Dodaj do ulubionych

mediacja we Wloszech

07.03.12, 01:07
Mam okazje przechodzic przez niezbyt mile doswiadczenie konsultacji mediacyjnej w kwestii podzialu czasu opieki nad dzieckiem. Dokladnie 4,5 rocznym Mateuszkiem (dla niektorych wylacznie Matteo!). Mediacja jest zlecona przez sad, poprosilam o nia juz dwa lata temu i sie doczekalam, nie mozna z niej zrezygnowac, spotkania nagrywane sa na 3 dyktafony (po jednym dla kazdej z pan mediatorek) i dvd. Dla mnie to jedyna szansa, zeby mojemu eks nie udalo sie wyeliminowac mnie z zycia mojego dziecka za pomoca prawniczych sztuczek, bo ma olbrzymia przewage. Ale do rzeczy; jedna z kwestii jest oczywiscie dwujezycznosc naszego synka, ktora czy sie to jego ojcu podoba czy nie jest faktem. Synek chodzi rzecz jasna do przedszkola, jak 99% wloskich dzieci, eks wybral przedszkole prywatne (nawet o tym nie wiedzialam, ze szkola juz sie bardziej ogarne!), w ktorym jest "program dydaktyczny" od 9 do 16. Do niedawna zabieralam Mateuszka o 13, bo jest taka mozliwosc, ale w trakcie mediacji zasugerowano mi, ze lepiej zgodzic sie na zostawianie go do 16 i na razie wole tak robic, choc nie pojme chyba nigdy, dlaczego dla 4 latka ma byc wazniejszy program dydaktyczny, niz wlasna mama. Ze wzgdedu na moja prace jestem z nim tylko polowe miesiaca. W tej polowie, kiedy jestem eks mial jeszcze dwa popoludnia czyli praktycznie nie widzialam dziecka dodatkowo 4 dni w ciagu "moich" dwoch tygodni. Mediatorki zamieszaly w tym troche i daly mi wiecej czasu. Bilans jezyka wloskiego i polskiego jest wiec bardzo nierowny: wloskie otoczenie, rzadkie wizyty w Polsce (brak zgody ojca oczywiscie), niezbyt regularne wizyty w polskiej szkolce w sobotnie popolunia, praktycznie po polsku mowi wylacznie ze mna....Daje sobie rade super, bo staram sie z nim rozmawiac jak najwiecej, w domu oczywiscie filmy po polsku, radio, piosenki...Myslalam, ze to bedzie argument do np. dluzszych pobytow w Polsce w czasie wakacji i swiat. Okazalo sie jednak, ze to zaden argument, bo...mamy miec po rowno, w dodatku za malo integruje dziecko z WLOSKIM srodowiskiem! Oprocz tego przedszkola powinnam w WEEKENDY zapraszac jego wloskich rowiesnikow, zeby sie nie czul wykluczony, pani mediator bardzo sie zdziwila, gdy zobaczyla u nas w domu filmy, gry i ksiazki wylacznie po polsku! No jak za przeproszeniem to dziecko by sie nauczylo mowic, gdybym nie pokazywala mu bajek i nie czytala w moim ojczystym jezyku? Zadna z pan nie slyszala o OPOL, choc obiecaly ze sie doucza, ale biorac pod uwage, ze nie czytaly w ogole postanowien sadu w naszej sprawie, to bardzo watpie. W czasie ich wizyty musialam wiec mowic z nim po wlosku, choc nie jest to sytucja normalna w naszym domu, a to chyba chcialy zaobserwowac. Wszyscy, wlacznie z tatusiem, zgadzaja sie, ze dwujezycznosc jest olbrzymim darem dla dziecka, tylko ze jak przychodzi co do czego to nikt nie ma pomyslu, jak te dwujezycznosc osiagnac! To znaczy ja mam, ale okazuje sie, ze tatus nie ma obowiazku bywac z dzieckiem w polonijnym przedszkolu (raz w miesiacu!!! stwierdzil i panie sie zgodzily, ze to daleko, z google map bylo dokladnie 1 h 13 min drogi samochodem!, dla mnie to niezla wyprawa, bo jedziemy pociagiem, Mateuszek polubil pociagi smile. W tej chwili sytuacja wyglada tak, ze czesto wloskie otoczenie jest zachwycone, ze dziecko tak ladnie mowi w obu jezykach, jego ojcies absolutnie nic w tym nie pomaga (i okazuje sie, ze nie musi!), ale za to ja musze starac sie, aby przypadkiem swoim gadaniem po polsku do dziecka nikogo nie urazic!!! Ktoras przedszkolanka wyjechala wlasnie z takim zarzutem, nie do mnie niestety, aby choc mozna bylo podyskutowac, ale do mediatorek. Do mnie wszystkie sie bardzo ladnie usmiechaja...
Nie wiem juz jak przekonywac do swoich racji; dla mnie tez sa to nowe doswiadczenia, wraz z wiekiem rzeczywiscie te interakcje z wloskimi rowiesnikami beda coraz wazniejsze, polskich jest jak na lekarstwo, w dodatku nawet ci, co mowia po polsku czesto potrafia w zabawie przejsc na wloski...no przeciez nie bede im zwracac uwagi!
W jaki sposob mozna ten slabszy jezyk podtrzymywac? W czasie mojej nieobecnosci. Probowalam babci wciskac polskie bajki, gdy wyjezdzalam, ale mu raczej nie puszczala, a on sie nie upominal. Moze ktos mialby pomysl?
Obserwuj wątek
    • ciotka_paszczaka Re: mediacja we Wloszech 09.03.12, 10:00
      Nie wiem, czy kto kolwiek z nas bedzie wiedzial cos wiecej, poza ogolna rada: nie poddawaj sie. Moze spróbuj poszukac osob w podobnej sytuacji (niekoniecznie polsko-wloskiej,ale powiedzmy wlosko-...) ktore beda mialy jakies doswiadczenia? Tzymam kciuki.
    • turzyca Re: mediacja we Wloszech 09.03.12, 10:37
      Nie mam zupelnie doswiadczenia, ale zdroworozsadkowo:
      1) Poszukac osob w podobnej sytuacji, ktore maja juz doswiadczenia. Tylko eliminowac zgorzkniale od razu na wstepie.
      2) Znalezc literature pozytywnie przedstawiajaca dwujezycznosc i metody jej uzyskania - i tu byloby najlepiej, gdyby autorami byli uznani wloscy eksperci. Ludzie z pkt. 1 pewnie maja te rzeczy obcykane.
      3) Targowac sie w kwestii "po rowno" - po rowno oznacza, ze Ty zapraszasz w weekend wloskich rowiesnikow, ale tez ze dziecko jest co tydzien w polskim srodowisku czyli tatus siada w ten samochod. Bo co - polskie znajomosci mniej wazne?
      Choc swietnie byloby, gdyby udalo Ci sie zmontowac miejscowa polskojezyczna grupe zabawowa, spotkania z ktora stana sie czescia stalego rytmu tych Waszych dwoch tygodni. I wtedy nie ma przebacz, wysilek zadny, a oddzielanie od sieci spolecznej ewidentne.
      4) Mowisz po wlosku absolutnie perfekt czy zdarzaja Ci sie bledy, masz akcent? Bo ja to traktuje jako niezbywalny argument przeciwko pomyslom, ze moje dzieci mialyby sie ode mnie uczyc niemieckiego. Z moimi bledami? I co z tego ze niewielkie, skoro od innych osob dzieci moga sie nauczyc jezyka zupelnie bezblednego. To w zasadzie tlumi protesty w zarodku, w przypadku uparciuchow mam asa w rekawie w postaci znanego, a uposledzonego jezykowo emigranta.
      5) I tu jest kolejny argument na rzecz dwujezycznosci, choc trzeba go stosowac z niezwyklym wyczuciem - osoba, ktora mowi z bledami, automatycznie uchodzi za glupsza. Zabranianie rodzicowi komunikowania sie z dzieckiem w jezyku, ktory on zna perfekt, a zmuszanie do mowienia w jezyku, w ktorym robi bledy, jest podkopywaniem jego autorytetu. A to utrudnia proces wychowawczy.
    • sarahdonnel Re: mediacja we Wloszech 14.03.12, 22:08
      A co na to adwokat? Wloska pani adwokat wyspecjalizowana w miedzynarodowych sprawach rodzinnych oszczedzilaby Ci polowy nerwow. A praw do wyjazdu do Polski na wakacje powinnas moc dochodzic przed sadem oddzielnie (co roku to samo, ale moze warto?). Jezeli adwokatka wykombinuje, ze ojciec naduzywa wladzy rodzicielskiej do kontrolowana Ciebie, to masz szanse doprowadzic do nowego kontraktu w sprawie podzialu wladzy rodz.

