Dodaj do ulubionych

STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO

IP: *.acn.pl 08.12.03, 13:35
Uczę w jednej z warszawskich szkół wyższych i z roku na rok obserwuję
obniżający się poziom studentów. Prowadzę ćwiczenia techniczne i czasami mam
wrażenie, że studenci mają coraz większe problemy z MYŚLENIEM. Skupiają się na
najwyżej 5-10 minut. W grupach, którymi się zajmuję jest zwykle po kilkanaście
osób - nieco za dużo jak na takie ćwiczenia, ale cóż poradzić - uczelnie mają
mało pieniędzy. W prawie każdej z grup mam "klientów", którzy uważają, że nimi
i tylko nimi powinienem się zajmować cały czas. Jeśli tego nie czynię stale
wygłaszają komentarze na temat jak fatalnie prowadzę ćwiczenia. Zdumiewa mnie
też ich niechęć do nauki... To są ludzie, którzy zdali na oblegane kierunki!
Obserwuj wątek
    • kociamama Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 08.12.03, 20:04
      Drogi Asystencie,
      moze troche samokrytycyzmu?
      Czy masz przygotowanie pedagogiczne? Moze jakies bardziej optymistyczne
      nastawienie? Czy czujesz sie powolany do roli nauczyciela? Czy jestes na
      uczelni tylko dla siebie?
      Asystentura programowo obejmuje jak niemam iles tam godzin nauczania, a wiec
      nie jest dla kazdego. Jestes tam, aby sie rozwijac, ale i aby cos z siebie
      dac. Jezeli nie nadajesz se do tej pracy, to daj sobie spokoj, a nie narzekaj.
      Byc moze to studenci sa chamscy, ale ja akurat nie wierze w zla wole
      wszystkich.
      Wiec byc moze problem tkwi w Tobie???

      Pozdrawiam,
      Kociamama.
    • kociamama Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 08.12.03, 20:07
      NB Mogalbym napisac posta pod tytulem chamstwo wykladowcow uniwersyteckich,
      ich ignorancja i rozbuchane ego.

      POzdrawiam,
      Kociamama.
    • Gość: belferka ze szkoły Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.tp1.net / 80.51.253.* 08.12.03, 20:35
      Zapraszam na zajęcia w szkole średniej... Tu czasami potrafi być zabawnie!
      Uczeń ma niestety przeważnie same prawa... Klasy są 35 osobowe i...trzeba
      prowadzić lekcje metodami aktywizującym, bo....takie są zalecenia! Jeżeli
      nauczyciel jest wymagający - nie mówię tu o sadystycznym rygorze - to jest
      złym nauczycielem! A zatem...wnioski są proste!!!
      • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 08.12.03, 20:47
        Studia to nie szkoła, a ćwiczenia to nie lekcje Miłe Panie :-) Kiedy ja uczyłem
        ię w szkole średniej nauczyciele do znudzenia powtarzali nam (zwłaszcza w klasie
        maturalnej), że mamy się nastawić na samokształcenie na studiach i że to od nas
        w dużej mierze zależy ile na nich się nauczymy. Nie twierdzę, że asystenci nie
        powinni się przykładać ile się da by ćwiczenia przynosiły jak najlepsze efekty
        dydaktyczne. Oczywiście jest to nasz obowiązek. Nie da się jednak nauczyć kogoś
        kto się przed wiedzą broni.
        Poza tym napisałem wyraźnie, że "w każdej grupie mam klientów..." a nie że
        wszyscy tacy są. Przykro jest obserwować unikających wysiłku studentów - w moim
        przekonaniu tacy ludzie sami robią sobie krzywdę (a może ci co ich wychowywali
        ją im zrobili). Roszczeniowe nastawienie do świata nie rokuje dobrze na przyszłość.
        • kociamama Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 08.12.03, 20:56
          Naturalnie od studentow nalezlaloby wiecej wymagac niz od gimnazjalistow, bo z
          zalozenia powinni byc bardziej zainteresowani tematem. Tym nie mniej, co to
          znaczy to enigmatyczne stwierdzenia, ze studia to nie szkola, a cwiczenia to
          nie lekcje? To ma chyba takie konsekwencje, ze jak student sie zachowuje
          glosno, to mozna go wyprosic, bo studia nie sa obowiazkowe, a ze zle
          zachowujacym sie gimnazjalista trzeba sie uzerac...

          Metodycznie samo prowadzenie cwiczen chyba nie powinno sie roznic od lekcji?
          Albo prowadzacy jest przygotowany (wiec splenia dobrze swoja prace), albo nie.
          Albo przedtsawiazagadnienia w sposob zrozumialy i interesujacy (bo taka jest
          jego rola) albo nie.

          Pozdrawiam,
          Kociamama.
        • roman.gawron Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 08.12.03, 21:07
          Gość portalu: Asystent napisał(a):

          > Nie da się jednak nauczyć kogoś, kto się przed wiedzą broni.

          Zjawisko, które opisałeś, już dawno obserwują nauczyciele w szkołach (gwoli
          lepszego zrozumienia - nie jestem jednym z nich).
          Na początku próbowali nieśmiało z tym walczyć, próbowali wychowywać. Zaraz
          jednak znajdowali się rodzice - fałszywi obrońcy swoich "pociech", którzy
          pisząc skargi do kuratoriów, a nawet do samego ministerstwa, szybko pokazywali
          nauczycielom, gdzie ich miejsce.

          Reakcja Kociejmamy jest charakterystyczną reakcją.
          Przedstawiciele tego nurtu za każdym razem będą doszukiwać się winy w Tobie.
          To od nich nauczycielka z 25-letnim stażem pracy, co to olimpijczyków wielu
          wychowała, a byli uczniowie do dziś kłaniają jej się na ulicy, usłyszy:
          - Jak to? Wyszedł pani z lekcji kopniakiem otwierając drzwi? A to, droga
          Koleżanko, trzeba lekcje lepiej prowadzić, więcej metod aktywizujących
          stosować! (autentyczne)
          • Gość: Belferka ze szkoły Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.tp1.net / 80.51.253.* 08.12.03, 21:36
            I to jest właśnie esencja całej dyskusji!!!
            Tzw. wychowanie bez stresowe (źle rozumiane!!!) produkuje nam bandę
            rozwrzeszczanych młodzieńców, którym wszystko się należy!!! A nauczyciel
            ma "robić za Boga", który ma mieć 100 recept na idealne wychowanie! Tylko, że
            MY także jesteśmy tylko ludźmi!!! Jeżeli "coś nawala" to musi to być wina tylko
            Szkoły!Ciekawe, prawda?
            • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 08.12.03, 21:47
              Miła Belferko! Mam pewne trudności ze zrozumieniem samego pomysłu pt.
              "wychowanie bezstresowe". Nie wiem jak rodzice mogą taki absurd uważać za metodę
              wychowawczą. Zupełnie jakby nie widzieli, że życie jest pełne stresu, że jest to
              jego normalny składnik. Lepiej nauczyć dziecko jakie jest życie i nauczyć je
              radzić sobie z takimi sytuacjami. Przecież w przyszłej pracy żaden szef nie
              będzie się z nimi cackał!
              chylę czoła
          • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 08.12.03, 21:42
            Dziękuję za zrozumienie Panie Romanie :-) Nie odmawiam racji Kociejmamie, że
            obowiązkiem uczącego jest przygotowywanie się i jak najciekawsze prowadzenie
            zajęć. NIe jestem również zwolennikiem jakiegoś rygorytsycznego i represyjnego
            wychowywania i kształcenia. Nie mogę jednak pojąć, że ci liberalni
            "ultrakochający" rodzice nie widzą, że robią szkodę swoim dzieciom. Od tego na
            ile przyłożą się do studiów może przecież zależeć ich pozycja na rynku pracy!
            Ich przyszłość! Także ta, w której mamusi i tatusia już nie będzie i nie będzie
            miał kto ich bronić (poza ich wiedzą, profesjonalizmem etc.).
            Mam trochę znajomych pracujących w szkołach i niestety mają takie obserwacje jak
            Pan.
            pozdrawiam Kociąmamę i Pana
        • Gość: Sonia Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.03, 22:58
          Gość portalu: Asystent napisał(a):

          > Studia to nie szkoła, a ćwiczenia to nie lekcje Miłe Panie :-) Kiedy ja
          uczyłem
          > ię w szkole średniej nauczyciele do znudzenia powtarzali nam (zwłaszcza w
          klasi
          > e
          > maturalnej), że mamy się nastawić na samokształcenie na studiach i że to od
          nas
          Masz całkowitą rację.

          > w dużej mierze zależy ile na nich się nauczymy. Nie twierdzę, że asystenci
          nie
          > powinni się przykładać ile się da by ćwiczenia przynosiły jak najlepsze
          efekty
          > dydaktyczne. Oczywiście jest to nasz obowiązek. Nie da się jednak nauczyć
          kogoś
          > kto się przed wiedzą broni.
          > Poza tym napisałem wyraźnie, że "w każdej grupie mam klientów..." a nie że
          > wszyscy tacy są. Przykro jest obserwować unikających wysiłku studentów - w
          moim
          > przekonaniu tacy ludzie sami robią sobie krzywdę (a może ci co ich
          wychowywali
          > ją im zrobili). Roszczeniowe nastawienie do świata nie rokuje dobrze na
          przyszł
          > ość.
      • Gość: Emi Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 09.12.03, 00:21
        Droga Belferko! Co prawda to prawda - praca w grupie 35 osobowej to z pewnością
        męczarnia, ale może warto też pamiętać, że nauczyciel w szkole dostaje normalną
        pensję a asystentów coraz częściej zatrudnia się na zlecenia za marne grosze.
        Znam osoby pracujące w jednej z warszawskich szkół wyższych, które pracują
        podobną ilość godzin jak nauczyciele i dostają za to dwa razy mniej pieniędzy
        (na rękę ok. 600 zł). Jasne - mają mniej liczne grupy - ale co z tego...
    • Gość: Belferka ze szkoły Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.tp1.net / 80.51.253.* 08.12.03, 22:01
      Obecnie tzw. nowoczesne metody nauczania zakładają naukę bez stresu... Ale
      tutaj jest pewna pułapka! Stres to "coś" normalnego, "coś" bez czego nikt z nas
      nie mógłby normalnie żyć! Stres nas mobilizuje! Idea nauczania bez stresu
      zakłada, że nauczyciel ma być przewodnikiem dla ucznia w jego drodze do wiedzy!
      Natomiast to co obserwujemy w szkolnym wydaniu to...paranoja!!! Często
      Uczniowie i Rodzice nie rozumieją tej subtelnej różnicy między "wolnością"
      a "bezprawiem"!!! A jeżeli chodzi o przygotowanie do zajęć to prawda jest
      taka ,że z własnej kasy muszę kupować folię (i pisaki do foliogramów), papier
      na ksero (i robić same odbitki)itp. Samo życie!!!
      Jeżeli młodzi ludzie nie szanują naszej pracy w szkole średniej, to niestety
      nie będą szanować nauki na studiach!!! Wielu z nich zakłada,że im się to
      należy!!!
      • Gość: Elle Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.03, 23:34
        Miły panie Asystencie! Za bardzo się Pan przejmuje. To dorośli ludzie i jak się
        nie chcą uczyć, to ich problem, a Pan powinien mieć niedługo trochę mniej
        liczne grupy, bo przy takim stosunku do nauki na pewno przepadną na egzaminach,
        no i pa pa. Jeżeli naprawdę stara się Pan dobrze robić swoje to tAk trzymać i
        nie martwić się za innych.
        A tak na marginesie. Ktoś tam wyżej napisał, że lekcje i zajęcia na studiach to
        właściwie to samo. No niezupełnie. Dawno wprawdzie skończyłam studia (a liceum
        jeszcze dawniej), ale w szkole nauczyciel najpierw mnie uczył, a potem wymagał.
        Na studiach natomiast, najpierw bylo trzeba samemu się do zajęć przygotować
        (czytając odpowiednią literaturę), a potem , na zajęciach, odbywała się
        dyskusja. Osoba nieprzygotowana w ogóle nie była w stanie w zajęciach
        uczestniczyć.
        • kociamama Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 09.12.03, 11:51
          Co do zajec w liceum i na uniwerku, to akurat w liceum, do ktorego
          uczeszczalam, niektore zajecia odbywaly sie na podobnej zasadzie jak
          przedstawilas odnosnie studiow, tzn. nauczyciel przedstawial zagadnienia
          wczesniej, trzeba sie bylo przygotowac, a potem na lekcji dyskusja.

          Na studiach sa cwiczenia i wyklady, i chyba te drugie nie sa zbyt aktywizujace
          (wykladowca wyklada, a studenci notuja) i tez tak bylo w liceum.

          NIestety reasumujac, zajecia na studiach generalnie byly na nizszym poziomie
          niz zajecia w liceum. Na cwiczeniach prowadzacy czesto nie robili nic
          (szokujace, prawda?, jak mozna nie robic NIC?, ale niestety na polskich
          filologiach to mozliwe, opinie swoja skonsultowalam ze studiującymi na roznych
          filologiach)
          W liceum przyzwyczajona bylam do pracy systematycznej, sensownej, przynoszacej
          jakies rezulataty i satysfakcje. Jezeli pisalo sie prace, to nie mozna bylo
          oddac totalnego gnoita, bo pojaiwala sie pala, wiec trzeba bylo poprawiac...
          Na studiach natomiats czuje sie zdemoralizowana, zniechecona do nauki,
          rozleniwiona. Ciesze sie, ze czegos sie nauczylam w liceum, bo na studiach
          moze czegos lizne, ale na pewno nie jest to zglebianie wiedzy.

          System pracy oparty na referatach czytanych monotonnym glosem przez studentow,
          spiacym, nigdy nie przygotowanym do zajac prowadzacym, i znuzeniem reszty, (bo
          jezeli ktos czyta z kartki referat, ktorego nie rozumie, i kotry go nie
          interesuje, to jest to naturalna reakcja sluchaczy) mi nie odpowiada.

          Najwazniejsza kwestia to obecnosc. Gdyby wykladowcy mieli cos do powiedzenia,
          nie musili by sprawdzac obecnosci, bo studenci czekaliby z utesknieniem na
          ciekawy wyklad.

          Na cwiczeniach jezykowych, gada sie po polsku o pierdolach, wiec gdyby zmienic
          nazwe przedmiotu z praktycznej nauki na ploty, wszystko byloby wporzo (no i
          oczywiscie obecnosc surowo wymagana)

          Przepraszam Cie Asystencie, za napasc, bo w sumie jesli prowadzisz zajecia na
          uczelni technicznej, to tam podobno nie ma takiej sciemy. Filologie niestety
          sa na zenadnym poziomie, jesli chodzi o zajecia.

          Pozdrawiam,
          Kociamama.
          • Gość: Elle Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 12:09
            Filolgia filologii nierówna. Na UAM, na anglistyce nie było gadania po polsku,
            bo mieliśmy prawie samych native speakers. No ale to jak wiadomo najlepsza
            anglistyka w Polsce.
            • kociamama Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 09.12.03, 13:20
              Tez to slyszalam. Naprawde jest fajnie??

              Co do native speakerow, to jestem w stosunku do nich super sceptyczna w roli
              nauczycieli... Mam bardzo zle doswiadczenia niestety...

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
              • Gość: Elle Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 14:46
                Native speakers niezbyt się ponoć sprawdzają w szkolach językowych i w liceach.
                Na filologiach jest inaczej, bo tu nie może pracowac osoba niewykształcona, ale
                tylko znająca angielski. To muszą być osoby po studiach uniwersyteckich,
                filologiach, najlepiej z tytułem naukowym.
                Co do UAM to mam nadzieję, że poziom trzyma, ale za dokładnie nie wiem, bo
                studia skończyłam baaaardzo dawno.
                • Gość: Chris Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.icpnet.pl 09.12.03, 19:15
                  No wiec niestety roznie bywa z tym wyksztalceniem nativow - rowniez na UAM, ja
                  skonczylam 3 lata temu - zastanawiam sie dlaczego niektorych tam jeszcze
                  trzymaja?
              • Gość: chris Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.icpnet.pl 09.12.03, 19:13
                Najlepsza moze tak, ale czy jest fajnie... to juz zupelnie inna sprawa. Ja
                ciesze sie ze skanczylam anglistyke tutaj, ale, no wlasnie... ciesze sie ze JUZ
                ja skonczylam.
                A na nativow dobrych faktycznie trudno jest trafic.
          • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 09.12.03, 13:08
            Witam Kociąmamę (a możę Kocia-mamę? Kto to jest "Kocio" :-)))))):-) wcale się
            nie gniewam za napaść. Zgadzam się, że należy tępić nie przygotowujących się do
            zajęć asystentów i wykładowców. Ale (po "drugie primo") nie oznacza to, że
            zajęcia mogą być zawsze ciekawe. Wielokrotnie wnerwia mnie jak jakiś młodzian
            wygłasza mi za plecami komentarz, że "tylko tracimy czas bo "to się nie przyda".
            Otóż czasami bywa również tak, że wykładowca lub asystent lepiej wie czy coś się
            przyda w dalszym toku nauki lub nie. Podobnie jek nauczyciel. Myślę, że
            porównywanie zajęć w liceum czy na uczelni w ogóle nie ma sensu i tu i tu będą
            się zdarzać zajęcia na wysokim i niskim poziomie.
            pozdrawiam popołudniowo
    • Gość: elli Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.12.03, 12:18
      Nie do kończ zgadzam sie co do tego poziomu na filologiach, natomiast przyczyn
      braku zainteresowania studentów nauką szukałabym także gdzie indziej - w
      naszym wspaniałym kraju nauka po prostu trwa za długo! Polskie dzieci traktuje
      się jako dzieci upośledzone i posyła sie je do szkoły dopiero w 7 roku życia,
      w przeciwienstwie do bardziej cywilizowanych krajów zarówno wschodu i zachodu,
      gdzie proces uczenia się zintegrowano lepiej z procesem dorastania
      człowieka... Ten polski 7 latek ma przed sobą 18-19 lat nauki, i opuszcza
      szkolne mury w wieku lat 24 czy 25, kiedy to naprawdę chciałby zacząć juz
      wreszcie robic cos innego niż siedziec w ławce, mówić "jestem" i byc
      odpytywanym z zadania domowego.
      Drogi Asystencie, być może wielu z tych niezaangażowanych studentów to
      normalni, b. inteligentni ludzie (sam piszesz przecież, że dostali się na
      oblegany kierunek), którzy już pracują, prowadzą dorosłe życie a ze studiów
      wyrośli, no ale przecież muszą (chcą) je skończyć. Sama miałam takie odczucia -
      było mi bardzo szkoda, że nie korzystam ze studiów tak, jakbym mogła (2
      renomowane kierunki), ale co mogłam zrobić, skoro czas na naukę minął, w pracy
      przyszło moje 5 minut. Znam wiele osób, które znalazły się w podobnej
      sytuacji. Nie oceniaj nas zbyt surowo.
      • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 09.12.03, 13:14
        Miła Elli chyba niezbyt dokładnie przeczytałaś moje wypowiedzi. Uczę rzeczy
        przydatnych praktycznie - potrzebnych w przyszłym życiu zawodowym moich
        studentów. Tu nie ma znaczenia czy są oni zmęczeni uczeniem się przez tyle lat.
        Dziwi mnie, że niektórzy dorośli ludzie nie rozumieją, że warto się uczyć. To
        "znudzenie nauką", o którym piszesz niech sobie leczą u psychoanalityka. Życie
        nie jest zabawne ani ciekawe. Ich praca także nie będzie zabawna. Czy uważasz,
        że mają prawo po kilkunastu latach nudnej pracy żądać emerytury "bo znudzili się
        pracą"?
        Człowiek inteligentny nie nudzi się nigdy, zawsze może znaleźć coś ciekawego
        nawet na nudnych przedmiocie.
        • Gość: chris Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.icpnet.pl 09.12.03, 13:22
          Byc moze chodzi tu nie tylko o znuzenie nauka, ale po prostu znudzenie zyciem.
          NIektorym sie nic nie chce, wszystko z zaloznia jest 'be', a na zajeciach
          mobilizuja sie w momencie kiedy oni maja cos powiedziec, a za chwile, kiedy
          ktos inny odpowiada chetnie zapadaja w letarg.
        • Gość: elli Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.12.03, 13:45
          Drogi Asystencie,
          nigdzie w swoim poście nie użyłam słowa "nuda". Nie to też miałam na myśli.
          Nigdy nie czułam się znudzona nauką, nie czuję się też znudzona swoją pracą,
          którą kocham i która choć zajmuje mi duzo czasu, daje też ogromnie wiele
          satysfakcji (teraz dopadła mnie grypka niestety i to dlatego mam chwilowo czas
          na forumowanie). Chodziło mi tylko o to, że ten system jest tak pomyślany, że
          niestety nie mogłam skorzystać z tego, co mi oferowała uczelnia tak, jakbym
          chciała, bo cały proces edukacji, którego długości nie kwestionuję, zaczął się
          o jakieś dwa lata za późno. W wieku lat dwudziestu czy tam dwudziestu dwóch
          można z siebie dawać naukowego maksa, ale potem chciałam już/musiałam
          rozpocząć życie na własny rachunek i niestety czasu na przygotowanie do zajęć
          było coraz mniej. Przykro mi z tego powodu, wiem też, że kilkoro z wykładowców
          odczuwało rozczarowanie z powodu utraty pilnej studentki, ale mam nadzieję, że
          fakt, że osiągnęłam powodzenie w swoim zawodzie rekompensuje im to jakoś.
          Chciałam Ci po prostu powiedzieć, że Ci nieprzygotowani, to nie zawsze Ci
          bezstresowo wychowani i bez ambicji - po prostu życie czasem układa się
          inaczej.
          Pozdrawiam
        • Gość: stachenka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.04, 00:29
          "Człowiek inteligentny nie nudzi sie nigdy, zawsze może znaleźć coś ciekawego
          nawet na nudnych przedmiocie."

          a zarazem

          "Życie nie jest zabawne ani ciekawe."

          Ok, zrozumiałam. Jest pan osobą NIEinteligentną. Przyjęłam do wiadomości.

