Dodaj do ulubionych

bez tematu

22.01.07, 23:03
przepraszam zostałam za poważnie potraktowana to był spontaniczny lot jakś
lużny wątek dlaczego tak poważnie chyba nie dorosłam do komputera ale
jesteście fantastyczni szczególnie ty huryso jesteś boska epoka kamienia
łupanego tylko skąd ja to znam pozdrawiam jzik znów usiądę przed komputerem to
wpadnę
Obserwuj wątek
    • poloeschatolo Re: bez tematu 22.01.07, 23:57
      rypsyna napisała:

      > przepraszam zostałam za poważnie potraktowana to był spontaniczny lot jakś
      > lużny wątek dlaczego tak poważnie chyba nie dorosłam do komputera ale
      > jesteście fantastyczni szczególnie ty huryso jesteś boska epoka kamienia
      > łupanego tylko skąd ja to znam pozdrawiam jzik znów usiądę przed komputerem to
      > wpadnę

      ziemia jest płaska
      • rypsyna Re: bez tematu 23.01.07, 17:06
        ciekawe zestawienie wyrazów to ma chyba jakąś swoją specjalną nazwę nie wszyscy
        są geniuszami
        • rita78 Re: bez tematu 23.01.07, 19:36
          Ja dodam tylko od siebie..rypsyno
          "bez cenzury" nie oznacza to samo co " bez kultury"...rym wprawdzie jest ale
          różnica znaczna...pozdrawiam
          • napoj.chmielowy Re: bez tematu 23.01.07, 20:34
            rita78 napisała:

            > Ja dodam tylko od siebie..rypsyno
            > "bez cenzury" nie oznacza to samo co " bez kultury"...rym wprawdzie jest ale
            > różnica znaczna...pozdrawiam

            Rita, Ty tą kulturę ze względu na swoje sygnaturki wrzuciłaś?
          • rypsyna Re: bez tematu 23.01.07, 20:45
            dlaczego nie ?to by tylko oznaczało że jest tu miejsce dla każdego trzeba
            ciągle gadać o wielkich sprawach?jestem zupełnie zwyczajna i chcę zostać w wbc
            no i dopiero się oswajam z komputerem .pozdrawiam
            • napoj.chmielowy Re: bez tematu 23.01.07, 20:54
              rypsyna napisała:

              > dlaczego nie ?to by tylko oznaczało że jest tu miejsce dla każdego trzeba
              > ciągle gadać o wielkich sprawach?jestem zupełnie zwyczajna i chcę zostać w wbc
              > no i dopiero się oswajam z komputerem .pozdrawiam

              Jak prześledzisz stare wątki to przeplata się tutaj przepis na pomidorową z
              rykami Ryka o flustracji, egzekucją Saddama i brakiem seksu w domach z betonu.
              Czasami pojawi się piękny widok z okna i renia, która nie chce odpalić. Każdy
              temat jest dobry, a już najlepiej tak bez tematu.
              • anu_anu Re: bez tematu 24.01.07, 08:21
                Słowem - ogólnie jest zupełnie normalnie.
            • sztuk6mistrz Re: bez tematu 23.01.07, 21:00
              rypsyna napisała:

              > dlaczego nie ?to by tylko oznaczało że jest tu miejsce dla każdego trzeba
              > ciągle gadać o wielkich sprawach?jestem zupełnie zwyczajna i chcę zostać w wbc
              > no i dopiero się oswajam z komputerem .pozdrawiam

              O wielkich sprawach? A jaka sprawa jest wielka i jak ją zmierzyć, kiedy u kobiet
              rozstaw między kciukiem a wskazującym to zawsze 25cm? smile)))
            • arek5001 Re: bez tematu 23.01.07, 21:22
              Ja oswajam swojego Potwora a on mi ciągle z rozpora.. ale to chyba nie na temat..
            • orzeszkur Re: bez tematu 23.01.07, 21:22
              rypsyna napisała:
              ciągle gadać o wielkich sprawach?jestem zupełnie zwyczajna

              Bo to własnie jest kultura kamienia łupanego w epoce kamienia myslącego.
              Informacja jest wolna. Ludzie jej nie opanują, to ona nad nami zapanuje.
              Rozum i wola podległe są mózgowi, który robi swoje.
              Już mnie nie ma.
              • poloeschatolo Re: bez tematu 24.01.07, 00:59
                orzeszkur napisał:

                > Rozum i wola podległe są mózgowi, który robi swoje.

                przegiąłeś. dyskryminujesz układ wegetatywny. i rdzeń kręgowy (wiesz co to żaba
                rdzeniowa kolego?)
                • orzeszkur Re: bez tematu 24.01.07, 01:16
                  no jasne,
                  słyszałem jednak że istnieje robactwo mimo to nie odróżniające głowy od ogona,
                  czy to możliwe?
                  • poloeschatolo żaba rdzeniowa 24.01.07, 01:41
                    to taka której zniszczono połączenia między mózgiem a rzdeniem przedłużonym i
                    kręgowym. żyje w sensie fizjologicznym. na reanimacji, neurochirurgii i w domach
                    opieki społecznej pewnie jest również spory odsetek takich osobników naszego
                    gatunku.

                    i jak leżą w szpitalach długo pod aparaturą, to czasem pojawiają się pytania o
                    eutanazję...
                    • kolejar Re: żaba rdzeniowa 24.01.07, 14:07
                      poloeschatolo napisała:
                      > i jak leżą w szpitalach długo pod aparaturą, to czasem pojawiają się pytania o
                      > eutanazję...

                      Niedawno temu uczeni amerykańscy odkryli... Odkryli, że żaba rdzeniowa (w pewnym
                      sensie, bo to był osobnik, co mu mózg był wyciekł) wstała i jeszcze miała
                      pretensje o to, co przez 10 lat mówiono przy jej (a właściwie jego, bo to był
                      facet) łóżku. Uczeni nie potrafią nijak tego wytłumaczyć. Stwierdzili tylko, że
                      "mózg wciąż jest mało zbadany".
                      Osobiście poznałem 2 takie przypadki. Jeden omal nie został moją żoną smile - to
                      była panienka, co w zderzeniu czołowym 126p z ciężarówką straciła znaczącą część
                      głowy, ale w Klinice Neurochirurgii UJ jakoś posklejali i ona po prawie roku
                      wstała. Była całkiem sprawna - piliśmy alk (w wielkich ilościach), tańczyliśmy
                      i... Jedyne, co jej po tym było, to okresowe napady psychozy o obrazie
                      schizofrenopodobnym - wtedy oczywiście też UJ - Klinika Psychiatrii...
                      Drugi przypadek zdarzył się w moim sąsiedztwie. Różnice były tylko takie, że Wr
                      zamiast Kr i rower zamiast 126p. Mózg tak samo wyciekł. Wstała, jak rodzice
                      kazali odłączyć aparaturę.
                    • orzeszkur Re: żaba rdzeniowa 24.01.07, 22:08
                      poloeschatolo napisała:
                      czasem pojawiają się pytania o
                      > eutanazję......

                      zbiorową... gatunku?
                      Pytamy, zgłębiamy, mierzymy IQ, wartości i ceny, kopulujemy, walczymy, pracujemy
                      ponad siły, mimo to używamy układ nerwowy szczątkowo.
                      Co trzeci mieszkaniec Zachodu uważa, że ma kontakt z duchami.
                      www.wprost.pl/ar/?O=96660&C=57
            • kolejar Re: bez tematu 23.01.07, 23:49
              rypsyna napisała:
              dopiero się oswajam z komputerem

              A ja oswajam komputer - co wtajemniczeni aż za dobrze wiedzą. Trochę się niby
              już oswoił, ale tak realnie wciąż nic do niczego nie pasuje (hardware i software
              do siebie i nawzajem we wszystkich kombinacjach). Porady już znam: Linux...
              • kolejar Re: bez tematu 23.01.07, 23:52
                Aha, znów mi dzisiaj na 3 h prąd wyłączyli. Mam tego dość. Huragan Cyryl był
                prawie tydzień temu, a u tych sk... (Z.E.) wciąż coś nie działa.
    • kolejar Temat bardzo poważny 23.01.07, 23:57
      Zatkała mi się rura kanalizacyjna (built 1936). Sytuacja jest ciężka, bo nie mam
      odpowiedniej spirali. Ta nieodpowiednia ma odpowiednią długość (7 m), ale jest
      za cienka, za wiotka i nie daje rady przebić zatoru. Czy ktoś ma coś lepszego?
      • napoj.chmielowy Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 00:34
        kolejar napisał:

        > Zatkała mi się rura kanalizacyjna (built 1936). Sytuacja jest ciężka, bo nie ma
        > m
        > odpowiedniej spirali. Ta nieodpowiednia ma odpowiednią długość (7 m), ale jest
        > za cienka, za wiotka i nie daje rady przebić zatoru. Czy ktoś ma coś lepszego?

        Pytaj Zbynia albo Kury.
        • kolejar Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 13:53
          napoj.chmielowy napisał:
          > Pytaj Zbynia albo Kury.

          Rzecz w tym, że ta za wiotka jest właśnie od Kury. Walczę nią już 4 dni. A
          Zbynio miał dobrą, co 3 lata temu na to samo rewelacyjnie pomogła, ale gdzieś mu
          zginęła - szukał, szukał i nie mógł znaleźć.
          • kolejar Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 18:34
            Mam już poważną (spiralę) - 10 metrową i grubą. Właśnie w ciężkich warunkach
            atmosferycznych przyniosłem ją ze sklepu wod-kan na Nowowiejskiej (47 zł). Teraz
            mały relaks i walka!
            • rita78 Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 20:22
              kolejar napisał:

              > przyniosłem ją ze sklepu wod-kan na Nowowiejskiej
              trzeba bylo wpasc na kawke...smile
              • kolejar Re: Temat bardzo poważny 25.01.07, 04:30
                rita78 napisała:
                > trzeba bylo wpasc na kawke...smile

                A skąd miałem wiedzieć, że mieszkasz gdzieś w pobliżu?
                Za to wpadłem do Jacksona. On z wykształcenia jest mgr inż. technologii
                żywności. I wiecie, gdzie on teraz pracuje???
                On dokonuje przeglądów okresowych Kibli (nie toalet) czyli ezt (jeszcze raz:
                elektrycznych zespołów trakcyjnych) EN57 w ramach PKP-PR SA - Dolnośląskiego
                Zakładu Przewozów Regionalnych we Wrocławiu przy ul. Paczkowskiej - w starej
                hali, co kiedyś nazywała się Lokomotywownia Pozaklasowa Wr.Gł., a teraz
                współużytkują ją: jacksonowy Zakład i PKP-Cargo SA Zakład Taboru we Wrocławiu
                ul. Paczkowska... Bo chodzi o to, że Cargo to lokomotywy i wagony towarowe, a PR
                to Kible i wagony do przewozu podróżnych. Jest jeszcze PKP-IC i tyle tam innych
                PKP... A loki są w Cargo, więc PR i IC płacą za ich wynajęcie do swoich
                pociągów. Tylko PR mają swoje Kible - że same jeżdżą bez lokomotywy. IC nie ma
                Pendolino. Więc Cargo tnie wszystkich na lokach. IC tną podróżnych na biletach.
                PR tną Urzędy Marszałkowskie na dotacjach. Cargo jest na "+". IC jest na "0". PR
                jest na "-" i likwiduje połączenia. Wszyscy należą do Grupy PKP SA. Najlepiej
                ukraść sieć trakcyjną + okablowanie srk (miedź) i szyny (stal). Ruch pociągów
                tylko przeszkadza w działalności w/w spółek Skarbu Państwa.
                W związku z powyższym ruch pociągów stanowi przestępstwo "działania na szkodę
                spółki" i należy natychmiast zgłaszać doniesienia do Prokuratury o faktach
                takiego przestępczego procederu.
                • rita78 Re: Temat bardzo poważny 25.01.07, 23:41
                  oj kolejar ty bys sobie z moim tesciem pogadal..on pkp energetykasmile
            • poloeschatolo Re: Temat bardzo poważny 25.01.07, 00:12
              kolejar napisał:

              > Mam już poważną (spiralę) - 10 metrową i grubą. Właśnie w ciężkich warunkach
              > atmosferycznych przyniosłem ją ze sklepu wod-kan na Nowowiejskiej (47 zł). Tera
              > z
              > mały relaks i walka!

              Daj znać jak walka z czopami gówniano-tłuszczowymi
      • orzeszkur Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 01:09
        www.allegro.pl/item158521304_spirala_do_przepychania_rur_niezbedna_w_domu_.html
        Jak Wrocław bez cenzury, tak bez gówna rury!
        Gdzie głowa nie może - spirala pomoże!
        Wielką kulę historii spiralą przetoczyć
        Świecie przeuroczy, otwarłeś mi oczy!
        • poloeschatolo Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 01:44
          zbyszek żeni zbyt krótkie - dawniej mogłyby być ciekawą alternatywą na rynku
          środków antykoncepcyjnych (obecnie w tym segmencie supremacja piguł i kondonów)
          • rypsyna Re: Temat bardzo poważny 24.01.07, 21:09
            Zastanawiam się kto wygra walkę Kolejar czy kanalizacja,swoją drogą to bardzo
            gówniana sprawa.Zupełnie od czapy-byłam dziś w kinie na Pachnidle nie powaliło
            mnie na kolana czy teraz można zobaczyć coś ciekawego?Czasem zapodadzą coś w tv
            tylko po 24 bo reszta czasu zarezerwowana na total gnioty poza domisiami i
            budzikiem wystarczy przelecieć program z góry na dół.Może ktoś zrobi lokalną
            autorską stacjęObecnie jestem kulturalnie załamana,jutro idę na tybetańskie
            ferie-pewnie mnie powalą jak ten śnieg.Pozdrawiam
            • kolejar Re: Temat bardzo poważny 25.01.07, 01:02
              rypsyna napisała:
              > Zastanawiam się kto wygra walkę Kolejar czy kanalizacja,swoją drogą to bardzo
              > gówniana sprawa.

              Jasne, że JA to WYGRAM! Przynajmniej w tej dziedzinie zawsze dotąd tak bywało. A
              że sprawa dosłownie gówniana, to popijając Lwówek robię różne rzeczy i myślę o
              zabraniu się do akcji. Rozwinąłem przed chwilą spiralę. Jest imponująca.
              Naprawdę ma 10 m! Jednak pojawia się problem - żeby nią kręcić, trzeba wyjść na
              podwórko, a jednocześnie wpychać ją w klop. To będzie dramatyczne w fazie
              przebijania zatoru. Tymczasem jestem tu sam...

              Dalej rypsyna:
              Czasem zapodadzą coś w tv
              >
              > tylko po 24 bo reszta czasu zarezerwowana na total gnioty poza domisiami i
              > budzikiem wystarczy przelecieć program z góry na dół.Może ktoś zrobi lokalną
              > autorską stację

              Zależy co. Jak oglądam Planete, to o różnych porach bywa ciekawie. Ostatnio
              pokazali taki filmik z lat 90 produkcji TVP, gdzie bohaterem był niejaki Rafał
              Gan-Ganowicz herbu Rawicz - vel Jerzy Rawicz z RWE - gość, co całe życie walczył
              z "sowieciarzami" - jak mawia. Był najemnikiem w Kongo i Jemenie. W Jemenie
              zestrzelił sowieckiego MiG-a... Poza tym polecam czasem Ale Kino i Zone Europa -
              dla kinomanek fabularnych. Tam przez cały dzień dają głównie klasykę europejską.
              Fakt, że to nie są premiery, a filmidła często lekko podstarzałe, ale bywa mój
              ukochany Peter Greeneway (ach, ta "Wyliczanka"...). albo Wielki Federico i inni
              - także Aldomovar.
              Co do lokalnej autorskiej stacji, to nie wiem, czy to wiesz, czy czujesz, ale to
              oczywiście lokalnie ja mam odpowiednie kwalifikacje a pomysły... Dawno o tym
              myślałem - to było w czasach, jak zakładali u nas tą legendarną sieć
              światłowodową. Miało być luz otwarcie. Wyszło dotąd jak zawsze - najpierw TP SA,
              teraz MM - przysyłają rachunki, często lewe...

              Dalej rypsyna:
              jutro idę na tybetańskie
              > ferie-pewnie mnie powalą jak ten śnieg.Pozdrawiam

              Nie wiem, co mi się stanie jutro. Tym bardziej pojutrze. Śnieg pada, bo to tzw.
              niż genueński - ten rok będzie pod znakiem wyjątkowej aktywności El Ninia. Na
              Atlantyku wody spokojne. Za to u nas teraz śniegi, latem pewnie potop. Tymczasem
              problemem dla Zakładu Taboru PKP-Cargo w Prokocimiu może być odporność na śnieg
              silników trakcyjnych w lokomotywach AEI-EEC made in England 1961 smile
              Pozdro&buźka
              • rypsyna Re: Temat bardzo poważny 25.01.07, 20:48
                Te całe ferie to bardzo fajna sprawa ale dla dzieci z podstawówki,ciekawe czy
                gdybym przyniosła im swój rysunek też wysłali by go małym tybetańczykom?Co do
                tv to chodziło mi o tę bardziej standardową tvp itp...pozdrawiam
                • kolejar Re: Temat bardzo poważny 27.01.07, 00:43
                  Taaak... A poza tym...
                  ...rypsyna napisała:
                  Co do
                  > tv to chodziło mi o tę bardziej standardową tvp itp...

                  Rozumiem - chodzi o tzw. programowy profil ogólny. A przykład tvp jest tu
                  szczególny. Misja tej firmy od powstania była fatalna. Beznadziejność była
                  celem, a jak coś wyszło ok., to tylko na skutek sabotażu ludzi zaangażowanych do
                  produkcji powodowanych ambicjami artystycznymi lub chęcią sprzeciwu
                  politycznego. Upadek komunizmu nie tylko niczego w tej firmie nie poprawił, a na
                  dodatek przyniósł ze sobą upadek poziomu artystycznego. Pozostałe stacje tv o
                  "profilu ogólnym" to w istocie jakby kontynuacja "misji TVP" - jak TVP i Walter,
                  teraz Walter i TVN, TVP i Lis, teraz Lis i Polsat...
                  • sztuk6mistrz Napisał Marek Piwowski 31.01.07, 19:19
                    Telewizję publiczną łączy z nami, telewidzami, kontrakt - my płacimy abonament,
                    a telewizja ma nam dostarczyć produkt do oglądania. Ten produkt powinien być
                    pełnowartościowy. Otóż nie jest. Telewizja dostarcza nam produkt o zaniżonej
                    wartości po zawyżonej cenie. Może tak robić, bo jej kontrakt z nami jest
                    asymetryczny - my abonament płacić musimy, a telewizja niczego nie musi. Może
                    nadawać, co chce. Jest praktycznie bezkarna i poza kontrolą. A ponieważ jest
                    tylko narzędziem - jak skalpel, którym można odebrać albo uratować życie -
                    wszystko zależy od tego, w czyje trafi ręce. Otóż telewizja dostała się w
                    niewłaściwe ręce i przede wszystkim przestała być publiczną.

                    Czy to możliwe, aby pranie było jeszcze głupsze

                    Kiedy padła komuna, zza pleców romantycznych i wyczerpanych walką
                    solidarnościowych weteranów wyłoniła się generacja pampersów - niczym
                    niewyczerpanych i gotowych do przejęcia zdobyczy. Cechowały ich: determinacja,
                    cynizm i niekompetencja.

                    Nastraszyli prawicę możliwością powrotu komunistów do telewizji oraz do władzy,
                    po czym zapewnili, że oni to zablokują. Obiecali "swoim" politykom, że dopilnują
                    ich interesów. Ale interesem polityków powinny być - bo taki jest interes narodu
                    i jego prawo - media wolne i bezpartyjne. Pampersy, ignorując to prawo,
                    przystąpiły do montowania telewizji partyjnej. Zaczęła się czystka niespotykana
                    od stanu wojennego. Co ciekawe, odsuwano ludzi zaprawionych w zmaganiach z
                    komuną o telewizję niezależną i artystyczną.

                    Pampersy, ulegając przekonaniu, że telewizję można robić tak łatwo, jak oglądać,
                    zignorowały kryterium kwalifikacji zawodowych i etycznych, zastępując je znów
                    zasadą podległości partyjnej. Cofnęły telewizję do poprzedniej epoki. Powtórzyły
                    błąd zetempowców - pampersów wczesnej komuny - którzy wówczas przejmowali
                    kontrolę nad gospodarką też w nagrodę za partyjne posłuszeństwo, a nie za
                    kompetencje: "Wy, towarzyszu, w nagrodę za walkę z wrogiem pokierujecie
                    dystrybucją win" - a towarzysz zarządzał skrócenie leżakowania i sto tysięcy
                    butelek wykorkowało w sklepach.

                    Dyletanta w polityce poznajemy po jego głębokim przekonaniu, że wystarczy do
                    telewizji wepchnąć odpowiednio dużo "swoich", żeby kontrolować opinię publiczną.
                    Ale uwaga, ile razy robiono takie "pranie" i upychano "swoich" - przy ich
                    przerażającym braku kompetencji - zawsze skutek był odwrotny: która partia
                    zdobywała telewizję, przegrywała wybory!

                    Co więcej, skoro ta nieudolna telewizja w dodatku należy do partii - a ja np. do
                    innej partii albo do żadnej - to nie mam obowiązku płacenia abonamentu. Partyjna
                    telewizja niech się utrzymuje z funduszy partyjnych.

                    Płacenie abonamentu powinno być karalne!

                    Stworzenie precedensu "partyjnej telewizji w wolnej Polsce" dało zielone światło
                    każdej następnej ekipie, która już bez skrupułów robiła w telewizji czystki po
                    to, żeby ją zdobyć dla siebie. Nakręcała się spirala degeneracji aż do takich
                    rozmiarów jak afery z Wałęsą, Gembarowskim, Krzaklewskim, Pineirą czy
                    manipulacja sondażami w ostatniej kampanii wyborczej.

                    Fałszerstwa w handlu, usługach, bankach są karane. A w telewizji? Otóż fałszerze
                    tamtych audycji są bezkarni, nadal pracują w TV, mają się dobrze.

                    Pospolite przestępstwo - fałszerstwo, pomówienie - popełniane na oczach milionów
                    przed telewizorami wyrządza odpowiednio większe szkody. A pozostając bezkarne -
                    demoralizuje. Poszkodowaną jest nie tylko osoba, którą fałszerstwo ma zniszczyć,
                    ale my wszyscy przed telewizorami, którym dostarcza się sfałszowany towar -
                    nieprawdziwą informację. To należy karać natychmiast. Nie tylko podczas kampanii
                    wyborczych.

                    Płacąc abonament, współfinansujemy fałszerstwa, bierzemy udział w przestępstwie.
                    Płacenie abonamentu powinno być karalne!

                    Tu - jako pracownik mediów - biję się w piersi: zarzucamy często środowiskom
                    lekarzy, prawników, polityków "źle pojętą solidarność zawodową". Ale sami
                    solidarnie protestujemy przeciw karaniu za przestępstwa popełniane w mediach.
                    Kiedy skazywano dziennikarza z Polic, nazwano to "zamachem na wolność słowa" i
                    urządzono widowisko, w którym dziennikarze zamykali się w klatce przed Sejmem,
                    zamiast przedstawić meritum, czyli dowody na niewinność lub winę skazanego. A
                    jaka była prawda - tę najważniejszą informację zignorowano. Media go broniły
                    tylko dlatego, że przestępstwo popełniono w mediach. Domagając się enklawy
                    bezkarności na swoim terytorium, dziennikarze zdradzają ideał, który głoszą.

                    Który kogut miał rację?

                    Na wydziale filmu i telewizji City University of New York, gdzie uczę, tak
                    ćwiczymy studentów w tropieniu manipulacji: dajemy im taśmy dokumentalne z
                    dowolnie wybranego konfliktu militarnego, politycznego, ekonomicznego i mają z
                    tego zmontować dwie przeciwstawne wersje tych samych wydarzeń - w jednej wygrywa
                    strona A, w drugiej - strona B. Pracują, dopóki obie wersje nie osiągną
                    zbliżonej wiarygodności. Na ostatnim roku dostają zadanie: "Bezpośrednia relacja
                    naocznych świadków wydarzenia, którego w ogóle nie było"! W ten sposób poznają
                    techniki oraz istotę manipulacji. Wyczulają się na nią.

                    Pokazujemy im, jak w kamerze można zmienić portret z dostojnego na niekorzystny,
                    wręcz komiczny - wystarczy kamerą odjechać 50 cm i zmienić oś o 30 st. - jak
                    dekoracją podważyć wiarygodność wystąpienia, jak światłem spowodować, że gość
                    nie może się skupić przed kamerą - pięć lat takich ćwiczeń pozwala później
                    absolwentowi wychwycić w studiu i udaremnić każdą próbę manipulacji, zwłaszcza
                    pozawerbalnej. Jednocześnie przez te pięć lat wpajamy studentom pierwsze
                    przykazanie - dziennikarzowi nie wolno wchodzić do studia z tezą. Dziennikarz ma
                    prawo mieć sympatie i antypatie polityczne, ale nie ma prawa wykorzystywać tego
                    w informacji medialnej.

                    Kompetentny dziennikarz zaprasza do studia gościa, żeby wydobyć z niego
                    najciekawsze i najważniejsze rzeczy - jego poglądy, osobowość, intelekt, wiedzę,
                    uczucia - dać mu błysnąć i pomagać mu w tym, samemu pozostając w cieniu.

                    Przeciwieństwem jest dziennikarz dyletant, który zaprasza gościa po to, żeby
                    błysnąć na jego tle, okazać się lepszym, mądrzejszym, mieć rację, indyczyć się.
                    To on stara się zostać bohaterem audycji kosztem zaproszonego gościa.

                    Kiedy taki dziennikarz dyletant czyta wiadomości, to z nie pozycji przekaźnika,
                    ale autora wydarzeń. To on jest autorem wizyty prezydenta, powodzi, rewolucji,
                    tsunami, zamachu stanu, co sygnalizuje swoim body language.

                    Dyletant użyty w telewizji partyjnej reprezentuje "dziennikarstwo walczące" -
                    zaprasza do studia gościa tylko po to, żeby ten mu przytakiwał - inaczej go
                    zagdacze, zanim ten zdąży rozwinąć jakiś inny pogląd. Jest to możliwe, dopóki
                    mamy w kraju praktycznie tylko trzy telewizje. Kiedy będzie ich 30, ludzie będą
                    wybierali telewizje uczciwe.
                    Jeżeli "dziennikarz walczący" zaprasza do studia grupę polityków, to po to, by
                    wygenerować między nimi awanturę, zrobić show. Nie po to, żeby wspólnie dojść do
                    jakiegoś ustalenia, przeciwnie - podzielić i pokazać, "kto kogo zdołuje", znów
                    błysnąć na ich tle i wykazać, że rację ma zawsze prowadzący dziennikarz. Ale to
                    wcale nie wywołuje podziwu dla dziennikarza i jego erudycji, lecz proste
                    pytanie: po co on do studia zaprasza ciągle takich, którzy nie mają racji?

                    Politycy biorą w tym udział, żeby zaistnieć - nawet za cenę upokorzenia. Spada
                    autorytet polityków oraz telewizji. Ludzie, owszem, oglądają, ale raczej z tych
                    samych pobudek co walki kogutów - kto kogo zadziobie. Politycy obrażają się na
                    ludzi, że nie chodzą głosować. Ale czy kogoś obchodzi, który kogut miał rację?

                    Płacenie abonamentu winno być karane jak walki kogutów czy psów.

                    Teoria ścinania wierzchołków

                    Niedawno padło w Polsce 300 małych firm wytwarzających pewien produkt
                    żywnościowy. Nie wytrzymały konkurencji dwóch zachodnich korporacji, które
                    weszły na nasz rynek z agresywną i dumpingową kampanią reklamową w TVP. Nasz
                    polski produkt był zdrowszy, tańszy, organiczny, z rodzimych surowców. Ale padł
                  • sztuk6mistrz część II 31.01.07, 19:22
                    Ale padł, bo małych polskich firm nie stać ani na dumping, ani na reklamę. Padł
                    z pomocą polskiej telewizji. Zapytałem w TVP, co mogą zaproponować polskim
                    firmom, by honorując zasadę równości podmiotów, wykorzystać unijne preferencje
                    dla tworzenia miejsc pracy i zwalczania bezrobocia, by włączyć TV do
                    odpowiedzialności za gospodarkę w kraju.

                    To niewiarygodne, ale usłyszałem, że TV jest zainteresowana tylko zyskami
                    własnymi, czyli w skali telewizji, a nie w skali kraju.

                    Otóż w ten sposób można wyznaczyć w Polsce sto podmiotów kombinujących tak jak
                    TVP. Niech każdy z nich za cenę własnych zysków obali sto polskich firm
                    zatrudniających po sto osób i już mamy milion bezrobotnych, których niedługo nie
                    będzie stać nie tylko na abonament telewizyjny, ale także na życie. A eksperci -
                    analizujący na ekranach TV przyczyny bezrobocia - niech wskażą palcem również TVP.

                    Na Berkeley University opracowano "teorię ścinania wierzchołków", dzięki której
                    rozpracowano m.in. ruch murzyński i związkowy. W bardzo dużym uproszczeniu
                    polega ona na tym, że kiedy pojawia się charyzmatyczny lider ruchu, np. Czarnych
                    Lampartów, to robi się go merem Sacramento. Ruch pozbawiony charyzmy na górze
                    staje się bierny. A wtedy nowy mer Sacramento może łatwiej uporać się z
                    demonstracjami swoich byłych Czarnych Lampartów.

                    "Teoria ścinania wierzchołków" jest dziś skutecznie stosowana w ekonomii.
                    Inwazja wielkich międzynarodowych podmiotów zmierzających do przejęcia kontroli
                    nad jakimś krajem zaczyna się od ścinania wierzchołków: media, banki,
                    komunikowanie, energetyka, ubezpieczenia, prywatyzacja itd. Na usprawiedliwienie
                    trzeba dodać, że dzieje się to nie tylko w naszym kraju. Ale nie każdy kraj się
                    temu poddaje.

                    Mamoń widzi piramidę

                    Telewizję publiczną rozrywa konflikt pomiędzy telewidzami a reklamodawcami.
                    Telewidzowie wymagają od telewizji jakości, natomiast reklamodawcy ilości, a
                    konkretnie - liczby włączonych akurat odbiorników, na ekranach których mogą się
                    zareklamować. Tę liczbę nazywają oglądalnością. Im większa oglądalność, tym
                    szersze pole rażenia reklamą. Reklamodawcom udało się narzucić telewizji
                    mentalność księgowego Mamonia z filmu "Rejs". Dla ułatwienia: Mamoń to jednostka
                    miernoty - postać, która mając władzę, nie ma wiedzy ani umiejętności. Mamoń
                    może być też postacią zbiorową, np. zarządem albo radą nadzorczą.

                    Dla Mamonia my, którzy oglądamy telewizję, jesteśmy tylko reklamobiorcami. A
                    filmy, sport, muzyka, teatr w telewizji to tylko wypełniacz czasu między
                    reklamami. Mamoń dostrzega - owszem - związek między sztuką a reklamą: na
                    przykład reklamy polis ubezpieczeniowych wchodzą dobrze po scenach gwałtu,
                    zabójstwa albo napadu. Takie sceny Mamoń ceni. Wyobraźnia Mamonia widzi
                    telewizję na kształt piramidy - im niższy poziom, tym szersza oglądalność.

                    Konflikt między nami, telewidzami, a reklamodawcami rozstrzygany jest przez
                    telewizję na naszą niekorzyść, ponieważ my musimy płacić, a reklamodawca nie. On
                    sobie dowolnie wybiera stację telewizyjną, której za-płaci. Dlatego telewizja
                    liczy się z reklamodawcami i na ich obstalunek obniża nam poziom.

                    Wkrótce telewidz będzie sam wybierał program, za który chce płacić, a liczniki
                    tylko to wykażą. Telewizja, niestety, hamuje rozwój w tym zdrowym kierunku. Ale
                    telewizja, w której interes komercyjny przeważa nad interesem publicznym
                    telewidzów, jest telewizją komercyjną, a nie publiczną. Dlatego mamy prawo nie
                    płacić abonamentu.

                    Takie patologie - abonament plus reklamy - pokutują jeszcze w kilku krajach, ale
                    giną.

                    Dlaczego utonął profesor?

                    Oglądalność jest miernikiem zwodniczym. Widziałem wiejskie wesele na 140 osób,
                    gdzie stało 17 telewizorów, na ekranie każdego występował polityk, bo nadciągały
                    wybory, ale nikt tego nie słuchał, dopóki na ekranie nie zapiał kogut w "migawce
                    ze wsi". Wszyscy spojrzeli na ekran, ale po "kukuryku" znów odwrócili się tyłem
                    - liczniki nabijały oglądalność, a telewizja utwierdzała się w przekonaniu, że
                    właśnie kształtuje opinię publiczną. Na koniec wesela przybył ten sam polityk,
                    który swoje wystąpienie ćwiczył trzy dni przed lustrem. "No i jak wypadłem?" -
                    zapytał. I usłyszał: - "Ty chyba przedziałek miałeś z drugiej strony". Tak oto
                    polityk ukształtował opinię swego elektoratu.

                    Oglądalność nie jest wartością merytoryczną, ale statystyczną i zawodną -
                    profesor statystyki utonął w jeziorze, które statystycznie miało 5 cm głębokości.

                    Nic tak nie ożywia akcji jak trupy

                    W subkulturze pojawiło się przekonanie, że "nic tak nie ożywia akcji jak trupy",
                    dlatego też pojawił się model bohatera, który szybko strzela, a do głowy
                    przychodzi mu jedno pytanie: "Gdzie są pieniądze?". Taki bohater - tłumaczy TV -
                    robi oglądalność, bo bliski jest sercu telewidza. Ale oglądalność to tylko
                    odmiana pytania: "Gdzie są pieniądze?", co bliskie jest raczej sercu Mamonia.
                    Telewizja pokazuje przeciętnie 47 filmowych scen zabójstw na dobę skojarzonych z
                    muzyką lekką, łatwą i przyjemną. A co trzeci dzień jakaś rodzina w Polsce
                    naprawdę zabija własne dziecko, wyrzuca na śmietnik albo chowa w beczkach. Jeśli
                    ktoś nie widzi związku między tymi faktami, to na pewno nie powinien kierować
                    telewizją.

                    Ludzie zasługują na tematy, które wynoszą ich na inny poziom komunikacji, tam
                    gdzie nie ma miejsca na agresję, głupotę, na przemoc i zło. Telewizja,
                    narzucając nam uporczywie coś wręcz przeciwnego, upokarza nas, traktuje jak
                    amatorów oglądania patologii: zabójstw, gwałtów, kradzieży, przekrętów. Za to
                    upokorzenie każe jeszcze płacić. Okażmy więc godność - nie płaćmy!

                    Oglądalność można "wyprodukować". Rozwinięte telewizje potrafią wyprodukować
                    potrzebę oglądania programu, również wartościowego, o wysokim poziomie. Nasza
                    telewizja sądzi, że można - tylko obniżając poziom.

                    Jak Mamoń produkuje tchórzy

                    Gdy Mamoń przeniknął do sportu, od razu narzucił sprawozdawcom mentalność, a
                    nawet pokraczny język księgowego, te idiotyczne idiomy: "Wpisał się na listę
                    strzelców", "Etatowy wykonawca stałych fragmentów gry". Nic dziwnego, że coraz
                    więcej ludzi ogląda sport bez dźwięku albo łapiąc stacje zagraniczne.

                    Co gorsza, Mamoń sprawozdawca uczy naród tchórzostwa: "Zawodnik powinien wykopać
                    piłkę jak najdalej od własnej bramki, najlepiej w aut", "Uspokoić grę", "Dowieźć
                    wynik do końcowego gwizdka", "Niepotrzebnie stwarza momenty ryzyka pod własną
                    bramką". Mamoń nie rozumie, że przychodzimy na mecz właśnie po te momenty
                    ryzyka, emocji. Że Ronaldinho przyciąga miliony, bo ciągle ryzykuje. Spokój
                    bliższy jest powadze cmentarza albo księgowości. Na spokojne mecze ludzie
                    przestają przychodzić, a księgowy Mamoń nawet nie rozumie, dlaczego spadają
                    dochody z biletów.

                    Mamoń, dla którego sport to geszeft, obliczył, że o wiele taniej, niż wyszkolić
                    piłkarza, będzie przekupić piłkarza drużyny przeciwnej, żeby zagrał źle. No i
                    przekupuje. A zawodnikom opłaca się grać źle, bo wtedy nawet nie trzeba
                    trenować. Poziom spada, publiczność ucieka, dochody nikną, a sport się
                    degeneruje. Mamoń wpuszczony do jakiejkolwiek firmy, żeby coś ulepszyć,
                    doprowadza do skutków przeciwnych.

                    Mamoń, owszem, potrafi transmitować sport wyczynowy, do tego wystarczy ustawić
                    kamery na boisku. Ale mając masową telewizję, nie potrafi propagować sportu
                    masowego. Państwa i miasta wszędzie dopłacają do utrzymania boisk, basenów,
                    lodowisk, żeby naród był zdrowy. Ale Mamoń chce i na tym zarabiać. Przeciętnej
                    polskiej rodziny już nie stać na wizytę na basenie np. Warszawianki - to ok. 100
                    zł za dzień. Mamoń obliczył, że zamiast finansować baseny i uczyć naród pływać,
                    taniej będzie poustawiać nad wodą napisy": "Kąpiel surowo wzbroniona!".

                    Mamoń w filmie

                    Do niedawna Polska eksportowała filmy i seriale na cały świat, wygrywaliśmy
                    największe międzynarodowe festiwale. I nagle z eksportera staliśmy się
                    importerem trzeciorzędnych seriali południowoamerykańskich. Staliśmy się
                    telewizją niedorozwiniętą, taką, która więcej importuje, niż produkuje. Kolonią
                  • sztuk6mistrz część III 31.01.07, 19:24
                    Kolonią kulturalną. A polskie filmy nie są już nawet dopuszczane do udziału w
                    konkursach, w których występują za to: Bangladesz, Somalia, Wybrzeże Kości
                    Słoniowej.

                    Co się dzieje? Przecież mamy nadal tych samych twórców, którzy potrafią wygrywać
                    festiwale: reżyserów, aktorów, operatorów, co roku dochodzą nowi utalentowani.
                    Co się zmieniło? Tylko jeden klocek w tej układance się zmienił - decydenci,
                    którzy wybierają scenariusze i decydują, jakie filmy mają powstać. Telewizja -
                    główny producent filmów - trafiła w niewłaściwe ręce. Mamonia.

                    Mamoń kalkuluje tak: żeby film był dobry, musi być podobny do trzech ostatnich,
                    które mu się spodobały albo zrobiły kasę, albo wygrały jakiś festiwal. Więc
                    kieruje do produkcji filmy, które właściwie już były - "wtórniki". Nawet wysyła
                    je na festiwale i dziwi się, kiedy mu to odrzucają: "Bo widzieliśmy podobny dwa
                    lata temu, tylko lepszy".

                    Mamoń nie wie, że twórczość to robienie rzeczy, których do tej pory nie było -
                    tylko tak rozwija się sztuka. A jak Mamoniowi może się spodobać scenariusz
                    filmu, którego jeszcze nie widział na ekranie?

                    Decydent powinien spełniać trzy warunki: 1) czytając scenariusz, wyobrazić sobie
                    jego przyszły kształt ekranowy; 2) w oparciu o to wyobrażenie podjąć decyzję:
                    robić to czy nie; 3) poprzeć trafność decyzji własnym dorobkiem artystycznym -
                    jego filmy powinny mieć za sobą takie decyzje potwierdzone nagrodami
                    festiwalowymi lub sukcesem kasowym.

                    W telewizji taki prawdziwy decydent nie występuje. Został wyparty przez Mamonia
                    bez dorobku i autorytetu, za to o silnych łokciach i grubej skórze, co pozwala
                    przepchać się do stanowiska, ale wyklucza wrażliwość . Mamonia cechuje
                    niezdolność do odróżnienia dobrego scenariusza od złego oraz upośledzony
                    mechanizm decyzyjny. Rozsyła on tylko scenariusz ekspertom - do czego wystarczy
                    sekretarka, nie dyrektor decydent. Eksperci opiniują, Mamoń sumuje wyniki i
                    dzieli. Odpowiedzialni za film są wszyscy, czyli nikt. I o to chodzi.

                    Telewizja i film powinny podlegać odpowiedzialności jak wszystkie dziedziny.
                    Jeżeli zawali się hala targowa, most, wieżowiec, spadnie samolot albo umrze
                    pacjent, ktoś za to odpowiada. Za katastrofę filmu albo telewizji nie odpowiada
                    nikt. Ta bezkarność przyciąga cynicznych kombinatorów, którzy z produkcji
                    filmowej i telewizyjnej uczynili pralnię pieniędzy - tzw. producenci zewnętrzni,
                    obroty zagraniczne, wewnętrzny przepływ pieniądza - to kopalnia kryminalnych
                    przekrętów. My ryzykujemy nasze pieniądze, powierzając je prezesowi TV albo
                    ministrowi kultury, a on powinien za to odpowiadać osobiście. Tylko w obliczu
                    takiej osobistej odpowiedzialności stanowiska decydentów zaczną być obsadzane
                    fachowcami z autorytetem, wiedzą i umiejętnościami. Rozwój może nastąpić jedynie
                    pod presją odpowiedzialności.

                    W telewizji jest tak (nie zmyślam): dyrektor agencji filmowej TVP pisze
                    scenariusz, składa go na swoje ręce, akceptuje i kieruje do produkcji. Gotowy
                    film zgłasza na festiwal filmowy w Gdyni. Ponieważ jest także dyrektorem
                    festiwalu, kwalifikuje swój film do konkursu, następnie wybiera jury, które
                    przyznaje nagrodę. I nikt za to nie siedzi.

                    Na marginesie: festiwal polskich filmów w Gdyni powstał tylko po to, żeby ktoś
                    wreszcie zaczął polskim filmom dawać nagrody. Kiedyś enerdowski trabant wygrał
                    rajd samochodowy dzięki temu, że w tym celu zorganizowano rajd trabantów.

                    Połowa Mamoniów przeszła teraz z telewizji do powstającego Instytutu Sztuki
                    Filmowej przy Ministerstwie Kultury. Wybrali się metodą sprawdzoną w telewizji -
                    najpierw wybrali komitet wyborczy, który z powrotem wybrał ich do władz
                    Instytutu. Wicedyrektorem został były dyrektor agencji filmowej TVP. Dyrektorem
                    departamentu scenariuszy został tu człowiek wyrzucony z pierwszego roku szkoły
                    filmowej za to, że nie umiał odróżnić dobrego scenariusza od złego. Teraz będzie
                    je rozróżniał urzędowo. Dyrektorem jest pani, która dopiero "wchodzi w
                    zagadnienie", a jej zadaniem jest rozsyłanie scenariuszy do ekspertów (jest ich
                    140), sumowanie wyników i wyciąganie "wspólnej średniej?". Szefem Rady Instytutu
                    i Stowarzyszenia Filmowców Polskich, które ma kontrolować i oceniać Radę, jest
                    ten sam człowiek.

                    Zamiast 200 osób w Instytucie wystarczyłoby siedmiu kompetentnych zawodowców z
                    autorytetem plus sekretariat. Dziś nie mu tu ani jednego autorytetu. W całych
                    władzach Instytutu jeden drugorzędny reżyser i drugi rekordzista z Księgi
                    rekordów Guinnessa zrobili najwięcej nieudanych filmów. To oni określą oblicze
                    produkcji filmowej. Im więcej dla nich pieniędzy, tym więcej będzie nieudanych
                    filmów.
                    Przyszłość jest jasna - przyszłość to klapa. Tak jak rozłożyli telewizję,
                    rozłożą teraz Instytut. Film polski padnie, dotacje zostaną cofnięte, bo i tak
                    ściągane są jak haracz, a Mamonie przejdą po prostu "do innej gałęzi", żeby ją
                    rozkładać.

                    Tak oto z eksportera kultury stajemy się importerem subkultury.

                    Mamoń kuca

                    Mamoń nawet lubi importować filmy i seriale. Bo nie trzeba umieć produkować,
                    wystarczy jeździć na festiwale - Cannes, Wenecja, Mar del Plata - kupować, brać
                    prowizję, bankietować. Nie trzeba kucać, kiedy strzelają na planie, wystarczy
                    uskoczyć, kiedy strzela korek od szampana. Im gorszy serial, tym trudniej go
                    sprzedać, tym wyższa prowizja, więc Mamoń je skupuje, a my za nasze abonamenty
                    musimy oglądać coraz gorsze seriale latynoamerykańskie.

                    Mamoń, krążąc po świecie, skupuje również tzw. formaty, czyli licencje i pomysły
                    na teleturnieje, wywiady, audycje rozrywkowe, konkursy tańca, wierszy, śpiewu,
                    zgadywanki. Do niedawna w Polsce robiliśmy to sami i szło nam świetnie, a nasz
                    eksport w tej branży słynął z pomysłów, inteligencji, humoru. Teraz, zamiast
                    sprzedawać, musimy kupować pomysły nawet na talk-showy czyli "przychodzi baba do
                    telewizji i odpowiada na pytania", bo Mamoń bierze za to prowizję.

                    "A po co mamy wymyślać sami" - przekonuje Mamoń - "skoro możemy kupić gotowe,
                    sprawdzone". Ale Mamoń nie wie, że dokładnie tak właśnie uzasadnia się
                    kolonizowanym krajom rezygnację z własnej produkcji samochodów, elektroniki,
                    telewizji, wszystkiego, zamieniając je w rynki importowe. Mamoń za prowizję
                    próbuje importować nawet pomysły na wiersze i scenariusze do Polski - kraju
                    literackich laureatów Nobla.

                    TVP nie dla idiotów!

                    Co zrobić, abyśmy znów zaczęli wygrywać festiwale i eksportować naszą kulturę w
                    świat?

                    Przede wszystkim zdefiniować pole konkurencji - co mamy produkować, żeby
                    wyeks-portować. A więc na pewno nie "wtórniki", nie superprodukcje, nie filmy
                    oparte na bogatej scenografii, wysokich budżetach, efektach specjalnych, trikach
                    komputerowych, rozwiniętych technologiach - na tej ścieżce wyścigu nie wygramy,
                    bo nie mamy bazy. A co mamy?

                    Mamy bazę kreacji artystycznej - poetów, literatów, scenarzystów, reportażystów,
                    reżyserów - na tej bazie wyrosła kiedyś "polska szkoła filmu". Mamy bank
                    pomysłodawców, w dodatku obdarzonych wyjątkowym, a bardzo poszukiwanym dziś
                    darem - komediowym widzeniem świata.

                    Świat się dramatyzuje i potrzebuje odreagowania. Popyt na komedie rośnie w
                    oczach. To nasze pole konkurencji. Na to nie trzeba nakładów - dialog kosztuje
                    tysiąc razy mniej niż pościg samochodów. "Kabaret Starszych Panów" powstał na
                    tle dwóch kawałków dykty, a Chaplin jednym obiektywem - pięćdziesiątką -
                    nakręcił arcydzieła.

                    Jak rozkręcić koniunkturę?

                    W pierwszej kolejności odebrać telewizję ludziom, którzy nie mają ani wiedzy,
                    ani umiejętności. Którzy dziś, widząc, że toną, wybierają złą drogę ratunku:
                    otaczają się doradcami, ekspertami, agentami, wicedyrektorami, asystentami,
                    sekretarkami, rozdymają zatrudnienie, a rezultat jest tylko taki, że coraz
                    gorszy program dostajemy po coraz wyższych kosztach. Odpowiedzialność rozmywa
                    się teraz w kolektywach biurokratów. Zatrudnienie w telewizji publicznej sięga
                    prawie 5 tys. osób. Dla porównania w - TVN czy Polsacie jest prawie dziesięć
                    razy mniejsze.

                    Podczas zajęć na wydziale filmu i telewizji
                  • sztuk6mistrz część IV -trochę przesadziłem ale warto przeczytać 31.01.07, 19:26
                    Podczas zajęć na wydziale filmu i telewizji City University of New York
                    przeprowadziliśmy symulację działania sieci telewizyjnej o parametrach
                    zbliżonych do Telewizji Polskiej. Oto wynik w dużym skrócie: 1) Zatrudnienie w
                    takiej sieci powinno wynosić 770-790 osób. 2) Odpowiednią restrukturyzację
                    przeprowadzić można w 190 dni. 3) Zmianami kierować powinien zespół 9-11-osobowy.

                    Z tego wynika, że dziś do telewizji 80 proc. osób przychodzi niepotrzebnie - po
                    to tylko, aby zainkasować nasze pieniądze. Płacąc za abonament, utrzymujemy
                    nadwyżkę 4 tys. nikomu niepotrzebnych, a żyjących w luksusie funkcjonariuszy,
                    biurokratów, ich gabinety, honoraria, samochody, podróże zagraniczne, z których
                    nic nie wynika, sekretarki, telefony, nagrody, fundusze reprezentacyjne oraz
                    armię prawników, których jedynym zajęciem jest ochrona tego stanu rzeczy.

                    Telewizja, która stanowczo domaga się redukcji zatrudnienia górników czy
                    kolejarzy, powinna spojrzeć w lusterko. Rozdęta i dojona przez kombinatorów
                    telewizja wyjaśni, że zreformować się nie da. Nie musi. A my nie musimy płacić
                    abonamentu.

                    Do rozliczenia za rok

                    Są ludzie, którzy mogą robić zmiany i pokierować nimi. W Polsce mamy w tej
                    chwili: 80 producentów i organizatorów produkcji klasy światowej, 20
                    realizatorów - reżyserów zdolnych wygrać każdy festiwal i pokierować artystyczną
                    stroną produkcji - mamy ponad 150 wybitnych dziennikarzy telewizyjnych. Są
                    ludzie mogący robić najlepszą telewizję, by wejść do czołowej dziesiątki na świecie.

                    Potrzeba roku, aby telewizja stanęła na nogi, zaczęła eksport, dając
                    zatrudnienie tysiącom aktorów, scenarzystów, dziennikarzy, operatorów,
                    reżyserów, przynosząc miliony z eksportu tego, co mamy najlepsze - kultury.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka