kora3
23.05.18, 14:58
Tak sobie myslę, że nie zawsze łapiemy róznicę pomiędzy tym, co na serio przeszkadza a tym co jedynie rózni się od naszych gustow, upodobań, zasad ...
Z tym co na serio przeszkadza sprawa jest z pozoru dośc jasna - mamy prawo zareagować, gdy czyjeś zachowanie realnie sprawia nam dyskomfort. Ktoś je w biurowym pokoju ostro pachnące potrawy, zbyt głośno mówi przy stoliku obok, tarasuje przejscie swoim bagażem ...No to przeszkadza. Ale sytuacja wyglada już nieco inaczej, gdy ktoś uzywa perfum które nam sie nie podobają, ma drazniącą nas manierę głosową, czy tarasuje przejscie sobą bo jest otyły. Niby też przeszkadza, ale jednak inaczej do tego podchodzimy, czy tez inni podchodzą ...
A już calkiem - dla mnie- inaczej jest, gdy ktoś robi coś co uwazamy za nie halo, ale generalnie obiektywnie nie powinno nikomu przeszkadzać...Np. ubrany jest tak, że odbieramy go jako nieestetycznego, ale nie śmierdzi, nie narusza zasad zachowania/ubrania obyczajnego w ogóle czy w danym miejscu, dziwnie są zachowuje ale nie w stosunku do nas, ani do nikogo tak, by go trzeba było bronić itd.
Rozgraniczacie mentalnie też sprawy, bo ja sie staram....Je sobie ktoś kanapkę w autobusie, gołą ręką ją tezymając - no, niehigienicznie, niekoniecznie miejsce na jedzenie, ale kanapka nie smirdzi, a człowiek nie mlaszcze, nie beka - ja bym nie jadla, ale niech sobie je. Idzie pani 130 kg wag po mieściei w koszulce na ramioczkach i obcisłych spodenkach - no widok taki sobie estetycznie, ale nie śmierdzi, nie odsłania pupy, biustu, genitaliów tylko nogi z zylakami - jej sprawa.