      Mediatorki z Twojej relacji naduzywaja wladzy - ich rola jest podobna do 'kontroli spolecznej'. Jezeli polonijne przedszkole jest za daleko, a dla Ciebie jest to wazne - niech pan tata poszuka lepszego rozwiazania. Argumenty Turzycy sa bardzo racjonalne.

      Poza adwokatka polecam trening asertywnosci dla kobiet w tubylczym jezyku. Ustawia Cie po sprawie rozwodowej do sytuacji 'to jest tylko ojciec mojego dziecka' (w kontrascie do 'moj eks') pozwala nabrac dystansu. Przy okazji cwiczysz gotowe wzorce skutecznych negocjacji. Sprawdzone.

      Trzymaj sie!

      Ja rozejsciem sie z ojcem Lwa (obecnie 19 mies, musimy utrzymywac poprawne kontakty) doprowadzilam do scenek typu rodzice ze soba po angielsku, do otoczenia po holendersku (czesem ang), mama do dziecka po polsku, tata do dziecka w krio. Uparlam sie, zeby ten kundel postkolonialny byl obecny w swojej oryginalnej formie, a nie zastapiony afrykanskim angielskim. O ile z siostra bylego nie rozmawiam, tak tu sie zgadzamy smile. Jak przy ojcu mowie dziecku cos, czego pan tata nie zalapie z kontekstu, to tlumacze. Krio znam calkiem niezle, jak na Europejke, i wcale mi nie przeszkadza.

      Chociaz doswiadczenie podpowiada mi, ze do osiagniecia takiego stanu rzeczy potrzeba sporo energii i dobrego adwokata.
      • dorrit Re: mediacja we Wloszech 15.03.12, 12:09
        Mieszkasz w malej miejscowosci?
        W duzych miastach mozna znalezc rodzine polska lub polsko-wloska z dzieckiem w podobnym wieku. Moglby Twoj synek wowczas "socjalizowac" sie z rowiesnikiem i jednoczesnie slyszec polski (nawet, jesli dwujezyczny rowiesnik mowi glownie po wlosku).
        Jesli chcesz doksztalcic mediatorki nt. dwujezycznosci, daj im artykuly na temat, po wlosku, argumentujac, ze swoja prace moga dobrze wykonac, jesli poznaja temat. To sa "mediatori culturali" prawda? Zwykle te osoby powinny umiec obchodzic sie z ludzmi z roznych kultur.
        Poza tym, jesli masz mozliwosci odbierac synka z przedszkola o 13, przedszkole rowniez daje taka mozliwosc czyli nie stanowi to przerwania "dzialanosci dydaktycznej", to popros o wyjasnienie, dlaczego masz tego nie robic, w tym co dziecko straci z dzialanosci dydaktycznej (i przygotuj odpowiedz, co zyska... moze wtedy np. chodzic na basen albo do parku i zyskac na zdrowiu! jesli kontakt z matka nie jest ceniony).
    • risando Re: mediacja we Wloszech 15.03.12, 13:12
      ----------
      W jaki sposob mozna ten slabszy jezyk podtrzymywac? W czasie mojej nieobecnosci. Probowalam babci wciskac polskie bajki, gdy wyjezdzalam, ale mu raczej nie puszczala, a on sie nie upominal. Moze ktos mialby pomysl?
      ----------

      Pomysl mam, tylko nie wiem, czy on dziala w Twoim przypadku. U nas "czas na niemiecki" jest coraz mniej, bo im starsza corka, im wiecej ma zajecia szkolne i pozaszkolne i sporo czasu spedza juz poza domem i bez rodzicow. Nasza deska ratunkowa, jesli chodzi o utrzymanie znajomosci slabszego jezyka (jestem jedyna osoba niemieckojezyczna w codziennym otoczeniu corki), jest wieczorne czytanie ksiazek. Corka jest tak "zaprogramowana" od najmlodszych lat, iz moge jej czytac ksiazke nawet przez kilka godzin, a ona sie tym nie nudzi (z drugiej strony sama czytac po niemiecku niestety nie lubi). Czytam jej prawie codziennie wieczorem przed spaniem (srednio 45 do 60 min.). Bajek na CD itp. nigdy nie lubila i nie lubi, aczkolwiek prezentowalem jej mnostwsto tego typu nagran, kiedy byla w wieku przedszkolnym. Ignorowala jej po prostu. Jedyne, co bylo dla niej do przyjecia, to byly nagrania ... mojego glosu, bo przypominaly czytajacego na zywo tate.

      Jesli Twoj syn w miare lubi ksiazki (a moze jeszcze polubi), to takie wlasne nagrania moga stanowic pewne rozwiazanie. W tych dniach, ktore spedza z Toba, czytasz mu na zywo, a w pozostalych dniach on moze sobie posluchac, jak mu czytasz "z tasmy". Inny sposob, ktory wymaga jednak juz pomocy ojca, to "czytanie via Skype", czyli laczysz sie z synem online. Byloby to oczywiscie lepiej, bo mozna odpowiadac na pytania, omowic trudne slownictwo itp.

      Wedlug mojego doswiadczenia, w niekorzystnych okolicznosciach lepiej jest codziennie troche "pracowac nad jezykiem" niz np. raz w tygodniu przez caly dzien. Dziecko szybko sie uczy, ale niestety tez szybko zapomina.

      Pozdrawiam
      • vanilaicecream Re: mediacja we Wloszech 15.03.12, 21:25
        Dzieki za Wasze odpowiedzi smile
        Mam adwokata, bo taki jest obowiazek. Sprawa trwa juz prawie 3 lata! Ciagle obowiazuja tymczasowe postanowienia w stylu 20 dni wakacji, co praktycznie czynilo wiezienie z naszego miejsca zamieszkania w pozostalym okresie letnim! Mozecie sobie wyobrazic groteske w postaci "wakacji" dwuletniego dziecka? I np. dwoch dni w czasie Wielkanocy, ciekawe gdzie bym mogla sie wybrac dysponujac takim zasobem wolnego czasu? Nie musze mowic, ze jego ojciec robil co chcial, a jego adwokat tlumaczyl, ze siedzenie na plazy czy wyjazd do Legolandu z ojcem to nie sa wakacje!!!
        Miejscowosc, w ktorej sie wszystko toczy jest dosc specyficzna, nazywa sie Wenecja wink Dopiero teraz otwieraja mi sie oczy, w co tak naprawde sie wpakowalam z ta wloska mafia. Jednak pozytywna strona tego miejsca, mimo gigantycznej hipokryzji, jest duza otwartosc na swiat smile Wenecjanie zyja z turystow i sa do nich przyzwyczajeni. Moj akcent nie pozostawia watpliwosci co do niewloskiego pochodzenia, przedszkolanka do dzisiaj mowi do mnie glosniej, niz normalnie, chociaz problemu ze sluchem nie mam wink
        Synek lubi ogladac bajki, wiec zwoze mu za kazdym razem. Ostatnio zaskoczyl z czytaniem, bo dlugo nie chcial, zeby mu czytac. Teraz sie prosi i to niezly pomysl, zeby sie nie ograniczac do 15 minut, tylko klasc go wczesniej i czytac dluzej. W domu tatusia ma gigantyczny telewizor, w ktory sie moze gapic nawet rano (!) i kilka programow dla dzieci, wiec konkurencja spora....Ale dajemy rade.
        Ja sie na razie zastosowalam do tych mediacyjnych zalecen, ale jesli sytuacja ma wygladac tak, ze ja sie stosuje, a jego ojciec nie, to raczej nie trzeba byc wielkim psychologiem, zeby sobie wyobrazic, co bedzie dalej, jak juz postanowienia zapadna, czas sie podzieli miedzy nas... i kazde z nas nadal bedzie robilo co chce! To prawda, ze ja sie nieco zamknelam w swoje ortodoksyjnej polskosci i nawet gotowa jestem sie otworzyc, jednak musze miec choc minimalne wsparcie, a nie deprecjonowanie wszystkiego, co polskie i co mnie dotyczy!
        Na skypie rozmawiamy codziennie jak wyjezdzam, ale przy tak malym dziecku jak sie ojciec uprze to odwroci jego uwage, wiec czasem jest tak, ze po dwoch minutach mowi, ze musi isc, a czasem sie uda rozmawiac, czy przeczytac wierszyk. W trakcie mediacji ojciec przestal rzucac uwagi, ze mamy ze soba po wlosku rozmawiac na skypie, synek przewaznie mowi po polsku, choc bylo juz tak, ze pokazywal na migi, wysylal serduszka lub tylko krecil glowa, gdy go pytalam sad
    • katkr334 Re: mediacja we Wloszech 17.03.12, 11:35
      Szanowna Pani,
      bardzo zainteresowala mnie Pani historia. Pisze prace magisterska o rodzinach mieszanych narodowosciowo i wielojezycznosci. Zastanawiam sie, czy zgodzilaby sie Pani porozmawiac ze mna przez telefon lub Skypa.
      Sama mieszkam w Szwecji, jestem mama dwujezycznych chlopcow i tez rozstalam sie z ojcem dzieci.
      Oto moj e.mail: aventuryn@yahoo.com
      Pozdrawiam serdecznie, Katarzyna.
      • dorrit Re: mediacja we Wloszech 19.03.12, 11:14
        W Wenecji kiedys (tj. kilka lat temu) dzialalo preznie stowarzyszenie polonijne, ktore wsrod czlonkow zrzeszalo ludzi roznych zawodow (osobe pracujaca w Provincia di Venezia, jakiegos adwokata itp.). Moze warto poszukac ich i zwrocic sie przynajmniej o porade? Niestety, obecnie dzialajacych tam osob nie znam, wspominiam za to, jak lata temu ofiarnie angazowali sie w rozne akcje, w tym pomoc rodakom... Sprobuj (nazwa: Associazione Culturale Italo-Polacca del Veneto/Stowarzyszenie Kulturalne Włosko-Polskie w Weneto, adres: Via Argine Destro, Canale Taglio, 21 30034 Mira (Venezia), info@poloniaveneto.it,
        www.poloniaveneto.it; prezes p. Jolanta Piotrowska - ktora wspominam jako bardzo ofiarna i energiczna osobe).

        ).
      • jan.kran Re: mediacja we Wloszech 19.03.12, 11:28
        katkr334 napisała:

        > Szanowna Pani,
        > bardzo zainteresowala mnie Pani historia. Pisze prace magisterska o rodzinach m
        > ieszanych narodowosciowo i wielojezycznosci. Zastanawiam sie, czy zgodzilaby si
        > e Pani porozmawiac ze mna przez telefon lub Skypa.
        > Sama mieszkam w Szwecji, jestem mama dwujezycznych chlopcow i tez rozstalam sie
        > z ojcem dzieci.
        > Oto moj e.mail: aventuryn@yahoo.com
        > Pozdrawiam serdecznie, Katarzyna.

        ----------> Po pierwsze bardzo , bardzo trzymam kciuki za autorke watku. Niewiele moge pomoc i doradzic ale naprawde warto zainwestoac w polski choc to nie jest latwe.

        OT do Katkr. Jestem samotna matka dwojga doroslych , wielojezycznych dzieci.
        Mieszkam wOslo. Gdybym mogla ja lub moje dzieci cos pomoc chetnie sie zglosze .
        Pozdrawiam.
        Ula
        • katkr334 Re: mediacja we Wloszech 19.03.12, 22:45
          Do Pani w Oslo:
          Pisalam do Pani w watku "przedstawmy sie" (czy cos takiego). Moglaby sie Pani do mnie na maila odezwac?
          Pozdrawiam serdecznie,
          Katarzyna
          • vanilaicecream Re: mediacja we Wloszech 20.03.12, 08:09
            Dorit jestem w kontakcie z tym stowarzyszeniem, jak tez z Polska Ludoteka Rodzinna, gdzie prowadzone jest polskie przedszkole i szkola w sobotnie popoludnia. Wybieramy sie w te sobote, podobno ma byc telewizja polonijna wink Ojciec dziecka przyslal wczoraj zaproszenie na urodziny do kolezanki z przedszkola, o tej samej godzinie (w tym tygodniu to trzecie zaproszenie!) tlumaczac, ze naszemu dziecku bardzo zalezy...Odpisalam, ze jako iz jestem jedyna osoba, z ktora nasz syn ma okazje przebywac w polskim srodowisku i tez mu bardzo na tym zalezy to kolezance zlozymy zyczenia telefonicznie i pojedziemy do Ludoteki. Wyslalam tez zaproszenie na wielkanocne swiecenie pokarmow w bazylice w Padwie, bo Swieta Wielkanocne spedza z ojcem. Zdziwilabym sie bardzo, gdyby pojechal, tym bardziej, ze naprawde mam wrazenie, ze nawet mediatorki nie maja pojecia co znaczy wychowywac dziecko DWUjezyczne sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka