mika876
19.05.08, 21:11
...jest inna od przedstawianych tutaj. Mojego Albańczyka poznałam służbowo. Potem było spotkanie i poznanie się naszych rodzin. Rodzin, to znaczy naszych współmałżonków i dzieci, bo oboje jesteśmy w związkach. A potem tak się złożyło, że spędziliśmy dłuższy czas tylko we dwoje. Piękna sceneria, dużo wolnego czasu, brak codziennych trosk i wtedy coś między nami zaiskrzyło. Spacery, rozmowy o wszystkim i o niczym; powoli tworzyła się więź, przyjaźń. A potem pół roku przerwy; pojedyńcze listy, SMSy, krótkie rozmowy telefoniczne. I nagle jego decyzja - przyjeżdża! I moja decyzja - przyjeżdżaj! Wtedy to się stało. I trwa już prawie pięć lat. Spotkania, na które on jedzie samochodem prawie 2000 km, krótkie, zawsze za krótkie samolotowe weekendy. On nie zostawi swojej żony i dzieci, ja nie zostawię swojego męża i dzieci. Nigdy nie będziemy razem, a jednak nie potrafimy z tym skończyć. Wyrzuty sumienia przeplatane z tęsknotą. To jest nasze życie. Przez te lata poznaliśmy ja Albanię, a on Polskę. Doszukaliśmy się wielu różnic kulturowych, obyczajowych, również bytowych, ale tak naprawdę żadna z nich nam nie przeszkadza.
Moja historia to nie prowokacja! Ciekawa jestem waszych opinii. Czy mnie potępicie, czy zrozumiecie, choć ja sama siebie nie potrafię zrozumieć.