26.05.06, 08:14
Witam serdecznie dotychczas tylko czytałam forum ale postanowiłam
napisać,gdyżuważam ,że wiedza osób uczestniczących często jest więcej warta
gdyżwynika z własnych przeżyć i doświadczeńw walce z chorobą.Moje pytanie
dotyczy kiedy możn mówić o całkowitym wyleczeniu z choroby nowotworowej,
lekarze unikają ,twierdzą że to indywidualne. A ja się zastanawiam ,czy jeśli
mój mąż jest 5 lat po zabiegu usunięcia glejaka 2 st. i czuje się
dobrze ,pracuje jest aktywny i nie ma dolegliwości to czy można już odetchnąć
i cieszyć się z wyzdrowienia. Bo powiem szczerze ,że ciągle się
zamartwiam ,że choróbsko powróci i zaatakuje w najmniej oczekiwanym
momencie.Pozdrawiam serdecznie Gosia
Obserwuj wątek
    • shadowland1 Re: nadzieja 26.05.06, 11:21
      moim zdaniem nie mozna zyc caly czas w napieciu, ze choroba wroci...tak sie moze
      zdarzyc- dlatego wazne sa badania kontrolne ale wcale nie musi, tego nie wie
      NIKT...osoba, ktora nigdy nie chorowala tez przeciez moze zachorowac; widomo ze
      nowotwor to trauma i juz zawsze czlowiek jest troche przewrazliwiony, stresuje
      sie jak zbliza sie termin badania kontrolnego ale jak wszystko wychodzi dobrze
      to moim zdaniem trzeba zapomniec i starac sie jak najmniej o tym myslec; lek
      przed tym co ewentualnie moze byc potrafi zatruc zycie, odebrac radosc a
      przeciez czlowiek ktory otarl sie o smierc wie co w zyciu jest wazne, nie bedzie
      sie przejmowal glupotami, ma szanse bardziej wykorzystac kazdy dzien bo wie jak
      kruche jest zycie; z medycznego punktu widzenia to jest chyba tak, ze po kilku
      latach mozemy mowic o wyleczeniu tego konkretnego nowotworu ale jednak istnieje
      u tego czlowiek jakas predyspozycja, moze zapisana w DNA dlatego osoba taka
      powinna stale byc pod kontrola; pozdrawiam
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: nadzieja 26.05.06, 11:59
      5 lat to dużo i prawdopodobieństwo tego, że choroba wróci jest juz
      baaaaardzzzzooo niewielkie.
      To wspaniale, że Twojemu mężowi udała się walka z glejakiem. Gdzie się leczył
      Twój mąż?
      • broman_2004 Re: nadzieja 26.05.06, 18:46
        dziękuję za słowa otuchy czasami dopadaja mnie czarne myśli ale na ogół staram
        się nie nakręcać wiem że to kawał czasu ale to takie trudne pozbyc się tego
        widma .Mąż był operowany i naświetlany we Wrocławiu.Służę informacjami jeśli
        ktoś w tym temacie ma pytania.Pozdrawiam ciepło Gosia
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: nadzieja 26.05.06, 21:12
          Ja rozumiem Twój strach doskonale. Od leczenia mojej Mamy minęły 3 lata a ja na
          myśl o tym, że w poniedziałek Mama jedzie na badania kontrolne do CO jestem
          cała mokra...

          • liina Re: nadzieja 26.05.06, 21:50
            Mysle, ze to nigdy nie zniknie, ten trach. Onkolodzy niby mowia, ze jak minie 5
            lat to ze wyleczony itd. Mysle, ze jest w tym o tyle prawdy, za malo kto 5 lat
            bez nawrotu wyciaga, wiec jesli ktos wyciagnal 5 lat , to ma szanse nawet przy
            nawrocie dac sobie z tym rade lepiej jednak niz taki , co mial nawrot po pol roku.
            Strach zawsze pozostanie chyba.
            Pozdrawiam.
            • shadowland1 Re: nadzieja 26.05.06, 22:01
              liina, a na jakiej niby podstawie uwazasz ze malo kto "wyciaga" piec lat???ja
              znam wiele osob, ktore sa wiele lat po leczeniu i wszystko jest u nich ok; po
              pieciu latach to juz nie jest nawrot, po prostu nowy nowotwor zwiazany z tym ze
              taka osoba moze miec predyspozycje
              • liina Re: nadzieja 27.05.06, 14:53
                Hej,

                na podstawie statystyk ogolnych niestety tak jest wlasnie. Znam takich co zyja
                juz 20 lat i zyja, ale znam duzo takich co zyli 3 lata tylko albo nawet, ciezko
                powiedziec, bo i znam takich co 3 tygodnie zyli od postawienia diagnozy.Wiec
                bywa roznie.
                Po pieciu latach moze byc teoretycznie nowy rak, ale najczesciej jest to ten sam.
                Przynajmniej tak bylo u mojego wujka, zyl z czerniakiem 10 lat. Po 10 latach
                nawrot, ten sam czerniak.
                Znam kobiete z rakiem piersi, zyje lat juz 16, po 7 latach nawrot , dokladnie
                histopatologiczmnie ten sam rak.
                Nawet jesli on sie objawi w innym miejscu niz pierowtne, to sa juz to
                najczesciej przerzuty z miejsca pierwotnego,wtedy to jest ten sam rak, mimo
                innego umiejscowienia.
                Osobiscie nie znam osoby, ktora by chorowala np. na raka pluc, zyla 10 lat od
                zachorowania, a potem zachorowala np. na raka prostaty czy raka mozgu, czyli
                inny zupelnie nowotwór histopatologicznie, ale jest to na pewno mozliwe
                teoretycznie.
                Absolutnie nie zgodze sie, ze po 5 latach jest zawsze nowy nowotwór , inny
                histopatologicznie nowotwór niz ten pierwszy, najczesciej jest to ten sam rak
                dokladnie. Moze byc nieco inny obraz histopatologiczny w wyniku mutacji komrek
                przez chemie, ale histopatologicznie rak ten sam.
                Genetycznie ma sie predyspozyjce owszem, tzn. mozna je miec, ale sa to
                predyspozycje do okreslonych typow raka, a nie ogolnie do raka wszytkich
                narzadow jak leci.
                Za okreslony nowotwór odpowiada najczesciej jeden konkretny gen , ktory nie
                powoduje juz tak czesto raka innego narzadu, choc sa geny, ktore moga
                odpowiadac za powstanie raka w roznych narzadzach, ale zawsze sie to rozwija w
                ktoryms kierunku.
                Nie czas jaki uplynal od leczenia decyduje o tym czy jest to nowy nowotwor czy
                nie, ale badanie histopatologiczne niestety, a to najczesciej wskazuje, ze
                nowotwór jest dokladnie ten sam, co byl przez piecioma lub wiecej laty.
                Pozdarwiam.
                • gnulka Re: nadzieja 27.05.06, 23:31
                  Nie znam wprawdzie histopato wszystkich nowotworów mojego taty, ale pierwszy w
                  1963 to była adenocarcinoma,w 2001 miał raka piersi, a w tym rak prostaty.
                  Wątpię czy może być to ten sam rodzaj.
                  • liina Re: nadzieja 28.05.06, 21:54
                    Mial jednoczesnie raka piersi i prostaty?, dwa rozne obrazy histopatologiczne w
                    jedym czasie? tzn, chyba mowisz o raku sutka?
                    Napisz cos blizej na ten temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka