Dodaj do ulubionych

Definicja inteligentnego projektu według Richarda

16.04.11, 00:56
Definicja inteligentnego projektu według Richarda Dawkinsa.

Definicja projektu według Richarda Dawkinsa:

Czasami coś, co do złudzenia wygląda, jak zaprojektowane okazuje się być
zwykłym tworem przyrody, o
czym pisze np.: Richard Dawkins (biolog ewolucyjny z Oxfordu) np." chmury
'poukładane' na wzór przypominający postać jakiegoś zwierzęcia czy
przedmiotu. Tutaj z profesorem Richardem Dawkinsem należy się w sposób
oczywisty zgodzić. Ale Richard Dawkins nie zawsze jest taki konsekwentny
odnośnie rozpoznawania projektu UMYŚLNEGO (zaprojektowanego przez
inteligentną osobę.) i NIEUMYŚLNEGO ( który powstał w wyniku działań ślepych
sił natury, a jednak *przypomina* [na pierwszy rzut oka] projekt zamierzony
i wykonany świadomie). Innymi słowy Richard Dawkins stosuje w tym przypadku
jakieś dwojakie normy, których w żaden sposób nie da się LOGICZNIE
uzasadnić.

W swojej głośniej książce: "Ślepy zegarmistrz" (Rozdział 6 "POCZĄTKI
ŻYCIA A CUDA" ,na str.: 110) Richard Dawkins napisał:

"Bez wątpienia współczesna maszyneria komórkowa - aparat replikacji DNA i
syntezy białek - ma wszystkie cechy wysoce zaawansowanego, specjalnie
zaprojektowanego urządzenia. Widzieliśmy już, jak niesłychanie
spektakularne jest jej działanie jako urządzenia precyzyjnie przechowującego
informację.(....)
Ale przecież Bóg, który potrafiłby dobrze zaprojektować coś tak
skomplikowanego jak maszyneria nukleinowo-białkowa, musi być co najmniej
równie złożony i uporządkowany jak sama maszyneria. A nawet znacznie
bardziej niż ona"

Przyjrzyjmy sie z uwagą temu co napisał powyżej Richard Dawkins : "Bez
/*wątpienia*\ współczesna maszyneria komórkowa - aparat replikacji DNA i
syntezy białek - ma /*wszystkie cechy*\ /*wysoce zaawansowanego*\,
/*specjalnie zaprojektowanego urządzenia*\.".

Czy rozumiemy okreslenia :
"BEZ WĄTPIENIA" (<->) "WSZELKIE CECHY" (<->) " SPECJALNIE ZAPROJEKTOWANE
WYSOCE ZAAWANSOWANE URZĄDZENIE" (np. liczydło kontra komputer)"?

Innego (większego) dowodu na rzecz PROJEKTU, lepszej DEFINICJI niż ta
Richarda Dawkinsa nikt już podać nie potrafi , ponieważ większego dowodu i
lepszej definicji (dla człowieka) już być nie może!


Patrząc na kontekst : Dawkins widzi projekt , który (w sposób oczywisty)
znamionuje żywą komórkę ale nie wierzy w to co widzi, bo Dawkins nie zna
tożsamości (natury, stopnia skomplikowania) projektanta: "Ale przecież Bóg,
który potrafiłby dobrze zaprojektować coś tak skomplikowanego jak maszyneria
nukleinowo-białkowa, musi być co najmniej równie złożony i uporządkowany jak
sama maszyneria. A nawet znacznie bardziej niż ona."

Dawkins popełnia ten sam bład logiczny , ktory notorycznie popełniają
wszyscy zwolennicy hipotezy SAModziejnego pochodzenia pierwszej zywej
komórki. Zilustrujmy ten fakt przykładem: to tak jakby ktoś odrzucał
oczywisty dowód zaprojektowania suszarki do włosów , bo nie poznał
charakteru Kowalskiego (stopnia komplikacji Kowalskiego, koloru oczu,
wzrostu itd.).

Ponadto postulowany Kowalski nawet może nie mieć nic wspólnego z projektem
suszarki do włosów, lecz Richard Dawkins poddaje w watpliwość OCZYWISTY
PROJEKT własnie dlatego , ponieważ nie zna tożsamości (projektanta)
Kowalskiego! A nie dlatego , że mógł się naocznie przekonać , że nie ma do
czynienia z pomyślanym projektem.

Richard Dawkins po prostu nie ufa własnym zmysłom, które go wiodą do
nieodpartego wniosku o POMYŚLANYM PROJEKCIE, wyrafinowanym i wysoko
zawansowanym (technicznie) i w dodatku zachęca do takiej postawy
(przejawiania takich poglądów) swoich czytelników!

INNYMI słowy: Richard Dawkins tylko taki (oczywisty) projekt uznaje za
prawdziwy projekt, odnośnie którego zna tożsamość projektanta, inne
przypadki (oczywistego) projektu dla Dawkinsa (oczywistymi) projektami już
nie są.

Richard Dawkins nie potrafi podać żadnej racjonalnej przyczyny dlaczego tak
twierdzi, a przecież to twierdzenie domaga się uzasadnionej odpowiedzi na
pytanie: "W jaki sposób oczywisty projekt może powstawać bez inteligentnego
projektanta" ?

A takie pytanie pozostaje bez odpowiedzi nie tylko w przypadku osoby
Richarda Dawkinsa , ale i w przypadku całej ateistycznej nauki o pochodzeniu
życia.

Przy okazji Richard Dawkins *szczegółowo* wyjaśnił , gdzie przebiega linia
demarkacyjna pomiędzy czymś, co sam określa mianem : "pozornego projektu
[czy innej formy 'projektu' zwanej przez Dawkinsa: "projektoidem".], a tym
co rozumie przez: "obiekt zaprojektowany umyślnie". Pojęcia: "pozornego
projektu", "projektoidu" i "projektu pomyślanego świadomie" Richard
Dawkins szczegółowo zdefiniował w swojej książce: "Wspinaczka na szczyt
góry nieprawdopodobieństwa": ROZDZIAŁ 1: "U STÓP GÓRY RUSHMORE" str.: 6 .

Dla kontrastu, podał przykłady obiektów pozornie zaprojektowanego i umyślnie
zaprojektowanego (choć nie tak "WYSOCE ZAAWANSOWANEGO" jak w przypadku
zywej komórki) oraz między słowami podał przykłady tzw.: "projektoidów".

Dawkins napisał:

"Muzeum Historii Naturalnej w Londynie ma dziwaczną kolekcję kamieni,
których kształty przypominają but, rękę, czaszkę dziecka, kaczkę, rybę.
Nadesłali je ludzie przeświadczeni, że podobieństwo takie musi coś oznaczać.
Wietrzenie skał daje jednak takie bogactwo kształtów, że nie powinien dziwić
kamień podobny do buta czy kaczki. Spośród wszystkich dostrzeganych pod
stopami kamieni muzeum przechowuje tylko te, które ktoś uznał za
ciekawostkę. Tysiące innych pozostaje na swoich miejscach dlatego, że są
zwykłymi kamieniami. Podobieństwo elementów tej kolekcji do konkretnych
przedmiotów jest nieistotne, choć zabawne. Dokładnie tak samo nieważne, jak
wtedy, gdy dopatrujemy się twarzy czy kształtów zwierząt w chmurach czy
skalnych zboczach. Jest czysto przypadkowe.
Skalisty ustęp góry na rycinie 1.1 to wypisz wymaluj profil Kennedy'ch.
Jeśli tylko komuś zwróci się na to uwagę, dopatrzy się podobieństwa do Johna
lub Roberta Kennedy'ego. Ale nie wszyscy to dostrzegą i łatwo zgodzić się z
twierdzeniem, że podobieństwo to jest dziełem przypadku. Może być jednak
inaczej - nie da się na przykład przekonać racjonalnie myślącej osoby, że
głowy prezydentów Waszyngtona, Jeffersona, Lincolna i Teodora Roosevelta na
zboczach góry Rushmore w Południowej Dakocie są przypadkowym efektem
procesów wietrzenia skał. I nie musi nam nikt mówić, że zostały one
specjalnie wyrzeźbione (pod kierunkiem Gutzona Borgluma). Są w oczywisty
sposób nieprzypadkowe - projekt przeziera z każdego ich fragmentu. ".

Richard Dawkins, ani żaden inny człowiek na świecie, aby uzasadnić swoje
wnioskowanie o nieumyślnym//umyślnym projekcie (czy "projektoidzie") nie
musi niczego dodatkowo wyjaśniać i uzasadniać, ponieważ podał (i w róznych
swoich publikacjach szeroko rozwinął) ich definicje , które są definicjami
na przestrzeni ludzkich dziejów powszechnie akceptowanymi i jeszcze nikt nie
wymyslił innych/lepszych. Czy ma ktoś jakieś konkretne propozycje lepszeych
definicji niż te Richarda Dawkinsa? Czy ktoś dostrzega w nich jakieś braki?



Richard Dawkins ciągnie dalej:

" (....)Te cztery twarze [ zboczach góry Rushmore] zostały po prostu
*zaprojektowane*. Rzeźbiarz wymyślił je, narysował na papierze, dokonał
precyzyjnych obliczeń względem całej skały i nadzorował pracę ludzi, którzy
posługiwali się młotami pneumatycznymi i dynamitem, aby wyżłobić w kamieniu
wszystkie cztery twarze, o wysokości blisko 20 metrów każda. Deszcz, mróz i
wiatr mogłyby dokonać tego samego co dynamit stosowany przez zręcznego
robotnika. Ale spośród wszystkich możliwych kształtów, jakie mogłyby
przybrać skały ulegające erozji, bardzo niewiele dałoby w efekcie
rozpoznawalne podobieństwo do czterech wybranych osób. Nawet gdybyśmy nie
znali historii góry Rushmore, łatwo dostrzec, że szanse na to, by te cztery
głowy pojawiły się dzięki przypadkowym procesom wietrze
Obserwuj wątek
    • noveyy777 Definicja projektu według Dawkinsa czŁ2 16.04.11, 00:58
      Richard Dawkins ciągnie dalej:

      " (....)Te cztery twarze [ zboczach góry Rushmore] zostały po prostu
      *zaprojektowane*. Rzeźbiarz wymyślił je, narysował na papierze, dokonał
      precyzyjnych obliczeń względem całej skały i nadzorował pracę ludzi, którzy
      posługiwali się młotami pneumatycznymi i dynamitem, aby wyżłobić w kamieniu
      wszystkie cztery twarze, o wysokości blisko 20 metrów każda. Deszcz, mróz i
      wiatr mogłyby dokonać tego samego co dynamit stosowany przez zręcznego
      robotnika. Ale spośród wszystkich możliwych kształtów, jakie mogłyby
      przybrać skały ulegające erozji, bardzo niewiele dałoby w efekcie
      rozpoznawalne podobieństwo do czterech wybranych osób. Nawet gdybyśmy nie
      znali historii góry Rushmore, łatwo dostrzec, że szanse na to, by te cztery
      głowy pojawiły się dzięki przypadkowym procesom wietrzenia skał, są
      astronomicznie małe - podobnie jak szanse, że czterdziestokrotnie rzucając
      monetą, za każdym razem otrzymamy orła. (...) "

      I DODAJE coś bardzo, bardzo istotnego: "(...) Myślę, że różnica między
      przypadkiem a projektem jest jasna - w teorii przynajmniej, /*bo może nie
      zawsze od razu oczywista w praktyce*\."

      Co odnośnie NIEOCZYWISTEGO (NIEPOMYŚLANEGO) /OCZYWISTEGO (POMYŚLANEGO)
      PROJEKTU może okazać się "NIERZECZYWISTE w praktyce" ?

      Następnie Dawkins dużo pisze o czymś ,co nazywa wspomnianym tzw. :
      "projektoidem". Według definicji Richarda Dawkinsa "projektoidy" to
      'projekty' , które realizują zwierżeta (ptasie gniazda, tamy bobrów, budowle
      altanników itd.). Są to efekty zakodowanych genetycznie, instynktownych
      (bezmyślnie sterowanych; pod 'przymusem' programu genetycznego) czynności,
      i jeżeli chodzi o spojrzenie z takiego , a nie innego punktu widzenia, to
      znaczy z punktu widzenia z jakiego patrzy na "projektoidy" Richard Dawkins,
      to rzeczywiście nie są to efekty działań świadomych/zamierzonych przez
      zwierzęta. Jednak Richard Dawkins nie uzasadnił dlaczego istnienia i
      prawidłowego działania tych instynktów nie należy przypisać inteligentnemu
      projektowi. Przecież ZAPROGRAMOWANY komputer (aluzja do programu
      genetycznego , na którym opiera się "instynktowna wiedza" nierozumnych
      zwierząt) wymaga programatora!

      Argument Richarda Dawkinsa z dziedziny "projektoidów" jest bardzo słaby,
      ale nie tego dotyczy temat naszej dyskusji. Ponieważ żeby mogły ISTNIEĆ
      "projektoidy" najpierw należy wyjasnić genezę żywej komórki, bo jak to
      stwierdził Richard Dawkins: "Bez /*wątpienia*\ współczesna maszyneria
      komórkowa - aparat replikacji DNA i syntezy białek - ma /*wszystkie cechy*\
      /*wysoce zaawansowanego*\, /*specjalnie zaprojektowanego urządzenia*\.".

      A więc należy pominąć tą część argumentacji Dawkinsa (przytoczyłem ją żeby
      nie narazić się na zarzut, że wyrywam słowa Richarda Dawkinsa z kontekstu)
      i spokojnie powrócić do meritum, do punktu wyjścia naszych rozważań.

      W następnym rozdziale: "Wspinaczki na szczyt góry nieprawdopodobieństwa"
      (ROZDZIAŁ 3 :"POSŁANIE ZE SZCZYTU") Richard Dawkins napisał na temat
      wyaśniania pochodzenia żywej komórki co następuje:

      "Skuteczność enzymów zależy od ich kształtu przestrzennego, kształt od
      zwijania się, a zwijanie od kolejności aminokwasów, które tworzą je, łącząc
      się w łańcuchy. Kolejność tę zaś ściśle wyznaczają geny i tylko to tak
      naprawdę się liczy. Czy mogło do tego dojść przez przypadek? Hoyle twierdzi,
      że nie, i ma rację. Aminokwasów jest dwadzieścia. Typowy enzym to łańcuch
      kilkuset aminokwasów pochodzących z owej dwudziestki. Podstawowe obliczenia
      dowodzą, że prawdopodobieństwo samorzutnego powstania określonej sekwencji
      złożonej z, powiedzmy, samych aminokwasów wynosi 20 x 20 x 20... 1 tak sto
      razy,czyli jak 1 do 20100. Jest to niewyobrażalnie duża liczba, dużo większa
      niż liczba cząstek elementarnych w całym Wszechświecie. Sir Fred, skłaniając
      się uprzejmie (niepotrzebnie, jak zaraz się przekonamy) ku swoim, jak
      sądził, wyznającym darwinizm oponentom, łaskawie zmniejsza tę proporcję i
      mówi o 1 do 1020. Jest to oczywiście dużo mniejsza liczba, ale
      prawdopodobieństwo wciąż nieprzytomnie małe. Współautor Hoyle'a - astrofizyk
      Chandra Wickramasinghe, cytuje go, że prawdopodobieństwo spontanicznego
      powstania takiego enzymu jest takie samo, jak to, że huragan wiejący przez
      złomowisko pozostawi po sobie spontanicznie złożonego Boeinga 747. (...)"

      A więc Richard Dawkins zgadza sie z najbardziej istotnymi (matematycznymi)
      argumentami zwolenników inteligentnego projektu; pierwszej żywej komórki
      (choć to tylko jeden element tych argumentów) i zdaje się tym bardziej
      podtrzymywać swoje poprzednie wnioski odnośnie nieprawdopodobieństwa
      przypadkowego powstania (pomyślanego) projektu wizerunków na zboczu góry
      Rihchmore, tym razem jednak odnośnie żywej komórki (bowiem żywa komórka jest
      o wiele bardziej złożonym projektem i wyrafinowanym pod względem organizacji
      strukturalnej oraz funcji, niż wizerunki wyryte na zboczu tej góry.

      Czyli czymś , na co w świecie nieożywionym nie znajdujemy żadnej analogii,
      (poza może pewnymi przypadkami wytworów ludzkich, jak np.: zegarek).
      Przypomnijmy; Dawkins tak o tym napisał :
      "(...)Nawet gdybyśmy nie znali historii góry Rushmore, łatwo dostrzec, że
      szanse na to, by te cztery głowy pojawiły się dzięki przypadkowym procesom
      wietrzenia skał, są astronomicznie małe - podobnie jak szanse, że
      czterdziestokrotnie rzucając monetą, za każdym razem otrzymamy orła.(...)
      Myślę, że różnica między przypadkiem a projektem jest jasna - w teorii
      przynajmniej, /*bo może nie zawsze od razu oczywista w praktyce*\."

      A jakimi sposobem Richard Dawkins chce obalić ten jeden z bardziej
      oczywistych argumentów (probabilistyczny) z projektu żywej komórki ? Fred
      Hoyle i jego wpółpracownik pisali własnie o ŻYWEJ KOMÓRCE, szansach na
      SAMOistne powstanie ŻYWEJ KOMÓRKI, w cytowanych przez Richarda Dawkinsa
      tekstach [
      www.amazon.com/Evolution-Space-Theory-Cosmic-Creationism/dp/0671492632 ]
      !

      Nie chodzi tutaj jednak tylko o probabilistyczny kontrargument zwolenników
      koncepcji inteligentnego projektu żywej komórki. Inny istotny problem dla
      zwolenników SAMOdziejnego pochodzenia życia, to problem jej NIEREDUKOWALNEJ
      ZŁOŻONOŚCI. I nie jest to problem tej miary , jaki widzimy w przypadku
      kontrowersji , jakie się generują wokół rozważań możliwych dróg ewolucji
      np.: witki bakteryjnej.

      Należy zaznaczyć, że chociaż biologia ewolucyjna nie potrafi sobie
      wyobrazić protościeżek ewolucyjnych wiodących do wyewoluowania tego narzadu
      (witki bakteryjnej), a proponowane hipotezy/modele teoretyczne (jak hipoteza
      'kooptacji') usiłujace wyjaśić ewolucyjną genezę tej struktury opierają się
      na danych ,którym przypisuje się wieksze znaczenie niż mają w rzeczywistości
      (błąd: "Dicto simpliciter "-przypisywanie danym statusu, którego nie
      posiadają.), to jednak brak witki bakteryjnej nie koniecznie pozbawi
      bakterię życia (przynajmniej nie od razu. A na odpowiedniej pożywce może
      spokojnie żyć i bez tego organu.).

      Jeżeli chodzi natomiast o nieredukowalną złozoność rozpatrywaną w przypadku
      żywej komórki. Nieredukowalna złożoność, jaką się cechują strukturalne
      aspekty PODSTAW, na których jest oparta anatomia żywej komórki, to można
      zaobserwować tą ('nieredukowalną') prawidłowość niemal na wszystkich
      poziomach organizacji strukturalnej najprostszej żywej komórki. Komórka
      e.coli przeżyje bez witki (np. na odpowiednich pożywkach), natomiast żywa
      komórka bez takich organelli i części składowych, jak: błona komórkowa,
      genom, enzymy, ktore go replikują, czy rybosomy po prostu nie przeżyje w
      żadnych naturalnych/nienaturalnych warunkach.
      Pierwsza żywa komórka musiała być w pełni autonomiczna.

      Innymi słowy: NIEREDUKOWALNA ZŁOZONOŚĆ w przypadku podstawowej
      (najprostszej z najprostszych) żywej komórki to kw
      • noveyy777 Definicja projektu według Dawkinsa czŁ 3 16.04.11, 00:59
        Innymi słowy: NIEREDUKOWALNA ZŁOZONOŚĆ w przypadku podstawowej
        (najprostszej z najprostszych) żywej komórki to kwestia typu: 'WSZYSKO ALBO
        NIC' !

        Nie będziemy się tutaj wdawać w techniczne szczegóły dotyczące zagadnień
        ewolucji prebiotycznej, ponieważ nie należy to do tematu obecnej dyskusji.
        Na temat hipotez abiogenetycznych , oraz ich wiarogodności, napisałem
        poprzedni post i tam możemy prowadzić dyskusję na ten temat (
        www.racjonalista.pl/forum.php/s,411558 [czy tu:
        skroc.pl/8385 ).

        Tutaj (w kontynułowanej obecnie dyskusji) wspomniałem o tym problemie tylko
        dla przypomnienia faktu , że w przypadku żywej komórki postulowane zjawisko,
        ktore się określa jako" "STOPNIOWA EWOLUCJA PREBIOTYCZNA" po prostu nie
        mogło mieć miejsca.

        Dla potrzeb tej dyskusji wręcz należało rozebrać powszechnie funkcjonujący w
        świadomości ludzi mało zorięntowanych irracjonalny pogląd twierdzący, iż na
        przeszkodzie SAMOistnego powstania pierwszej żywej komórki stoi jedynie
        matematyczne nieprawdopodobieństwo pewnych (czasami rozumianych jako
        lokalne) zjawisk.

        Richard Dawkins ciagnie:
        "(....)Hoyle i Wickramasinghe nie zwracają jednak uwagi na to, że darwinizm
        nie jest teorią losowego przypadku. Jest teorią losowych zmian i nielosowego
        kumulatywnego doboru naturalnego. Dlaczego, nie mogę tego zrozumieć, jest to
        tak trudne do uchwycenia nawet dla bardzo wyćwiczonych umysłów?(....)"

        I stara się to stwierdzenie uzasadnić:
        "(....)Obiecałem powrócić do makromutacji typu Boeing 747 i Przedłużony DC8.
        Czy pamiętamy argumentację sir Freda Hoyle'a o złomowisku i powstaniu
        samolotu? Miał on powiedzieć, że wyewoluowanie na drodze doboru naturalnego
        tak złożonej struktury jak cząsteczka białka (czy też oko lub serce) jest
        równie prawdopodobne jak to, że wiejący przez złomowisko huragan złoży przez
        przypadek całego Boeinga 747. Gdyby zamiast określenia "dobór naturalny"
        użył słowa "przypadek", miałby zupełną rację. Przykro mi, że wskazuję na
        niego osobiście, jako na jednego z myślicieli, którzy uporczywie a mylnie
        utożsamiają dobór naturalny z przypadkiem. Każda hipoteza, której twórca
        sądzi, że ewolucja złoży nowe, skomplikowane urządzenie - jak oko czy
        cząsteczkę hemoglobiny - w jednym etapie, poczynając od zera, oczekuje zbyt
        wiele od przypadku. Wtedy dobór naturalny nie ma wiele do powiedzenia. Całą
        pracę "projektanta" ma wykonać mutacja - jedna wielka mutacja. Jest to ten
        rodzaj makromutacji, który zasługuje na porównanie do powstawania Boeinga
        747 z przypadkowych części zgromadzonych na złomowisku, dlatego nazywam ją
        makromutacją typu Boeing 747. Mutacja taka nie istnieje w rzeczywistości i
        nie ma nic wspólnego z teorią Darwina. "
        Czy zauważamy ,gdzie Richard Dawkins popełnia błąd logiczny, a przy okazji
        metodologiczny? Każdy , kto jest zorientowany w temacie owe RAŻĄCE 2
        NADUŻYCIA, zawarte w jednym stwierdzeniu, zauważy niemal błyskawicznie!

        1) (Z założenia metodologicznego, które funkcjonuje w biologii ewolucyjnej:)
        Ewolucja chemiczna rzadziła sie innymi prawami (opierała się na różnych
        mechanizmach) niż dalsza ewolucja biologiczna.

        2) A więc Richard Dawkins przy okazji popełnia bład logicznyŁ: "False
        analogy" :' Ten błąd powstaje wtedy, gdy argumentujemy za pomocą analogii,
        która jest nieadekwatna. Oto przykład do jak absurdalnych efektów mozna
        dojść ,gdy się stosuje ten nielogiczny argument:
        a) Jan jest ssakiem,
        b) Azor jest ssakiem,
        c) zatem Jan jest Azorem.'

        Czy Richard Dawkis, profesor biologii na renomowanym Oxfordzkim
        uniwersytecie i światowej słwy ewolucjonista, mógł ten błąd (który tak
        obszernie usiłował uzasadnić) popełnić całkowicie nieświadomie? Nie sądzę,
        biorąc pod czujne oko to, co napisał w swojej innej (wcześniejszej) książce
        "Ślepy zegarmistrz" w już w tej dyskusji rozważanym rozdziale, który dotyczy
        własnie problemu pochodzenia zycia : (Rozdział 6: "POCZĄTKI ŻYCIA A CUDA"
        ,na str.: 110):
        Cytuję:
        "(.....)Ten przykład [ związany z małym prawdopodobieństwem pewnych
        zdarzeń ] dotyczy problemu powstania życia na Ziemi. Dla jasności
        argumentacji arbitralnie wybieram tu konkretną teorię powstania życia, choć
        równie dobrze mógłbym wykorzystać każdą inną spośród współczesnych teorii na
        ten temat.
        Każde wyjaśnienie może zawierać pewną, byle nie za wielką, ilość wydarzeń
        przypadkowych. Pytanie tylko - jak wielką? Ogromny wymiar czasu
        geologicznego dopuszcza większą liczbę nieprawdopodobnych zbiegów
        okoliczności, niż by to zaakceptował sąd karny, ale i w tym przypadku są
        jednak pewne granice. Kluczem do -wszystkich współczesnych wyjaśnień życia
        jest dobór kumulatywny. Układa on całą serię dopuszczalnie przypadkowych
        wydarzeń (a mianowicie, losowych mutacji genetycznych) w taką nieprzypadkową
        sekwencję, że jej produkt finalny, zjawiający się na końcu sekwencji,
        stwarza wrażenie zupełnego nieprawdopodobieństwa - wydaje się, że taki
        skutek absolutnie nie mógł powstać czystym przypadkiem, nawet jeśli przyjmie
        się wiele milionów razy więcej czasu niż dotychczasowy wiek wszechświata.
        //***Dobór kumulatywny to klucz do tej zagadki, ale przecież ten proces
        musiał się w jakiś sposób zacząć. I nie uda nam się uniknąć założenia, że
        jednorazowe wydarzenie losowe zapoczątkowało dobór kumulatywny.*** (....) "
        Nastepnie Richard Dawkins bardzo szczegółowo wyjaśnia swoje wnioski:
        "(....)Ten zasadniczy krok jest jednak bardzo trudny, bo kryje w sobie
        pewien paradoks. Wydaje się mianowicie, że do działania procesów replikacji
        potrzebna jest cała skomplikowana maszyneria. W obecności narzędzi z
        replikazy odcinki RNA ewoluują, dążąc za każdym razem do tego samego punktu
        końcowego - punktu, którego prawdopodobieństwo wydaje się znikomo małe
        dopóty, dopóki nie uwzględni się siły doboru kumulatywnego. Ale żeby ten
        dobór mógł wystartować, trzeba mu dopomóc. Nie zacznie on działać, dopóki
        nie dostarczy mu się takiego katalizatora jak narzędzia z replikazy, o
        których była mowa w poprzednim rozdziale. Jak się jednak zdaje, taki
        katalizator nie może powstać spontanicznie - chyba że pod kierunkiem innych
        cząsteczek RNA. Cząsteczki DNA ulegają reprodukcji w skomplikowanej
        maszynerii wewnątrzkomórkowej tak, jak pismo ulega reprodukcji w
        kserokopiarce, ale bez owych urządzeń kopiujących nie dojdzie do reprodukcji
        ani DNA, ani pisma. Kserokopiarka może skopiować projekt siebie samej, ale
        nie może powstać spontanicznie z niczego.
        Biomorfy bardzo łatwo ulegają replikacji w środowisku wytworzonym przez
        odpowiedni program komputerowy, ale nie mogą ani napisać takiego programu,
        ani wyprodukować komputera do wykonania go. Teoria ślepego zegarmistrza ma
        wyjątkową moc wyjaśniającą - pod warunkiem jednak, że wolno nam założyć
        replikację, a zatem i dobór kumulatywny.
        //***Skoro jednak replikacja wymaga skomplikowanej maszynerii i skoro
        jedynym znanym nam sposobem powstania skomplikowanej maszynerii jest dobór
        kumulatywny, to w takim razie napotykamy tutaj poważną {trudność}.
        (....)***\\"
        O jaką konkretnie { TRUDNOŚĆ } Richardowi Dawkinsowi tutaj chodzi ? Nie
        pozostawia nas co do tego w niepewności!
        Richard Dawkins dodaje:
        !!!"(....)Bez wątpienia współczesna maszyneria komórkowa - aparat replikacji
        DNA i syntezy białek - ma wszystkie cechy wysoce zaawansowanego, specjalnie
        zaprojektowanego urządzenia. Widzieliśmy już, jak niesłychanie spektakularne
        jest jej działanie jako urządzenia precyzyjnie przechowującego informację
        (....)"!!!
        I dalej:
        "(....) Nikt, kto zastanowił się chwilę nad tą kwestią, nie zaprzeczy, że
        urządzenie tak skomplikowane jak ludzkie oko nie mogło powstać wskutek
        doboru jednorazowego.

        //*Wydaje się, niestety, że to samo odnosi się też przynajmniej do tych
        części maszynerii wewnątrzkomórkowej, które służą samo od
        • noveyy777 Re: Definicja projektu według Dawkinsa cz:4 16.04.11, 01:01
          "(....) Nikt, kto zastanowił się chwilę nad tą kwestią, nie zaprzeczy, że
          urządzenie tak skomplikowane jak ludzkie oko nie mogło powstać wskutek
          doboru jednorazowego.

