Dodaj do ulubionych

Prywatny pamietnik Quickly'ego

08.01.02, 04:53
Wszyscy juz spia dookola. Cisza, spokoj. Spi i Europa, i Ameryka. Zrobilo sie
jakos nudno na tym forum. Cmentarz jakis, czy co?

O zgrozo, uswiadomilem sobie, ze jeszcze nigdy w zyciu nie mialem pamietnika!
Moj prywatny pamietnik? Taki osobisty, gdzie tylko ja jedyny bede mial dostep
do niego i bede mogl napisac to wszystko co mam na sercu!?
Tak, to jest to! To bedzie moj pierwszy (i zarazem ostatni) prywatny
"siedmiodniowy" pamietnik. I bede wpisywal do niego wszystkie swoje
"romantyczne" przezycia (oczywiscie, o ile takie nastapia), zeby tam nie wiem
co!

I zeby nikt, oprocz mnie, nie wazyl sie tutaj wpisywac...
Obserwuj wątek
    • quickly Dzien pierwszy. 08.01.02, 04:56
      Nic romantycznego w zasadzie sie nie wydarzylo. Gdyby nie czat z yata, dzien
      bylby zupelnie do niczego. Oj cieniutko, cieniutko.

      Czy picie zimnego piwa mozna uznac za czyn romantyczny? Czy warto pic piwo w
      pogode taka jak ta?
      Czuje, ze koniecznie musze sprawdzic to zagadnienie w sposob naukowy tzn.
      empirycznie. A o ile bede w stanie, to jutro wpisze wynik mojego badania do
      pamietnika.

      • Gość: quickly Dzien drugi. IP: *.defence.gov.au 10.01.02, 09:02
        To byl naprawde dlugi, upalny i goracy dzien.

        Jest juz wieczor (wcale nie lepszy jak dzien, ktory wlasnie mija).
        Siedze i ogladam mecz krikieta.

        Slysze pukanie do drzwi, to moj sasiad Nowozelanczyk, Joe Bristow, 110kg zywej
        wagi. (Trzydziesci lat w Australii, poczciwy i spokojny, niemalze naiwny.
        Przychodzi do mnie ze swoim piwem (zawsze ma kilka ekstra flaszek). Lubie go
        (nie za ekstra flaszki, ale za to, ze fujara jest szczery i nigdy nie klamie).

        Joe wpatrzony w krikieta. Cos marudzi, ze ktos tam, cos tam...

        Wypijam pierwsze piwo. Nic. Ani be, ani me. Moze troszeczke lzej na duszy.
        Znika drugie piwo. I jest znacznie lepiej...

        Tak jak w powiesci Charlsa Dickensa "Christmas Carol" pojawia sie pierwszy
        upior. A jaki tam upior - to moja ex! Dzisiaj nie mam ochoty z nia rozmawiac.

        Szybko wypijam trzecia flaszke i spokojnie do niej mowie:

        "Nie widzialam cie juz od miesiaca.
        I nic. Jestem moze bledsza,
        troche spiaca, troche bardziej milczaca,
        lecz widac mozna zyc bez powietrza."

        Tak, Jasnorzewska to ja lubie najbardziej! Jej poezja to bezpruderyjny krysztal.
        Joe cos tam krzyczy ze sedzia, tlumaczy, ze jakies punkty, mowi, ze to juz
        koniec swiata... ale ja w to nie wierze, nie wierze ani Joe, ani temu sedziemu
        z telewizora!

        Znika czwarta butelka piwa. Robi sie przyjemnie cieplo. Pracuja wentylatory.
        Joe i ja lezymy na kanapie wpozycji "zolwie do gory nogami". Nogi na stoliku.
        Jak wygodnie!

        Zakrada sie Julek Tuwim.

        "Zycie?
        Rozpreze szeroko ramiona,
        Nabiore w pluca porannego wiewu,
        W ziemie sie sklonie blekitnemu niebu
        I krzykne, radosnie krzykne:
        Jakie to szczescie, ze krew jest czerwona!"

        Julek, skurczybyku, jaka ty umiales pisac!

        Szybko piata, bo czuje sie tak dobrze.
        Joe wyraznie zadowolony. Cos chyba tam nasze kangury zdobyly, jakies punkty czy
        cos...

        Schodze na literature. Fiodor Dostojewski. Moj ulubiony stary palant.
        Zaraz jak to bylo, musze to koniecznie znalezc. Joe dziwi sie, ze zwalam sie z
        tak wygodnej pozycji. Jest. Po angielsku. Nieszkodzi. Przetlumacze:

        Sonia mowi do Raskolnikowa:
        "Idz zaraz, w tej chwili, stan na rozdrozu, poklon sie, najpierw pocaluj
        ziemie, ktora splugawiles, potem sie poklon calemu swiatu na wszystkie cztery
        strony i powiedz wszystkim glosno: "To ja zamordowalem!" Wtedy Pan bog znowu
        zesle ci zycie."
        To znow o mnie. Jakie ciezkie slowa. Fiodor pije za to, ze byles. Znika szosta.

        Zaczyna byc nastrojowo. Joe tlumaczy, ze Australia najlepsza na swiecie, ze te
        gamonie z Poludniowej Afryki to petaki bez polotu... Joe chyba ma racje, ale...
        w co oni graja???

        Przypomina mi sie dom rodzinny. Tak jak Konwicki pisal: "raj, o ktorym
        rozpisuje Biblia". Oj Tadek, masz racje! Gdzies go mam, zawsze tam gleboko w
        sercu.
        Zaraz. Jest cos na ten temat.
        "Wszyscy tu sie znaja nawzajem, wszyscy od siebie pochodza i wszyscy tez tworza
        nowa historie, nowa kosmogonie, ktora potem rozniosa pielgrzymi i wygnancy po
        calym swiecie." W "Kraju lat dziecinnych" Tadziu po prostu pisal o mnie!!!
        Tadek, pije za to ze byles, ze Ci sie chcialo! I znika kolejna flaszka.
        Tak, Marysia Dabrowska, taka stateczna kobieta, niemal matrona - ale jakie
        podobienstwo z Tadkiem Konwickim. Skad to babsko wiedzialo, ze kiedys powali
        mnie tymi slowami:
        "Czasami, gdy mysle, ze mam wszystko i jestem szczesliwa, nagle spostrzegam, ze
        nie mam na swiecie nic - procz ciebie, snie o domu rodzinnym, procz ciebie,
        domu rodzinny, miejsce swiete swietych, nie istniejace juz na swiecie..."
        Nienawidze Cie wstretna babo! Nigdy Ci tego zolzo nie wybacze!
        No coz, pije za to co napisalas! Dzieki Ci za to, ze chcialo Ci sie to
        napisac, Ty moja mala jutrzenko!

        Juz dosyc czuje, ze zaczynam tracic watek. Joe strasznie czyms podniecony,
        jakies punkty znowu, bramka??? Nie... przeciez w krikieta nie ma bramek! Eeee,
        wole boks!

        Ide spac. Tylko jeszcze troche Anatola Sterna, albo takiego Bruna Jasienskiego.
        Nie, takich to juz sie nie spotyka!

        "Do swej piersi wepchnac swiat caly,
        zyl swych preznych oplatac sznurami
        zlotych gwiazd wielkie, dymiace kawaly
        przelknac ze sloncem, co skrami gra mi."

        Joe, ty pijaku, nie zapomij zgasic swiatla i zatrzasnac drzwi za soba!
        (W sobote jedziemy razem na ryby.)
        • quickly Dzien trzeci (i ostatni). 11.01.02, 00:34
          To juz koniec.
          Jakby ktos sie kiedys pytal, to mialem swoj prywatny pamietnik.
          Czy kazdy moze powiedziec to o sobie?

          Dzisiaj zanosi sie na bardzo ostre strzelanie, ale nic juz nie dopisze.
          (Zreszta, detale strzelaniny, przepalania bezpiecznikow i lotow kosmiczno-
          odrzutowych i tak nigdyby nie przeszlyby przez cenzure. Bylby to chyba
          pierwszy watek w "Romantica" zaliczajacy "osla lawke").



          • Gość: Iza_1 Re: Dzien trzeci (i ostatni).?-czyzby? IP: *.chello.pl 11.01.02, 10:00
            nie no quickly nie rob jaj zostan jeszcze troche, poki zima w Polsce.
            Ze wzruszeniem przeczytalam ta historie o bylej-ex, jednak gdzies drzemia w
            tobie jakies uczucia!

      • coalka Re: Dzien pierwszy. 17.01.02, 10:17
        Dawno nie bylam na forum, ale widze ze sprawy romantyczne sie posuwaja.

        Gratuluje

        p.s. nie odpowiadaj prosze , bo nie wiem czy tu jeszcze zajrze. Raczej nie
        bywam juz na forach.
      • coalka Re: Dzien pierwszy. 17.01.02, 10:32
        quickly napisał(a):

        > Nic romantycznego w zasadzie sie nie wydarzylo. Gdyby nie czat z yata, dzien
        > bylby zupelnie do niczego. Oj cieniutko, cieniutko.
        >
        > Czy picie zimnego piwa mozna uznac za czyn romantyczny? Czy warto pic piwo w
        > pogode taka jak ta?
        > Czuje, ze koniecznie musze sprawdzic to zagadnienie w sposob naukowy tzn.
        > empirycznie. A o ile bede w stanie, to jutro wpisze wynik mojego badania do
        > pamietnika.
        >


        Oj Quickly, Quickly...

    • kitek1 Amen 11.01.02, 07:38
      i niech ci szybko, ziemia lekka bedzie,
      • quickly Kitek1 12.01.02, 09:52
        Co ty kitus wygadujesz?
        To az tak wredna jestes malpeczko!?

        Nota bene, australijska ziemia lekka mi nie bedzie - tu masz calkowita racje!
        Za duzo w niej zlota.
        • kitek1 CUD ZMARTWYCHWSTANIA 12.01.02, 09:59
          a obiecales szybko,
        • quickly Dla Iza_1 12.01.02, 10:01
          Niestety, ostatnie lata nieco poharataly moje spojrzenie na swiat. Ale Izo,
          bez watpienia, tak jak kazdy normalny czlowiek (wylaczajac "kitka1", bo ta
          esesmanka chce koniecznie poslac moje grzeszne cialo do piachu) mam jeszcze
          jakies tam drzemiace uczucia i czekam kiedy w koncu, do cholery, ta moja karta
          w koncu sie odwroci.

          Serdecznie Cie pozdrawiam.
          (Pisze troche chaotycznie, ale wlasnie wrocilem z ryb i ledwo stoje na nogach.)
          • kitek1 Ryby też się........ 12.01.02, 10:03
            nawaliły,
          • quickly Dla kitek1 12.01.02, 10:03
            Kitus-sadelko,
            Tak wrocilem,
            ale zrobilem to wylacznie dla Ciebie!
            Po prostu nie moge zyc bez Twoich gorzkich slow...
            • quickly Re: Dla kitek1 12.01.02, 10:11
              Kitus,
              zebys wiedziala jak bylo odlotowo! Jezu, jakbys wiedziala, to sam nie wiem co
              by sie moglo z Toba stac...
              Wyobraz sobie pogada niespotykana. Ryby po prostu same wskakuja do lodzi, piwo
              w chlodni zimne jak lody Grenlandii, Joe cos tam spiewa o Maorysach i innych
              wyspiasarz (podobno jego dziadek, czy pradziadek byl Maorysem). Istna bajka!

              Jeszcze musimy wyfiletowac, to co zlapalismy, splukac lodz woda, bo do rana zje
              ja oceaniczna sol.

              Kitus, jutro postaram sie napisac Ci cos przykrego, za te wszystkie przykre
              rzeczy, ktore do mnie wypisujesz.
              A na razie serdecznie pozdrawiam i zycze udanego dnia.
              • kitek1 znam te polowy........ 12.01.02, 10:14
                kiedys, jak w Perth mieszkalam, na lodeczce Bismarck II, nie takie przygody
                mialam,
                • quickly Re: znam te polowy........ 12.01.02, 10:21
                  kitus,
                  to gdzie teraz mieszkasz?
                  • quickly Dla malej, przebieglej Opolanki... 12.01.02, 10:37
                    Kitus-bajerntka,
                    Czyzbys nie mieszkala na stale w Opolu?
                    Wiesz, osobiscie wole Wroclaw. Ale Ty przeciez nie musisz sie niczego
                    wstydzic. W koncu w Opolu jest jakas wieza i festiwal... i Odra toczy swoje
                    grozne, modre fale...

