kapitan.kirk
24.03.09, 08:58
Nie jestem specem od ekologii, ale miejscami to trochę mało
przekonujące.
1.) Przyjęcie wskaźnika stałego corocznego wzrostu emisji freonów o
3% oznaczałoby, że w prognozowanym mniej więcej 80-letnim okresie
ich światowa emisja musiałaby wzrosnąć ponad 10-krotnie. Czemu tak?
Co miałoby spowodować aż taki wzrost?
2.) Dlaczego w ogóle przyjęto do badania ten 3-procentowy wskaźnik,
charakterystyczny ponoć dla wczesnych lat 70. - podczas gdy układ o
ograniczeniu emisji podpisano dopiero w 1987, kiedy wskaźnik był
znacznie niższy (nie mogę dokładnej wartości nigdzie znaleźć, ale z
danych pośrednich wynika, że chyba poniżej 1%)?
3.) Czy rzeczywiście emisja freonów i halonów przez człowieka ma tu
decydujące znaczenie? Przecież obecnie ludzie emitują do atmosfery
kilkaset tysięcy ton freonów rocznie, a i przed protokołem
montrealskim nie było tego o wiele więcej niż milion. Tymczasem
roczna emisja chloru ze źródeł naturalnych, na skutek m.in.
działalności wulkanicznej - szacowana jest na dziesiętki milionów
ton! Czy w tej sytuacji naprawdę ma takie znaczenie dla warstwy
ozonowej spadek lub wzrost emisji globalnej np. o 1%...? Czy to
przypadkiem nie chodzi bardziej o zmiany aktywności słonecznej?
4.) Zakładając antropogeniczne pochodzenie okresowego spadku ilości
ozonu - dlaczego największe spadki występują akurat nad biegunami,
gdzie wszak emisja wszelakich gazów przemysłowych jest bodaj
najmniejsza?
Jeśli są to pytania głupie i ekologia już na nie dawno
odpowiedziała, to bardzo przepraszam - nie siedzę "w temacie" :-)
Pzdr