agucha168
20.08.09, 01:05
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Mam na imię Agnieszka. Chciałabym opisać swój przypadek, żeby przybliżyć Wam
swoją sytuację, a tym samym umożliwić udzielenie rad.
W
lipcu 2007 roku, po powrocie z urlopu z Polski (na stałe mieszkam z mężem w
Irlandii Północnej), zauważyłam małą, czerwona kropeczkę poniżej kostki,
prawie przy samej stopie. Zbagatelizowałam to z myślą, że samo zniknie,
kleszcza tam nie miałam (z czasem okazało się, że to była nimfa, dlatego jej
nie zauważyłam). W sierpniu tego samego roku zaszłam w ciążę. Czułam się
rewelacyjnie, żadnych dolegliwości, wręcz tryskałam energią, radością i
szczęściem (8 lat czekaliśmy z mężem na to dziecko).Dopiero w trzecim
trymestrze ciąży pojawił się rumień, który szybko się rozrastał. W 8 m-cu
ciąży pokazałam go lekarzowi prowadzącemu, kiedy rumień osiągnął już dość
spory rozmiar (od kostki wędrował ku górze, był na wysokości 1/2 łydki).Lekarz
nie miał pojęcia, co to jest, więc zrobiono mi usg nogi, ale, ponieważ
wszystko było w porządku, zalecono, abym w przypadku bólu zgłosiła się
ponownie do szpitala. Po urodzeniu Anielki (kwiecień 2008) dopadły mnie
dziwne, czarne myśli, ale tłumaczyłam to sobie depresją poporodową. Zaczęłam
też częściej odczuwać zmęczenie, ale na to też miałam wytłumaczenie- 24
godziny na dobę przy dziecku. W lipcu przez dwa tygodnie miałam ogromne
problemy ze wstaniem z łóżka. Myślałam, że albo mnie przewiało, albo
nadwyrężyłam mięśnie dźwigając dziecko (trzymiesięczne wówczas).W nocy Anielką
zajmował się mąż, a w dzień musiałam sobie radzić sama. W sierpniu
pojechaliśmy do Polski. Pokazałam mamie swój rumień, po czym usłyszałam:” ty
masz boreliozę”. Zarówno moja mama jak i brat-leśnik chorują na boreliozę.
Poszłam więc do dermatologa, gdzie potwierdzono „diagnozę” mamy i polecono mi
zrobienie testów Elisa. Tak też zrobiłam (IgG-76, IgM-76). Zapytałam panią
dermatolog o możliwość zakażenia mojego dziecka i karmienie piersią.
Otrzymałam odpowiedź, że nie ma możliwości, żeby Anielka była zakażona o
oczywiście bez żadnych obaw mogę nadal karmić piersią.
Wyników już nie zdążyłam odebrać, musieliśmy
wracać do Irlandii. Resztę załatwiła za mnie mama i wysłała leki pocztą. Ja w
tym czasie zaczęłam zgłębiać swoją wiedzę na temat tej choroby na necie
(Stowarzyszenie Chorych Na Boreliozę). Przeraziłam się przeczytawszy o
możliwości zakażenia poprzez stosunki płciowe, a przede wszystkim poprzez
łożysko, czyli jest ryzyko, że moim najukochańszym osobom pod słońcem
„zafundowałam” to „coś”. Postanowiłam odwiedzić lekarza pierwszego kontaktu-
GP i powiedzieć mu o swoich obawach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy to
lekarz zrobił wielkie oczy, słysząc o tej chorobie. Musiałam swoje odczekać,
aby poradził się innych lekarzy w tej sprawie (w Irlandii borelioza nie
występuje). Otrzymałam wezwanie na badania krwi-test Elisa. Po którym
rozpoczęłam swoją pierwszą kuracje antybiotykową (przesłanymi przez mamę
lekami- doksycylina raz dziennie 100 mg, metronidazol- przepisany na moja
prośbę, oba przez 4 tygodnie ). Na wyniki czekałam ponad miesiąc, po czym
przepisano mi doksycylinę- raz dziennie przez 2 tygodnie. Nie brałam jej,
ponieważ dopiero co skończyłam „polską” kurację. Czułam się już dobrze,
skończyły się wszelkie dolegliwości, a przede wszystkim zmieniło się koje
nastawienie do życia. Ten stan trwał do stycznia. Znowu dopadły mnie bóle
stawów, zmęczenie, złe nastroje, czułam, że borelioza wróciła. Poszłam więc
do GP i powiedziałam o swoich objawach i przeczuciach. W odpowiedzi
usłyszałam, że to niemożliwe, bo już jestem zdrowa po zażyciu poprzedniego
antybiotyku. Wtedy uświadomiłam sobie, że w tym kraju to mi raczej nie pomogą
pozbyć się tej choroby.
W marcu ponownie udałam się do Polski i tam też zrobiłam test
Elisa (IgG-35, IgM- 37). Z Polski wróciłam z druga serią antybiotyków (znowu
doksycylina i metronidazol). Skończyłam je brać 2 miesiące temu, czuję się
dobrze. Czasami tylko coś zakuje, ale to tylko czasami. W grudniu ponownie
wybieram się do Polski i chcę zrobić badania córce, mężowi i sobie. Myślałam
nad Poznaniem, i skorzystaniem z usługi kurierskiej (podczas pobytu w Polsce
mieszkamy w Kłodzku-woj. dolnośląskie).Nie wiem natomiast jakie dokładnie
badanie (oprócz tego ,że PCR RT), ale czy na infekcje odkleszczowe,
koinfekcje, całe panele, czy pojedyncze badanie, nie wiem. Martwią mnie bardzo
przeskakujące kosteczki u mojej córci. Ilekroć wezmę ją za rękę, czy podnoszę,
czuje jak jej przeskakują, kosteczki. Od trzech pediatrów w Polsce usłyszałam,
że niemożliwe jest zakażenie jej podczas ciąży, mnie jednak spędza to sen z
powiek. Poradźcie proszę, co zrobić w przypadku mojego męża i 16-miesięcznego
dziecka. Przed grudniowym przyjazdem chciałabym jeszcze wziąć jedną serię
antybiotyków, żeby potem zrobić badania, ale wydaje mi się, że powinnam je
zmienić, bo prawdopodobne jest, ze krętki uodporniły się na doksycylinę. Jak
mam się dalej leczyć???Może ILADS??? Poradźcie dobrego lekarza w tej
dziedzinie, proszę. Wiem, że to dużo pytań, długi tekst do przeczytania, ale
bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas na
przeczytanie tego. Czekam na sugestie, rady, odpowiedzi. Pozdrawiam gorąco.