          //*Wydaje się, niestety, że to samo odnosi się też przynajmniej do tych
          części maszynerii wewnątrzkomórkowej, które służą samo odtwarzaniu się DNA -
          i to nie tylko u organizmów stosunkowo zaawansowanych, takich jak człowiek
          czy ameba, ale również u istot bardziej prymitywnych, takich jak *bakteria
          czy sinica*.*\\
          Dobór kumulatywny może zatem wytwarzać złożoność, a dobór jednorazowy nie
          może. Dobór kumulatywny nie może jednak działać dopóty, dopóki nie powstanie
          choćby rudymentarna maszyneria replikacji, dopóki nie powstaną replikatory,
          a tymczasem jedyna maszyneria tego rodzaju, jaką znamy, jest zbyt
          skomplikowana, żeby mogła powstać inaczej niż wskutek wielu pokoleń doboru
          kumulatywnego! "
          Tym sposobem wracamy do PUNKTU WYJŚCIA. A jakie niesie ze sobą
          nieuniknione KONSEKWENCJE ten NIEUNIKNIONY powrót do punktu wyjscia? Po
          prostu przeciwnicy poglądu o umyślnym zaprojektowaniu żywej komórki, żeby
          jakoś wyjść z ipasu, są zmuszeni zastosować w tym myśleniu filozoficzny
          artykuł WIARY, ktory usiłuje przekonać , że "PIERWSZA (najprotsza) ŻYWA
          KOMÓRKA mogła powstać w jakiś sposób STOPNIOWO" [ Współczesnie wiadomo , że
          genom minimalny u żywego organizmu może wynosić nie mniej niż 382 geny.
          Potwierdzono to doświadczanie na bakterii: 'Mycoplasma', która potrzebuje do
          życia tylko 382 spośród swoich 482 genów. Nikomu jeszcze nie udało się zejść
          poniżej tej "magicznej" granicy. I nic nie wskazuje na to (spektakularne
          osiągnięcia biologii molekilarnej) ,że w przyszłości może być inaczej:
          skroc.pl/1ae3 ]!
          I tak też jest. Wszystko, całe to przekonywanie o SAModziejnej ewolucji
          pierwszej zywej komórki opiera się o ŚLEPĄ NICZYM NIE POPARTĄ WIARĘ,
          której w dodatku nadano miano: "RACJONALNEGO POGLĄDU NAUKOWEGO"!
          Na rynku ideii naukowych nie funkcjonuje żadna wiarogodna hipoteza , która
          by choćby w teorii wyjaśniała SZAMOdziejną genezę pierwszej żywej komórki!
          Jest dokładnie tak, jak to ujął to Krzysztof Szymborski: W jednym ze swoich
          tekstów. Krzysztof Szymborski stwierdza, że teoria ewolucji "jak przystało
          jednak na dobrą teorię, zawiera pewną dozę hipotetyczności i nie odpowiada
          na wszystkie dotyczące życia pytania".
          Ma tutaj na myśli pytania o abiogenezę: "Współcześni uczeni wyznający
          triumfujący dziś w nauce darwinowski paradygmat ewolucyjny, na pytanie: jak
          powstało życie? odpowiadają zgodnie: "STOPNIOWO" (
          astronomia.pl/inne/index.php?d=1&id=94 ] ).
          INNYMI słowy : cechy które według Richarda Dawkinsa znamionują zamierzony i
          wyrafinowany projekt, a które to cechy można zaobserwować swoimi zmysłami :
          "BEZ (żadnego/uzasadnionego) WĄTPIENIA" , przy okazji dostrzec: "WSZELKIE
          CECHY SPECJALNIE ZAPROJEKTOWANGO WYSOCE ZAAWANSOWANEGO URZĄDZENIA", to
          zdaniem Dawkinsa (i jemu podobnych) po prostu: "efekt STOPNIOWEJ EWOLUCJI".
          "Wysoce zaawansowane, powstałe w wyniku swiadomie zaplanowanych działań
          projektanta urządzenie [techiczne, które w dodatku przewyższa techniczne
          możliwości naszej cywilizacji ! ], np.: "liczydło kontra komputer", może
          powstać w wyniku nierozumnych (stopniowych?) czynników sprawczych.".
          Zaprawdę osobliwa to "logika" , "przekonująca" i "naukowa". W dodatku oparta
          na bardzo istotnych (wzajemnie powiązanych) błędach logicznych :
          1) "Hypothesis contrary to fact"- Błąd tego typu powstaje wtedy, gdy ktoś
          argumentuje na podstawie tego, że coś mogło się zdarzyć, choć jednocześnie
          nic nie wskazuje na to, że tak się zdarzyło, lub nawet coś temu przeczy.,
          2) "Fantasy projection"- Błąd ten popełnia się wtedy, gdy się argumentuje
          tylko na podstawie własnej wyobraźni, choć nie ma na to poza tym żadnych
          argumentów."., 3) "Ipse dixit"- Błąd ten powstaje wtedy, gdy ktoś próbuje
          uzasadniać swój pogląd w danej sprawie, odwołując się jedynie do swego
          własnego mniemania., oraz: 4) "Petitio principii" - Jest to chyba
          najczęściej spotykany błąd u racjonalistów i ateistów (i nie tylko u nich).
          Robimy go zawsze wtedy, gdy próbujemy uzasadnić coś jedynie za pomocą tego,
          co ma dopiero zostać uzasadnione.
          Tak na prawdę w przypadku takiego ignorowania faktów nie mamy do czynienia
          nawet z teorią naukową (czy choćby hipotezą naukową).
          Teoria naukowa jest to zbiór racjonalnie uzasadnionych logicznie spójnych i
          EMPIRYCZNIE TESTOWALNYCH sadów o pewnym fragmencie świata. W tym sensie
          żadne
          abiogenetyczne pomysły nie stanowia teorii naukowych , gdyż wskazują one
          sposób wyjaśniania zjawisk dotyczących ewolucji chemicznej, a nie
          dostarczają
          precyzyjnych modeli teoretycznych postulowanych zjawisk związanych z tym
          zagadnieniem i nie wyznaczją zakresu ich stosowalności.
          Ateiści/ewolucjoniści do PERFEKCJI rozwinęli swoje srodki perswazji, które
          mają na celu wmówić przeciętnemu człowiekowi , że kiedy uczy się on na
          lekcji biologii o żywej komórce i jego racjonalne intuicje wiodą go
