Obrazek spod kościoła: dziewczynki w sukniach ślubnych a la beza, chłopcy w
garniturkach, no i rodziny w tapirach i krawatach sprzed 20 lat. Szlag mnie
trafił wczoraj

A jak jeszcze w "Dzienniku" wyczytałam, że "komunia to okazja, by kilkulatka
poczuła się jak księżniczka" i że są mamusie, które fundują córeczkom
solarium, fryzjera, profesjonalny makijaż i tipsy, to tylko się rozpłakać.
Pamiętam swoją Komunię - to było 15 lat temu, więc wtedy dzieciom raczej nie
kupowało sie komputera czy pianina. Szczytem marzeń był rower górski

ale i
tak była rywalizacja, która mam droższą i ładniejszą sukienkę. I wredne
oplotkowywanie koleżanek - że ubrała się "po wiejsku" albo za biednie "bo
widziałam taką na wystawie w pawilonach, przeceniona była".
Tak myślę, ze wtedy jakoś mi się Pierwsza Komunia nie kojarzyła z
uroczystością religijną, nie było to przeżycie duchowe. Nie wiem, czy alby by
pomogły, ale myślę, że tak - jednakowe stroje dałyby poczucie wspólnoty.
Każda dziewczynka chce wyglądać ładnie, każda ma ochotę załozyć piękną
sukienkę z koronkami i falbankami - to naturalne. Ale jak pomyślę, że są
rodzice, dla których Komunia to okazja to zrobienia pokazu mody, pokazania,
ile ma sie kasy na superdrogie prezenty, to żal mi dzieci.
Można byc niewierzącym i tak wychować dzieci, ale nie wolno robić z
dzieciaków lalek i przedmiotu własnego snobizmu. Na dodatek wpaja sie
dziecku, że najważniejsze są kasa, tipsy i tapir na łbie.
To taka refleksja po wczorajszym, sorry, ale zebrało mi się nawymioty na
widok lalek Barbie z różańcami.