We wstępie przybliżę wam nieco fabułę książki, ale w wielkim skrucie.
18 letnia Blanka ma swoje marzenia, którymi są sława i pieniądze. Dąży do nich bez
przerwy, zapominając o podstawowych, najważniejszych wartościach, takich jak miłość i
przyjaźń. Przez swoje wygórowane ambicje traci swoją najlepszą przyjaciółkę. W między
czasie poznaje chłopkaka, włóczęgę - Marcina, ze smutną przeszłością, która zrobiła z
niego twardego, poważnego faceta o zupełnie innych poglądach niż Blanka. Jest
nieziemsko przystojny

Zaczynają często rozmawiać, on zrdadza jej w końcu kilka faktów
ze swojej przeszłości, a ona stwierdza, że chce być jego przyjaciółką.
W pewnym czasie, następuje przełom w jej życiu. Zdaje sobie sprawę z tego, że cele, go
których tak konsekfentnie dążyła są puste i niczego nie warte, że przez nie straciła jedyną
przyjaciółkę i tak wiele radosnych chwil... Do tego przełomu przyczynia się Iwo - pół Polak,
pół Hiszpan, w którym Blanka się zakochuje. Jednak wkrótce zdaje sobie sprawę z tego, że
będąc wpatrzoną w Iwa, nie zdawała sobie sprawy z tego, co zaczyna dziać się, między
nią, a Marcinem... Niestety dochodzi do tego za późno, bo kiedy dziewczyna chce
porozmawiać z Marcinem, zamiast jego, znalduje smutny list pożegnalny.
Wkrótce przekonuje się się, jak wielki błąd popełniła wiążąc się z Iwem. Okazuje się on być
nieobliczalną, niewierną świnią. Zrywa z nim (choć on przez długi czas nie daje jej odejść) i
zaczyna swoje życie na nowo.
Po 3 latach poznaje Artura i zaręcz się z nim. I choć wydaje jej się, że całkowicie zerwała z
przeszłością, pragnie jeszcze na chwilę do niej powrócić, aby jej narzeczony dowiedział się
o niej więcej. Kiedy jednak opowiada mu o swoim życiu, okazuje się, że Artur jest
młodszym bratem Marcina...
Posanawiają, a raczej on postanawią, że muszą znleźć Marcina. Udaje im się to, jednak
Blanka zaczyna mieć wątpliwości, co do swych uczuć.
I w tym miejscu napiszę wam zakończenie mojej powieści, dosłownie trzy ostatnie kartki w
zeszycie. Chciałabym wiedzieć, czy jest sens kontynuowania tego, czy po prostu zostawić
tak jak jest. Bądźcie całokowicie obiektywni
(...)
- Tak długo na to czekałem - powiedział Artur, rozciągnięty na łóżku. - Potrafisz wyobrazić
sobie co czułem? Po tylu latach poszukiwań... Ach Blanko, jestem taki szczęliwy!
- Też się cieszę, że go znalazłeś...
- Znaleźliśmy. Gdyby nie ty... Dziękuję kochanie.
Zamilkł na chwilę, po czym stwierdził:
- Rozmawialiście, prawda? A ja wam przerwałem. Rozumiem, że macie wspólną przeszłość i
musicie pare rzeczy sobie wyjaśnić, nie koniecznie z moim udziałem. Spotkajcie się.
- Nie byłbyś zazdrosny?
- Ufam ci Blanko i ufam naszej miłości. Nie zaręczyliśmy się przypadkowo. Jesteś moją
narzeczoną, po prostu wiem, że będziesz mi wierna.
Blanka nic nie odrzekła. Spotkanie z Marcinem obudziło w niejdawne wspomnienia,
uczucia, co do których kiedyś nie miała pewności ożyły i wszystko stało się jasne. Kochała
Marcina. Nie tak, jak Iwa, przedstawiającego się jako przystojny, gorący latynos - dawny
ideał Blanki. Nie tak, jak Artura - szalonego młodzieńca. Kochała Marcina- po prostu -
Marcina.
Miała nowe marzenie: dom z czerwonej cegły otoczony krzewem różanym i siedząca na
ganku para. Ona w objęciach... Marcina. Widziała Artura jako wesołego wujka swoich
dzieci.
A teraz on mówił o narzeczeństwie i wierności... Ufał jej na tyle, że sam zachęcał do
rozmowy z Marcinem, nie wiedząc, że wpycha narzeczoną w ramiona brata.
- Dlaczego jesteś smutna? - spytał. - Odkąd zaczęliśmy go szukać, nie jesteś sobą.
- Co masz na myśli? - zmieszała się Blanka.
- Straciłaś energię, radość życia, ciągle bujasz w obłokach i nie chcesz się śmiać... I...
- TAk?
- Nic. Po prostu martwię się o ciebie.
- Nie musisz. Jestem trochę zmęczona, te ostatnie wydarzenia mnie wyczerpały. To
wszystko - rzekła unikając jego spojrzenia.
- Wiesz, że nie pozwolę ci odejść?
- Nie zamierzam odejść.
Ostatnie słowa wypłynęły z jej ust z wielkim przekonaniem. Sama nie wiedziała do końca
dlaczego. Nie była nawet pewna, czy skłamała, czy poiwedziała prawdę. Spojrzała w jego
oczy szukając w nich odpowiedzi. Czy domyślał się jej uczuć? Ale on tylko uśmiechnął się i
czule objął Blankę. W jego silnych ramionach, tak jak zawsze, poczuła się błogo i
bezpiecznie.
Kochała go. Bardzo go kochała. To jednak było najsmutniejsze, bowiem pomimo tak
wielkiej miłości, nie potrafiła kochac go mocniej, niż Marcina.... Postanowiła się z nim
zobaczyć.
- Chcę wyjść na chwilę - poiwedziała, uwalniając się z uścisku Artura.
- Do mojego brata? - sptał.
- Chyba tak- odrzekła szybko, po krótkim zastanowieniu.
- Idź. Ufam ci.
- Dziękuję.
- To ja dziękuję.
- Za co? - zdziwiła się Blanka.
- Za to, ze mogę ci ufać.
Blanka wyszła natychmiast, zostawiając ostatnie zdanie Artura bez komentarza.
Jeszcze nigdy nie była w takiej rozterce. Serce nic jej nie pomagało, gdyż nie potrafiło
stwierdzić, z którym z bracichce być. Rozum natomiast brał górę. Mówił "Artur cię kocha i
ty go też. Z Marcinem nigdy nic nie wiadomo. Odpowiedź jest jedna: Artur". Ale rozum nie
mógł zwyciężyć, bo głupie serce ciągle ukazywało zalety w obu panach, wprowadzając
zakłopotaną Blankę w coraz większy wir.
Tylko mArcin mógł o wszystkim przesądzić. Już teraz wiedziała, ze jeśli wyzna jej miłość,
na pewno będą razem, ale jeżeli nie... Blance zrobiło się słabo. Usiadła na ławce i skryła
twarz w dłoniach. Podnosząc wzrok, ujrzała kobietę, mającą pełny kosz czerwonych róż.
- Kupi pani kwiat? - sptała.
- Tak... - odrzekła cicho Blanka.
Trzymała w dłoniachpiękną, krwistą, dojrzałą różę. Zaczęła deloktować się jej zpachem,
gładzić palcami płatki, liście i kolce... Wstała. Przez chwilę szła wolno, ale stopniowo zaczęła
przyspieszać. Wreszcie biegła. Coraz prędzej i prędzej. Niczym burza weszła po schodzach
prowadzących do domu Marcina. Nacisnęła dwonek, drzwi się otworzyły i ujrzała go.
Wyciągnęła ku niemu rękę, której trzymała kwiat.
- Blanko... Blanko co ty robisz?- spytał nieco zaniepokojony.
- Przyszłam ci powedziec...
- Co powedziec?
- Że cię kocham - wyszeptała.
Przez moment patrzyli sobie prosto w oczy, aż nagle on spuścił wzrok i odwrócił sie.
Położył ręce na biodrach i rzekł:
- Nie możesz mnie kochac Blanko, tak samo jek ja nie mogę kochac ciebie.
- Dlaczego?
- Bo nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Marcin... Popatrz na mnie!- krzyknęła, odwracając go ku sobie - I teraz poiwedz, że mnie
nie kochasz.
- Dlaczego wszystko utrudniasz? - mówił spokojnie, ale ze smustkiem.
- Bo za parę lat nie chcę obudzić się z przytłaczającą myślą, że mogło być inaczej...
Wszystko dokładnie sobie przemyślałam. Nigdy nie byłeś mi obojętny. Gdybyś od razu
powiedział, co czujesz, żylibyśmy sobie szczęśliwie, może mielibyśmy dzieci... ale ty... my
wciąż udawaliśmy.
- My? - spytał zaskoczony.
- Tak... ja przed samą sobą. Nigdy nie byłam w stosunku do siebie szczera, nie chciałam
wgłębić się w najmniejsze zakamarki mojego serca. Ale już to zrobiłam i ... i teraz wszystko
już wiem. Nie zamierzam znowu udawać. Pragnę wykrzyczeć całemu światy, ze cię
kocham! Chcę być wolna Marcin... NIe pozwól mi być więźniem we własnym ciele...
Pocałuj mnie... Proszę, błagam... Pocałuj tak, jak za pierwszsym razem, tylko mocniej,
goręcej... Nie stój tak, kochaj mnie! - mówiąc to, rzuciła mu się w ramiona, jednak on ją
odepchnął i wyszedł z domu...
- Jak możesz tak po prostu wychodzić?! Otworzyłam przed tobą moje serce ty draniu!
Wracaj! - krzyczała, dobrze wiedząc, ze nic to nie zmieni.
Zsunęła się po ścianie z policzkami mokrymi od łez... Pierwszy raz od dawna, zanosiła się
od płaczu...
Dalszą część umieszczę w komentarzu pod spodem, bo tutaj brakuje mi już miejsca XD
Z góry sory za błędy