          nieuchronnie do wniosku , że została ona ZAPROJEKTOWANA umyślnie , to tak na
          pradę człowiek ten ulega złudzeniu.
          Kiedy zaczyna mieć intuicyjną niezgdę na takie zapewnienia, to wmawia mu
          się , że jest intelektualnie zaniedbany, a jego zaniedbanie wynika z
          indoktrynacji ideologicznej w dziedziństwie, to jest PRZYMUSOWEJ edukacji
          religijnej.
          Czytelniku: nie pozwól sobie nigdy wmówić tego kłamstwa i śmiało zaufaj
          zmysłom, ponieważ pozbawieni argumentów ateisci/naturaliści (którzy polegają
          tylko na ślepych siłach przyrody w rozważaniu o początkach życia)
          dopuszczają się w tym przypadku kolejnego rażącego nadużycia:
          "Appeal to utility"-Ten błąd logiczny powstaje wówczas, gdy ktoś próbuje
          obalić czyjąś tezę jedynie za pomocą twierdzenia, że zwolennik tej tezy
          broni jej tylko i wyłącznie z powodów osobistych lub emocjonalnych.
          Jeżeli więc natkniesz się na tego typu propagandowe zagrywki, które jedynie
          mają na celu POGWAŁCENIE i ZAPRZECZENIE Twojej zdolności do właściwej,
          zgodnej z rzeczywistoscią oceny sytuacji. I jeżeli 'demagog' usiłujący Ci
          wcisnąć ten nonsens będzie się posiłkował dodatkowo autorytetem naukowym, to
          po prostu zapytaj o dowody (naukowe) popierające jego twierdzenie , że
          wyrafinowany, zamirzerzony projekt może powstawać SAMOistnie.
          Jeżeli takich dowodów nikt Ci nie zaprezentuje, a tylko skończy się na
          gołosłownych i obietnicach na przyszłość ("Argument to the future": Błąd ten
          popełnia się, gdy się twierdzi, że coś w przyszłości uda się wykazać, choć
          teraz jest to niemożliwe.). (i) Jeżeli ktoś będzie Ci wmawiał, że nie możesz
          ufać swoim zmysłom i intuicji , która pozwala ludziom na całym obliczu ziemi
          na powszechne odróżnianie tego ,co zaprojektowane umyślnie od tego, co
          niezaprojektowane, ponieważ nie ma dobrej definicji (życia i) projektu , to
          po prostu zacytuj mu mój tekst (a wlaściwie słowa Richarda Dawkinsa) i
          zarządaj LEPSZEJ DEFINICJI PROJEKTU! Jeżeli niczego takiego nie uzyskasz,
          to śmiało miżesz odpowiedzić: "Czas się zmienia coraz trudniej o
          jelenia"!.
          Profesor Michael Behe (profesor biochemii) zapytany o swoje zdanie na temat
          takiej ignorandzkiej postawy większości naukowców powiedział: "Sporo
          naukowców nie zgadza się z moimi poglądami [na temat przekonania o
          inteligentnym projekcie w biologii], ponieważ dostrzega, że idea
          inteligentnego projektu ma konsekwencje wykraczające poza naukę - wydaje się
          wskazywać na coś nadnaturalnego. Taki wniosek niepokoi wiele osób. Ale
          zawsze mi wpajano, że nauka ma się opierać na dowodach - niezależnie od
          tego, na co one wskazują. Ignorowanie wyraźnych dowodów tylko dlatego, że
          mogą one mieć nieprzyjemne konsekwencje filozoficzne, świadczy moim zdaniem
          o braku odwagi." (
          <a href="
          • noveyy777 Re: Definicja projektu według Dawkinsa cz:5 16.04.11, 01:04
            Profesor Michael Behe (profesor biochemii) zapytany o swoje zdanie na temat
            takiej ignorandzkiej postawy większości naukowców powiedział: "Sporo
            naukowców nie zgadza się z moimi poglądami [na temat przekonania o
            inteligentnym projekcie w biologii], ponieważ dostrzega, że idea
            inteligentnego projektu ma konsekwencje wykraczające poza naukę - wydaje się
            wskazywać na coś nadnaturalnego. Taki wniosek niepokoi wiele osób. Ale
            zawsze mi wpajano, że nauka ma się opierać na dowodach - niezależnie od
            tego, na co one wskazują. Ignorowanie wyraźnych dowodów tylko dlatego, że
            mogą one mieć nieprzyjemne konsekwencje filozoficzne, świadczy moim zdaniem
            o braku odwagi." (
            stwarzanie.wordpress.com/2009/05/29/prof-michael-behe-i-zasada-nieredukowalnej-zlozonosci/ )
            .
            Michael Behe, jak i wielu innych naukowców, jest uczonym odważnym. W swojej
            książce (z braku merytorycznych kontrargumentów zwolenników SZAMOdziejstwa;
            obrzuconej przez nich błotem): "Czarna skrzynka Darwina" , która jest pełna
            wspaniałych przykładów, czerpanych całymi garściami z biochemii (dziedziny
            autora), na rzecz projektu w przyrodzie Michael Behe napisał:"Kto nie uważa
            za konieczne szukać wyjaśnienia jedynie wśród nierozumnych czynników
            sprawczych, łatwo dojdzie do wniosku, że wiele systemów biochemicznych
            zostało zaprojektowanych - zaprojektowanych nie przez prawa natury, nie
            przez przypadek i konieczność, lecz zaplanowanych. (.) Życie na ziemi na
            swym najbardziej podstawowym poziomie, wszystkie jego najważniejsze
            elementy, to wynik rozumnej działalności". (
            sklep-niezalezna.pl/Czarna_skrzynka_Darwina_Michael_Behe-247.html ).

            pozdrawiam;
            Tutaj w jednym kawałku:
            www.racjonalista.pl/forum.php/s,412263
            • noveyy777 Link do tekstu w jednym kawałku. 16.04.11, 01:05
              www.racjonalista.pl/forum.php/s,412263

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka