woland.2
04.10.12, 20:54
W "Prawdzie o Rudzie" ukazał się wczoraj artykuł pt. "Wodny haracz?" Cytuję:
„Obrady rudzkiej Rady Miasta zaczęły wreszcie przypominać lokalny parlament, a nie – jak dotychczas bywało – towarzystwo wzajemnej adoracji. Podczas ostatniej sesji radny Jarosław Kania wniósł do porządku obrad projekt uchwały, która obniżyłaby podatek, jaki miasto ściąga z budowli miejskich, w tym z infrastruktury zarządzanej przez Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Sprawa jest na tyle ważna, że sesję przerwano, aby radni mieli czas na podjęcie decyzji. Wznowienie obrad i głosowanie nad uchwałą nastąpi 11 października.
Nie jest tajemnicą, że ostatnio iskrzy na linii prezydent Grażyna Dziedzic – prezes PWiK Zbigniew Domżalski. Rudzka rewolucja pożera własne dzieci. Domżalski jest ojcem chrzestnym i promotorem politycznej kariery Dziedzic. To był jego pomysł, aby była dyrektorka MOPS stanęła do walki o najważniejszy urząd w mieście. Ale teraz, ten zdawałoby się nierozerwalny duet, rozpada się, a miejska plotka głosi, że wkrótce poleci głowa prezesa PWiK. Spór toczy się między innymi o ceny wody. Ubiegłoroczną, drastyczną podwyżkę cen wody i ścieków Domżalski wziął na siebie, choć tak naprawdę zmusiła go do tego polityka miasta wobec PWiK. W przyszłym roku grozi kolejna zmiana taryf. Ale tym razem prezes PWiK nie pali się do pomysłu, aby ponownie brać przed mieszkańcami odpowiedzialność za drenowanie ich kieszeni. Tym bardziej, że podwyżki można uniknąć, a na ostatniej sesji Rady Miasta, pojawił się pomysł, jak to zrobić. Jednym z największych kosztów funkcjonowania PWiK są podatki płacone na rzecz miasta. Od każdej budowli zarządzanej przez tę spółkę (rurociągi, oczyszczalnie, przepompownie itd.) miasto ściąga dwa procent podatku, liczonego od wartości początkowej danego obiektu. W skali roku PWiK musi płacić z tego tytułu około 6-7 mln zł. Spółka ściąga te pieniądze z mieszkańców, bo nie ma innych źródeł dochodu. Na ostatniej sesji Rady Miasta, radny Jarosław Kania zaproponował, aby obniżyć „wodny haracz” z 2 proc. do 0,1 proc. Taki zabieg pozwoliłby, o ile nie na obniżenie taryfy wodno-ściekowej, to przynajmniej na utrzymaniu jej na obecnym poziomie. Do tematu wrócimy w najbliższym wydaniu „Prawdy”. Gazeta ukaże się w kioskach 15 października, kiedy będziemy już znali wyniki głosowania Rady Miasta.”
Nie wiem, czy artykuł pisano na zamówienie, ale rzetelność dziennikarska nie jest mocną stroną autora (anonimowego zresztą). Mniej plotek, więcej faktów „redaktorze”!
Po pierwsze: Podatek od infrastruktury (budowli) PWiK (i PEC), jako spółki miejskie, płaciły na poziomie 1,1 % wartości tejże. Inni, na poziomie 2 %. Zgodnie z uchwałą RM. Ponieważ przedmiotowa uchwała dyskryminowała „innych”, jeden z opodatkowanych przedsiębiorców (GPW) zaskarżył ją do sądu. I wygrał. Sąd uznał, że w gospodarce rynkowej priorytetem jest równe traktowanie podmiotów. Istotą sprawy było równe traktowanie, a nie podwyżka podatku. Prezydent mogła obniżyć „ innym” podatek od budowli do poziomu 1,1 % lub wyrównać do 2 %. Wybrała niekorzystne dla mieszkańców rozwiązanie, drenując ich kieszenie. I przypadku PWiK i PEC, podwyżka podatku od nieruchomości przekłada się wprost na taryfę. A to oznacza podwyżki.
Jednak skala podwyżek w przypadku PWiK była niebagatelna, bo aż o 30 %. Zobaczymy, jak tegoroczne podwyżki i obniżenie wynagrodzeń pracownikom przełożą się na wyniki PWiK.
Jeśli jednak „redaktor” uzyskał informacje, że wartość tego podatku za miniony rok wyniosła ok. 6-7 mln. zł., to warto w BIP-e sprawdzić sumę bilansową za miniony rok, która wyniosła 86.413.527,84 zł. i głęboko zastanowić nad biadoleniem prezesa PWiK. Chyba nie o ten podatek chodzi.
Po drugie: Miasto może ulżyć mieszkańcom i zafundować naszej spółce – która zamiast niego zaspakaja potrzeby ludności - nieodpłatną służebność przesyłu. Wtedy w naszych kieszeniach zostanie 6-7 mln. zł.
Po trzecie: Domżalski publicznie twierdził, że w tym roku i tak podniesie taryfy, więc trudno to przypisywać organowi wykonawczemu. Sam musi, na podstawie uzasadnionych kosztów - obliczyć skalę podwyżek i złożyć wniosek do zaopiniowania prezydentowi (co pewnie już robi, tylko brakuje mu jednego ogniwa – wysokości podatku od budynków i budowli), a następnie poddać pod obrady RM. I jeśli tym razem organ wykonawczy i RM użyją takich sztuczek, jak w ubiegłym roku, to sam sobie te podwyżki wprowadzi.
Po czwarte:
Może warto przyjrzeć się kosztom PWiK za ten i ubiegły rok. Spółka od 2007 roku przynosiła cały czas zyski, które kształtowały się na poziomie: 2007 - 2.766.167,37 zł., 2008 - 674.800,00 zł., 2009 - 3.119.209,98 zł, 2010 - 2.158.908,42 zł. Rok Domżalskiego to strata w wysokości 4.571.121,38 zł. (w uznaniu zasług dostał podwyżkę wynagrodzenia).
I zapytać, jaki udział w tej stracie mają studia podyplomowe, szkolenia zagraniczne na koszt mieszkańców? A mieszkańców, czy się na to zgadzają.