Koniec Świata jest najbardziej faktem w sensie polit-ekonomicznym, czy też ekono-politycznym. O tym wciąż się pisze. A ja tu chciałbym zwrócić uwagę na ten Koniec zupełnie w ujęciu eschatologicznym

Otóż chodzi o EMI. Właśnie przez satelitę Soho znów ostrzegają przed jeszcze większym wybuchem na Słońcu. Nie, nie żadna nadzwyczajne wydarzenie - i w tym zagrożenie Końcem! Bo w bodajże w 1859 zaledwie zupełnie normalnie a cyklicznie było coś takiego, że w razie powtórki mamy Koniec! A wtedy g... się stało poza pięknymi zorzami polarnymi nad równikiem i totalną awarią wciąż raczkujących telegrafów, bo i za bardzo co więcej nie miało. Teraz przy takim czymś wyp...lą się systemy energetyczne i sterownicze wszystkim. Drobna próbka ku przestrodze była stosunkowo niedawno w Quebecu. Teraz serwery już się pakuje do metalowych szaf, system Soho może w porę ostrzec i uziemić samoloty w zagrożonych rejonach, można w porę awaryjnie odłączyć zasilanie w systemach energetycznych (da się tak szybko bezawaryjnie zastopować turbiny w elektrowniach cieplnych?), żeby przetrwać, ale spodziewane zniszczenia indukcyjne i tak mogą być katastrofalne. W skrajnym przypadku odbudowa może trwać dobrze ponad rok. Zdolność przetrwania cywilizacji bez zasilania i kompów oblicza się na 3-4 miesiące. Potem głód i zaraza. No i wojna? Dzięki.
Bójcie się!