kiki_de_montparnasse 17.01.06, 00:01 A czy to nie w WSMowskich osiedlach na Żoliborzu, jako jednych z pierwszych (po kolonii Lubeckiego) pojawiły sie ogrodzenia??? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: oki Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.itc.pw.edu.pl 17.01.06, 08:50 Podpowiedź dla Redakcji. Dawniej budowało się kamienice, lub proste czynszówki w systemie zabudowy zwartej, gdzie podwórka stanowiły naturalne ogrodzenia tworzące male wspólnoty. To wprowadzenie gomułkowskiej wielkiej płyty i kretyńskie koncepcje francuskich urbanistów bezkrytyczne przeszczepiane do Polski spowodowały zanik wspólnot mieszkańców i troski o WŁASNE dobro. Klasyczny przykład - osiedle "za Żelazną Bramą". Odpowiedz Link Zgłoś
donkej Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 09:14 Przed wojnną kolonie WSM-owskie miały ogrodzenia. Bramy były w ciągu dnia otwarte - zamykano je na noc. Czuwał nad wszystkim wszędobylski dozorca. I wszyscy to sobie chwalili. Czynszówka nie jest żadnym ideałem - tu chodziło o wspólny dziedziniec, zielony, z miejscem zabaw dla dzieci. A redakcja z tego co wiem nie wymyśla, jeno zdaje sprawę z tego, co mówią architekci. Tomku - gratulacje!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kizia problem estetyczny IP: *.aster.pl 17.01.06, 10:11 na osiedlu WSM mieszka moja babcia. kiedy ostatnio tam bylam, spotkalam na klatce schodowej inna staruszke, sasiadke. specjalnie nie domknela drzwi 'domofonowych' i kiedy razem szlysmy w kierunku 'uszczelnianej' wlasnie (zakladaja domofon nr 2) bramy nowego ogrodzenia zamykajacego podworko, mrugnela do mnie i powiedziala "a bo z tym zlodziejstwem teraz wszyscy przesadzaja. ja tam sie nie boje". moim zdaniem zamykana brama to nie problem. dziedzince WSM sa naprawde duze, a z racji malej wielkosci lokali, mieszkancow - w tym dzieci - na kazdym jest bardzo duzo. problem jest natury estetycznej: te ogrodzenia + wybudowane swiezo smietniki z czerwonej cegly pasuja stylistycznie jak piesc do nosa 'stylu Brukalskich'. ale coz, pewnie szwagier prezesa spodzielni mial akurat troche cegly i brazowych pretow, to i pobudowal plot i smietniczek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lepus42 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.chello.pl 17.01.06, 10:47 Należę właśnie do tego pokolenia, które wspólnie dbało o swoją kolonię. Jedną z największych frajd było podlewanie trawnika otrzymanym od "gospodarza kolonii" wężem.Deptanie trawnika należało do najcięższych grzechów.Kolonia zamykana była dopiero po 23. Na tej kolonii wszyscy się znali, pomagali sobie wzajemnie.... Ale do czasu. Z chwilą kiedy zaczęło wymierać pokolenie naszych rodziców i zaczęły zwalniać się mieszkania, na kolonię zaczęli się sprowadzać ludzie mający pieniądze a nie mający ze spółdzielczością nic wspólnego.Od tej pory zaczęło się zakładanie drzwi pancernych, krat, domofonów na klatkach itp. Znikła lista lokatorów wisząca kiedyś przy wejściu. Sąsiad z tej samej klatki udaje,że cię nie widzi. Starsi ludzie okopali się w swoich mieszkaniach i tylko czasem cichutko popiskują jak jakiś nowy lokator wjeżdża ciężarówką na kolonię albo wyprowadza psa pod cudze okno. Głośniej nie można bo można najwyżej usłyszeć stek wyzwisk. Po prostu w Warszawie mieszkania kupują zwycięzcy wyścigu szczurów a jak wiadomo od szczura nie można wymagać kultury. Pokolenie społeczników po prostu wymiera i nic nie wskazuje na to żeby się miało odrodzić Odpowiedz Link Zgłoś
lewe_oko Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 23:43 donkej napisała: Przed wojnną kolonie WSM-owskie miały ogrodzenia. Bramy były w ciągu dnia > otwarte - zamykano je na noc. Czuwał nad wszystkim wszędobylski dozorca. I > wszyscy to sobie chwalili. I to jest idealne rozwiązanie. Dlatego nie rozumiem tej gazetowej wojny z płotami... Jasne, że nie powinny one otaczać duzej grupy domów, ale w przypadku zabudowy niepierzejowej jest to dobre i stosowane wszędzie rozwiązanie. Do tgo powinno dodać sąsiadów, którzy dbają o swoją posesję, sprawnie działającą policję, oświetlenie i odrobinę zdrowego rozsądku - będzie wspaniale :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rysiek O czym ty piszesz? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.06, 10:33 WSM to zabudowa zwarta, zbliżona do czynszowek? Cos ci sie pomylilo. Tak swoja droga, skoro tak ci sie podobaja stare kamienice, to pomieszkaj w mieszkaniu z przynajmniej jednym oknem wychodzacym na studnie to ci sie odechce wychwalania starej czynszowej zabudowy Odpowiedz Link Zgłoś
waclaw.zwirko To wszystko przez szczury? 17.01.06, 11:24 Panie Lepus42 nie zgadzam się z Pańską tezą, że to wszystko przez szczury, które pracują w korporacjach. Akurat tam gdzie mieszkam jest zupełnie odwrotnie. To pokoleniu 40-50 latków nic się nie chce ("po co remontować klatkę jak chodzę nią tylko dwa razy dziennie?"). To młodzi gniewni są najbardziej aktywni (poza staruszkami na emeryturze zaangażowanymi w prace spółdzielni). A co do grodzenia to właśnie wróciłem z Mediolanu i tam normą są zamykane podwórka. Mało tego w większości dobrych kamienic jest dozorca, który wszystkiego pilnuje. Tak było także przed wojną m.in. na Filtrowej. Na dozorcę nas nie stać to chociaż powróciliśmy do zamykanych bram. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko Re: O czym ty piszesz? IP: *.aster.pl 17.01.06, 11:23 to wlasnie uwspolczesniona wersja czynszowek - "studnia" jest wieksza, bardziej nasloneczniona, bydynek bardziej rozlegly, za to nizszy (swiatlo) wejsca od ulicy + zakmkniety (przestrzennie tj. otoczony budynkami) dziedziniec to wlasnie forma zblizona do czynszowek. choc "czynszowka" nie jest tu odpowiednim slowem - wiec o czym piszesz ty? Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: O czym ty piszesz? 