Ze w "walce" dwujezyznoscia naszych pociech czesto jest pod gorke to wszyscy wiemy (a jak nie wiemy to w pewnym momencie sie dowiemy) ale bywaja i takie dni.
Wychodze z domu ze starsza (8.5 latka) na basen, mlodsza (5-latka) uziemiona katarem marudzi nieziemsko uczepiona mojej nogawki. Nie wychodz bo to, nie wychodz bo tamto, mnie juz konczy sie cierpliwosc a jej argumenty.
W koncu resztkami sil wykrzykuje: "Nie wychodz bo
nie bede miala przez ten czas z kim rozmawiac po polsku!!!!".
... ku pokrzepieniu serc...