suender
02.07.17, 11:02
Do założenia tego wątku zainspirowała mnie decyzja naszych młodych o wyjeździe do Włoch nie samochodem, a samolotem. Nadmieniam, że nasi młodzi (ok. 40 lat) są ludźmi o wyższym wykształceniu i z całkiem przyzwoitym rozsądkiem. Postawili więc na statystykę i wybrali samolot, czyli tak jak tu:
www.lotnicze-bilety.pl/news/aktualnosci/dlaczego-samoloty-sa-bezpieczniejsze-niz-samochody
1. W ich myśleniu znajduję wiele racji, ale nie do końca.
- O zasługach statystki do celów utylitarnych nie trzeba wspominać, bo to oczywiste (np. sprawa szczepień przeciw-chorobowych, kwestie polityczne, etc.)
- W mym wątku pragnę jednak zwrócić uwagę na kwestię rozumienia statystyki wobec siebie samego. Nie za bardzo jednak wiem, czy to problem stricte naukowy, czy tylko socjologiczny.
2. Jak wygląda moje postrzeganie statystki dotyczącej mnie osobiści?
- Z jednej strony stosuję ją prawie w całości wobec rzeczy codziennych mnie dotyczących, np. dot. spraw zdrowia (stosować diety, które wskazuje statystyka, że są zdrowe).
- Z drugiej strony mam pełną świadomość, że za każdym razem kiedy wsiadałem do samolotu dla mnie lotnicza statystyka przestała się liczyć, lecz ja sam stawałem się jednym z tych obiektów który tworzył statystkę.
- Tej ostatniej prawdy, o tym ukrytym dualizmie statystki nie udało mi się naszych młodych zaszczepić!
Co o tym myślicie na prawdę, nie interesuje mnie co o statystyce bardziej lub mniej znani, bardziej lum niej poważnie głoszą. Powiedzmy taki Mark Twain: ", że statystyka jest największym z kłamstw..."
Pozdr.