17.01.06, 11:29 WSM-owskie kolonie to twór zbudowany w całkowitej opozycji do kamienic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lepus42 Re: O czym ty piszesz? IP: *.chello.pl 17.01.06, 11:56 Oczywiście zgadzam się że nie można generalizować. Są ludzie i ludziki.Rozumiem,że gość pracujący 16 godzin na dobę ma gdzieś pracę społeczną.Tak samo jego syn uczący się w szkole i w domu kilkanaście godzin. Mnie wystarczyłby uśmiech przy powitaniu, nie utrudnianie sobie życia w społeczności jaką jest kolonia.Drobne sprawy ale jak umilają życie!!! Pozwolę sobie zacytowć wieszcza: "Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza." Dobrze jest mieć wspólne podwórko,wspólnych znajomych i wspólne problemy. Ważne jest to żeby podwórko nie było twierdzą. Z drugiej strony podam przykład wieżowca przy ulicy. Czy mieszkańcy mają jakąś wspólną przestrzeń? Wychodzą z klatki schodowej na ulicę i znikają w tłumie. A tak na marginesie miłośnikom przedwojennej architektury polecam wycieczkę na starą Pragę,zwłaszcza "trójkąt bermudzki" niech zobaczą jak wyglądają prawdziwe czynszówki i jak wspaniale tam się mieszka. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: O czym ty piszesz? 17.01.06, 12:30 Nie rozumiem, o co Ci chodzi - nie wiem czy w zdaniu o czynszówkach na Pradze jest ironia, czy nie i - tak czy tak - nie wiem co to ma do rzeczy. Albowiem praskie czynszówki nie mają nic wspólnego z WSM-owskimi koloniami, co jeszcze raz chciałbym podkreślić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oki Re: O czym ty piszesz? IP: *.itc.pw.edu.pl 17.01.06, 12:50 nie nie o to mi chodziło, przerysowałem sprawę - idzie o to, że jak to ładnie ujęto wcześniej budowa kolonii tworzy więzi społeczne a blokowisko nie. W kamienicy mieszkałem kilkanaście lat w centrum Warszawy i przez blisko rok w Paryżu. Miałem okazje porównać i wyciągać wnioski. Rzecz w sumie sprowadza sie do budowy "małych ojczyzn" jak by to dęcie nie brzmiało i do poczucia wspólnoty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bielany Re: O czym ty piszesz? IP: *.chello.pl 21.01.06, 21:27 jeśli chodzi o blokowiska to się mylisz, ja mieszkam na Wawrzyszewie, wiadomo - "statystyczny pekin", ale dzięki temu nie sprowadza się tu wielu nowych lokatorów i mamy właśnie taką "małą ojczyznę". Mam grono sąsiadów, którzy zwrócą uwagę nato że ktoś podejrzany kreci się przy moim samochodzie, czy pod drzwiami mojego mieszkania, są gotowi nieść pomoc w każdej sytuacji, czy to w momencie kiedy idę obładowany zakupami, padł mi akumlator na mrozie czy trzeba pojechać z kimś do szpitala. Nawet Ci, których sam widok u obcych powoduje lęk. Natomiast kolega, który wynajmował mieszkanie na Ursynowie mówił mi że w jego bloku ludzie nawet nie mówili sobie dzień dobry. To zależy jedynie od ludzi mieszkających w danym miejscu i tego co reprezentują swoją osobą. Odpowiedz Link Zgłoś
chinique Problemy z 1918? 18.01.06, 12:51 Czyżbyś nie rozróżniał tego co i dlaczego budowało się przed 1918 od tego co po 1918? Fatalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Dlaczego sa ploty? IP: 207.13.167.* 17.01.06, 11:47 Gazeta z uporem twierdzi, ze plot w rozumieniu mieszkancow ma chronic przed "prfesjonalnym zlodziejem" - zgoda nie chroni. Chroni za to przed zlodziejem okazjonalnym - takim, ktory idac pijany zauwazy cos w samochodzie i wybije szybe, ma chronic przed zlodziejem, ktory ukradnie posadzone drzewka, no i przede wszystkim przed zlodziejami, ktorzy sie za zlodzieja nie uwazaja - czyli w przypadku osiedli polozonych obok domkow jednorodzinnych - sasiadami, ktorzy uwazaja, ze maja prawo przynosic swoje smiecie do osiedlowych smietnikow. To zjawisko jest nagminne. Dokad przeciatny Polak bedzie kradl (chyba nikt nie bedzie przekonywal, ze podrzucanie smieci to nie jest kradziez? - ma to realny wydziwiek finansowy dla wlasciciela smietnika) na kazdym kroku, przy kazdej mozliwej okazji, dokad wiekszosc spoleczenstwa bedzie uwazala, ze zatrzymujac znaleziony telefon komorkowy nie jest zlodziejem, dokad posiadacze kominkow beda uwazac, ze "wziecie sobie" odrobiny drzewa z lasu nie jest kradzieza, dotad beda ploty - raczej dobrze chroniace przed zlodziejem okazjonalnym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko o czym sie pisze :) IP: *.acn.waw.pl 17.01.06, 11:52 do roody: teoretycznie i ideologicznie w opozycji formalnie i architektonicznie jeszcze nie - przynajmniej w tej interpretacji brukalskich dopiero wypaczenie ideai corbu dalo efekty 'w opozycji do kamienic' ocenic to mozna z dzisiejszej perspektywy - w opozycji to jest osiedle stegny, a zoliborski WSM to taka rozowa opozycja :) Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: o czym sie pisze :) 17.01.06, 12:37 Teoretycznie i ideologicznie, to oczywiste. Formalnie i architektonicznie również - jasne ściany, przyjazne proporcje, jasne kuchnie, zwrócenie domów do słońca, odległości gwarantujące słońce na podwórkach - to wszystko było projektowane w dokładnej opozycji do kamienic. To, że część tych pomysłów (np. galerie) zastosowano później w osiedlach nieciekawych bloków nie jest dostatecznym uzasadnieniem tezy o formalnym związku a wtrętu o Stegnach w ogóle nie rozumiem. Bloki nie są opozycją do kamienic - są jakimś pokrętnym wytworem myśli architektonicznej, którego istnienie nie zmienia faktu, że stwierdzenie iż WSM jest w swojej istocie podobny do praskich czynszówek jest po prostu bzdurą. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 12:42 > Gazeta z uporem twierdzi, ze plot w rozumieniu mieszkancow ma chronic > przed "prfesjonalnym zlodziejem" Gdzie to wyczytałeś? Stwierdziłem tylko, co jest zgodne z prawdą, że mieszkańcy nowych osiedli chcą płotów, bo uważają, że to poprawia bezpieczeństwo. Cieszę się, że twórczo rozwinąłeś tą myśl, ale ja nie pisałem nic o profesjonalnych i okazyjnych złodziajach, więc z łaski swojej nie przypisuj mi własnych opinii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lepus42 Re: Dlaczego sa ploty? IP: *.chello.pl 17.01.06, 13:37 Ja jednak będę bronić płotów. Jeżeli mam jako część społeczności dbać o coś to muszę wiedzieć o co. Można mnie namówić abym skopał trawnik na podwórku ale nie na to abym sprzątał np ulicę Popiełuszki. Płot w tym wypadku jest symbolem:dotąd jest moje, o to dbam,i każdy kto tu przychodzi ma się czuć gościem i zachowywać się jak gość. Od pilnowania aby gość zachowywał się przyzwoicie jest dyskretna obecność ciecia,gospodarza domu,dozorcy ( niepotrzebne skreślić). Na mojej kolonii wszystkie trzy bramy są non stop otwarte i wcale mnie to nie stresuje. Z ławek korzystają pary z sąsiednich kolonii,bawią się dzieci i jakoś to nikomu nie przeszkadza. Ale oni wiedzą że są u KOGOŚ i muszą zachowywać się tak jak w gościach. Ustawianie jednak w bramie karabinów maszynowych uważam za lekką przesadę. Jeśli chodzi o społecznikostwo to w Polsce funkcjonuje bardzo znamienne powiedzenie :MY to kolektyw-ONI to klika. Każda grupka ludzi która chce coś zrobić to dla INNYCH klika ,która chce zrobić jakiś podejrzany interes. Dlatego ludzie dla świętego spokoju wolą się nie angażować. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 14:13 Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. A co do płotów, to oczywiście cywilizacja nasza już na poziomie jaskiń znała inne sposoby oddzielania przestrzeni publicznej od prywatnej niż tylko płoty a Bruklaska - którą nie raz przywoływano na warsztatach - tłumaczyła właśnie, jak wielką rolę odgrywa w tym względzie zadbana zieleń. Z jej pomocą też można czytelnie zasygnalizować granicę moje/wspólne. Jeśli nie widzisz innego sposobu, niż płot, to jest to niestety dowód na regres. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kizia konsjerżka! IP: *.aster.pl 17.01.06, 14:22 moze byc plot, moze byc domkniecie brama, moze byc plotek 'formalny' tj b niski, ale cos sygnalizujacy .. najwazniejsze jest to, ze plot nie zastapi nigdy dozorcy/gospodarza domu, ktory wszystkiego pilnuje, interweniuje kiedy trzeba, dzwoni gdzie trzeba, wszystkich zna, zamyka brame, sprzata, opier..ela twojego psa kiedy trzeba itd dlatego tak roznie sie mieszka, nawet w bloku (nie mowie o slumsie!), w warszawie i paryzu. tam ZAWSZE jest konsjerżka. i to ona, oplacana i wybrana przez mieszkancow jest zawodowym przedstawicielem/opiekunem "lokalnej spolecznosci". chyba ze spolecznosc jest spolecznikowska i sama tego wszystkiego pilnuje - ale to troche abstrakcja dla zapracowanych wspolczesny ochroniarz to nie jest konsjerżka, ani dochodzacy dozorca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kizia Re: konsjerżka! IP: *.aster.pl 17.01.06, 14:23 tzn chodzi o to, ze konsjerzaka i mieszka i spelnia sie zawodowo:) i rzadzi w "naszej kamienicy" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Re: Dlaczego sa ploty? IP: 207.13.167.* 17.01.06, 14:39 Zgoda - nie ma tego w Twoim artykule, jest natomiast w calej "anyplotowej" kampanii Gazety, do tego w lekko szyderczym tonie. Spolecznistwa o ugruntowanym, glebokim poszanowaniu wlasnosci (w szczegolnosci UK) nie grodza sie, najwyzej niskimi zywoplotami. Ale ich pojecie wlasnosci i szacunku dla niej jest wielowymiarowe i bezdyskusyjne - sa swiadomi wlasnosci prywatnej, wlasnosci gminnej (genralnie lokalnej) i panstwowej. Ciekawe ilu Polakow ma swiadomosc, ze kraj jest ich wlasnoscia? Swego czasu widzialem ciekawa sytuacje w pewnym malym, bogatym miasteczku w UK - na placu zatrzymali sie Cyganie, tubylec byl bardzo zly i powiedzial, ze nie powinni tu byc - dlaczego - bo nie placa tu podatkow, na pewno ktos zadzwoni na policje - zadzwonil, bardzo szybko ich nie bylo... Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 14:45 Nie odpowiadam za "całą antypłotową kampanię", ale jakoś nie stwierdziłem, by GS negowała fakt iż płot może przed czymś ochronić. Zwracamy natomiast uwagę, że w Warszawie w dziedzinie grodzenia przekroczono granicę rozsądku i że nie jest to dobry sposób na walkę z jakąkolwiek przestępczością. Odpowiedz Link Zgłoś
q22 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 14:45 Mieszkam na kolonii WSM, która mam nadzieję niebawem zostanie ogrodzona. Sprawę grodzenia pilotuje sąsiadka-społeczniczka bohatersko walcząc z bezwładem spółdzielni, bezprawnymi decyzjami lokalnych władz (które nie zezwoliły na budowę ogrodzenia, ale przegrały sprawę w sądzie), kłopotami z firmą budowlaną. Sąsiadka jest urodzoną Warszawianką, harcerką, lokalną patriotką, w wieku posttrolejbusowym, więc średnio pasuje do stereotypu szczura. Oprócz wymienionych już argumentów za ogrodzeniem, czyli utrudnieniem życia okazjonalnym złodziejaszkom (ostatnio sąsiadom skradziono kwiatki z balkonu) oraz zwiększeniem poczucia własności, słyszałem i uznaję za sensowne takie: - niektórzy starsi sąsiedzi twierdzą, że z ogrodzeniem będą czuli się bezpieczniej; - niektórzy uważają, że zmniejszy się liczba psich odchodów na kolonijnych trawnikach - większość psiarzy, zapewne zdając sobie sprawę z dyskomfortu jaki wywołują pozostałości po ich pupilach, wyprowadza je nie pod okna sąsiadów, lecz nieco dalej, pod inne okna. Ogrodzenie pewnego obszaru w naturalny sposób prowadzi do zmniejszenia załatwiających swe potrzeby na tym terenie psów; - mieszkanie na ogrodzonym terenie zwiększa swoją wartość na rynku nieruchomości, to dość istotne dla tych, którzy rozważają sprzedaż mieszkania; - właścicielom miejsc parkingowych przeszkadzają samochody zaparkowane przez pacjentów pobliskiej przychodni; Mam nadzieję, że oprócz kultywowania społecznikowskich tradycji młodzi architekci są uczeni projektowania funkcjonalnych i estetycznych ogrodzeń. q Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 14:55 > Mieszkam na kolonii WSM, która mam nadzieję niebawem zostanie ogrodzona. Będzie płoto wzdłuż Mickiewicza? Nie będzie przejścia przy przychodni? A w kwestiach bardziej ogólnych... > - niektórzy starsi sąsiedzi twierdzą, że z ogrodzeniem będą czuli > się bezpieczniej; Według badań prowadzonych głównie w USA subiektywne poczucie bezpieczeństwa na grodzonym osiedlu wzrasta bardzo nieznacznie (osoby, które boją się na tyle, by stawiać płot, będą bały się nadal). Dla porównania w osiedlach, gdzie przeprowadzono programy integrujące rośnie o jakieś 70%. Obiektywnie przestępczość zmniejsza się na grodzonych osiedlach dość nieznacznie i tylko w niektórych kategoriach. Np. mniej włamań do samochodów. Ale nie spada liczba rozbojów. Kradzieży - bardzo nieznacznie. > - niektórzy uważają, że zmniejszy się liczba psich odchodów na kolonijnych > trawnikach Oczywiście - teraz będą wyprowadzać za płot i brudzić trawnik nie należący do ich spółdzielni - miejski albo inny. > - mieszkanie na ogrodzonym terenie zwiększa swoją wartość na rynku > nieruchomości, to dość istotne dla tych, którzy rozważają sprzedaż mieszkania; Co jest tylko dowodem na to, jak głęboko ten problem już zafunkcjonował. > - właścicielom miejsc parkingowych przeszkadzają samochody zaparkowane przez > pacjentów pobliskiej przychodni; Płot, dodajmy, nie rozwiązuje problemu - to tylko spychoterapia. Słowem: nie dziwi mnie to, że są ludzie, dla których płot jawi się jako korzyść - co więcej, dla niektórych na pewno nią jest. Tyle, że nie rozwiązuje żadnego problemu: porządku, bezpieczeństwa ani miejsc parkingowych. {r} Odpowiedz Link Zgłoś
jota.40 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 15:39 Jestem całkowitą przeciwniczką płotów. Nie wyobrażam sobie, żeby miały kogokolwiek powstrzymać - w tym również "złodziei okazjonalnych", choćbyz tej prostej przyczyny, że to często nasi sąsiedzi... Ale nie chcę przeciągać dyskusji na temat grodzenia - wiele takich było i to całkiem niedawno. Mieszkam na starych Sadach - osiedlu składającym się z trzech dziedzińców. Na kolonię wchodzi się z kilku różnych stron, domy są jednak połączone ze sobą niskimi murkami i żywopłotami. Tworzy to właśnie chrakter wspólnoty, bardzo żoliborskiej i wsm-owskiej w duchu. Przez wiele lat panował tu porządek - z kilku prostych powodów. Na przykład - mniej było psich kup, bo mało kto miał psa! A jeśli miał - wyprowadzał go dalej, na tzw. Górki, gdzie miejsca mnóstwo. Mniej było śmieci i teren był uporządkowany - ponieważ był tu gospodarz, tak, tak, gospodarz właśnie, nie cieć, jak teraz... Gospodarzem był pan Puławski, chyba jakoś związany z przedwojennym WSM-em (o ile się nie mylę, wspomina o nim Abramow), człowiek pracowity i uczciwy, oraz przedsiębiorczy. Trwał na posterunku od świtu do wieczora. Wejście na trawnik było śmiertelnym grzechem - i do tej pory nie mogę się zmusić, żeby przejść po tym klepisku, które z trawników zostało! Nie dlatego, że to jakoś strasznie niszczyło trawę. W ten sposób w nas - dzieciakach z podwórka - wyrabiał się szacunek dla własności społecznej. Co roku zresztą były prace przy tych trawnikach - rodzice i dzieci przekopywali na wiosnę ziemię, żeby posiać świeżą trawę... Owszem, wiem, to był ten "czyn społeczny", zjawisko skądinąd propagandowe - jako takie obrzydzone wszystkim przez komunę. To 40 lat tej władzy zniszczyło wszelkie odruchy społecznikowskie w kraju - i na Żoliborzu. To oni nauczyli ludzi, że praca społeczna to śmieszne, puste hasło, a społeczne - znaczy niczyje, i że można to swobodnie demolować i kraść. I to ta właśnie władza wykształciła molochy - spółdzielnie, z zarządami nie do ruszenia, z leniwymi administracjami i z prehistorycznymi układami. Boję się, że musi minąć ładnych parę lat, żeby te konotacje się choć trochę zmieniły... Odpowiedz Link Zgłoś
q22 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 15:39 > Będzie płoto wzdłuż Mickiewicza? wg. projektu będzie > Nie będzie przejścia przy przychodni? wg. projektu przejście będzie > Według badań prowadzonych głównie w USA subiektywne poczucie bezpieczeństwa na > grodzonym osiedlu wzrasta bardzo nieznacznie nie będę z tym polemizował, to był argument zrelacjonowany, osobiście czuję się przy domu bezpiecznie > Oczywiście - teraz będą wyprowadzać za płot i brudzić trawnik nie należący do > ich spółdzielni - miejski albo inny. Jeśli ktoś chciałby mieć komfort podlania trawnika przed oknem bez ponoszenia ryzyka "wdepnięcia", czy po prostu woli niezanieczyszczone przez psy trawniki i ma do wyboru z jednej strony relatywnie niewielkim kosztem - przez grodzenie - uzyskać ten efekt w najbliższym otoczeniu, a z drugiej przeprowadzenie akcji edukacyjnej dla włascicieli psów której celem byłoby miasto czy dzielnica bez kup, to nie dziwię, kiedy wybiera pierwsze rozwiązanie. > właścicielom miejsc parkingowych przeszkadzają samochody zaparkowane przez >> pacjentów pobliskiej przychodni; > Płot, dodajmy, nie rozwiązuje problemu - to tylko spychoterapia. Jeśli ktoś chciałby mieć wracając z pracy komfort zaparkowania na miejscu za które płaci i może albo to miejsce ogrodzić, albo zaangażować się w ruch na rzecz sensownej polityki parkingowej (a może nawet transportowej miasta) > > - mieszkanie na ogrodzonym terenie zwiększa swoją wartość na rynku > Co jest tylko dowodem na to, jak głęboko ten problem już zafunkcjonował. o jakim problemie piszesz? czy problemem są ogrodzeniowe preferencje ludzi i należy im wytłumaczyć że tak naprawdę ogrodzenia nie potrzebują? czy może to, że ogrodzenia stanowią problem dla innych, wtedy w trosce o samopoczucie ich powinno się przeprowadzić akcję afirmacyjną: "Ogrodzenie - nie ma się czego bać"? A może ktoś stwarza sztuczny problem? Sprawy rozbijają się o to jak definiujemy poszczególne problemy. Pisząc że ogrodzenie nie rozwiązuje żadnego problemu, masz na myśli problemy globalne: czystość miasta czy ilość miejsc parkingowych i oczywiście masz rację: ogrodzenie takich problemów nie rozwiązuje a nawet je pogłębia. Ale, czego łatwo się domyślić ludzie, grodzą się, żeby rozwiązać problemy lokalne i moim zdaniem w znacznym stopniu je rozwiązują. q Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 17:30 > > Nie będzie przejścia przy przychodni? > wg. projektu przejście będzie Chociaż tyle. Szkoda, że od strony Mickiewicza będzie płot - to osiedle zawsze jawiło mi się jako przyjazne miejsce a przejścia między domami były naprawdę sympatyczne. Ale co z tego - pewnie szwendający się tamtędy facet w kapturze zmniejsza poczucie bezpieczeństwa na tyle, że nie warto się w ogóle przejmować tym, że lubił to osiedle, nie? To oczywiście lekka kpina, ale warto by było spojrzeć czasem na swoje osiedle nie tylko, jak na swój teren, ale też jak na element większej całości, którą potocznie nazywamy miastem. > o jakim problemie piszesz? > czy problemem są ogrodzeniowe preferencje ludzi i należy im wytłumaczyć że tak > naprawdę ogrodzenia nie potrzebują? Poniekąd tak jest - grodzenie osiedli nie tylko nie jest zbyt skuteczne, ale też - w szerszej skali - ma pewne negatywne skutki. Trudno mi jednak zakładać, że będziesz chciał to zrozumieć, skoro uważasz, że płot rozwiązuje Twoje problemy. On ich nie rozwiązuje, tylko przesuwa je do sąsiada. Oczywiście patrzeć na czubek własnego nosa jest wygodnie i ja nie mam zamiaru tłumaczyć, że to bardzo złudne. Mogę tylko zasugerować, że jeśli przestrzeń miasta jest pocięta płotami, a więc podzielona tak, że nie istnieją przestrzenie pośrednie między publicznymi a prywatnymi, to nie ma sposobu, by w takim mieście działały jakiekolwiek pozytywne mechanizmy normotówrcze. Oczywiście z perspektywy jednostki płot jest - złudnym, ale z tego powodu nie można go zakazać - "rozwiązaniem". Z perspektywy społeczeństwa jako całości tylko pogłębia patologie, przed którymi ma chronić i blokuje mechanizmy, które mogą te patologie powstrzymać. Oczywiście nie płoty są tu przyczyną - są reakcją. Ale reakcją, która się sprzęga z przyczyną i ją pogłębia. Jeśli w skali Warszawy mamy takich osiedli już blisko 200 w tym taką perłę jak Marina Mokotów, to naprawdę zaczyna być istotny problem, który to miasto prędzej czy później odczuje. I wtedy okaże się, że przed skutkami płot nie chroni. Na szczęście zawsze będzie można do niego podłączyć napięcie. Odpowiedz Link Zgłoś
q22 Re: Dlaczego sa ploty? 17.01.06, 20:21 roody102 napisał: > Chociaż tyle. Szkoda, że od strony Mickiewicza będzie płot - to osiedle zawsze > jawiło mi się jako przyjazne miejsce a przejścia między domami były naprawdę > sympatyczne. Też lubię to osiedle. Ale czasami idąc w stronę Pl. Wilsona zaglądam przez bramę na podwórko spółdzielni Feniks i wtedy czuję ukłucie zazdrości. Mam nadzieję, że po ogrodzeniu kol. Mickiewicza upodobni się do Feniksa, a ja postaram się mieć w tym swój udział. > Trudno mi jednak zakładać, że będziesz chciał to zrozumieć, skoro uważasz, że > płot rozwiązuje Twoje > problemy. On ich nie rozwiązuje, tylko przesuwa je do sąsiada. Oczywiście > patrzeć na czubek własnego nosa jest wygodnie i ja nie mam zamiaru tłumaczyć, > że to bardzo złudne. Kiedy ludzie widząc, że większe struktury nie radzą sobie z egzekwowaniem prawa obowiązującego właścicieli psów i samochodów, biorą sprawy w swoje ręce i wykazują społeczną aktywność przy powstawaniu ogrodzenia, wtedy pojawiają się obrońcy przestrzeni miejskiej, wieszczący nieszczęścia jakie mają być spowodowane tym, że ludzie postanowili zatroszczć się o swoją własność. > Mogę tylko zasugerować, że jeśli przestrzeń miasta jest pocięta płotami, a więc > podzielona tak, że nie istnieją przestrzenie pośrednie między publicznymi a > prywatnymi, Przecież takie ogrodzone osiedle jest właśnie doskonałym przykładem przestrzeni pośredniej. Prywatna przestrzeń kończy się na drzwiach mieszkania, a półpublicza na ogrodzeniu. Teraz tej drugiej granicy, na moim otwartym osiedlu, nie zauważam. Mieszkaniec posiadając klucz do bramy czy kod do domofonu będzie miał większą świadomość bycia właścicielem podwórka, które będzie należeć w równym stopniu do wszystkich mieszkańców, a prawa gości będą ograniczone, np. poprzez brak możliwości zaparkowania samochodu czy potraktowania trawnika jako wychodka dla psa. Inną rzeczą, która mnie dziwi jest Twój brak konsekwencji. Niedawno na tym forum broniłeś pomysłu ogrodzenia, decyzją urzędników, kawałka przestrzeni publicznej, należącej do wszystkich mieszkańców, oraz wprowadzenia na jego terenie pewnych ograniczeń (mam na myśli Park Zeromskiego), a teraz nie podoba Ci się kiedy podobną decyzję podejmują w stosunku do swojej własności mieszkańcy osiedla. > to nie ma sposobu, by w takim mieście działały jakiekolwiek > pozytywne mechanizmy normotówrcze. Możesz, proszę, podać przykład normy wytworzonej przez przestrzeń międzyblokową? Było chyba dość czasu i otwartych osiedli, żeby takie normy wytworzyć. Nie każdy ma szczęście integrować się z sąsiadami przy budowie domu, taka forma integracji daje bez wątpienia najlepsze efekty, ale niestety większosc z nas wprowadza się do anonimowych bloków, bez lokalnych wspólnot i wszelkich korzyści z takich wspólnot płynących. > Jeśli w skali Warszawy mamy takich osiedli już blisko 200 w tym taką perłę > jak Marina Mokotów, to (...) to oznacza, że są one odpowiedzią, być może nieoptymalną, na potrzeby ludzi, i z całym szacunkiem dla opiniotwórczości GS nie sądzę, żeby miała ona istotny wpływ na preferencje kupujących mieszkania. q Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Dlaczego sa ploty? 18.01.06, 21:21 > Kiedy ludzie widząc, że większe struktury nie radzą sobie z egzekwowaniem prawa > obowiązującego właścicieli psów i samochodów, biorą sprawy w swoje ręce i > wykazują społeczną aktywność przy powstawaniu ogrodzenia, wtedy pojawiają się > obrońcy przestrzeni miejskiej, wieszczący nieszczęścia jakie mają być > spowodowane tym, że ludzie postanowili zatroszczć się o swoją własność. Jeśli tyle masz do powiedzenia po lekturze moich postów, to ja kończę dyskusję. Nie widzę pola do kontynuacji. Sprostuję tylko pewne kwestie. > Przecież takie ogrodzone osiedle jest właśnie doskonałym przykładem przestrzeni > pośredniej. Nie jest - osoba z zewnątrz nie może tam wejść a to czynnik łączności ze światem zewnętrznym jest równie ważny, jak postawienie granicy. > Inną rzeczą, która mnie dziwi jest Twój brak konsekwencji. Niedawno na tym forum > broniłeś pomysłu ogrodzenia, decyzją urzędników, kawałka przestrzeni publicznej, > należącej do wszystkich mieszkańców, oraz wprowadzenia na jego terenie pewnych > ograniczeń (mam na myśli Park Zeromskiego), a teraz nie podoba Ci się kiedy > podobną decyzję podejmują w stosunku do swojej własności mieszkańcy osiedla. Tłumaczyłem też na tym forum, jaka jest różnica między grodzeniem parku i grodzeniem osiedla. W skrócie: w parku nikt nie mieszka, więc płot ma po prostu zupełnie inną funkcję i skutki. > Możesz, proszę, podać przykład normy wytworzonej przez przestrzeń międzyblokową? > Było chyba dość czasu i otwartych osiedli, żeby takie normy wytworzyć. Rozróżnij warunek wystarczający od koniecznego. Odpowiedz Link Zgłoś
444a Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 16:19 Żadna wspólnota!!!!!!!!!!!!!!! to policja, policja i jeszcze raz policja ma nas chronić!!!!!!!!!! oraz prawo... Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 17:31 Policja to może przyjechać po napadzie. Przed napadem może uchronić czujny sąsiad. That's the point. Odpowiedz Link Zgłoś
donkej Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 18:01 Ja w kwestii formalnej - q22 nie przesadzaj: Kolonia Mickiewicza, choć tak się nazywa i choć należy do tej samej spółdzielni, nie była raczej projektowana tak jak typowe przedwojenne i tuż powojenne kolonie WSM-owskie. To kilka luzem stojących domów, a nie kolonia z wewnętrznym zielonym dziedzińcem, wynikającym stąd poczuciem wspólnoty itp. itd. Nie zapominajmy, że rozmowa zaczęła się od kwestii architektonicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
q22 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 19:07 > Ja w kwestii formalnej - q22 nie przesadzaj: a w czym konkrenie przesadzam? to wszystko co napisalas o kolonii Mickiewicza to jest prawda, ale nie bardzo rozumiem w jaki sposob dowodzi to mojej przesady. > To kilka luzem stojących domów, tak, zgadza sie. i co w zwiazku z tym? to znaczy, ze nam wolno sie grodzic? czy wlasie tym bardziej nie wolno? > Nie zapominajmy, że rozmowa zaczęła się od kwestii architektonicznych. rozmowa dotyczy ogrodzen, wpisuje sie w GSowa kampanie przeciw ogrodzeniom, poniewaz problem dotyczy rowniez mnie, a przez GS jest pokazywany dosc jednostronnie, pozwolilem sobie wyrazic na forum wlasne zdanie. q Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barka Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 17:51 Prawdą jest, że największą gwarancją bezpieczeństwa jest wspierająca się grupa sąsiadów. Mieszkam na otwartym osiedlu domków jednorodzinnych. Jako wspólnota sami budowaliśmy własne domki i własne osiedle. Wspólny trud i praca owocują zawartymi przyjaźniami,późniejszym wsparciem i poczuciem bezpieczeństwa.Nie jesteśmy anonimowi.Znamy swoich sąsiadów, ich dobrych znajomych i rodziny. Każdy obcy wchodzący na teren naszego osiedla jest obserwowany. Poznajemy po twarzach i samochodach, kto jest zadomowiony, a kto przyjeżdża pierwszy raz. Dzięki temu nasze dzieci bawią sie bezpiecznie na podwórku, bo czuwają nad nimi nie tylko rodzice, ale i sąsiedzi. Najwyższy nawet mur czy ogrodzenie nie zastąpi sąsiedzkiego wsparcia gdy dojdzie do kryzysowej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 17:54 Odezwij się do mnie na roody102 >małpa< gazeta >kropka< pl, proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lepus42 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.chello.pl 17.01.06, 18:34 NIe wiem jak czują się mieszkańcy osiedla Sady przy Krasińskiego co do mnie kiedy tam wchodzę, a robię to doś często, to czuję się właśnie tak jak gość Mimo że na osiedlu tym praktycznie nie ma płotów (Chyba że malutkie przy przydomowych ogródkach)to wiem, że jestem na czyimś osiedlu ,że przestrzeń jest tak zaprojektowana że nie ma żadnej wątpliwości gdzie się zaczyna i gdzie kończy. Pełna w tym zasługa p.Skibniewskiej, która potrafiła w siermiężnej rzeczywistści Peerelu zaprojektować takie cacko. Ciekawe że współcześni urbaniści za jedyny sposób zaznaczenia osiedla uważają ogrodzenie go płotem.Była już kiedyś dyskusja czy "cieć czy firma sprzątająca na osiedlu". Jak widzę większość dyskutantów wyraźnie tęskni za porządnym uczciwym dozorcą na małym własnym podwórku. Odpowiedz Link Zgłoś
jota.40 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 18:51 Dokładnie tak to widzę. I jeszcze jedno - ten temat też się tu przewija - chodzi mi o dzieci. Bardzo się cieszę, że moje dzieci wychodzą na podwórko - że je mają, mało tego - mają trzy! Chodzą do pobliskiej szkoły, a na każdym mieszka jakiś kolega. To są według mnie normalne warunki rozwoju człowieka - jakiś mikro-teren, otwarty, ale w miarę bezpieczny, ograniczony, ale przyjazny dla innych. Ci inni - to - oczywiście - czasem i chłopcy ogoleni na łyso, w eleganckich dresach. Ale cóż - póki się tu nie rozbijają, niech będą, trudno, od nich też nie chcę się izolować. W dodatku u nas kwitną jednak dalej znajomości sąsiedzkie, w moim domu znam większość lokatorów, w sąsiednich - też trochę... Wiem, że widzą, co robią moje dzieci, nie są anonimowe. Myślę o tym czasem, mijając luksusowe apartamentowce, z wyrafinowaną rzeźbą i fontanną - i bez podwórka... Gdzie tam miejsce na zabawy w chowanego, wojnę i wszelkie gonitwy?? Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 18:57 O, tu widzę już wspólny język między nami :-) Odpowiedz Link Zgłoś
sierzant.podsiadlik Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 21:55 A ja dorzucę swoje trzy grosze (a właściwie przywołam to, co pisałam kiedyś). Wychowałam się na dużym, paskudnym osiedlu zbudowanym w latach osiemdziesiątych, bez żadnych tradycji społecznikowskich. Ale działał tam prosty mechanizm wspólnoty - znam wszystkich sąsiadów, nie tylko z klatki, ale z bloku; nie wejdę na trawnik, bo mnie opieprzy sąsiad z pierwszego piętra; jak mi ktoś zarysuje samochód na parkingu, to wiem o tym po pięciu minutach (a nawet wiem, czyj był ten samochód ewentualnie do kogo przyjechali goście). Kiedy w dzieciństwie wybiłam piłką okienko piwniczne, familia wiedziała o tym zanim wróciłam do domu. Przez lata na tym osiedlu zdarzyło się tylko parę włamań i kradzieży samochodów (więcej już było rytualnych - bo 'umawianych'- bójek międzyosiedlowych). Dlaczego? Do tej pory każdy "obcy" jest rozpoznawany natychmiast; mimo rotacji mieszkańców do dziś dnia wszyscy znają tam wszystkich. Moje osiedle jest MOJE; to dotyczy także żuli pod sklepem i dresów. I tak jest do tej pory - nikomu nie przychodzi na myśl się grodzić. Wiem, że podaję tu przykład małego miasta, gdzie mechanizmy społeczne działają trochę inaczej niż w Warszawie. Ale, z drugiej strony, taki sam świat odkryłam i tutaj, mieszkając na Wrzecionie (na skalę osiedlową) czy w Centrum (na skalę kamienicy). Więc można. A na koniec ciekawostka - jednym z niewielu nieogrodzonych bloków na Kabatach jest blok, gdzie mieszkają służbowo policjanci. Ciekawe, dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
veeto1 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 17.01.06, 22:16 sierzant.podsiadlik napisała: > A> A na koniec ciekawostka - jednym z niewielu nieogrodzonych bloków na Kabatach > jest blok, gdzie mieszkają służbowo policjanci. Ciekawe, dlaczego? > Zmartwię Cię. Mieszka tam mój kolega. Są plany grodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerry bla bla bla IP: *.aster.pl 17.01.06, 21:25 A ja tam się cieszę, ze mieszkam na ogrodzonym osiedlu, z ochroną, bo się chociaż po nim żadne lumpy nie włóczą, a czujnych wsciubiających nosa w nie swoje sprawy sąsiadów nie cierpię i wcale nie chcę się z nimi integrować. Na szczęście tutaj takich nadgorliwców nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.iim.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.06, 23:29 Dlaczego w artykule pisze się iż grodzić chcą się nawet mieszkańcy domów z wielkiej płyty? Im tak samo zależy na bezpieczeństwie jak mieszkańcom nowych osiedli. Sam zamieszkuje na takim osiedlu, które niedawno się ogrodziło i jest duzo lepij. Zamiast trzymac samochod daleko na strzezonym parkingu mam go wreszcie pod oknem. Wczesniej zdarzały się częste kradzieże i dewastacje - teraz odpukać spokój. Mieszkancy okolicznych domów nie przyjezdzają już do nas aby wyrzucać śmiei do opłacanego przez nas kontenera. A architektura - no cóż Warszawa może raczej zapomnieć o pięknym wyglądzie, bo większość dzielnic należało by od nowa postawić . Liczy się przede wszystkim konfort mieszkania. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 18.01.06, 21:28 Jeśli pytasz o słowo "nawet", to użyłem go, bo do niedawna grodzenie było domeną nowych osiedli a od jakiegoś czasu tą modę przejmują i starsze. Co jest ważne, to fakt, ż my w Stołku nie jesteśmy pozbawieni zrozumienia dla tych, którzy chcą się grodzić. Dla nas jest jasne z czego to wynika. Twierdzimy tylko - ja w każdym razie takie mam zdanie - że płoty nie są rozwiązaniem żadnego z problemów, który leży u podstaw braku bezpieczeństwa, nie załatwiają niczego. W najlepszym razie wypychają to poza płot i dają - dość złudne - poczucie wzrostu bezpieczeństwa. Co czynią na pewno, to szkodzą miastu, jego estetyce, jego naturalnej tkance i - pośrednio, w dłuższej perspektywie - społecznym relacjom. To oczywiście nie znaczy, że likwidacja płotów coś poprawi - to znaczy tylko, że choćbyśmy się wszyscy ogrodzili i podłączyli płoty do prądu, to w Warszawie nie zrobi się ani przyjemniej ani bezpieczniej - wzrośnie natomiast anomia a to jest przyczynek do pogłębienia się patologi. Tak więc - stawiam taką tezę, popartą wiedzą wyniesioną ze studiowania socjologii - w dłuższej perspektywie płoty są kontrskuteczne. Odpowiedz Link Zgłoś
idontknowwhoiam Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 19.01.06, 00:36 . "płoty nie są rozwiązaniem żadnego z problemów, który leży u podstaw braku bezpieczeństwa" Istotnie, ploty nie. Zazwyczaj maja charakter przypadkowy, daleko odbiegaja swoim wygladem od kunsztu architektonicznego :), bardziej tworza getta niz przestrzenie osiedlowe, pomijajac juz fakt, o ktorym wspominasz, ze sa niekoniecznie takie bezpieczne. Sa przede wszystkim dezintegrujace. Izolujac w wymuszony sposob parcele mieszkalne z tkanki miejskiej bynajmniej nie przyczyniamy sie do poglebiania wiezow spolecznych. W żaden sposób nie buduje to relacji sąsiedzkich, które to wlasnie sa jedna z podstaw bezpieczeństwa. W takim sztucznym tworze rzadko kiedy to dziala po prostu. Sila niczego się nie wyegzekwuje. Psy się przegoni, samochody usunie, sasiada-pijaczyne z naprzeciwka zniechęci, potencjalnego złodziejaszka może wystraszy ale wszystko na krotka mete. Jak nie do nas to pojda ulice dalej. Ot co! Wyodrebnienie przestrzeni prywatnych w rozumieniu urbanistycznym, jest wiec konieczne. Wyodrębnianie nie znaczy jednak ogrodzenie metalowymi sztachetkami. Z architektonicznego punktu widzenia to obszar wyartykułowany bądź za pomoca wnetrz urbanistycznych – ukształtowania budynkow tak by tworzyly wspolna przestrzen, niekoniecznie studnie, bądź malej architektury, bądź zieleni – szpaleru drzew, posadzonego jalowca płożącego czy innej tam kosodrzewiny :) badz samego ukształtowania terenu. To miejsce przyjazne, pozbawione ulicznego zgiełku i niepubliczne. Nie jest zamknięte ale tez wymusza respekt i poszanowanie. Tu ludzie nie przemykaja w pospiechu ale przebywaja, odpoczywaja, bawia się i nawiązują znajomości. Istota takich przestrzeni jast poczucie identyfikacji z nimi ich mieszkańców. Osoba utozsamiajaca się z miejscem swojego zamieszkania czuje się z nim zwiazana i wspolodpowiedzialna. Ale to musi być miejsce naturalnie przyjazne a nie na sile wyodrębnione. I tu mamy nawiązanie do „tradycji społecznikowskich na osiedlach” Jak jest milo i przyjemnie to kazdemu zalezy by to utrzymac. Jak jest ohydnie, to większość zamyka się w swoich czterech katach i ma w nosie co się dzieje na zewnatrz. Staje się aspołeczny w rozumieniu wspolnego, sąsiedzkiego dobra. :) Oddzialywanie na ludzka wrazliwosc i kulture przy pomocy cieszącego oko widoku jest oczywiste do momentu gdy nie napotka się na niereformowalne chamstwo. I to się zdarza. Tu nawet nie wiadomo jak zsolidaryzowana wspolnota sasiedzka może nie pomoc. Druga rzecza sa nakłady finansowe. Nie kazda administracje stac by za pomoca wyzej wymienionych srodkow stworzyc i utrzymac taka wyraznie zarysowana ale goscinna przestrzen. Ostatnia sprawa jest to, ze w niektórych miejscach architektura w żaden sposob temu nie sprzyja. Forsowana w latach socrealizmu i okresie fascynacji le Corbusierem idea otwartych planow, nie pozwala na niewymuszone zaadaptowanie terenu pod sąsiedzkie „sacrum”. Jedynym w tym przypadku wyjsciem jest ucieczka w zastosowanie najprostszej i najbardziej banalnej struktury – z pretow podłużnych. :) Jest to paskudne i nie w duchu żoliborskim, zgadzam sie ale kurcze rozumiem tych mieszkańców. Co maja robic jak spotkaja się z prostactwem? Nie dyskutowac tylko strzelac? Uff… przepraszam ze tak dlugo ale to chyba mój architektoniczny obowiązek. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kazuyoshi78 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 19.01.06, 10:03 Skutecznośc płotów faktycznie jest niewielka. U mnie w bloku sąsiedzi chcieli mieć "eskluzywnie" albo "bezpiecznie", więc zebrali podpisy w sprawie budowy płotu. Byłem przeciw i parę innych osób też, ale zostaliśmy przegłosowani i płot stoi. I co? I jajco. Jak były kradzieże w piwnicy i w schowkach na piętrze, tak nadal są. Integracja sąsiedzka tez nie nastąpiła. Poprawa bezpieczeństwa? Dobre sobie. U nas dostęp do kluczy mają pracownicy spółdzielni Chomiczówka, a pracownicy jak to ludzie są rózni i mają też różnych znajomych. Resztę niech każdy dopisze sobie sam. Może w małych wspłnotach jest pod tym względem lepiej, niż w wielkich spółdzielczych molochach, ale jakoś mi się nie chce w to wierzyć... Swojego czasu robiłem trochę w jednej firmie, w której praca polegała na chodzeniu od domu do domu i wciskaniu ludziom kitu. Wsytd, wiem. Ale nie o tym teraz. W każdym razie nie było takiego strzeżonego osiedla, na które bym nie wszedł, a wpuszczali mnie sami mieszkańcy, wystarczyło odpowiedno zagadać. Trzech nie wpusciło, ale czwarty wpuścił. A niektóre osiedla to naprawdę były wypasione i było co kraść, gdyby ktoś zechciał. Czyli reasumując te płoty tak naprawdę nic nei dają. Może jedynie satysfakcję ludziom, że mieszkają "ekskluzywnie". Odpowiedz Link Zgłoś
d3b3 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 18.01.06, 00:06 www.zm.org.pl/?a=zielen-2005 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anty-złodziej Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.06, 01:11 roody102 - trudno mi znalezć sensowne okreslenie dla twojej argumetacji, moze ograniczę sie do tego, ze jesteś niereformowalny. Nie uszczęśliwiaj na siłe innych swoja wizją świata. Przerabialismy inne uszczęsliwianie od 45 roku, nie sprawdziło się. Pozwól mieszkańcom decydowac o tym, co dla nich dobre, a co nie. I nie pisz prosze, że to nie tylko sprawa mieszkańców, bo płoty są częścia miasta - tego miasta zaden płot nawet w niewielkim stopniu nie oszpeci tak, jak to zrobili po 45 roku szczerze oddani władzy ludowej architekci i urbaniści. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lepus42 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.chello.pl 18.01.06, 11:25 Obawiam się, że dyskusja zboczyła w niewłaściwym kierunku a mianowicie grodzić czy nie grodzić. Należałoby się zastanowić czy jest możliwe odbudowanie tradycji społecznikowskich na osiedlach. Zachowanie mieszkańców ogrodzonych osiedli świadczy właśnie o odradzaniu się tej tradycji. Oni właśnie zebrali się w kupę, postanowili się ogrodzić po to żeby im nikt nie właził w paradę,za jakiś czas wspólnie postanowią coś nowego na tym osiedlu wybudować, poznają się wzajemnie i stworzą swoją małą ojczyznę. Za jakiś czas połączą się z innym osiedlem zlikwidują płot i "małe ojczyzny" zaczną się z powrotem integrować w miasto. Będzie to proces długotrwały, ale myślę że prawdopodobny.Żadne administracyjne decyzje zakazujące grodzenia nie pomogą dopóki nie znikną zagrożenia. W peerelu większość z nas miała tylko dobry humor którego nie dało się ukraść więc nie było potrzeby grodzenia. Teraz w prawie każdym mieszkaniu jest sporo wartościowego sprzętu który jednak wymaga ochrony w ten czy inny sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
lewe_oko Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 18.01.06, 11:52 Według mnie to niemożliwe. Albo możliwe na małą unikalną skalnę - stworzenie takich mikrospołeczności. Chyba że powróciłaby choć w niewielkim stopniu idea kooperatyw - to znaczy powstawałyby domy nauczycielskie, akademickie, lekarskie etc. W kalsycznym osiedlu ludzie zbyt różnia sie od siebie, by sie dogadać. Są tacy, któzy wymagają od policji, ochrony, a nie od siebie, bo oni płacą i nie mają czasu, są tacy, co zawsze są kontra i tych pozostałych nazywają społeczniakami i są męczący nadgorliwcy wywieszajacy karteczki na klatce... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juri Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: 62.233.200.* 18.01.06, 12:25 budynki na zoliborzu byly ogradzane przed wojna. to dopiero prl-owskie wladze probowaly zliwkidowac ploty, miedzy innymi przez zabor ziemi, na ktorej taki plot stal. "bo przeciez w panstwie ludowym nie mozna sie odgradzac od ludu a te kilka metrow... eee.. co to za szkoda dla was jak je zabierzemy" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kris Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.214.83.35.addr.tdcsong.se 19.01.06, 08:54 Wspomnieliście o Osiedlu Potok. Nie ma już takiego - podzieliło sie ~3 lata temu na 5 (pięć!!!) skłóconych (o podział oczywiście)spółdzielni mieszkaniowych o wielkości od 1 do 4 bloków, (nawet jeden z budynków pozostał podobno w Nauczycielskiej) i właśnie zaczyna się grodzenie. Co tu można rewitalizować? Odpowiedz Link Zgłoś
kazuyoshi78 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 19.01.06, 09:55 To jest jeszcze mały pikuś. Swoejgo czasu przeczytałem, że stał sobie gdzieś ogrodzony blok, który miał dwie klatki schodowe i... jednak klatka odgrodziła się od drugiej. Coraz weselej robi się w naszej Warszawie. Odpowiedz Link Zgłoś
jota.40 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 19.01.06, 15:29 Wiem, że zbaczam z tematu, ale powiedzmy, że dotyczy to zamykania się i poczucia bezpieczeństwa. Wiele lat temu przegrałam z sąsiadami w walce o domofon. Żeby nie było wątpliwości - ja byłam przeciw. Z tych samych powodów, dla których nie cierpię płotów. No cóż - domofon założono. Nie muszę Wam chyba pisać, ile od tej pory przeszło przez nasz dom Cyganów i Cyganek, handlujących dywanami i kożuchami, ile było rozmaitych oszustów, naciągaczy i akwizytorów?... Codziennie odpieram po kilka ataków ;). Jakoś tak się złożyło, że do mnie nie dzwonią, nie wiem, kto ich wszystkich wpuszcza. Mieszka tu parę starszych, ufnych osób, które zapewne łatwo zbajerować. Domofon utrudnia nam za to skutecznie życie, co chwila dzwonią kręcące się po podwórku dzieci, a ja sama klnę w żywy kamień, kiedy objuczona torbami usiłuję znaleźć kluczyk... W tym samym czasie trzykrotnie okradziono nam piwnicę i raz mieszkanie - ale uczciwie muszę dodać, że do mieszkania złodziej wszedł przez okno. Nie zauważyłam też, żeby sąsiedzi zaczęli jakoś szczególnie dbać o dobro wspólne, jakim jest zamknięty domofonem budynek. Pani z trzeciego piętra dalej trzepie swoją wycieraczkę nad klatką schodową, dokumentnie ją brudząc, a paru palaczy dalej rzuca pety, gdzie popadnie. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 20.01.06, 12:54 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060120/warszawa_a_6.html Odpowiedz Link Zgłoś
idontknowwhoiam Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 20.01.06, 13:06 grrr... ze nie bylo o tych warsztatach podanej zadnej informacji, szlag! Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j 20.01.06, 14:01 Niestety, dowiedziałem się w przeddzień zamknięcia listy, na której już i tak było pełno :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bielany Re: Społecznikowska tradycja zamiast ogrodzeń - j IP: *.chello.pl 21.01.06, 21:52 Ja tam bym nie chciał mieszkać w ogrodzonym getcie, jakie jest np. w okolicach ul. Zgrupowania "Żmija" przy Kochanowskiego, nie dość że ogrodzone jest całe osiedle to jeszcze każdy blok z osobna. Płoty mogą sobie być, ale żeby jakoś wyglądały. Płoty pomiędzy budynkami zamykające podwórka jak właśnie na Żoliborzu nie rażą w przeciwieństwie do płotów otaczających pojedyncze bloki, które są wstrętne same w sobie. Poprostu nie ma dobrych architektów, ani bardziej globalnych planów urbanistycznych, które pozwoliłyby na budowę zamkniętych osiedli bez potrzeby stosowania tego brzydactwa. Odpowiedz Link Zgłoś