                    A wiesz, ze ja lowilem ryby w tej Odrze? Nie w samym Opolu (woda jest nieco,
                    hm, zatruta), ale w okolicach Frankfurtu nad Odra.
                    • kitek1 nie przejmuj sie, szybko 12.01.02, 11:01
                      nie tylko tobie kitki wciskam,
          • Gość: iza_1 Dla quickly IP: *.chello.pl 12.01.02, 17:10
            Po pierwsze chcialam zwrocic Twoja uwage ze kitek1 to chyba-
            • kitek1 bystrzaczczka............ 12.01.02, 19:59
              :)))
    • Gość: Romek Re: Quickly'ego - ten facet to idiota IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 20:22
      I to skończony.
      • forward Re: Quickly użera się z netowym badziewiem 12.01.02, 22:03
        Quickly widzę że znów użerasz się z tym netowym badziewiem.Współczuję.
        • quickly Dla Romka przedstawiciele polskiej nacji... 13.01.02, 09:12
          Wlasnie ponownie zastanawiam sie nad tym , dlaczego w Polsce jest az tyle
          malych, wrednych malp typu Romka z Katowic (patrz wpis powyzej). To naprawde
          taki polski fenomen na skale swiatowa. Wredota na kazdym kroku i zakrecie. Ten
          Romek, to moze jakis niedobitek z czasow okupacji hitlerowskiej, katowicki
          faszysta-wypierdek, ale chyba nie. Z tego co wiem nawet hitlerowscy byli o
          wiele bardziej kulturalniejsi, niz ten ten polski pomiot, Romek.

          Co mnie zawsze zastanawia (i nie tylko mnie), skad u Polakow bierze sie tyle
          niepochamowanej zlosci, takiego czystego bezinteresownego chamstwa, jak u tego
          pajaca z Katowic.

          I na tym polego wlasnie roznica miedzy Polakami, a powiedzmy Australijczykami.
          Jezeli ktos bedzie mial okazje wejsc na australijskie forum (goraco polecam)
          prosze zobaczyc, ze ludzie tam opisuja o wiele bardziej intymne epizody ze
          swojego zycia, niz moje wziete do potegi 10. i nikt, absolutnie nikt, nie
          nazywa nikogo idiota.
          Twoje zycie, twoja sprawa.

          Katowicki prostaku, nie podoba ci sie to co czytasz, to nie czytaj!!! - nikt
          cie do tego nie zmusza.
          • 007wc Re: Człowieku walnij się w łeb... 13.01.02, 18:15
            Człowieku czy ty naprawdę nie widzisz że jesteś na tym forum bardzo nie lubianą osobą.
            Przestań nawalać na innych tylko zmień siebie. W moim odczuciu sprawiasz wrażenie geja
            ciągle bujającego w obłokach. Forumowicze mają cię po prostu dosyć i tych twoich durnych
            płaczliwych wypocin. Jeszcze jedno jesteś w Polsce nie zaś na Antypodach.
            • maga_ Re: Człowieku walnij się w łeb... 13.01.02, 19:32
              oj, czytasz posty wybiórczo, co? bo ja zauważyłam wiele z wyrazami sympatii do
              quickly. no i jakby tego byo za mało ja powiem skromniutko, że też lubię go
              czytać. no i mam taką małą prośbę- nie rzucaj gejami, bo to nie jest obelga.
              geje to geje,ludzie jak my. więc gdzie tu inwektywa???
              • 007wc Re: Człowieku ............{Megi} 13.01.02, 21:17
                Z całym szacunkim przepraszam za tego geja obrażam porządnych ludzi.
                Powiem inaczej ten gość zachowuje się jak rozkapryszona ciota
                • maga_ Re: Człowieku ............{MAgi} 13.01.02, 22:35
                  a skonkretyzujesz? bo rzucasz "ciotami" itd. ale nie widzę argumentów na
                  udowodnienie tezy jakoby quickly tak bardzo wszystkim wkoło przeszkadzał. a ja
                  cieszę się, że jest i tę tezę jestem w stanie poprzeć argumentacją.
                  po pierwsze: pisze inteligentnie
                  po drugie: jego poglądy są w opozycji do moich (więc zmusza mnie do myślenia,
                  zastanowienia czy rzeczywiście mam rację, a to dobrze robi na mój malutki
                  móżdżek)
                  po trzecie: im nas więcej tym weselej :)
                  po czwarte: budzi najróżniejsze reakcje (jest ciekawie)
                  po piąte i po dziesiąte i piętnaste i każde nastepne-NIKOGO NIE ZMUSZA DO
                  CZYTANIA SIEBIE!!!

                  i tak trochę egocentrycznie teraz- maga...nie mega, nie megi, nie meg ryan,
                  tylko maga :))

                  i uśmiechnij się :)

                  i ja nie jestem adwokatem quickylego. broń panie boże, sam by takiego obrońcy
                  nie chciał, ale...ojej...ile można się na niego złościć? :)))
                • quickly 007wc (water closet???) 13.01.02, 22:45
                  007wc, myslicielu od siedmiu bolesci!!!

                  Niestety, ale to co piszesz nie blyszczy nadzwyczajna oryginalnoscia.
                  Przynajmniej moglbys mi nawrzucac, ze jestem komunista i Zydem (to teraz takie
                  na topie wsrod Polakow).

                  Albo nie. Wiesz co cmoku, lepiej napisz, ze jestem bolszewikiem z Koluszek, co
                  to ma ksiazeczke partyjna (PZPR, albo podobna) i uprawia satanizm (najlepiej
                  satanizm erotyczny).
                  Takie podejscie do sprawy chyba wierniej by odzwierciedliloby twoj intelekt,
                  stary przyglupie.
                  • quickly Dla maga 13.01.02, 22:56
                    czesc maga,
                    Napisalbym Ci cos milego, ale jestem potwornie zmeczony.
                    Wlasnie bieglem na 5 km (zawsze to robie w poniedzialki)i jestem conajmniej
                    zdrowo wypompowany.

                    W kazdym badz razie dziekuje Ci za mile slowa pod moim adresem.