          Jeśli zaś chodzi o życie, rzeczywiście zabawne to ono nie jest, jest jednak
          zadziwiająco ciekawe.
      • Gość: Asystentka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 09.12.03, 13:19
        Elli moi studenci nie pracują - żaden (kierunek humanistyczny), a też obserwuję
        wśród nich postawy opisane przez Asystenta :-)
        • Gość: Majka już dotarli do uczelni?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 15:32
          "Ten typ tak ma", o asystenci...:((
          Myślałam, że na razie szkoły średnie borykają się z nową mutacją - ("wieczna
          podstawówka").
          Inteligentni, błyskotliwi, ale jednocześnie prezentują brak skupienia, rozmaite
          natręctwa (ciągle czegoś szukają, kłapią długopisami, wertują, chodzą po
          klasie).
          Wszystko musi być natychmiast: nawet odpowiedź na najbardziej niemerytoryczne
          pytanie zadane w środku klasówki. Każda potrzeba natychmiast musi zostać
          spełniona a myśl zwerbalizowana....Jedzą, żują, mówią, kręcą się - i nie
          uważają! (stąd pytania o to samo zadawane kolejno przez kilka osób)
          I tak już chyba będzie....to nowy model ucznia.
          • Gość: Asystentka Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.acn.pl 09.12.03, 15:41
            Ciekawe tylko na kogo to pokolenie wyrośnie. Pytam bez ironii i na serio. Jakie
            będą tego konsekwencje? Jaką rzeczywistość będa budować nasi "wiercący się" :-?
          • Gość: M Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.03, 17:00
            Droga Majko! Postawiłaś niezwykle trafną diagnozę "nowego ucznia".Cieszę się,że
            nie tylko ja to zauważyłam.U mnie na filologii w Gdańsku wymagali, uczyłam się
            sporo, lubiłam to.Moje prywatne zdanie jest takie: nowego
            ucznia,nieprzezwyczajonego do pracy umysłowej, nieradzącego sobie ze stresem,
            ale o roszczeniowej postawie "rodzą" gimnazja. A potem to już "jakoś idzie":
            liceum, studia.Traktowanie szkoły i całej rzeczywistości,że wszystko ma
            być "fun"( uważam, przy całym szacunku dla metod aktywnych,że nie da się
            wszystkiego tak nauczyć)jest dla wysiłku umysłowego zabójcze.Mnie najbardziej
            drażni postawa,że niektórym nawet nie chce się chcieć.Pozdrawiam.
            • Gość: Belferka ze szkoły Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.tp1.net / 80.51.253.* 09.12.03, 18:02
              Widzę,że nie tylko ja mam wiele "ale" do tzw. wychowywania bez stresu! Wierzcie
              mi "szkoła" oszalała na punkcie metod aktywnych! Istne szaleństwo!!! Na dodatek
              na 35 uczniów w danej klasie mam średnio ok 10 "dyslektyków" i z 2- 3 z ADHD!!!
              I jeszcze jedno... to nasze "władze oświatowe" produkują takich w"spaniałych
              rozwydrzonych młodzieńców i na pół nagie pannice"!!! Wszędzie tylko słyszę -
              prawa ucznia! A gdzie ich obowiązki? Mam w klasie ucznia,który złamał już
              prawie wszystkie możliwe przpisy i...nie można go usunąć z klasy!!!Paranoja!!!
              A potem Ci wszyscy wspaniali trafiają na Uczelnie...
              • Gość: matka Re: WINA KOMPUTERÓW? IP: *.chello.pl 10.12.03, 09:33
                Oj tak, tak. Czytam wszystkie Wasze wypowiedzi i chcę[choć bardzo w tej chwili
                nie mam czasu]napisać kilka słów ze swojej obserwacji życia. Mam dwie córki -
                22lata-studentka elektroniki na PW i 21lat-studentka iberystyki na UW. Zawsze
                bardzo dobre, sumienne, pracowite, obowiązkowe i nadal tak jest. Wspaniale
                sobie radzą w życiu i nie muszę się o nie martwić. Natowiast syn, który ma
                lat 16 i jest uczniem liceum - to zupełnie inny typ człowieka. Niecierpliwy,
                nie umie się skoncentrować na nauce dłużej jak pół godziny, bez ambicji- oceny
                nawet najniższe byle pozytywne, może się spóżniać, może nie być na lekcji-
                zupełny luz. W tym roku sytuacja tak wygląda[jest w I kl. liceum ogólnokszt.] W
                podstawówce i gimn. było zdecydowanie dużo lepiej, ale zawsze był inny od
                córek. Martwię się co będzie z maturą, co ze studiami. Komputer jest dla niego
                najważniejszy. Może to takie pokolenie, "era komputera". Córki miały komputer w
                wieku 14 lat, a syn w wieku 8 lat.
          • Gość: MP Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.fuw.edu.pl 10.12.03, 15:41
            Skoro "Ten typ tak ma" - a nie ma powodu wątpić w informacje
            przekazywane przez tu piszących - to trzeba chyba jakoś wyjść
            temu naprzeciw. Typ "inteligentny i błyskotliwy" jest w stanie
            zapewne zrozumieć dwa fakty:
            - jeśli istnieje jakaś jasno sformułowana norma, to - przy woli
            egzekutorów - trudno będzie wywinąc od jej przestrzegania lub od
            odpowiedzialności za nieprzestrzeganie;
            - jeśli normy (spisanej, szczegółowej i kategorycznej) nie ma,
            to hulaj dusza.
            Wniosek stąd płynie moim zdaniem jeden: Dostosowując się do sytuacji
            należy zadbać o jakość, jednoznaczność, szczegółowość i kategoryczność norm.
            Na pewno nie wszystko da się spisać, ale to co się da warto zacząć spisywać.
            Lista norm porządkowych - jako zarządzenie dyrektora lub dziekana -
            może być aktualizowana - przynajmniej na początku - choćby dwa razy w tygodniu.
            Naruszenie norm powinno rodzić jasne i bezpośrednie skutki porządkowe, ale
            adekwatne do "powagi" naruszenia. Na uczelni nie powinno być z tym żadnego
            problemu. Udział w ćwiczeniach jest oczywistym przywilejem (rozumiem, że
            jest to prawdziwa wyższa uczelnia, gdzie obecność na ćwiczeniach i wykładach
            nie jest obowiązkowa, a swoje kompetencje udowadnia się nie "byciem", tylko
            kolokwiami, pracami długoterminowymi i egzaminami). Za uwagi niemerytoryczne
            lub inne zakłócenie przebiegu zajęć student powinien móc zostać usunięty
            przez asystenta (jak przez kierowcę w autobusie komunikacji miejskiej :-)) -
            najpierw na czas określony, w perspektywie na całe zajęcia lub kilka
            zajęć. Niesubordynacja powinna skutkować sankcją dziekańską podobnej
            treści. (Oczywiście musi być też procedura odwoławcza - coś tak jak przy
            policyjnym mandacie - ale zgłoszenie zastrzeżeń co do środka porządkowego
            powinno nastąpić natychmiast i rodzić dodatkowe konsekwencje w przypadku
            zastrzeżeń bezzasadnych, by asystent czy nauczyciel nie musiał za każdym
            razem sporządzać protokółu zdarzenia.)
            W szkole rozwiązania powinny być podobne, za wyjątkiem tego,
            że trzeba mieć przygotowane rozwiązanie gwarantujące opiekę nad niepełnoletnimi
            uczniami usuniętymi z lekcji. To problem organizacyjny i oporu nauczycieli
            przed obowiązkowym skoszarowaniem przynajmniej cześci z nich w szkole w
            godzinach pracy, tak, aby zawsze któryś miał okienko i było komu powierzyć
            nadzór opiekuńczy. Drugi problem w szkole to faktyczna dotkliwość takiego
            zabiegu: jeśli z lekcji wiele się nie wynosi, a uczyć trzeba się i tak w
            domu, to czasem sympatyczniej i pożyteczniej może być posiedzieć w sobie
            kozie :-(
            • steinbock Jak traktować studentów? 17.12.03, 00:11
              Przez kilka lat uczyłam studentów jednego z rzadszych języków.
              Pamiętając "terror i horror" na swojej filologii, starałam sie ich traktować
              jak dorosłych ludzi, zachecając - a nie zmuszając - do nauki. Efekt? Studenci
              mieli moje zajęcia gdzieś, większość się w ogóle nie uczyła, bo gnębiono ich z
              czego innego...
              Dowiedziałam się, że byłam za łagodna, bo oni woleliby kogoś z batem,
              stawiającego dwóje.
              Teraz myślę o mniej nerwowej pracy - może wybiorę się jako tłumacz do Iraku? ;)
              • Gość: Asystent Re: Jak traktować studentów? IP: *.acn.pl 17.12.03, 07:56
                Tak, tak, ale z kolei jakbyś od nich wymagała to powiedzą, że za bardzo ich
                stresujesz i nie nadajesz się do swojej pracy :-)))

                Tak Irak to może być niezłe wyjście ;-)
                • Gość: stachenka Re: Jak traktować studentów? IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.04, 00:43
                  Bye, bye...

                  Jakoś na moim kierunku, a zwłaszcza na specjalizacji, studenci chętnie się
                  uczą. Dlaczego? Bo nie muszą.
                  Nikt nie lubi robić tego, co musi. Za to wszyscy chętnie robimy to, do czego
                  nikt nas nie zmusza. Zwłaszcza jeśli wiąże się z tym przebywanie w
                  towarzystwie sympatycznych i życzliwych osób.
                  Nas traktuje się jak partnerów w rozmowie, a nie jak chłopów pańszczyźnianych
                  i w tym rzecz.

                  A kolokwia? Tak są. Na niektórych przedmiotach. Na koniec semestru. Student to
                  nie małe dziecko, nie trzeba mu co chwilę przypominać, że powinien się uczyć.
                  Jeśli jeszcze się nie nauczył, to niech na studiach nauczy się
                  odpowiedzialności i bycia konsekwentnym w postępowaniu.
              • Gość: MP Re: Jak traktować studentów? IP: *.fuw.edu.pl 17.12.03, 13:46
                steinbock napisała:
                > woleliby kogoś z batem,
                > stawiającego dwóje.

                Stopnie na ćwiczeniach? Czy to aby na pewno była szkoła
                wyższa? Czy nie wiedziano tam co to kolokwium co miesiąc z każdego
                merytorycznego przedmiotu i z podobną częstotliwośćią
                pisemne prace długoterminowe lub zadania? A może zwyczajnie
                kolokwiów i prac nie chciało się nikomu sprawdzać i w zamian były
                "mniej pracochłonne" stopnie za "udział w lekcji"?
            • Gość: lolo Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 17.12.03, 08:37
              Gość portalu: MP napisał(a):

              > Skoro "Ten typ tak ma" - a nie ma powodu wątpić w informacje
              > przekazywane przez tu piszących - to trzeba chyba jakoś wyjść
              > temu naprzeciw. Typ "inteligentny i błyskotliwy" jest w stanie
              > zapewne zrozumieć dwa fakty:
              > - jeśli istnieje jakaś jasno sformułowana norma, to - przy woli
              > egzekutorów - trudno będzie wywinąc od jej przestrzegania lub od
              > odpowiedzialności za nieprzestrzeganie;
              > - jeśli normy (spisanej, szczegółowej i kategorycznej) nie ma,
              > to hulaj dusza.
              > Wniosek stąd płynie moim zdaniem jeden: Dostosowując się do sytuacji
              > należy zadbać o jakość, jednoznaczność, szczegółowość i kategoryczność norm.
              > Na pewno nie wszystko da się spisać, ale to co się da warto zacząć spisywać.
              > Lista norm porządkowych - jako zarządzenie dyrektora lub dziekana -
              > może być aktualizowana - przynajmniej na początku - choćby dwa razy w
              tygodniu.
              > Naruszenie norm powinno rodzić jasne i bezpośrednie skutki porządkowe, ale
              > adekwatne do "powagi" naruszenia. Na uczelni nie powinno być z tym żadnego
              > problemu. Udział w ćwiczeniach jest oczywistym przywilejem (rozumiem, że
              > jest to prawdziwa wyższa uczelnia, gdzie obecność na ćwiczeniach i wykładach
              > nie jest obowiązkowa, a swoje kompetencje udowadnia się nie "byciem", tylko
              > kolokwiami, pracami długoterminowymi i egzaminami). Za uwagi niemerytoryczne
              > lub inne zakłócenie przebiegu zajęć student powinien móc zostać usunięty
              > przez asystenta (jak przez kierowcę w autobusie komunikacji miejskiej :-)) -
              > najpierw na czas określony, w perspektywie na całe zajęcia lub kilka
              > zajęć. Niesubordynacja powinna skutkować sankcją dziekańską podobnej
              > treści.

              A o postępowaniu dyscyplinarnym słyszałeś?

              (Oczywiście musi być też procedura odwoławcza - coś tak jak przy
              > policyjnym mandacie

              Dość niezwykły przykład - przy mandacie akurat nigdy nie było i nie ma żadnej
              procedury odwoławczej - mandat mozna przyjąć albo nie. Jeśli się przyjmie - nie
              ma odwołania.

              - ale zgłoszenie zastrzeżeń co do środka porządkowego
              > powinno nastąpić natychmiast i rodzić dodatkowe konsekwencje w przypadku
              > zastrzeżeń bezzasadnych, by asystent czy nauczyciel nie musiał za każdym
              > razem sporządzać protokółu zdarzenia.)
              > W szkole rozwiązania powinny być podobne, za wyjątkiem tego,
              > że trzeba mieć przygotowane rozwiązanie gwarantujące opiekę nad
              niepełnoletnimi
              >
              > uczniami usuniętymi z lekcji. To problem organizacyjny i oporu nauczycieli
              > przed obowiązkowym skoszarowaniem przynajmniej cześci z nich w szkole w
              > godzinach pracy, tak, aby zawsze któryś miał okienko i było komu powierzyć
              > nadzór opiekuńczy. Drugi problem w szkole to faktyczna dotkliwość takiego
              > zabiegu: jeśli z lekcji wiele się nie wynosi, a uczyć trzeba się i tak w
              > domu, to czasem sympatyczniej i pożyteczniej może być posiedzieć w sobie
              > kozie :-(
              • Gość: MP Re: już dotarli do uczelni?? IP: *.fuw.edu.pl 17.12.03, 13:37
                Gość portalu: lolo napisał(a):

                > A o postępowaniu dyscyplinarnym słyszałeś?

                Może tu tkwi problem? Albo tolerowanie, albo armata.

                > mandat mozna przyjąć albo nie. Jeśli się przyjmie - nie
                > ma odwołania.

                A jeśli się nie przyjmie, to jest to odwołanie się do decyzji
                sądu. Nie rozumiem o co Ci chodzi?
          • mamosz Re: już dotarli do uczelni?? 17.12.03, 22:57
            Gość portalu: Majka napisał(a):

            > "Ten typ tak ma", o asystenci...:((
            > Myślałam, że na razie szkoły średnie borykają się z nową mutacją - ("wieczna
            > podstawówka").
            > Inteligentni, błyskotliwi, ale jednocześnie prezentują brak skupienia,
            rozmaite
            >
            > natręctwa (ciągle czegoś szukają, kłapią długopisami, wertują, chodzą po
            > klasie).
            > Wszystko musi być natychmiast: nawet odpowiedź na najbardziej niemerytoryczne
            > pytanie zadane w środku klasówki. Każda potrzeba natychmiast musi zostać
            > spełniona a myśl zwerbalizowana....Jedzą, żują, mówią, kręcą się - i nie
            > uważają! (stąd pytania o to samo zadawane kolejno przez kilka osób)
            > I tak już chyba będzie....to nowy model ucznia.
            O Matko, Majka ja myslałam że tylko ja tak "ich" czyli obecnych licealistów
            (szczegolnie pierwszoklasistów) widzę i że może to już starość....Ciesze sie że
            nie jestem osamotniona,Jak zwykle 100% racji
            • Gość: Lolo Studenci.... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.12.03, 00:35
              Nie o to chodzi. Problem jest złozony. Ludzie uczą sie i i tak wiedzą co ich
              czeka (rynek pracy z 20% bezrobociem). Więc Ci studenci którzy wiedzą że będą
              mieli pracę(no "będą" ją mieli) nie przykadają sie. Ambitni się uczą ale po
              finiszu, otwierają oczy że co...........Ano nic. i kółko się zapętla, zapętla.
              Więc tak to jest. W wielu przypadkach z wiedzy wyniesionej z uczelni nie będzie
              dane skorzystać (no na ochroniarza czy sprzedawcę butów to wybitnych umjętności
              miec nie trzeba). Chyba to jest większym chamstwem.
              • Gość: Asystent Re: Studenci.... IP: *.acn.pl 18.12.03, 06:08
                Lolo to po co idą na studia?
                • kociamama Re: Studenci.... 18.12.03, 11:17
                  Ja szlam na studia, bo chcialam sie nauczyc czegos nowego, bo uwielbialam sie
                  uczyc jezykow obcych (juz w podstawowce uczylam sie angola samodzielnie i
                  dostalam sie do renomowanego liceum do klasy z ang. wykladowym, a korki mialam
                  tylko w 8 klasie). Moglam sie uczyc codziennie po 45min do 1,5 godz jako 12
                  letnia gowniara.
                  Potem w liceum zabralam sie za francuski i tez nauczylam sie samodzielnie
                  sporo w 2 lata.
                  Wahalam sie miedzy anglistyka i innym kierunkiem filologicznym, gdzie moglabym
                  sie uczyc innego jezyka. Wybralam to drugie, bo mialam juz zdane Proficiency,
                  a wiec podstawy zeby zghlebiac jezyk ang. samodzielnie...

                  I????

                  K...a zaje...ste rozczarowanie!!!
                  Marna kadra, usprawiedliwiajaca wlasna niekompetencje zarzucajac ja studentom.
                  Najwazniejszy punkt leckji to sprawdzenie listy obecnosci monotonnym glosem i
                  przesladowanie tych co mieli wiecej niz 2 nieobecnosci. Akceptoanie miernoty i
                  tandety.
                  Studia mnie straszliwie zzdemoralizowaly. Teraz nie mam ochoty sie niczego
                  uczyc, bo jestem jakas wypluta mentalnie... Jak skoncze to badziewie, tio moze
                  nareszcie zaczne sie znowu rozwijac intelektualnie nie tracac czasu na pisanie
                  prac pierdol o niczym byle bylo i nudzeniem sie godzinami na marnej uczelni
                  (UG).

                  Pozdrawiam,
                  Kociamama.
                  • Gość: ola Re: Studenci.... IP: 217.153.182.* 26.12.03, 18:07
                    niestety,mam podobny problem jak ty! angielskiego tez uczylam sie sama od
                    najmlodszych lat,jednak poszlam na anglistyke! koncze 3 rok,pisze licencjat i
                    co........ jestem zalamana,takze psychicznie! dno i wodorosty!modle sie tylko
                    by skonczyc jak najszybciej te studia, bo inaczej sie pochlastam!!
                    jednak,popieram ASYSTENTA!! sama jestem nauczycielka angielskiego,tyle ze w
                    liceum i jestem gorzej niz przerazona,bo jezeli takie osoby maja stanowic o
                    przyszlosci Polski to przepowiadam jej rychly upadek!! wiem ze sa wyjatki,widze
                    je,ale sa tez tacy,ktorzy chca tylko przejsc z klasy do klasy,a nauke maja
                    gdzies ,bo mamusia zalatwi albo po co im studia, a 5 to za samo siedzenie w
                    klasie im sie naleza! najdrobniejsze rzeczy nalezy pokazac paluszkiem,bo sami
                    nic nie znajda, nie rozumieja najprostszych polecen:ostatnio kazalam napisac
                    zdanie oznajmujace,przecace,pytajace plus dwie odpowiedzi do past simple!
                    kilkoro uczniow nie zdazylo zapisac i zaczeli sie pytac jakie tam byly jeszcze
                    zdania!wiec ja na to (po tym jka opadly mi rece),ze sa w liceum i nie wiedza
                    jakie sa jeszcze zdania, a oni ze nie! ja nie powtorzylam, i zgadnij,polowa nie
                    napisala do konca polecenia ,nie mowiac o zdaniach!prawdziwy szok mozna przezyc
                    w liceum,a na studiach jak takie glaby przyjda to dopiero koszmar!wiem,bo sama
                    w grupie mam takich specjalistow!!!
                    kociamamo,niestety,ale takie wyjatki jak ty i co poniektorzy, to niedlugo
                    ulegna wymarciu! i nie chodzi tu o podejscie pedagogiczne,bo ja kocham to co
                    robie,kocham te dzieciaki i staram sie je nauczyc , nie trace wiary, a nawet
                    widze male postepy, ale niektorzy sa juz "niereformowalni" i nie dziwie sie
                    asystentowi!
                    pzdr ola
                    • Gość: Asystent Re: Studenci.... IP: *.acn.pl 26.12.03, 19:12
                      Olu dziękuję za twój głos.
                      Myślę, że jeśli ciągle jeszcze są w tym kraju tacy nauczyciele jak Ty, którym
                      "się chce" to jakoś będzie.
                      To, co mnie najbardziej martwi to bezradność metodyczno-wychowawcza, której od
                      czasu do czasu dość dotkliwie doświadczam. Mówiąc po ludzku - co zrobić żeby
                      dziatki kochane czegoś nauczyć i żeby się nie nudzili "śmiertelnie" :-)
                      • Gość: ola Re: Studenci.... IP: 217.153.182.* 26.12.03, 23:56
                        ahhhhh z angielskim nie ma az takiego problemu,bo wiadomo
                        gry,piosenki,zabawy,krzyzowki,ukladanki,do wyboru do koloru:))))))
                        ale na technicznym kierunku,tym bardziej na studiach to nie przejdzie:)))
                        z doswiadczenia powiem,ze czasami chocbys sobie zyly wyprowal urozmaicaniem
                        zajec, to zawsze znajdzie sie jeden "uczony", ktory bedzie udawal
                        znudzonego,niezainteresowanego albo przyjmie jeszcze inna postawe, tylko by
                        nauczyciela zdolowac! dlatego zawsze kaze by na nastepne zajecia taki osobnik
                        wcielil sie w role nauczyciela i sam przygotowal jakas ciekawa lekcje:) aj
                        mozna czasami w tej szkole sie zabawic, nie powiem:)
                        pozdrawiam i przy okazji szczesliwego Nowego Roku zycze, duzo cierpliwosci, ale
                        przede wszystkim ochoty i by pasja nauczania nie zagubila sie po drodze!!
                        ola
    • Gość: stachenka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.03, 06:37
      A ja studiuję na zdecydowanie niepopularnym kierunku i u nas nic takiego się
      nie dzieje.
      Nie ma żadnych tego typu komentarzy. Studenci na zajęciach zachowują się
      kulturalnie.
      Może trzeba było wybrać taki nieoblegany kierunek?
      Wiadomo, że na te popularne masowo dostają się przygłupy, którym nie chodzi o
      wiedzę, ale o kasę.
      • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 31.12.03, 12:13
        Stachenko z całym szacunkiem - w dyskusji chodzi o zachowania i postawy
        studentów i jak zapewne możesz zaobserwować przeważają opinie osób, które
        pracują w oświacie.

