zaczyna sie sprawa pomocy
            finansowej. Na kazdej uczelni korzysta ze stypendiow od 70 do 80% studentow.
            Wysokosc pomocy zalezy od dochodow w rodzinie, biortac pod uwage, ile rodzina
            moze wydac na studiujace dziecko nie popadajac w nedze. Np. dziecko z rodziny o
            zarobkach 45 tys. brutto (ale nie wiem na ile osob) dostanie 100% stypendium.
            Juz nie wiem w ktorym miejscu powiuedziano, ze srednie stypendium wynosi
            30tys., czyli jak mozna sie zorientowac, srednia rodzina musi doplacic 15 tys.
            Do tego zawsze dochodzi praca, w czasie studiow, na wakacjach, dogodne
            pozyczki. Jedno wiadomo zawsze - nie warto odkladac imiennie na college dla
            dziecka, bo wtedy te oszczednosci odejma od stypendium.
            Co jeszcze mozna zauwazyc. Wszedzie studenci pierwszego roku prowadzeni sa "za
            raczke". W tych kolosach tworza sie male spolecznosci z najrozniejszymi
            opiekunami, doradcami. W ciagu pierwszego tygodnia zawsze mozesz zmienic
            towarzystwo w pokoju, wybrane przedmioty. Omal rownie wazna czescia studiow
            jest dzialalnosc klubow, jest ich zawsze dwie, trzy setki. We wszystkich
            campusach byly swiatynie, i to niejedna. Zawsze jest przynajmniej jedna dla
            wszystkich wyznan chrzescijanskich.
            No to pojechalismy na zakonczenie do MIT, wbrew woli przyszlego studenta.
            Zawsze mowi, ze nauk "scisle scisle", a takze badan podstawowych, czy studiow
            politechnicznych nigdy nie mial w planach. Sa tam zreszta i inne kierunki No i
            dolozyl koronny argument, ze MIT ma najwiekszy w Stanach wsrod wszystkich
            uczelni wskaznik samobojstw. Ten "argument" przewazyl i zrobilismy tylko
            wlasna "ture" wg instrukcji wylozonych w hollu glownym. Wyczytalam w niej, ze
            Uczelnia ma ok. 150 lat, kobitki przyjmuje od 1871r. obecnie stanowia one 45%
            studentow under graduetes i 30% graduates. 56 absolwentow MIT dostalo nagrode
            Nobla, obecnie uczy 8 laureatow... Glowny budynek przepotezny, duzo
            wspolczesnych obiektow, a wsrod nich cudo - hala sportowa. No bo sport to
            trzeci element zycia amerykanskich uczelni, a moze w niektorych pierwszy, albo
            drugi?
            No i na tym zakonczylismy czesc, ze tak powiem poznawcza. Jakie wnioski
            chlopaka? O ile przedtem sam ciagle powtarzal, ze to jest za drogie o tyle
            teraz rozmarzyl sie, kiedy uslyszal, jak duze sa mozliwosci stypendiow. Dalej
            zdaje sobie sprawe, ze przynajmniej w stanie NY i w samym miescie jest wiele
            uczelni stanowych i miejskich, ktore zapewniaj bardzo dobre wyksztalcenie za
            czesne kilka tysiecy, a nie kilkadziesiat. Najrozsadniej jest isc dopiero na
            studia magisterskie na taka uczelnie, ale spodobalo mu sie. Zamarzyl mu sie
            Brown Uniwersytet, Yale i Harvard - tez swietne, ale on nie lubi sie snobowac.
            Poza tym bardzo odpowiada mu, ze nie ma prawa i tego biznesu, ze miasto bardzo
            ladne i w sam raz, slowem wogole mu sie podoba. Kiedy zadzwonila matka najpierw
            poprosilam ja, zeby nie usadzala go od razu na ziemi i wysluchala go bez
            komentarzy. No to zaraz po jego rozmowie dostalo mi sie: babko, babko, to sie
            bedziecie dokladac do tych uniwersytetow smile).
            Kiedy podjechalismy nastepnego dnia czekala z mezem na synusia. Mowie:
            wzielam ucznia Bronx Science High School, a odwiozlam Wam studenta z
            Harvardu. Co sie nikomu nie spodobalo, bo Olaf nie bedzie sie snobowal, a
            matka tez nie widzi potrzeby wydawac pieniedzy bez potrzeby. A W. jej maz tylko
            sie usmiechal, przeciez i tak bedzie jak chlopak chce. Zasluzyl na to i jesli
            da mu to szczescie?
            Na drugi dzien podczytala mu rodzicielka
            • maryna04 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 25.07.07, 03:10
              Na drugi dzien podczytala mu rodzicielka blog, (do ktorego od zawsze dal jej
              dostep). Chyba to forma komunikowania sie. Oj dostalo jej sie, ze jest spaczona
              wychowaniem komunistycznym i uwaza, ze nalezy sie zadowalac malym i marzenia
              sa rzecza naganna. Ale on juz postanowil. Jesli tylko dostanie sie do tego
              Browna, to bedzie studiowal, chociazby mial na dwie zmiany hamburgery do
              kanapek wsadzac. Oczywiscie wiadomo, ze sie ucieszyla.
              No to przynudze Was jeszcze jednym odcinkiem, ale na szczescie juz nie o
              szkolach
            • jan.kran Re: sprawozdanie z 3,5 dni 25.07.07, 03:10
              Dziekuje Maryno , umililas mi nocny dyzursmile
              Tak sie przerwalo w pol slowa czyli bedzie c.d ?
              Kransmile
            • wedrowiec2 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 25.07.07, 17:56
              Tym razem ze smutkiem przeczytałam o formach płatności za studia i systemach
              stypendialnych. Piszesz, ze roczny koszt wpisowego na uczelnie o światowej
              renomie (MIT) to kwota ok. 30 tys. dolarów. Tymczasem na uczelni, na której
              pracuję rok płatnych studiów to wydatek 35 tys. złotych. Nawet uwzględniając
              różnice w wartości pieniądza, to widać, który kraj stawia na edukację.
              Stypendia można otrzymac tylko za bardzo dobre wyniki w nauce, a i tak są to
              groszowe, w porównaniu do czesnego, kwoty. Kredyty w bankach są obwarowane zbyt
              wieloma rygorami, by były popularne. Nic dziwnego, że dzieci moich
              współpracowników, łącznie z dziekańskimi potomkami, studiują w USA.
              • maryna04 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 26.07.07, 02:26
                Tak sie dobrze uwinelismy ze szkolami, ze po pierwszej jedziemy juz do
                Bostonu. Kierujemy sie na downtown, czyli jak juz wyjasnialam centrum(musze
                sprawdzic dlaczego w calej Ameryce na centrum mowi sie dol miasta) . Bostonskie
                sklada sie nie tylko z nowoczesnych biurowcow, centrum handlowego, ale i ze
                starego miasta, gdzie kieruja sie wszyscy turysci. Zamiast autstrada
                wjezdzamy ktoredy indziej i potem dluga droga przez mieszkalne dzielnice
                miasta. Cale kilometry kwartalow starannych, w drzewach i trawnikach ulic, z
                takimi siakimi kamienicami. Zasobnosc, spokoj i niedostepnosc. Wzdluz
                kilometrow ulic wzdluz i poprzek znaki, ze parkowanie tylko za zezwoleniem (dla
                mieszkancow), nigdzie nie ma w tych okolicach parkingu, garazu, to gdzie maja
                sie zatrzymac goscie, o steranej babci, ktora przyjechala z wizyta nie
                wspominajac. Te znaki sa wszedzie; "Tylko dla...." Maja racje, ze mowia o
                bostonczykach, ze sa nieprzystepni, bo jak do nich przystapic?. Parkujemy pod
                hotelem, na szczescie tylko pol obrotu w dol i dochodzimy do centrum