                    (No i nie zanizaj sie maga tak bardzo w swojej samoocenie, bo nie znosze
                    przesadyzmu! Lubie Cie czytac!!!)
                    • maga_ Re: Dla maga 13.01.02, 23:18
                      5km??? Quickly, ja ledwo przebiegnę jeden, dwa- kiedy biegłby za mną ktoś
                      nożem, może trzy, jeśli tego kogoś widziałabym na plakacie z
                      napisem "poszukiwany". ale 5???umarłabym. jestem pod wrażeniem.

                      a ja nie zaniżam siebie. Jak napisał kochany Cortazar "nie głowa była jej mocną
                      stroną". moją głowa nie jest. co nie znaczy, że nie mam innych. i, że z ich
                      istnienia nie zdaję sobie sprawy. w głowie mam puch. ale staram się słuchać
                      emocji. z tym wychodzi mi lepiej. jak zaczynam za dużo myśleć, to nic dobrego z
                      tego nie ma :)) więc nie mówię, ze ze mnie byle co. ze mnie jest cudeńko
                      malutkie. :) tylko to cudeńko nie za dużo ma w głowie :)

                      za milę słowa nie musisz dziękować. ja generalnie staram się lubić ludzi. i
                      lubię. tylko, cholera, z tymi nietolerancyjnymi mi jakoś nie wychodzi. a z
                      pana, z którym sobie podyskutowałam wylazla nietoerancja. a to mnie zawsze w
                      oczka razi.

                      • quickly Re: Dla maga 13.01.02, 23:35
                        Maga, no bez przesady, 5 km to nie jest, az tak duzo!. Gdybys byla tutaj,
                        zabralbym Cie na moja ulubiona plaze - na niej mozna przebiec bez wiekszych
                        klopotow nawet 10 km. Wiatr od oceanu, piasek ubity przez fale, a jak biegasz
                        wczesnie rano, to zupelna pustka. Kiedys schodzilem do 19 min (na 5km). Teraz
                        biegam spokojniej, bo i po co? 23min. i wystarczy. Jest takie madre
                        przyslowie: "w zdrowym ciele, zdrowy duch". A Australijczycy maja porzadnego
                        "jobla" na punkcie uprawiania sportu - tylko w Kaliforni widzialem wiekszych
                        swirusow. Ale czy mozna miec do nich za to pretensje?

                        Co do 007wc, to i moze rowny gosc. Pamietam jak szczerze chcial pomoc jakiejs
                        pani, ktora zdaje sie odeszla od meza tuz przed Bozym Narodzeniem. Nie czesto
                        sie zdarza, ze ktos (zwlaszcza mezczyzna) oferuje pomoc (na tyle ile potrafi) w
                        takich wlasnie wypadkach. Niestety, gdzies nasze drogi sie rozeszly i wyszlo
                        tak jak wyszlo...
                        • vitas Re: Dla Quickly 14.01.02, 06:08
                          Quickly sam jestes ruwnym gosciem, ogolnie podoba mi sie Twoj "outlook on life",
                          Kurcze zazdroszcze takiego joggingu na plazy, mi musi wystarczyc widok wodospadu
                          Niagary, ale w zimie jak przywieje na minusie to nawet taki cud swiata jak
                          Niagara nie wystarcza:)
                          Pozdrawiam z Kanady
                        • maga_ Re: Dla maga 14.01.02, 16:06
                          no, jak plaża to może...ale tylko może :) hmm...i brzmi to wszystko pięknie.
                          przypomina mi się chłopak mojej koleżanki, który wyjechał do australii w tym
                          roku. cytuję maila świątecznego: "poznalem tu kilkoro Polaków, więc Wigilię
                          miałem tradycyjną. było bardzo przyjemnie- przed kolacją popływaliśmy sobie
                          troszkę w morzu..." . no, tak- tradycja- poplywali sobie w morzu :)) dobrze, że
                          przy naszym klimacie nie jest to zwyczajem :)

                          ja nie twierdzę, że to nie jest równy gość. pewnie tak. chęć pomocy plasuje go
                          w tej pozytywnej części skali. w gruncie rzeczy każdy jest "równy"- trzeba
                          tylko spojrzeć pod odpowiednim kątem. i nie on jeden ma wady- ty je masz,
                          ja...każdy na forum i poza nim. i ja wszystkie wady akceptuję,bo wiem, że mogę
                          mieć gorsze (tylko o tym nie wiedzieć). ale nietolerancja mi leciusio
                          przeszkadza. i to nie jest tak, że ja tego pana nie lubię. tylko zwróciłam mu
                          uwagę. "bez złych intencji, bracie" :)))
    • zabulija Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 14.01.02, 19:52
      a im bardziej prywatnie tym ciekawiej...wróć do tego pamiętnika, tak mi się
      dobrze zaczynało czytać, a tu już koniec...I tylko te wtręty nie na temat
      czy nie warto pidać nawet dla jednej nieznajomej duszyczki?

      • quickly Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 15.01.02, 00:06

        Cla ta historia przydarzyla mi sie dobrych kilka lat temu i jest jak
        najbardziej prawdziwa...

        Kazdy z nas ma takie przezycia lub miejsca, do ktorych stara sie nigdy nie
        wracac. Ale ta historia, ktora chce wam opowiedziec, jest zupelnie inna.
        Wszystko rozpoczelo sie w sloneczne , wiosenne popoludnie. Wzialem wlasnie
        krotki urlop i podazalem w kierunku York Peninsula (polwysepu Jork) w
        Poludniowej Australii. Lubie to miejsce. Kazdy z nas ma takie swoje, ukochane
        miejsce, do ktorego wraca - przynajmniej myslami. Ja mam kilka takich
        miejsc. A to jest jedno z nich.

        To niezwykle piekne, ale zarazem przeklete miejsce. Caly polwysep pokrywaja
        rachityczne, wzbudzjce groze eukaliptusy, niemal czarne, powykrecane od wiatru
        i slonca drzewa malga, ostre trway i szybko umykajace z drogi wszelkiej masci i
        wielkosci weze i jaszczury. Przez wiekszosc czesc roku caly ten polwysep jest
        suchy jak kosc, a wysychajace, male jeziorka (nie wiem dlaczego, tak licznie tu
        wystepujace) zamieniaja sie w lodowiska pokryte kilkunasto centymetrowa warstwa
        soli. Kiedys probowano sie tutaj osiedlic, ale nic z tego niewyszlo. Jadac
        samochodem, mija sie niekiedy jakies ruiny zabudowan, samotny nagrobek (lub
        kilka), albo gromadke drzew europejskich, ktore przypominaja, ze ktos kiedys
        probowal okielzac ta ziemie.

        Jedno jest pewne, to idelne miejsce na zlowienie ryby zycia, ale nie tylko.

        Bylo juz pozne popoludnie kiedy dojechalem do mojej zatoczki. Moja
        malownicza kochana zatoczka! Raptem wszystkiego 100-150 metrow plazy - ale, bez
        watpienia, to perla jedyna w swoim rodzaju. Z doswiadczenia wiedzialem, ze
        przynajmniej dzis i jutro bedzie ona tylko i wylacznie dla mnie. Z dwoch stron
        plaza otoczona jest stromymi klifami. Grozne poszarpane skaly klifow, lsniacy
        w sloncu piasek, rozbijajace sie fale Oceanu Poludniowego o kolorze, ktory
        trudno mi nawet teraz opisac. A do okolo cisza i najmniejszego sladu
        egzystencji ludzkiej. Przez ostatnie 35 km nie widzialem nawet mijajacego mnie
        samochodu.

        Bylem zupelnie sam (tak mi sie przynajmniej wtedy wydawalo), ale co nastapilo
        kilka minut pozniej, mialo na zawsze pozostac w mojej pamieci.


        (Nie wiem czy mam pisac dalej. Obawiam sie, ze moze skasowac mnie cenzura.)

        Serdeczne pozdrowienia dla vitas, maga_ i zabulija!
        • fragola Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 15.01.02, 00:43
          Quickly, nie ma sensu przejmować się niektórymi wypowiedziami.Wiesz u nas
          czasem wystarczy być sobą,wygłosić ciekawą opinię i już znajdzie się ktoś by
          dowalić.To taki nasz koloryt:(
          Dawno nie zaglądałam na romanticę,ale fajnie czyta się to co piszesz.Pozdrawiam.
    • yata Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 15.01.02, 00:38
      quickly,kontynuuj...
      zaczyna sie niezle:))),napiecie wzrasta...
      • quickly Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 15.01.02, 01:35
        No dobra, ale robie to wylacznie dla Ciebie moja slodka, nieznajoma.


        Zaczal zblizac sie wieczor. Pod ta wysokoscia geograficzna zmrok zapada
        blyskawicznie, wiec nie tracac chwili czasu zaczelem goraczkowo skladac wedki,
        przykrecac kolowrotki, szukac robakow, ktore zdazyly sie juz rozlesc po calym
        samochodzie i robic tysiace innych rzeczy dokladnie w tym samym czasie. W
        dziesiec minut bylem juz w pelnym pogotowiu bojowym.

        Zblizam sie do oceanu. Przy samym brzegu to nie piasek, ale biliony malych
        muszelek, polamanych i wypolerowanych przez fale oceanu. Nie wytrzymuja
        ciezaru mojego ciala i zapadam sie sie prawie po kolana. Przyjemne uczucie.

        Zarzucam. Pierwsza wedka juz w wodzie, na ta wedke lowie zawsze cos
        ciezkiego. Wstawiam ja na podporke. Druga trzymam w rekach. Fale spokojnie
        rozbijaja sie jakies trzydziesci metrow przede mna. Widze jakies poruszenie w
        wodzie, cos sie kotluje, jakies olbrzymie cienie poruszajace z zawrotna wprost
        predkoscia. Czuje jak gwaltownie zaczyna mi bic serce. Sa!

        Jestem pochloniety lapaniem. Teraz moglyby spadac bomby, nawet atomowe, i
        tak na nic bym teraz nie zareagowal. Nagle tuz obok siebie slysze lagodny,
        mily kobiecy glos. Nie, to nie zadne przewidzenie.
        "Jak sie masz! Zlapales juz cos?"
        Jezu! Wszystko, tylko zadnej baby w tym momencie. Te cienie to Australian
        Salmon, Gummy Sharks, Port Jackson Sharks i legendarne gropery wielkosci
        lodowki! Eldorado! Zeruja tak jakby jutro mial sie skonczyc swiat! Wiem, ze
        dam im dzisiaj szkole! Jak nigdy!

        Powoli odwracam glowe, zeby odburknac na pozdrowienie. Nagle moje serce
        zamiera. Metr ode mnie stoi zupelnie naga, slicznie zbudowana kobieta.
        Cudownie opalone cialo, w reku koszyk na malze (widocznie zbiera dla siebie na
        kolacje). Wiecej niz raz widzialem i czulem pod palcami kobiece cialo. Byly i
        nimfy wodne i nieco puszyste, ze skora jak aksamit i taka, ze mozna bylo uzywac
        ja zamiast pumeksu. Byly z rostepami i bez. Dziewczyny plaskie jak przyslowiowa
        deska i takie, ktore nie mogly przebiec nawet 10 metrow, bo ciezar piersi
        moglby im zlamac kregoslup.

        A ona byla. nie mam slow. doslownie rzezbiona. Wygladala mi na jakies, 22-25
        lata, nie wiecej. Jej dlugie czarne wlosy, nieco przetluszczone od wody
        morkiej i slonca, delikatnie poruszaly sie na wietrze wiejacego od oceanu.
        Piekne, spokojne, prawie czarne oczy patrzyly na moja oniemiala twarz. Chyba
        wyczula moje. zazenowanie.

        I miala racje. Lowiac ryby na plazy nie raz widzialem nagie kobiety, facetow,
        a nawet dzieci. Podchodzili do mnie, pytali sie tak jak sie pytaja wszyscy na
        calym swiecie: "Czy biora?" albo "Zlapales juz cos?".
        Ale to bylo zupelnie cos innego. Ta pustka do okola, ufnosc w oczach tej
        kobiety, ryby pluskajace sie w oceanie.


        (Na dzisiaj wystarczy.)
        • kasia-s Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 15.01.02, 12:03
          Powinieneś zarabiać piórem, o ile tego już nie robisz, to jest wspaniałe !
          • quickly Dla kasi-s 16.01.02, 12:10
            Dziekuje Ci Kasiu za Twoje slowa.

            Nigdy jeszcze nie zarabialem piorem. Kto wie, moze kiedys bedac juz na
            emeryturze zaczne to robic. Od bardzo wielu lat zajmuje sie zupelnie czyms
            innym - nigdy bys w to nie uwierzyla, jaki mam zawod. Ale to calkiem inna
            historia.

            Chociaz musze Ci cos powiedziec ciekawego. W szkle sredniej j. polskiego uczyla
            mnie pani Danuta Lis, mama Tomasza Lisa (tego nieco przemadrzalego redaktorka z
            telewizji). Bardzo inteligentna, oczytana kobieta. Z tego co wiem, bylem
            jedynym z niewielu (o ile nie jedynym), ktoremu postawila stopien b.dobry z
            tego przedmiotu.

            Przypomnialem ja sobie, gdy tak do mnie napisalas, o zarobkowaniu piorem.

            Serdecznie pozdrawiam.
            • kasia-s Re: Dla kasi-s 16.01.02, 12:54
              Dziękuję za pozdrowienia, ale pisz dalej swoją opowieść :-))))
            • quickly I tak dobrnelismy do konca... 16.01.02, 13:06
              Zaczelismy rozmawiac. Miala wyjatkowo sympatyczny glos. Po kilku slowach, bez
              problemu wyczulem akcent - taki akcent maja tylko ludzie Oceanii. Sliczna
              nieznajoma byla tutaj z mezem i coreczka. W kilku slowach opowiedziala mi, ze
              wiele lat temu przyjechala do Queensland z rodzicami z Fidzi, skonczyla szkole
              pielegniarek, pozniej wyszla za maz za dobrze usytuownego Australijczyka,
              urodzilo im sie dziecko i ze teraz sa bardzo szczesliwi w swoim malzenstwie.
              (Kiedy uslyszalem, ze sa "szczesliwi" instynktownie poczulem, ze cos jest nie
              tak - kobiety, kiedy w swoim malzenstwie sa szczesliwe, to raczej nigdy tego
              nie mowia, zwlaszcza nieznajomemu, prawdopodobnie uwazajac to za rzecz
              calkowicie normalna. Nie wiem, a moze boja sie, zeby nie zapeszyc?)

              Powiedziala, ze skoro bedziemy teraz sasiadami, to nic nie stoi na
              przeszkodzie, zebym ich odwiedzil. Najlepiej jeszcze dzisiaj wieczorem.
              (Nigdzie na swiecie nie spotkalem sie z taka "bezposrednioscia" w obcowaniu z
              innymi, jak wlasnie tutaj w Australii. Najpierw nieco mnie to szokowalo, ale
              po latach obcowania z "tubylcami" chyba zaczelem zachowywac sie tak jak i oni,
              o czym swiadczy ten moj "pamietnik".)

              Nie majac w planie nic szczegolnie interesujacego na tym przerazajacym
              pustkowiu (zwlaszcza noca), a bedac ze spora siatka zlowionych ryb,
              gigantycznym zapasem piwa w "eski" (styropianowe pudelko wypelnione lodem), bez
              zastanawiania postanowilem skorzystac z zaproszenia.

              Nieznajoma zaczela oddalac sie w zapadajacym zmroku. Ryby jeszcze braly, ale
              ciekawosc (zguba naiwnych) zaczela brac gore nad rozsadkiem. Wrocilem do
              samochodu. Pospiesznie wrzucilem wedki do srodka. Z siatka ryb w jednej rece i
              eski w drugiej ruszylem w kierunku ogniska, miejsca biwakowania mojej
              nieznajomej i jej meza z coreczka.

              Zaczynala sie ciepla, australijska noc, rozgwiezdzona miliardami gwiazd,
              wspaniala noc, ktora bede pamietal do konca zycia.

              Koniec.
              (I to byl epilog mojego opowiadania. Dalej juz na pewno pisac nie bede, bo to
              co wydarzylo sie pozniej, jest juz naprawde zbyt ostre, nawet jak na te Forum.)
              • jazmoley Re: I tak dobrnelismy do konca..., oby nie 16.01.02, 13:48
                Ciekawe opowidanko. Jaki dalszy ciag podpowie Ci wyobraźnia, bo mało prawdopodobne, żeby zdarzyło sie w
                rzeczywistości. Potrafisz pisać, mam nadzieję , że to nie jest koniec pamietnika.
                • quickly Re: I tak dobrnelismy do konca..., oby nie 16.01.02, 20:53
                  Jezeli uwazasz, ze to co napisalem do tej pory wyglada na mloprawdopodobne, to
                  dales mi najlepsza recenzje o jakiej moglem sobie marzyc.

                  Dlatego nie chce pisac dalej, bo to co sie pozniej wydarzylo wyda Ci sie
                  jeszcze bardziej niedorzeczne.

                  (Jak wczesniej wspomnialem cala historia wydarzyla sie na York Peninsula, kilka
                  set kilometrow na polnocny-zachod od Adelajdy w listopadzie, 1988 roku.
                  Niestety, pozniej juz wiecej juz nie spotkalem moich "nieznajomych".)
                  • kasia-s Re: I tak dobrnelismy do konca..., oby nie 16.01.02, 23:37
                    czy pisałeś dla tego malkontenta, czy dla wszystkich swoich fanów?
                    :-))))))
                  • jazmoley Re: I tak dobrnelismy do konca..., oby nie 17.01.02, 09:18
                    Nie było moim celem deskrydotowanie tego co napisałeś. Cieszy mnie, ze odebrałeś to jako komplement.
                    Bewzględu na to ile w tej historii jest prawdy, to checemy Cie czytać quickly. Jesli nie chcesz ciągnąć opowiastki
                    z Adelajdy, to zapodaj cos innego, plis
              • kasia-s Re: I tak dobrnelismy do konca... 16.01.02, 16:54
                quickly napisał(a):
                > Koniec.
                > (I to byl epilog mojego opowiadania. Dalej juz na pewno pisac nie bede, bo to
                > co wydarzylo sie pozniej, jest juz naprawde zbyt ostre, nawet jak na te Forum.)

                Szkoda, napisz coś jeszcze :))))
                • Gość: witchdoc Re: I tak dobrnelismy do konca... IP: 202.129.95.* 17.01.02, 03:33
                  Mieszkam w Adelajdzie. wszystko sie zgadza w tym co piszesz wiec musiales tam
                  byc. Sam czasami jezdze na te odludne miejsca.
                  • quickly Beznadziejnosc ludzkiego istnienia 17.01.02, 10:32
                    Sam nie wiem, czy dobrze robie piszac o tym wszystkim, o czym sami przeczytacie
                    za krotka chwile.

                    Kazdy z nas ma takie okresy w zyciu, w ktorych potwornie zaluje, ze sie w ogole
                    urodzil, ze istnieje, ze musi bez wyraznego celu egzystowac, wrecz wegetowac,
                    bez zadnej najmniejszej nadziei. Cisnie i przytlacza go wtedy tepy, ogromny,
                    wyjacy z bolu zal do wszystkiego co go otacza: do Pana Boga, swoich rodzicow,
                    losu, opatrznosci, swojego wlasnego ciala, w koncu samego siebie! Za caly ten
                    beznadziejny los jaki go spotkal tutaj na ziemi. Rozmysla wtedy o tym, jak
                    byloby dobrze, gdyby jego nedzna wedrowka po tym mrocznym ziemskim padole w
                    koncu sie skonczyla. Czy moze ktos mi zaprzeczyc? Czy jest chociaz jedna
                    osoba, ktora wstanie i glosno mi powie, ze jeszcze nigdy w swoim zyciu nie byla
                    w takim potwornym dolku? Ze nie marzyla o bezbolesnym zasnieciu, i o tym, zeby
                    juz sie nigdy wiecej nie obudzic? Jestem pewien, ze nikt z nas mieszkajacych,
                    czy tutaj na antypodach, czy Ameryce, Europie lub innym zakatku swiata nie jest
                    w stanie temu zaprzeczyc.

                    Najstraszniejsze jest to, ze nikt nie jest w stanie uciec przed tym
                    wyniszczajacym dusze i cialo doswiadczeniem. Ani dziecko, ani starzec, ani
                    kobieta, ani mezczyzna. Ani bogaty, ani biedny. Ani wyksztalcony, ani ostatni
                    prostak. Absolutnie nic nie jest w stanie jemu zapobiec. To uczucie samo w
                    sobie jest jak smierc, tylko smierc jest o wiele bardziej litosciwa. Chyba sie
                    ze mna zgodzicie?

                    Nie zamierzam sie tutaj przechwalac, ale takich podlych okresow w swoim smutnym
                    zyciu mialem juz calkiem sporo. Ale jeden, taki wyjatkowo paskudny, do dzisiaj
                    bezlitosnie gryzacy moje sumie, zaryl sie w mojej psychice wyjatkowo gleboko.
                    Kiedy wracam do niego w moich myslach, czesto nie kontroluje swojego glosu,
                    bezwiednie wydobywajacwtedy z siebie jakies jekliwe slowa, czasami
                    nieartykulowane dzwieki.

                    Wiem ze z tym okaleczeniem skazany jestem brnac do konca swojego zycia.

                    c.d.n. (mam nadzieje)

                    • kasia-s Re: Beznadziejnosc ludzkiego istnienia 18.01.02, 14:31
                      quickly napisał(a):

                      > To uczucie samo w sobie jest jak smierc, tylko smierc jest o wiele bardziej
                      litosciwa. Chyba sie ze mna zgodzicie?

                      Chyba nie.
                      Chyba nie zgodzę się z Tobą co do litościwości śmierci. Co my tak naprawdę o niej
                      wiemy? Nic. Przyjmując chrześcijański punkt widzenia - po śmierci możesz bardziej
                      cierpieć niż w obecnym dołku, przyjmując hinduistyczny, możesz nie cierpieć
                      "dusznie", ale być upodlony przez postać jaką otrzymasz, przyjmując że zmienisz
                      się tylko w kupkę proszku, zawsze zostanie cierpienie tych którzy będą bo Tobie
                      płakać.
                      Wolę zawsze w chwilach zwątpienia przypominać sobie tytuł książęczki z
                      dzieciństwa "Apres la pluie le beau temps" niż wracać do mysli o zakończeniu
                      wędrówki, choć nie przeczę Twoim wczesniejszym słowom.
                      Pozdrawiam
    • coalka Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 17.01.02, 10:40
      quickly napisał(a):

      > Wszyscy juz spia dookola. Cisza, spokoj. Spi i Europa, i Ameryka. Zrobilo sie
      >
      > jakos nudno na tym forum. Cmentarz jakis, czy co?
      >
      > O zgrozo, uswiadomilem sobie, ze jeszcze nigdy w zyciu nie mialem pamietnika!
      > Moj prywatny pamietnik? Taki osobisty, gdzie tylko ja jedyny bede mial dostep
      > do niego i bede mogl napisac to wszystko co mam na sercu!?
      > Tak, to jest to! To bedzie moj pierwszy (i zarazem ostatni) prywatny
      > "siedmiodniowy" pamietnik. I bede wpisywal do niego wszystkie swoje
      > "romantyczne" przezycia (oczywiscie, o ile takie nastapia), zeby tam nie wiem
      > co!
      >
      > I zeby nikt, oprocz mnie, nie wazyl sie tutaj wpisywac...


      Ja raczej sie nie odwaze. A moze zaryzykuje pare linijek tu i owdzie. Widzisz
      Quickly innych przyciagasz, a mnie sploszyles.

      No ale kto lubi plochliwych, prawda?



    • coalka Re: Dzien drugi 17.01.02, 11:00
      Ja tez czytam rosyjska klasyke, i to w oryginale.

      A poza tym? Nie rozumiem Ciebie Quickly. A moze po prostu nie znam.
      Albo moj maly rozum nie moze tego wszystkiego ogarnac.

      Pozdr. :))))
      • quickly Dla coalka 17.01.02, 11:45
        Coalka,
        Moj maly anioleczku.
        Dobrze wiesz, ze nie jestem w stanie pogniewc sie na Ciebie, ani tym bardziej
        zapomniec. Nie czesto mozna spotkac, tak sympatyczna dziewczyne jak Ty.

        Ja tez uwielbiam rosyjska klasyke - i mysle, ze mamy naprawde wiele z soba
        wspolnego.

        Ale dlaczego tak dlugo milczysz?
    • zabulija Re: Prywatny pamietnik Quickly'ego 17.01.02, 15:13
      Ja nie chcę nic mówić, ale może by tak komentarze dać gdzieś w innym wątku...A
      ja bym sobie mogła poczytać w spokoju...
      Wierna (wbrew kalumniom) czytelniczka
      :)
      pozdr
      • coalka Zabulijo 17.01.02, 15:16
        zabulija napisał(a):

        > Ja nie chcę nic mówić, ale może by tak komentarze dać gdzieś w innym wątku...A
        > ja bym sobie mogła poczytać w spokoju...
        > Wierna (wbrew kalumniom) czytelniczka
        > :)
        > pozdr



        Wybacz Zabulijo ze przeszkodzilam

        Juz czytaj w spokoju. A ja juz sie nie pojawie.

        Pozdr.


        • zabulija Re: Zabulijo 18.01.02, 13:36
          alez nie...
          ten post tylko przez przypadek jest pod Twoim!
          odnosi się bardziej do tego, co mi się podoba niż do tego, co się rzeczywiście
          dzieje...
          tak sobie tylko wyobraziłam niecodzienny wątek, bo naprawdę sprawia mi większą
          przyjemność czytanie inteligentnych wypowiedzi...A może człowiek największą
          mądrość skrywa dla siebie samego?
          pozdrawiam ciepło,
          z
          • matea Do Autora watku. 22.01.02, 14:07
            Quickly,
            Twoi czytelnicy czekaja na dalszy ciag tej opowiesci :-)
            Co dalej?
            Z taka lekkoscia poslugujesz sie piorem, ze czyta sie te slowa z zapartym
            tchem ... zatem ...
            Pozdrawiam,
            M.
            • kasia-s Re: Do Autora watku. 22.01.02, 14:13
              popieram przedmówczynię :))
              • Gość: Ewusia:) Re: Do Autora watku. IP: *.telia.com 22.01.02, 14:20
                kasia-s napisał(a):

                > popieram przedmówczynię :))

                Ja tez.....
                :)

                • quickly Re: Do Autora watku czyli do samego siebie 23.01.02, 12:02

                  Nie mam glowy, swiat urwal mi sie pod nogami. Wiruje ze mna w zloto-brylantowym
                  pyle szczescia. Kocham ludzi, zwierzeta, kwiaty, slonce, ksiezyc, ale ja, moja
                  jedyna, wspaniala, cudowna, malutka okruszynke kocham najbardziej...

                  Zakochalem sie tak naprawde, niepowtarzalnie, prawdziwie, szczerze i bez
                  opamietania do samego konca. Czuje to calym swoim cialem i dusza. Wszystko we
                  mnie drzy ze szczescia. Stalo sie. Nie zrozumiecie tego co sie teraz ze mna
                  dzieje... To jest nie do opisania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                  Jest tak jak nigdy - i nigdy tak juz wiecej nie pokocham nikogo w zyciu.


                  (No coz, do soboty powinno mi to przejsc, tak ze wznowie pisanie.)
                  • kasia-s Re: Do Autora watku czyli do samego siebie 23.01.02, 12:23
                    Pan poeta...
                    • matea Re: Do Autora watku raz jeszcze ... 23.01.02, 12:45
                      Ty urwisie zuchwaly!;-) Mowiles, ze to kobiety podsycaja plomien, a potem ...
                      (patrz: watek 'dlaczego mezczyzni sa tacy podli'). Tymczasem, Ty nie dajesz
                      szans mojemu >uczuciu< ciekawosci ;-)
                      No, ale coz - skoro dopadlo Cie cos tak wspanialego, poczekam. Rozumiem, ze
                      sokro w sobote ma Ci 'przejsc', to do pisania bedziesz zdatny dopiero w
                      poniedzialek, hmm? W niedziele - swietuj, lub delektuj sie wspomnieniami ;-)
                      Zatem zycze Ci spelnienia! :-)
                      M.
                      • quickly Wpisuje sie tutaj z wielkim zalem... 25.01.02, 00:51
                        • maga_ Re: Wpisuje sie tutaj z wielkim zalem... 25.01.02, 00:59
                          stary, dobry Kochanowski pisal "bo jako lotny nie ma pieszego dogonić?". więc i
                          ciebie w końcu dopadło to skrzydlate stworzenie? strzała nie chybiła celu?
                          mmm...ciesz się tym quickly i obyś nie przestał..dzień dobry dla ciebie...a dla
                          mnie samej "dobranoc" :)
                        • quickly Re: Wpisuje sie tutaj z wielkim zalem... 25.01.02, 01:06
                          (i znowu cos sie kliknelo... i stad ten pusty wpis powyzej)

                          ...zaraz, jak to bylo. Aha, no to wpisuje sie tutaj z wielkim zalem, bo dzisiaj
                          wyjezdzam na tygodniowe wczasy, ktore zafundowala mi moja ukochana firma. Ja
                          wiem, ze brzmi to nierealnie, ale taka jest naga prawda! Najzabawniejsze jest
                          to, ze wyjezdzam na te wczasy do cieplych krajow.

                          Opuszam moj komputer dzisiaj tj. w piatek, 25 stycznia o 12:00, a wracam w
                          poniedzialek 4 lutego (niestey tego samego roku).

                          Bede za wszystkimi bardzo tesknil i myslal, lezac sobie gdzies na plazy, na
                          takiej malutkiej, zagubionej wysepce, gdzies tam daleko na Pacyfiku, zdala od
                          komputerow i zmartwien... ( z ta wysepka to moze przesadzam, ale tak to sobie
                          wszystko teraz wyobrazam).

                          A co zobacze i przezyje, to wszystko ten pamietnik opowie...

                          • quickly maga chyba wiesz, ze ja... 25.01.02, 01:09
                            ...bardzo ciebie lubie. Zadna strzala amora jeszcze mnie nie dziabnela... ale,
                            kto wie??
                            • maga_ Re: maga chyba wiesz, ze ja... 25.01.02, 01:15
                              quickly, ty chyba wiesz, że my siebie lubimy nawzajem, pomimo czasem
                              przeciwnych stanowsik :)
                              ja romantyczka życzę ci gradu strał, a co tam! albo amorka z karabinem
                              maszynowym bo polec na takim polu bitwy...to sama przyjemność :)

                              a ja wyjeżdżam na 3 dni. mniej tęsknienia, ale zawsze :) liczę, że 4 lutego
                              zobaczę tu powitanie pod swoim adresem.

                              i..ja nie będę na żadnej wyspie. "Boże, zbaw mnie ze Świętokrzyskiej, ze środka
                              miasta, z postopu kamieni!". niestety- nadal w potoku kamieni...i pomiędzy
                              gmachami... tęsknię za chorwacją- moim rajem na ziemi... ale na razie miasto. i
                              przez te trzy dni- wciąż miasto. ale uśmiecham się :)

                              milego dnia, quickly, a dla mnie magicznej nocy. i do"zobaczenia" po powrocie :)
                              • Gość: Ewusia:) do Quickly IP: *.telia.com 25.01.02, 01:47
                                Milego wypoczynku.
                                pozdrawiam:)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka