map4
25.04.07, 13:12
Zaszokowała mnie wiadomość o tym że Brabara Blida nie żyje.
Choć zdarzy się to każdemu z nas - prędzej czy później, zaszokowały mnie
okoliczności jej śmierci.
Nie wiem, jak ująć moje wątpliwości (a mam ich trochę) i jednocześnie nie
zostać posądzonym o "spiskową teorię dziejów", "myślenie Macierewiczem"
(copyright by hurysa1) czy też zarażenie się wirusem choroby wściekłych kaczek.
Policja polityczna włazi Barbarze Blidzie nad ranem do domu, z nakazem
rewizji. Ok. Zaczyna się kipisz.
1. Od tego momentu trzymana cały czas na oku podejrzana nie ma możliwości
przeniesienia broni do łazienki, czyli broń musiała tam być wcześniej schowana.
3. Funkcjonariuszka podczas rzekomego samobójstwa była w łazience z
podejrzaną. To są nowe dla mnie standardy - do tej pory sprawdzało się
pomieszczenie, obstawiało ewentualnie okna i podejrzany załatwiał się sam.
Przypominam: Barbara Blida nie została nawet tymczasowo pozbawiona wolności !
4. Podejrzana strzela sobie w klatkę piersiową.
5. "padły strzały" - brzmi cytat z GW. Liczba mnoga ?!?!?!?!?!?
A teraz to, co mnie przeraża:
- istnieje wiele miejsc w domu, w których nie trzyma się broni. Na pierwszym
miejscu jest właśnie łazienka, ze względu na wilgoć,
- podejrzana po rozpoczęciu rewizji była cały czas pilnowana, więc nie mogła
przenieść broni skądśtam w domu do łazienki.
- podejrzana strzela sobie w klatkę, według "GW" przynajmniej dwa razy. To ja
się pytam: kto normalny strzela sobie w klatkę piersiową ? Dlaczego nie
strzeliła w głowę ? Efekt murowany, a śmierć jest natychmiastowa.
- strzela wielokrotnie !!!!!!! To znaczy, że za pierwszym razem ją nie dość
zabolało, czy jak ? Który samobójca poprawia własne samobójstwo ?
- funkcjonariuszka ABW, która widziała samobójstwo nie została zatrzymana do
dyspozycji prokuratora, nie złożyła żadnych wyjaśnień - po prostu wyszła z
łazienki w której leżał trup i zniknęła z opowieści Gazety Wyborczej.
- tekst nic nie wspomina o broni: nie wiadomo z jakiej broni zginęła
podejrzana, czy zdjęto z niej odciski palców, czy była to legalna broń jej
męża, nie wiadomo, jaką broń w ogóle zabezpieczono. Nie wiadomo, czy
zabezpieczono broń funkcjonariuszki ABW, czy sprawdzono jej dłonie na obecność
cząstek prochu. Nie wiadomo, jak długo po strzałach funkcjonariuszka ABW była
sama z trupem w łazience.
Ostatnia sprawa to zadziwiające podobieństwo do "samobójstwa" które zostało
wykonane na Ireneuszu Sekule. Tamten też strzelił sobie dwa razy, choć w
brzuch. Raz też jemu widocznie było za mało.
Funkcjonariuszka ABW: co ona robiła razem w łazience z podejrzaną ?
A jeśli już - kto dopuścił do tego, że jedną podejrzaną pilnowała tylko jedna
funkcjonariuszka ? Teraz ABW może mówić co zechce, bo przecież "dead man don't
talk".
Czy powyższe niejasności są wystarczające, żeby podejrzewać Agencję
Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zamordowanie Barbary Blidy ?
Boję się odpowiedzi na to pytanie.