                turystycznergo. Od razu zalapujemy sie na 90 min "ture". Wlasciwie to opowiesc
                o tym jak wybuchla wojna przeciwko angielskim kolonistom, miejsca historyczne
                sa, w tym budynku, bylo to, w tamtym to, tu nie ma XIV-wiecznych kosciolkow, a
                nawet XVII- wiecznych, ktore juz moglyby byc. Wszystko splonelo, ocalal jeden
                budynek. Za to dowiedzialam sie bardziej szczegolowo jak to bylo z ta herbata,
                o ktora zbuntowali sie amerykanscy osadnicy. Korona brytyjska traktowala
                Ameryke jak kazda kolonie, a gubernatorzy dopiero w tamtych czasach byli
                skorumpowani i byli panami na wlosciach. Widac, ze herbata zawsze byla dla
                anglikow wazna, bo juz wczesniej korona wprowadzala jakie cla, ograniczenia. Na
                jedne przystawano, na inne nie. Ale z herbata? O nie, tym bardziej ze dostawe
                zmonopolizowano do jednego gatunku i tylko kilku dostawcow - znajomych
                gubernatora. Bez herbaty tez by sie kiedys Amerykanie wybili na niepodleglosc,
                tylko czy aby w tym czasie byliby wspolczesnie tzw. "ojcowie narodu" - czyli
                ludzie, ktorzy stworzyli podwaliny nowoczesnego panstwa. Amerykanie
                oczywiscie nie maja pojecia o historii swiata, ale swoja historie to sie im
                tlucze do glowy. Przepytywane przez pania przewodniczke dzieci wiedzialy
                wlasciwie wszystko.
                Potem juz sami idziemy poszlifowac bruki kierujac sie na slynny Quincy Market.
                Jak sama nazwa wskazuje, stragany, restauracje, wewnatrz na zewnatrz. Znajduje
                sie tez tu slynna restauracja, a wlasciwie bar Cheers, w ktorym przez wiele lat
                umiejscowiony byl bardzo zreszta sympatyczny serial o takim tytule. Mysle, ze
                jednak nie w tym lokalu, chociaz na pewno tytul serialu to tablica z nazwa
                restauracji. Idziemy tam zjesc, typowo po amerykansku, pare procent w cenie to
                zapewne ten tytul serialu.
                No to wracamy do hotelu, autostrada prowadzi z samego centrum najpierw bardzo
                dlugim wielopasmowym tunelem , przechodzacym w most o pieknej sylwetce nad
                rzeka Charles. No to zaoszczedzilismy pol dnia. Rano wracajac pojedziemy przez
                piekne i slynne miasto nadmorskie Newtown. Osrodek zeglarstwa morskiego, baza
                morska, ale najbardziej slynne jest Newtown ze wspanialych rezydencji
                pobudowanych w dawnych dobrych czasach, czyli na przelomie 19 i 20 wieku. W
                centrum turystycznym dowiadujemy sie wszystkiego. 8 palacow jest otwartych dla
                publicznosci, mozna wykupic calodniowy bilet wysiasc, gdzie potrzeba, zwiedzic,
                pojechac dalej. Kupilismy wstep na 3 palace. Ceny powalaja - trudno. Jak sie
                chce zaznac przepychu. No i polizalam wzrokiem. Wrescie zobaczylam
                nieprawdopodobne bogactwo. Projektanci tych palacow, wiadomo, tylko z Europy,
                murale na sufitach przeniesione prosto z Wloch, stamtad i skad inna kamienie,
                meble takie i siakie, tkaniny z dalekiego Wschodu, zyrandole, obrazy, inne
                dziela sztuki przywiezione z calego swiata ,kolumny, tarasy. Sale balowe,
                koncertowe. A w piwnicach kuchnie, z rzedem piecow, zlewow.....I to wszystko,
                ostentacyjnie, byly tylko domy letnie. Mieszkalo sie w NY. Na te dwa miesiace
                letnie dla bardziej lub mniej dzietnej rodziny zatrudnialo sie nawet 40 osob
                sluzby.
                Oprocz tych najwspanialszych jest ogromna ilosc skromniejszych, np. Kennedyowie
                brali slub w skromnym kosciolku w Newporcie, a wesele wyprawiono w letniej
                posiadlosci jej rodzicow. Udostepnione dla publicznosci "letnie domy" badz sa
                nadal wlasnoscia rodzin, albo tez przekazane w 1-dolarowa dzierzawe Towarzystwu
                Historycznemu Newportu. W dwoch ze zwiedzanych przez nas palacach
                wlascicielami byli Vanderbiltowie, to slynny rod, w ktorym dziadek postawil na
                koleje i kolejne pokolenia juz tylko musialy mnozyc. W zeszlym roku w
                najwazniejszej ich posiadlosci Breakers odbyl sie zjazd rodzinny. Czy sa dalej
                tak straszliwie bogaci, chyba juz nie, wszak Ameryka postawila na transport
                autostradowy i samolotowy. Czy za 100 lat ludzie beda zwiedzac rezydencje
                Gatesa?
                Wewnatrz zdjec nie mozna robic, ale zalaczam link do zdjec wlasnie
                tego "domku letniego", o ktory wspomnialam
                www.galenfrysinger.com/newport_breakers.htm
                No to zakonczylam
                • maryna04 Re: sprawozdanie z 3,5 dni 04.08.07, 17:32
                  No to wczoraj odwalilismy kolejny uniwersytet. Tym razem nieprywatny, tylko
                  stanowy. Szkolnictwo publiczne dzieli sie w Ameryce na stanowe i miejskie. W
                  zaleznosci skad pochodza subwencje, ale nie tylko stad sa pieniadze.
                  Uniwersytet, o ktorym napisze nazywa sie Stony Brook University, polozony jest
                  na wyspie Long Island (ja tez mieszkam na tej wyspie, ale naleze do miasta NY)
                  w odleglosci autostrada 62 mil od miasta. Dojazd do uniwersytetu byl dokladnie
                  taki sam jak do jakiegolwiek miejsca na Long Island . Njpierw jedna z licznych
                  autostrad wzdluc wyspy, pozniej zjazd (62 exit z LIE) i 10 mil drogi w
                  zielonosciach, zdala porozrzucanych pieknych domach, lub z rzadka jakis
                  budynkow publicznych. Tak jest tam wszedzie - jednakowo i....nudno. No, ale
                  ludzie kochaja tam mieszkac. No to skrecilismy na ogromny campus rozrzucony
                  pieknie i cywilizacyjnie w lesnym obszarze na powierzcni 1100 akrow. Nie mam
                  zdrowia przeliczac na km kw, ale jest to olbrzymiaste, z poruszaniem sie po
                  terenie autobusami. Na tablicy z mapa pogladowa bylo duzo terenow na zielono,
                  czyli lasow. Szybko dodalam, o, bedziesz mogl chodzic tutaj na grzyby. Tura
                  byla zaplanowana, jak poprzednio - rodzice, czy rodzic z dzieckiem. Pogadanka,
                  a potem zwiedzanie. Szczerze? W porownaniu z tymi bluszczowymi szkolami, to tu
                  jest nowoczesnie, funkcjonalnie, wszak szkola powstala dopiero 1957r. I chociaz
                  jest stanowa zapoczatkowal ja pan o nazwisku Ward Merville - biznesmen i
                  filantrop, ktory przekazal swoja ziemie, azeby zalozono tutaj wyzsza szkole.
                  Rozbudowa poszla pieknie, obecnie studiuje tu 22 tys. studentow. Nie tylko
                  stan placi za szkole., funadacja im. ofiarodawcy dysponuje obecnie 120mil dol.
                  Najwieksze wrazenie zrobil na nas budynek - taki futurystyczny - wybudowany
                  dzieki donacji pana o nazwisku Charles Wang - jest to cos jak jakas
                  instalacja, stal, kamien, marmur, przeswietlone sciany i sufity, woda w
                  postaci fontan, prostokatnych basenow, plynaca z ust dalekowschodnich
                  maszkaronow. Na zewnatrz las bambusowy, jeziorko, nowoczesne pomosty itd.
                  Najbardziej oszolomila nas toaleta. Po wymieniu opisow, jednakowa damska i
                  meska. Zaledwie 3 czy 4 oczka, ale dlugosci z 25 metrow. Las bambusowy na
                  skalisto piaskowym podlozu, jakies kwietne krzaki. Szkoda, ze nie zwiedzilismy
                  pozostalych. Duzy food court z najrozniejszymi kuchniami jak chinska,
                  japonska, tajska, wietnamska mial czynne tylko dwa bufety, w tym hinduski,
                  wiec tak sie tez posililismy. A potem jeszcze stosowna wystawa - origami.
                  Pobudowane cale osady warowne, zamki, wszystko zaludnione. Najbardziej
                  podobalay mi sie jednak origamowe ikebany. Cos cudnego. Tworcami tych cudeniek
                  jest para rosyjskich psychologow, ktorzy od lat mieszkaja w Kanadzie i prowadza
                  kursy origami, stosuja w terapi.
                  Budynki uczelniane jasne, nowoczesne, przestronne. Osobny budynek stanowi
                  teatr na tysiac miejsc, z licznymi salami cwiczeniowo - aktywizujacymi.
                  Oczywiscie nie zabraklo bardzo nowoczesnego budynku hali sportowej. Juz sobie
                  zapomnialam na ile miejsc w razie czego jest widownia. W podziemiach hali sa za
                  darmo rozne sale i urzadzenia jak sie chce pocwiczyc dla zdrowia, czy
                  urody...Obok stadion na 10 tysiecy widzow i najrozniejsze boiska. Pokoje
                  akademickie dwuosobowe - duze, dwa lozka, dwa biurka, dwie ogromiaste szafy
                  wnekowe, podlaczenia do inernetu, kablowki i co tam jeszcze dzisiaj potrzeba 6
                  punktow lazienkowych na 30 studentow. Akademiki koedukacyjne, ale ze wzgledu
                  na te lazienki na kazdym pietrze mieszka jedna plec. Na kazdym pietrze
                  swietlice z jakimis bilardami, ping - pongami, salki do uczenia sie spotkan.
                  Jak wszedzie na campusach wiele imprez, wystepow, oprowadzajace dziewczyny
                  podawaly jak niskie ceny sa na taki, czy inny koncert. Moj Olafek na poczatku
                  zastanawial sie, jak mozna tu zyc bez dostepu do miasta. Okazuje sie, ze miasto
                  jest, w podziemiach glownego budynku, sklepy z towarami najwazniejszymi,
                  ksiegarnia, fast foody czy tp. Jest tez osobno szpital. Jesli chodzi o
                  wyzywienie, to kazdy z 6 podkampusow ma swoja stolowka i inne punkty. Studenci
                  dostaja karte debetowa na sume 1400$, ale juz nie wiem czy na semestr, czy na
                  rok (musialabym sie zastanowic, ktore jest realne) i moga stolowac sie nie
                  tylko w tej stolowce, ale we wszystkich innych punktach na terenie uniwerytetu.
                  Poniewaz na nogach to juz w takiej okolicy nigdzie sie nie dojdzie od stacji
                  kolejowej jest dla studentow darmowy autobus, a jesli w nocy gdzies sie
                  zablaka, to moze zadzwonic po podwiezienie i go przywioza. Mam nadzieje, ze to
                  juz za oplata. Przez dwa pierwsze lata student nie moze miec auta na campusie,
                  potem juz moze i moze parkowac na ktoryms z parkingow. Itp., itd. Dla mnie to
                  byly wspanialosci. Zawsze wiedzialam, ze wszytkie campusy w Ameryce sa piekne,
                  zwiedzalam przed laty inny w w stolicy stanu NY - Albany. Podzielony na trzy
                  czesci jedna w stylu starodownym, (a co to za styl?), druga wielce wspolczesna.
                  Cudenko. W miescie NY moje dzieci chodzily tez do porzadnie zbudowanych szkol.
                  W collegu mojego syna jest znana w calym miescie sala widowiskowa, odbywaja sie
                  tu konwencje, teatry, tu przegral Kasparow z komputerem.
                  Wiec chodzac sobie po tym Stony Brook nie pytalam Olafka, czy mu sie podoba,
                  zeby go nie denerwowac, tylko sobie myslalam, jak ubogie jest polskie
                  szkolnictwo wyzsze. Gdzie takie wspaniale campusy. I druga mysl, ze dlaczego
                  wszyscy jednym tchem wymieniajac co jest zle w Ameryce wymieniaja tez, jak
                  drogie jest szkolnictwo. Wiec ten uniwersytet dla mieszkancow stanu NY kosztuje
                  w calosci 14 tys. dolarow na rok. W tym nauka przecietnie 4 tys., nie ma
                  obowiazku mieszkania w akademikach (chociaz jest to zalecane), to wtedy nie
                  dochodza oplaty za akademik i wyzywienie. Studenci spoza stanu NY placa ok. 20
                  tys. Oczywiscie tutaj tez jest caly system stypendialny, pozyczek, a prace
                  ktora pomaga znalezc specjalna komorka nie jest trudno znalezc. Wiec tylko
                  troche dobrej woli i determinacji. Zreszta zapomnialam, ze moj syn wyuczyl sie
                  za darmo, bo mieszkal ze mna, a przyznawana mu pomoc nawet przewyzszala oplate
                  za miejski college.
                  A jaki poziom ma to Stony Brook? Mieszca sie w jakis rankingach, skoro sie tym
                  chwala, tzn, nie jest zle. Po latach pracy na prestizowych uczelniach
                  Zachodniego Wybrzeza pracowal tu Jan Kott - polski slynny krytyk teatralny, a
                  kilka lat temu dostala doktorat byla premier Anglii. No, to o niczym nie
                  swiadczy , Lepper ma wiele doktoratow z najrozniejszych uczelni.
                  • warum Re: sprawozdanie z 3,5 dni 04.08.07, 17:59
                    Wiesz Maryno, te Twoje opisy sa tak piekne i realistyczne, ze wydaje mi sie,ze
                    ja to widze...smileale wracajac do polskich realiow -o ile wiem, tylko
                    "zagraniczne" doktoraty ma wodz Samoobrony ,zreszta jemu wystarcza ladne
                    okulary/nawet nie wiedzialam,ze ma wade wzroku, ale to chyba od wczytwywania
                    sie w te pisma sadowesmile/ i juz wyglada inteligentniej...
                    Jak poczytalam o tych salach widowiskowych na tysiac miejsc.... to od razu
                    skojarzyl mi sie "zabytek" Lublina - Teatr w budowie... od chyba 78 roku, bo
                    jeszcze chodzilam do szkoly sredniej i mialam tam praktyki zawodowesmile
                    Zlokalizowany w centrumsmile www.e-teatr.pl/pl/artykuly/30,watek.html
                    Nie wiem czemu ta budowa tak sie wlecze...moze brak chojnych milionerow ? bo
                    widzow to moze by sie uzbieralo...jak by bylo na co popatrzec. I gdzie
                    zaparkowacsmile))
                    • warum Re: sprawozdanie z 3,5 dni -upss:(( 04.08.07, 18:02
                      hojny, ale przez ch piszemy chusteczka, choinka i jeszcze takie tamsmile
                    • jan.kran Re: sprawozdanie z 3,5 dni 13.08.07, 19:09
                      Maryno , a ile jeszcze czasu zostalo do podjecia ostatecznej
                      decyzji ?
Pełna wersja