Gość: Marlena
IP: 217.153.117.*
06.03.02, 15:26
Wszystko zaczęło się tak:
Jestem nauczycielką matematyki, fizyki i informatyki. W ubiegłym roku szkolnym
postanowiłam uprościć sobie życie i nie dojeżdżać do pracy daleko tylko
pracować gdzieś bliżej. W szkole z której odeszłam pracowałam przez kilka lat;
pod koniec ubiegłego roku otrzymałam stopień nauczyciela mianowanego. Przejście
do innej szkoły nastąpiło, aby nie stracić ciągłości pracy, na zasadzie
przeniesienia - było to służbowe przeniesienie przeprowadzone przez gminę. Z
rozmów przeprowadzonych z przedstawicielami oświatowymi nowej gminy (było to
też przeniesienie do nowej gminy)wynikało, że nie będzie żadnych problemów.
Jednak, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, kedy doszło do podpisywania
umowy, okazało się że będzie to umowa na rok i nie na zasadach mianowania.
Zostałam więc wpuszczona ze stałej pracy z mianowaniem na rzecz pracy na rok
bez mianowania. W momencie podpisywania umowy byłam już nauczycielem
mianowanym, lecz nie posiadałam jeszcze oficjalnie wręczonego śwaidectwa
mianowania, czym dyrekcja szkoły tłumaczy obecnie taką decyzję. Gdyby tego było
mało, zaraz na starcie okazało się że na jednym z komputerów w mojej pracowni
komputerowej znajdują się pliki exe, które uruchamiają program prowadzący na
strony porno. Postanowiłam tę sprawę wyjaśnić - sprawa dosyć trudna, ale
okazało się, że jeden z nauczycieli, który wcześniej miał dostęp do pracowni
pożyczał go sobie do domu na czas wakacji. Wiem, że na strony wchodzili również
uczniowie za przyzwoleniem poprzedniego nauczyciela (kwestia haseł i innych
zabezpieczeń). Po pewnym czasie okazało się też, że najprawdopodobniej
niewygodna byłam dla paru nauczycieli, którzy poczuli się moim przyjściem
zagrożeni i posuwali się do szantażu uczniów przeciwko mnie. Uczniowie byli
zaszczuci i zastraszeni. Aby się mnie pozbyć posunięto się do artykułu w
porasie lokalnej jakobym miała seksualnie molestować młodzież szkolną. Jeden z
nauczycieli, anglista z Ukrainy, mówił dzieciom, że tańczę w klubie nocnym jako
striptiserka. Oprócz tego wszystkiego cała masa innych dziwnych rzeczy, o
których nie potrafię powiedzieć(np.artykuł w lokalnej gazetce o nakładzie
dosłownie kilkunastu egzemlplarzy o nauczycielce molestującej dzieci w szkole).
Dodam, że o wszystkim wie dyrekcja oraz władze gminy. Skutek tego wszystkiego
jest tylko taki, że jestem w tej chwili na krawędzi załamania nerwowego. Nie
zostały z tego wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje, służbowe, prawne czy inne
pod adresem kogokolwiek. W tej chwili mam już dosyć pracy w tej szkole i
zamierzam sprawę skierować do sądu pracy. Proszę o komentarz, sugestie i
pytania, na które chętnie odpowiem. Pracowałam wcześniej w różnych miejscach,
ale z czymś takim nigdy sie nie spotkałam, zawsze byłam cenionym nauczycielem
lubianym przez młodzież. Naprawdę bardzo proszę o pomoc.