Dodaj do ulubionych

Zyly wodne a rak

11.11.06, 17:43
Juz wielokrotnie stwierdzilem ze ludzie ktorzy zachorowali na raka, ich lozko
stoi na zylach wodnych. Azeby przyspieszyc terapie nalezy przestawic lozko na
inne miejsce. Zyly wodne mozna wykryc rozdzka lub wahadlem.
Obserwuj wątek
    • liina Re: Zyly wodne a rak 11.11.06, 17:45
      Co masz na mysli pisac ten post? Jaki jest jego cel? Czytalam to tym duzo,
      mysle, ze ma to sens, ale nauka sie tym raczej za duzo nie zajmuje.
    • gontcha Re: Zyly wodne a rak 11.11.06, 17:58
      Można sobie sprawić kota - ponoć nie lubi sypiać w takich miejscach:)))

      Ludzie - nie popadajcie w paranoję zbytnią...!
      • liina Re: Zyly wodne a rak 11.11.06, 18:08
        Tak, o tych kotach tez czytalam.
        To nie jest paranoja. Klimuszko pisal w swoich ksiazkach , ze zyly wodne moga
        rzeczywiscie wpedzic ludzi w choroby i nalezy zainteresowac sie tym, jesli
        bylismy zdrowi i nagle zaczynamy chorowac bez konca lub wiekszosc domownikow
        choruje bez konkretnej przyczyny.
        Ja na studiach wynajmowalam mieszkanie. Kilka dni po tym jak w nim zamieszkalam,
        zaczelam chorowac na tysiace roznych rzeczy, w ogole w nocy mnie napadaly jakies
        dusznosci,bylam ciagle rozbita i wiecznie cos mi sie przyplatywalo, natomiast
        moj szczur to juz nie wspomne.Mial nerwice, alergie i w koncu w tym mieszkaniu
        zdechl.
        Wtedy nie wiazalam tego z jakimis zylami wodnymi, w ogole o tym nie slyszalam,
        ale jak tylko sie zmienilam mieszkanie, to przestalam chorowac. Tak sobie mysle,
        ze moze wlasnie tam byly jakies zyly wodne, bo zle sie czulam w tym mieszkaniu.
        Nie sadze aby to byla jakas paranoja.Mysle, ze warto na to zwrocic czasem uwage.
        • gontcha Re: Zyly wodne a rak 11.11.06, 18:27
          TAK, TAK... Koty ponoć wyciągają z ludzi chorobę też...wystarczy że poleżą na
          delikwencie :)))
          Liina to był sarkazm z mojej strony lekki...
          Zwłaszcza jak rodzina całe życie mieszka w jedym miejscu i nagle zaczyna ktoś
          chorować...
          Można szukać tysięcy sposobów na wytłumaczenie dlaczego... i można znależć
          setki odpowiedzi - zależy co chcemy znaleźć...
          Bardziej prawdopodobne są bloki wycieplane azbestem, nagminnie w latach 70-tych
          i 80-tych...zdzieranie tego świństa po latach bytowania...no coż...
          • liina Re: Zyly wodne a rak 11.11.06, 18:44
            Azbest- na pewno tez.
            • jedruch Re: Zyly wodne a rak 12.11.06, 20:31
              Azbest to nieco inna sprawa.
              • nereus1 Re: Zyly wodne a rak 12.11.06, 23:17
                Ludzie przestancie panikowac. Moim celem jest wiele ludzi ochronic przed
                zachorowaniem na raka. A Ci co zachorowali azeba sie wyleczyli. Jezeli ktos
                mieszka na Mazurach to jestem gotowy bezplatnie wahadlem sprawdzic miejsce. I
                prosze nie podszywajcie mnie zadnych interesow finansowych, bo jestem idealista.
                • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Zyly wodne a rak 13.11.06, 09:56
                  Ale za odpromienniki trzeba już będzie zapłacić, co?
                  • nereus1 Re: Zyly wodne a rak 13.11.06, 17:57
                    Nie rozprowadzam zadnych odprominnikow. Moim celem jest ratowac ludzi, ktorzy
                    nieswiadomie spia na zylach wodnych. Wiecej nic!!!
                    • liina Re: Zyly wodne a rak 13.11.06, 19:55
                      Jakie odpromienniki? Nie da sie raczej "odpromieniowac" zyly wodnej, tam gdzie
                      sie znajduje,szkodzi zdrowiu. Jedyne, co chyba mozna zrobic, to sie wyniesc z
                      tej powierzchni gdzie jest zly wplyw zyly wodnej.
                      Ludzie sa rozni, ale mysle Balbinko, ze nie nalezy napadac zaraz na wszytkich,
                      ktorzy chca cos robic darmo i z dobrej woli, nawet gdyby to dla niektorych nie
                      mialo znaczenia i nie wierzyli by w to.Nie rozumiem skad ta napasc z
                      odpromiennikami.
                      • nereus1 Re: Zyly wodne a rak 16.11.06, 23:36
                        Nauka sie tym nie zajmuje bo niema nic do powiedzenia. Mnie sie przypominaja
                        czasy ze srednowiecza jak Galileusz, Giordano Bruno jak i M. Kopernik byli za
                        swoje przekonania przesladowani albo wysmiewani. Tylko dlatego ze nauka tym sie
                        nie zajmuje mamy rezygnowac z dobroci radiostezji i dalej spac na zylach wodnych
                        az instytut pogrzebowy zajmie sie naszym cialem????? Ja mowie NIE!!!!!
                        • gontcha Re: Zyly wodne a rak 16.11.06, 23:59
                          No jak jesteś radiOstetą to gratuluję ;) <lol>
                          • nereus1 Re: Zyly wodne a rak 17.11.06, 23:47
                            Kazdy moze zostac radiosteta, nalezy kupic sobie w sklepie ezoterycznym wahadlo
                            i podrecznik. potem 2 tygodnie czwiczyc, i radiosteta gotowy!!!!
                            • gontcha Re: Zyly wodne a rak 18.11.06, 00:08
                              radiEsteta... !!! daruj już sobie ...
                            • brucha Re: Zyly wodne a rak 18.11.06, 11:26
                              a potem wychodzą z tego takie bzdury jak w mojej rodzinie. ojciec ma guza
                              mózgu. bardzo złosliwy, potwierdzony dwoma badaniami histopatologicznymi. a
                              adeptka sztuk magicznych czyli moja matka wywahała swoimi wahadłami, że to nie
                              nowotwór tylko zatrucie. robiła podchody, zeby wstrzymać operację i dalsze
                              leczenie bo 'wahadło jej powiedziało, a ono się nie myli'.

                              no i oczywiście na żyłach wodnych to moi rodzice nie śpią juz od niepamiętnych
                              czasów...

                              na forum 'medycyna naturalna' znalałam też kilka innych 'fachowych' porad, np.
                              "Osoby ktore maja nowotwory powinny:
                              - sprawdzic sie pod katem opetania
                              - skorzystac ze sprawdzonego sposobu na odtrucie organizmu (moze byc glodowka +
                              lewatywa)
                              - skorzystac z nakrecania wahadlami oraz przekazu energoterapii
                              - zdiagnozowac leki u osoby ktora potrafi sprawdzic zgodnosc danych lekow z
                              organizmem osoby. Niektore leki sie wykluczaja, a inne sa dla jednego bardzo
                              pomocne, a dla innego mniej lub wcale. Leki ktore powinno sie zazywac, maja
                              zgodnosc minimum 8, w skali do 10.
                              - wzmacniac i oczyszczac biopole (odpowiednie kapiele)

                              Kazdy przypadek jest indywidualny, ale jest to sprawdzony schemat, na
                              zatrzymanie badz calkowite pozbycie sie nowotworu."


                              • gontcha Re: Zyly wodne a rak 18.11.06, 16:43
                                Hej,

                                Dobrze, że to napisałaś Brucha :)

                                Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że podobne praktyki bywają
                                mocno 'szkodliwe' dla chorego. Przekonanie o słuszności tego typu metod (li i
                                jedynie słusznych) prowadzi czasem do niepotrzebnych tragedii. Nowotwór budzi w
                                nas wszystkich ogromne emocje - i w ludzich chorych i w ich rodzinach.
                                Ludzie 'łapia' się czasem na rózne 'cudowne' metody, środki, diety etc.. a w
                                takim etapie są szczególnie 'podatni' na wszelkie obiecywane 'cudy' - to z
                                jednej strony nie dziwi wcale, z drugiej... no cóż - daje duże pole do
                                działania dla wszelkiej maści oszustów. Co innego wspomaganie się, a co innego
                                odwlekanie, czy wręcz rezygnacja z leczenia na rzecz niesprawdzonej metody o
                                której 'ktoś słyszal, ze znajomy znajomego polecił, albo wyszytał że komuś
                                pomogło...'etc. Widziałam na własne oczy, co może zrobić odwlekanie, czy
                                niepodjęcie odpowiedniego leczenia :( - dlatego jestem 'anty' i nic mnie nie
                                przekona. Owszem, leczenie konwencjonalne też nie jest gwarancja sukcesu, ale
                                na pewno daje większe szanse.
                                Z róznego typu 'uzdrowicielami' też miałam do czynienia. Czasem (choć rzadko na
                                szczęście) ktoś z moich przyjaciól, czy rodziny chciał 'dobrze' i np. zamówił
                                mi wizytę własnie. Szkoda nawet komentować - standart czyli 'jak po nowotworze
                                to trzeba podnosić odporność' (i oczywiście polecanie środków, wcale nie
                                tanich) - szczegół, że ze schorzeniem autoimmunologicznym stymulowanie
                                odporności może być dla mnie zabójcze po prostu - ale to juz za 'mundre' dla
                                uzdrowicieli chyba...

                                Komentować 'fachowych porad' które zacytowałaś nawet nie zamierzam <lol> :))) -
                                zwłaszcza 'opętanie' jest rewelacyjne... średniowiecze dosłownie ;)

                                Pozdrawiam serdecznie, życzę Tobie i Twojemu Tacie wiele szczęścia i siły,
                                Anka
                                • liina Re: Zyly wodne a rak 19.11.06, 08:44
                                  Czytalam ta wypowiedz na forum medycyny naturalnej i moim zdaniem, to byl po
                                  prostu zart.
                                • brucha Re: Zyly wodne a rak 20.11.06, 15:01
                                  Aniu, dzięki za dobre słowo

                                  Chcę tylko wyjasnić, że po przebytym w ostatnim czasie intensywnym kursie
                                  eutanazji po polsku, odbytym u paru lekarzy onkologów i nie tylko, bardzo
                                  dobrze rozumiem wszystkich tych, którzy rezygnują z medycyny tradycyjnej i
                                  decydują się na wszelkie czary-mary w leczeniu.
                                  też chiałabym pójść do jakigoś bioterapeuty czy innego magika, nich nakręci
                                  wahadłami, naenergetyzuje, odprawi egzorcycmy, cokolwiek, byleby pomogło.

                                  Niestety to wszystko nie jest takie proste i łatwe jak się niektórym wydaje.
                                  • gontcha Re: Zyly wodne a rak 20.11.06, 15:42
                                    Brucha,

                                    Ja to doskonale rozumiem. I jedna i druga stronę medalu.
                                    Jestem co prawda zagorzałym zwolennikiem metod, które oferuje klasyczna
                                    medycyna, ale sama też osobiście doświadczyłam 'tumiwisizmu', niekompetencji,
                                    ba! nawet i głupoty lekarzy. Co nie znaczy, że od razu wszystkich adeptów
                                    sztuki medycznej pakuje do jednego wora - jak w każdym zawodzie - sż i czarne
                                    owce, i wyrobnicy i ludzie wybitni...Moje szczeście w tym wszystkim to to, że
                                    trafiłam (od samego początku) na lekarza, który jest po prostu LEKARZEM I
                                    CZŁOWIEKIEM... a co tych z którymi miałam niemiłe doświadzcenia - po prostu nie
                                    istnieją dla mnie - było , minęło i nie ma co do tego wracać, bo szkoda nerwów.
                                    Co do metod zas niekonwencjonalnych.. jestem sceptykiem jesli idzie o to.
                                    Pisałam w poprzednim poście dlaczego... Owszem, nie neguje tego typu metod
                                    (może nie wszytkich), ale generalnie nie wierzę w to. Owszem sa ludzie, którzy
                                    potrzebuja takiego wspomagania - i bardziej chodzi tu o psychikę, ze robi się
                                    jeszcze 'coś' i wtedy bardziej się wierzy w końcowy efekt. Ale wraz z
                                    leczeniem, nie zamiast! I z takowych metod tez trzeba korzystać madrze..co
                                    innego seansik u bioenergoterapeuty etc - to nie zaszkodzi , ale co innego
                                    stosowanie przerożnych środków, czy diet. Najpierw trzeba się dokładnie
                                    zorientować, czy nie zaszkodzi, czy nie 'gryzie' sie z leczeniem podstawowym,
                                    czy jest wskazane w danej chorobie (np. diety). Nawet zioła stosowane pochopnie
                                    i bez odpowiedniej wiedzy mogą zaszkodzić - to też są leki - i nieumiejętne
                                    dawkowanie i łączenie może miec zgoła oplakane skutki. To są trudne sprawy i
                                    tematy. I dobrze jest, jesli mozna takie postępowanie uzgodnic i ustalić z
                                    lekarzem prowadzącym - wtedy ma to sens jakikolwiek.
                                    Bo cuda się zdarzają... ale :)
                                    Pozdrawiam serdecznie i ciepło,
                                    Anka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka