yanadis
20.08.12, 11:00
jestem kochanką... poznaliśmy się w zeszłym roku na wyjeździe firmowym, na początku nie byłam nim zbytnio zainteresowana, to raczej on zabiegał o moje względy. Początkowo był to luźny związek, ja poraniona wcześniejszymi doświadczeniami nie chciałam się angażować. W końcu rozstaliśmy się, bez większego żalu z mojej strony. Ten nasz romans trwał 4 miesiące ale nie spotykaliśmy się często ze względu na odległość.
W tym roku spotkaliśmy się ponownie, na takim samym wyjeździe. Oboje jechaliśmy tam z postanowieniem, że nic między nami nie będzie... niestety.. byliśmy tam 4 dni i żadnej nocy on nie spędził w swoim łóżku. Już tam mówił mi że mnie kocha. Ja bardziej się broniłam, nie chciałam się wikłać w taki związek. Nie dałam rady. Potem telefony kilka razy dziennie, maile, fb, skype. W międzyczasie wyjechałam na wcześniej zaplanowany urlop i chodziłam tam po ścianach z tęsknoty. Zanim wrociłam, on również pojechał na urlop - z żoną. Są 22 lata po ślubie, mają dwoje dzieci: syn 21 i córka 19 lat. On również nie dawał sobie rady z tym wszystkim na urlopie. Do tego stopnia że jego żona zaczęła coś podejrzewać. Pewnego wieczoru przyłapała nas jak rozmawialiśmy na skypie, nie widziała mnie ale widziała, że ma on odpalonego skypa... jakoś załagodził sytuację... Parę dni później jechał do mnie na weekend, ona płakała jak wyjeżdżał, wprawdzie nie wiedziała, że jedzie do mnie... mimo to pojechał. W ubiegłą niedzielę wyjechaliśmy razem na egzotyczny urlop, nie sami, akurat pracujemy w tej samej branży, są tam organizowane różne wyjazdy więc można było coś takiego zrobić. Byliśmy razem przez 6 dni. Najcudowniejszych dni w moim życiu. Usłyszałam tam od niego, że kiedyś marzył o takiej kobiecie jak ja. Na moje pytanie, czemu "kiedyś" odpowiedział, że potem przestał, bo nie myślał, że spotka kogoś takiego. I że nikt nie znaczył dla niego więcej niż ja.. ale... ale jak on ma powiedzieć żonie po tylu latach żeby się wyprowadziła z domu?? Z jednej strony jeszcze bardziej go kochałam za to, że taki jest.. z drugiej strony możliwe że poświęci nasze uczucie w imię .. w imię czego..?? Jego żona już wie, gdy wrócił, czekała na niego z bilingami, z informacjami z fb... a ja teraz wyję z rozpaczy. Myślicie, że to jest łatwe? Myślę o niej, że go szantażuje, że się otruje.. i ogarnia mnie litość i współczucie. Z drugiej strony dlaczego my mamy rezygnować z siebie, z tego co nam się przydarzyło? Bo nie spotkaliśmy się wcześniej? Wierzcie mi, nie chciałam tego. Ale wiem, że on jest mężczyzną mojego życia....
On chciałby, żeby jego żona się wyprowadziła, ponieważ dom, w którym mieszkają jest jego rodzinnym domem, ja mam swoje mieszkanie, ale jak pisałam, mieszkamy od siebie ponad 100 km, ponadto on nie chce mieszkać w mieście.. mogłabym sprzedać swoje mieszkanie i pieniądze uzyskane po spłacie kredytu przeznaczyć na kupno czegoś jego żonie. Wiadomo, że przez ten okres swojego małżeństwa czegoś się razem dorobili...
ona już walczy o niego, powiedziala, że wybaczy mu, jeśli mnie zostawi... a z domu i tak się nie wyprowadzi.... on też nie chce szarpaniny w sądzie która byłaby nieunikniona przy takiej jej postawie
jestem w rozsypce, zupełnie nie wiem co mam robić, jak mu pomóc.. tutaj nie będzie wygranych, niezależnie jak to wszystko się potoczy, wszyscy będą w jakimś stopniu przegrani...