        Jestem dziwinie spokojny, że moi studenci nic sobie nie mają do zarzucenia. Z
        pewnością uważają także, że zachowują się kulturalnie :-)

        Piszesz: "Może trzeba było wybrać taki nieoblegany kierunek? Wiadomo, że na te
        popularne masowo dostają się przygłupy, którym nie chodzi o wiedzę, ale o kasę."

        Myślę, że jest to niczym nie uzasadnione uproszczenie. Do najpopularniejszych
        kierunków wnaszym kraju należą min. socjologia, psychologia, dziennikarstwo. Po
        nich nie tylko, że się dobrze nie zarabia (poza nielicznymi wyjątkami) ale w
        ogóle trudno znaleźć pracę w "zawodzie". Nie jest również prawdą, że na oblegane
        kierunki "masowo dostają się przygłupy". O najbardziej nieznośnych spośród moich
        studentów nie powiem, że są przygłupami. Wszyscy są inteligentni, ale są wśród
        nich ludzie dość leniwi i migający się od roboty (o chamach nie wspominam).
        Chyba za dużo uproszczeń w twoich sądach.
        • Gość: stachenka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.04, 19:14
          Z całym szacunkiem panie Asystencie, ale, wbrew temu, co twierdzi wcale nie
          szanowna p. Czubówna, nie każdy "może sobie na to pozwolić", więc nie czytałam
          innych wypowiedzi niż ta rozpoczynająca wątek.

          Któż tak wychował owych studentów, że nawet nie zdają sobie sprawy ze swojego
          chamstwa, jeśli nie "osoby, które pracują w oświacie"? Przecież dzieciaki
          spedzają w szkole lwią część swego żywota.

          Przedstawiciele jakich zawodów są pańskim zdaniem dobrze opłacani?

          Przepraszam za uproszczenia. Była 6 rano.
          • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 02.01.04, 19:43
            Stachenka napisała:

            Któż tak wychował owych studentów, że nawet nie zdają sobie sprawy ze swojego
            chamstwa, jeśli nie "osoby, które pracują w oświacie"? Przecież dzieciaki
            spedzają w szkole lwią część swego żywota.

            >>> Otóż to! Już znalazłaś winnych - nauczyciele. A może by tak co nieco o
            wychowaniu w domach?

            Przedstawiciele jakich zawodów są pańskim zdaniem dobrze opłacani?

            >>> Nie zajmuję się dyskusją nad tym jakie zawody dają dobre zarobki. Zwróciłem
            jedynie uwagę, że nie zawsze kierunki oblegane i presiżowe (podałem przykłady)
            to kierunki dające wykształcenie, na którym można dobrze zarobić.
            • Gość: stachenka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.04, 21:33
              1."Lwia część" to nie całość.
              Powiedziałabym, że nie po prostu "winnych", ale "współwinnych".
              2. Najwyraźniej "dobrze zarobić" oznacza dla pana dużo większe kwoty niż dla
              mnie. To zapewne kwestia różnicy w sytuacji finansowej pana i mojej.
              • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 03.01.04, 08:47
                2. Najwyraźniej "dobrze zarobić" oznacza dla pana dużo większe kwoty niż dla
                mnie. To zapewne kwestia różnicy w sytuacji finansowej pana i mojej.

                Argumenty robią się po prostu żałosne i na dodatek "ad personam". Wydaje się
                Pani, że mnie Pani obrazi tak? Bo ja tak świetnie zarabiam? Zna Pani dobrze
                zarabiających asystentów? Chyba ma Pani niewielkie pojęcie o pracy na uczelni.
                Zarobki uczelniane (etat asystenta) to około 700 zł (na mojej uczelni). Więc
                niech mnie Pani nie rozśmiesza.
                Po tych "prestiżowych" kierunkach które wymieniłem (psychologia, socjologia
                etc.) nie ma prawie w ogóle szans na pracę w zawodzie. O zarabianiu więc nie ma
                mowy!
                • Gość: stachenka Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.04, 00:13
                  Najwyraźniej chce sie pan nad sobą poużalać, a nie rzetelnie rozmawiać na
                  temat, który pan sam zasugerował.

                  W mojej ostatniej wypowiedzi nie było żadnych argumentów, więc tym bardziej
                  żałosnych argumentów ani argumentów ad personam. Zawarłam w niej tylko pewne
                  wyjaśnienia, doprecyzowania, ale pan moje wypowiedzi traktuje jako ataki na
                  swoją osobę (pańska ostatnia wypowiedź to potwierdza), choć nimi nie są.

                  Nie pytam pracowników zakładu, w którym robię specjalizację, ani żadnych
                  innych pracowników uczelni o ich zarobki. Jak student może o to pytać?!
                  Jakie mam pojęcie o pracy na uczelni? Wiem np., że mając pełny etat (wy to
                  inaczej nazywacie, ale mniejsza z tym, chodzi o pełny wymiar godzin) można
                  wyrobić się ze wszystkimi zajęciami w ciągu długiego, ale zaledwie jednego
                  dnia w tygodniu. Przeciętny pracujący Polak spędza w miejscu pracy
                  kilkakrotnie więcej czasu.

                  Dlaczego niby miałabym chcieć pana obrazić? Znajduje pan po temu jakieś
                  powody?
                  Zresztą, pisząc, że "dobrze zarobić" zapewne oznacza dla pana znacznie większe
                  kwoty niż dla mnie, nie wiedziałam ile pan zarabia (tym bardziej nie mogłam
                  się tym kierować). Pan zaś nadal nie wie, za jaką kwotę ja muszę się
                  utrzymywać. Myśli pan, że mam furę kasy? Widać pan z kolei nie zdaje sobie
                  sprawy, jak niskie renty potrafi wypłacać ludziom ZUS. Czy zdaje pan sobie
                  sprawę, że po śmierci obojga rodziców dziecko (uczące się lub studiujące; do
                  25 roku życia) otrzymuje rentę tylko po jednym z nich. Tak samo jak w
                  przypadku, gdy jedno z rodziców nadal żyje i opiekuje się nim m.in. pod
                  względem finansowym. A czy wie pan, że, jesli tych dzieci jest n (np. czworo),
                  to nie otrzymuje każde oddzielnej renty, ale dostaje n-tą (np. 1/4) część tej
                  jednej renty.
                  Bezrobotni ludzie po 40-stce i bez prawa do zasiłku też muszą sobie jakoś
                  radzić.
                  Może kiedyś zazna pan biedy. Wtedy doceni pan te 700zł.

                  Pan jakoś zalazł pracę w zawodzie, więc szanse są. A zarabiać, wbrew ostatnim
                  dwóm zdaniom pańskiej wypowiedzi, można nie tylko w wyuczonym zawodzie.
                  Przykładów jest mnóstwo, chociażby właściciel firmy Ambra.

                  Zamiast się nad sobą użalać i robić z siebie biedną ofiarę wszystkich - w
                  tym "złośliwej, strasznej i złej" mnie - mógłby pan rozejrzeć się dookoła,
                  zacząć się cieszyć z tego, co pan ma. Może jeszcze uda się panu zrzucić z
                  siebie to zgorzknienie.
    • olka_3 Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO 02.01.04, 01:44
      Myślę, że to problem systemowy. Uczę w LO kilka lat, choć nie kończyłam uczelni
      pedagogicznej, mam też swoje dzieci w lo (od zawsze uczą się b. dobrze). Ale
      wrażenia mam podobne: młodzież nie potrafi myśleć, skupić się nad zadanym
      problemem, a nawet zastanowić się nad poleceniem. Wszystko ma być podane na
      tacy, jak podręcznik - to strony od...do, bo inaczej nie znajdą tematu. Od 2
      lat (gimnazja!) jest jeszcze gorzej - doszli "wyedukowani"(poprzez media)w
      prawach swych pociech rodzice. Mają też roszczenia: mało nauki, bo dzieci
      przemęczone, bo uczą się rzeczy wg nich nieprzydatnych, ale oceny mają być te
      najlepsze, bo dziecko ambitne. Ale jeden fakt jest niezaprzeczalny: w klasach
      matematycznych jest o niebo lepiej niż w innych (humanistycznej, językowej,
      biol-chem, itp.)Z uczniami tych klas lepiej pracuje się z każdego przedmiotu,
      są po prostu konkretni. Więc może obowiązkowa matematyka na maturze coś by
      poprawiła? To żart, ale ciągle dziwi mnie maturzysta (a nie jest ich mało),
      który nie wie, gdzie leży np. Zielona Góra, czy Olsztyn, Sanok, pisze "ktury"
      (nawet na komputerze z włączonym sprawdzaniem pisowni!), czy nie zna
      wartościowości siarki - mnie tego nauczono w latach szkolnych i do dziś
      pamiętam, a właściwie wiem (i inne "nieprzydatne" rzeczy też).
      Dodam jeszcze, że na moich studiach (kiedyś, na UJ) po prostu trzeba się było
      uczyć, odrabiać zadane ćwiczenia i było to naturalne, mimo, że odsiew nie był
      mały. Przeraża czasem myśl o tym, jakie będą nasze elity za kilka lat.
      Często odwołuję się do przykładu lekarza (to w końcu człowiek jak każdy z nas):
      kto chciałby być operowany, leczony przez medyka, który na studiach, w czasie
      zajęć poświęconych dolegliwości na którą cierpimy, słuchał "jednym uchem", bo
      był zmęczony (np. pracą, kacem), znudzony (np. prowadzącym ćwiczenia) albo taki
      przypadek go nie interesował? A idziemy do niego po poradę z pełnym zaufaniem,
      że 6 lat studiów RZETELNIE pracował! Może stąd te błędy lekarskie?
      (przynajmniej część). Życzę zdrowia w Nowym Roku.
      • Gość: Asystent Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.acn.pl 02.01.04, 09:18
        Witaj Olka :-)
        Twój post skłonił mnie do ponownego zastanowienia się nad tym jak wychowują
        rodzice. Od "zawodowców" od edukacji i wychowania czyli nauczycieli wszelkich
        szczebli wymaga się konkretnej wiedzy metodycznej. Czemu rodzice czują się
        zwolnieni z "pracy nad sobą jako rodzicem"? Nie oczekuję, że będą posiadali
        profesjonalne umiejętności pedagogiczne, ale mogliby się trochę głębiej
        zastanowić co robią ze swoimi dziećmi.
        Jak patrzę na niektórych moich studentów to jest dla mnie całkowicie
        jednoznaczne, że to właśnie rodzice zrobili im największą krzywdę wpajając chore
        postawy.

        Napisałaś: roszczenia: mało nauki, bo dzieci
        > przemęczone, bo uczą się rzeczy wg nich nieprzydatnych, ale oceny mają być te
        > najlepsze, bo dziecko ambitne.

        O to min. mi chodzi. Co to za postawa? Do czego prowadzi? Ja rozumiem, że rodzic
        chce uchronić dziecko przed nadmiernym stresem, ale takie "zwalnianie ze
        wszystkiego" jest straszne...

        wszystkiego najlepszego w nowym roku :-)
    • Gość: vito72 Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.04, 10:42
      uczę angielskiego w jednej ze szkół wyższych (podobno!)

      na zajęciach jedna z dziewcząt czyta tekst o turystyce w Czechach:
      no i pojawia się taki fragment:
      -'The Czech Republic borders with Germany, Australia, ... '
      i zero reakcji reszty grupy. Więc zagajam:
      -'Pardon me, Australia not Austria?'
      dziewczynka odpowiada:
      -'What's the difference?'
      • Gość: dalloway Re: STUDENCKIE CHAMSTWO I NIEUCTWO IP: *.chello.pl 04.01.04, 12:20
        Ja niestety przyłączę się do nurtu oskarżającego asystentów (i adiunktów). Być
        może mój kierunek jest specyficzny - studiuję prawo na UG. Tutaj w większości
        wypadków jest tak, że asystentami zostają miernoty, które zdały na aplikację.
        Oczywiście nie zawsze, zdarzają się ludzie na poziomie ale generalnie -
        beznadzieja. Przychodzisz na zajęcia i wiesz, że osoba je prowadząca wie mniej
        od ciebie. O praktyce nie ma pojęcia. Ale drżysz, bo
        a) na początku jest wejściówka
        b) na początku jest odpytywanie. Asystent porównuje odpowiedzi z podręcznikiem -
        pomylisz kolejność dwóch słów - pani jest nieprzygotowana!
        Dwa razy się nie przygotujesz - lądujesz na konsultacjach. Czekasz 3 godziny,
        bo kto powiedział, że asytent ma byc punktualny. Kolejka rośnie. Przychodzi,
        przpeyta 3 osoby, wychodzi i mówi że nie ma już czasu. Tak można łazić do końca
        semestru jak się nie ma dobrych łokci. Kole sesji może się okazać, że sytaucja
        jest alarmująca. W ubiegłym roku pani ciagle nie zdążała dopytać grupy osób
        którym notorycznie stawiała pały. Wyznaczyła termin konsultacji inny niż
        zazwyczaj "bo w sesji to ja mam wakacje"(sic!). Na uwagę, że tego dnia o i tej
        godzinie mamy egzamin, odpowiedziała,że można na niego nie iść, zawsze jest
        drugi termin...
        Chamstwo i brak kultury są porażające. Przykładowe dialogi:
        ktoś duka.
        -Pan się Szewc nazywa?
        - Tak pani doktor.
        - Pan nic nie wie, ale z tym nazwiskiem toproszę może pomyśleć o innym zawodzie.

        Pan coś trenuje?
        - Tak.
        To widać, szkoda że nie mózg. Jest rano, pana koledzy na siłowni, niech pan do
        nich idzie, to lepsze miejsce dla pana.

        Zajęcia są tak śmiertelnie nudne, że nie jestem w stanie sie skoncentrować. Tym
        bardziej, że jstem non stop niewyspana, bo wkucie gigantycznego materiału
        zabiera noce. Jeden pan zadaje pytania tak rozwlekle i z tyloma dygresjami, że
        wszyscy gubią wątek między początkiem a końcem. Potem dostają minusy. Ostatnio
        3 razy pod rząd grupa przygotowała co innego, niż Pan sobie zażyczył - ale w
        dobrej wierze - po prostu wszysyc źle rozumieją jego nieprecyzyjne wypowiedzi.

        Na tym wydziale jest aż 3 profesorów belwederskich - a jest największy na UG.
        Teraz gwałtownie próbuje sie przepchnąć dwie habilitacje, szczególnie jeden pan
        to miernota, już raz mu habilitację uwalili, na wykładach nie wie o czym mówi,
        nie orientuje sie w zmianach stanu prawnego.
        To wszytsko jest super frustrujące. Dodam, że jestem w ścisłj czołówce na roku,
        mam najwyższe stypendium naukowe, stypendia z innych źródeł, its i żadnych
        problemów z ocenami. Okupuję to skrajnym wyczerpaniem i depresją. Uważam się za
        nromalną niezaburzoną osobę o sporych możliwościach intelektualnych. Niestety
        pokazanie na zaj eciach, że chce mi się uczyć przekracza moje fizyczne i
        psychiczne możliwości. Co najwyżej chce mi sie wyc i uciekac gdzie pieprz
        rosnie.
    • Gość: Student Cieńka rekrutacja IP: *.lanet.wroc.pl 06.01.04, 19:05
      To świadczy tylko o jakości sita przy rekrutacji!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka