Dodaj do ulubionych

to dopiero poczatek

27.11.06, 19:02
ta sprawa jest tak swieza, ze az trudno mi o tym pisac. Dwa miesiace temu
okazalo sie, ze mama ma raka pluc. Spadlo to na nas jak grom z nieba. Jest to
ostatnie stadium rozwoju, wiec szans na wyleczenie nie ma. Chemia moze
jedynie wydluzyc zycie. Nie moge w to uwierzyc i sie z tym pogodzic. Jeszcze
tyle rzeczy mamy razem zrobic, jeszcze tyle rzeczy musi mnie nauczyc. Staram
sie wierzyc, ze bedzie z nami jeszcze bardzo dlugo, ale czasami dociera do
mnie, ze tak naprawde to zaczelo sie odliczanie i nie wiem tak naprawde ile
nam zostalo czasu. Mamie tez ciezko sie z tym pogodzic, moze wszyscy
potrzebujemy czasu?Ale czy z ta choroba mozna sie oswoic? Mama w ogole nie
chce rozmawiac o chorobie i nie pozwala nam o niej rozmawiac, tylko wlasciwie
to co konieczne. Zapewne wiekszosc z Was przezywala podobne chwile
watpliwosci, strachu i zlosci na los. napiszcie prosze jak sobie z tym
radzicie,dziekuje
Obserwuj wątek
    • ila222 Re: to dopiero poczatek 27.11.06, 19:19
      Witaj,
      wiem jak się czujesz, wiem że nie można się z tym pogodzić, wiem że jest Ci tak
      bardzo ciężko...ale musisz przez to przejść i wierzyć że to nie koniec.
      Jak dowiedzieliśmy sie o chorobie mojej mamusi moja córka a jej pierwsza
      wnuczka miala dopiero 3 miesiące..nie doczekała jej pierwszych urodzin. To
      najbardziej mnie bolalo i boli do tej pory. Ale w życiu zdarzają się też dobre
      rzeczy. U mnie w rodzinie taka się też zdarzyła,( nie mogę teraz powiedzieć bo
      nie jest to jeszcze potwierdzone)i bardzo sie teraz cieszę, choć wczoraj
      płakałam.
      Nie jest łatwo, ale pamiętaj że będzie lepiej.
      Trzymaj się cieplutko.
      Zawsze pozostaje nam nadzieja i wiara.
      ilona
      • liina Re: to dopiero poczatek 27.11.06, 22:29
        Nie da się pogodzić z tym.Nie wiem jakich rad mogłabym ci udzielić. Pamietam
        kiedy i ja zauważyłam, że zaczęło się odliczanie. Choć moja mama odeszła i moja
        ogólna wiara w to, że można z tego wyjść nieco przygasła, to jednak czasem sobie
        myślę, że w organizmie na pewno drzemią siły, które mogłby to pokonać, tylko, że
        nie wiemy jak je obudzić, a ci którym się udaje zyć, budzą je przypadkowo jakoś,
        nawet w tym już zaawansowanym stadium, dlatego myślę, że najpewniej ma to
        związek z psychiką, ale bardzo mało o tym wiemy i mało się tm onkologia w ogóle
        zajmuje.

        Pisałam kiedyś tutaj o wizualizacji, to są ćwiczenia umysłu. Próbuje się umysł
        nakłonić, aby zauważył raka i spróbował go zniszczyć.Tak w wielkim skrócie.Można
        próbować takich ćwiczeń dodatkowo, można za ich pomocą wzmacniać siłę chemii.
        Ćwiczyłam z moją mama te ćwiczenia nawet jeszcze w stadium terminalnym,
        wierzyłam, że nawet w takim stadium mogą pomóc i w sumie nadal wierzę w to.
        Mojej mamie nie pomogły, gdyż ona raczej w nie nie wierzyła, ćwiczyła je, ale
        chyba tylko po to abym ja miała poczucie, że wszytko zrobiłam co mogłam, jednak
        czułam, że nie wierzy w to, że to może coś pomóc.
        Osobiście uważam, że tego typu zajęcia powinny być standardem w leczeniu
        onkologicznym, no ale...

        Sama od czasu do czasu ćwiczę różne ćwiczenia i jest to bardzo skuteczna metoda
        kierowania umsyłem w pewnych sferach o ile się opanuje podstawy techniki tych
        ćwiczeń, a nie jest zbyt skomplikowane.

        Mówienie o smierci nie jest najlepszym rozwiązaniem do pewnego momentu, więc
        staraj się o tym z mamą nie rozmawiać teraz, staraj się wyobrażać sobie ja
        zdrową, tryskającą energią.Jeśli będziesz wyobrażać sobie ja chorą, to możesz
        nieświadomie ładować ja zła energią.
        Być może chemia pomoże, zatrzyma chorobę na jakiś czas , a noż widelec na dłużej
        albo na zawsze? Powtarzaj mamie, że chemia na pewno zabija wszytkie komórki
        rakowe, że zdychają one, niech się w tym utwierdza.Mów to w czasie
        terazniejszym, że już zabiła.
        Na moją mame chemia działała przez pierwsze kursy, marker ładnie spadał, a jak
        dochodziła do końca kuracji, to marker nagle stawał w miejscu i spasć nie
        chciał, a przy tym mówiła, że zaraz koniec chemii i na pewno " to" wróci.
        MOżliwe, że ta chemia fizycznie jej nie pomgała, lecz marker jej spadał tylko
        pod wpływem przekonania, że chemia zabija raka, ale tego się nie dowiemy nigdy.
        Jednak to zjawisko by przemawiało za dużą rolą psychiki.

        Czasem mi się wydaje, że gdyby ogłosic na swiecie, ze wynaleziono skuteczne
        lekarstwo na raka, to sporo ludzi by wyzdrowialo bedac przekonanym, że jest lek
        na raka i nie trzeba sie go juz bac, ale to pomysl nie do zrealizowania przeciez.

        • liina miłe obrazy 27.11.06, 22:39
          Jeszcze coś mi się przypomniało.
          Wyczytałam w kilku zródłach, że badania dowodzą, że dużo łatwiej pozbyć się jest
          choroby, jeśli się ja przepedza miłymi obrazami.
          Np. zamiast wyobrażac sobie chemie jako armie zabijającą komórki rakowe, to
          lepiej sobie wyobrażać chemię jako tłum stworków z miotełkami, które gilgoczą
          guzy lub komórki rakowe, a te z tych gilgotek w końcu sie rozpadaja, bo nie moga
          ich wytrzymać.
          Czytałam też o obrazie związanym z muzyką. Nalezy wybrać ulubioną jakąs melodie,
          taką piekną, podniosła, kojarzącą się ciepło, a nastepnie sluchając jej
          wyobrażac sobie, że np. leukocyty, które są w stanie zabić raka, grają na
          róznych instrumentach tą piekną muzykę, a że komórki rakowe są brzydkie, złe i
          lubią tylko szkodzić, nie mogąc wytrzymać dzwieków tak pięknej muzyki, rozpadają
          się w końcu.
          Może to brzmi smiesznie, ale myslę, że może przynieść to jakieś pozytywne efekty.
    • sonja12 Re: to dopiero poczatek 27.11.06, 22:16
      Nino! Nie wiem czy z choroba mozna sie oswoić. wiem co to znaczy , bo sama tez
      to przeżywam. 3 m-ce temu dowiedziaam sie o chorobie mojej mamy. Lekarze
      rozkładaja rece, ja juz wyplakałam morze łez. Jestem bezradna, nie wiem co
      robić jakie to niesprawiedliewe , chwilami wydaje mi się, że to sen, jutro
      obudze się i bedzie jak dawniej. Ale to przecież nie sen. Są takie dni kiedy
      przepłaczę cały dzień, mama po drugiej chemii nie może chodzić, co jeszcze
      bardziej ja załamało.Ja spie po 4,5 godz. dziennie jestem u mamy w szpitalu, a
      musze dojechać 60 km, jak ja zazdroszczę innym którzy nie maja takich
      nieszczęść.
      Najbardziej lubię zasypiac kiedy spie nie myslę o chorobie mamy, nigdy bym nie
      pomyslała ,że mama na taką chorobę zachoruje.Dlaczego??? Setki razy zadaje to
      pytanie, ale niestety bez odpowiedzi, tym bardziej ,że u nas nikt nie chorował
      na takie choroby. Życie jest oktutne, niesprawiedliwe, własnie wrociłam ze
      szpitala od mamy. Ewa
      • ila222 Re: to dopiero poczatek 27.11.06, 23:13
        Tak, życie jest okrutne i niesprawiedliwe. Ale ja myślę ze to nie dzieje się
        bez powodu. Jest jakiś głębszy sens tego wszystkiego i każdy z nas w końcu się
        o tym dowie.
        Trzymajcie się dziewczyny!
        Jestem z wami.
    • rima Re: to dopiero poczatek 28.11.06, 08:06
      Ninko,
      MOja mama chorowała również na raka płuc, podobno rozsianego, IV stadium wg
      WHO. Leczenie paliatywne. BYła bardzo dzielna... załamaywała sie ale żadko... i
      na krótko... BYła i jest dla mnie góru dobrego humoru, bo jak patrze na inne
      osoby, które cieszą się dobrym zdrowiem, dobrą pracą, zdrowiem rodziny i
      generalnie wszystko jest ok a ciągle narzekają, są sferustrowani, zniechęceni
      do życia to wtedy [przypominam sobie mamuśke, która pomimo choroby potrafiła
      być pogodna, żartować etc.
      Ninko, może to zabrzmi okrutnie, ale nie wierzę, powtarzam NIE WIERZĘ, że mozna
      się wyleczyć przez dietę, wizualizację, bioenergoterapię, etc etc... Wierzę
      natomiast i to baaardzo mocno, że te rzeczy wspomagają przy leczeniu
      onkologicznym i poprawiają ogólne sampoczucie.
      Moja mama, którą od początku lekarze skazali na porażkę, w naprawdę dobrym
      funkocjonowaniu i pogodzine ducha, przeżyła 2,5 roku. Najgorsze było ostatnie
      stadium, które mogło potoczyć się inaczje (nie będę się rozpisywała, po prostu
      lekarze nas okłamali a można było coś jeszcze zrobić). Wspomagaliśmy się
      różnymi dietami, bioenergioterapią, rodzice uczestniczyli w warsztatach wg
      simontona, robiliśmy masę rzeczy poza leczeniem onkol;ogicznym. Mama przyjęła 3
      rózne schematy chemi, naświetalnia, torakotomię, oraz przeszła różne badania, a
      lekarze odsyłali ją jeden od drugiego bo już nie mieli pomysłu co dalej zrobić,
      bo zaawansowany rak płuc i statystycznie powinna już umrzeć. Doczekali się
      wreszcie, skurczybyki...
      Tak więc ninko, tylko Ten na górze wie ile zostało życia Twojej mamie,
      spęzajcie jak najwięcej czasu ze sobą, wyjorzystujcie swoja obecność do
      maksimum.
      Moja mama to co zdążyła mnie nauczyć to moje, ale tyle jeszcze nie wiem o tym
      życiu...
      Trzymaj się ninko, bądź dzielna i jak masz pytania to wal jak w dym.
      Na jakiego raka płuc Twoja mama choruje, czy zaporponowano jej jakieś
      leczenie,...
      Pozdrawiam
      Iza
      • nina3121 Re: to dopiero poczatek 28.11.06, 17:26
        Dziekuje wszystkim za te ciepla slowa i rady. Iza odpowiadajac na Twoje
        zapytanie, to niestety ta sama sytuacja co u Ciebie, niedrobnokomorkowy, IV
        stadium, leczenie paliatywne, choc szczegolow leczenia nie znam. Mama nie chce
        o tym mowic i nie chce zebym rozmawiala o tym z lekarzem. Wiem, ze moja mama
        nie wierzy rowniez w wizualizacje, moze w diete i ziola tak. Choc ja do tego
        podchodze sceptycznie. Ale bede Ja motywowac, bo moze akurat sie uda. Iza
        prosze powiedz mi, jesli oczywiscie mozesz, dlaczego ostatni etap byl starszny?
        Na co powinnam uwazac? Czego mam sie spodziewac. Wole wiedziec jak to wyglada i
        sie jakos do tego przygotowac, choc mam caly czas nadzieje, ze bedzie to za
        pare lat.Jeszcze raz bardzo dziekuje.
        • nina3121 Re: to dopiero poczatek 28.11.06, 17:31
          Jeszcze Iza zapomnialam napisac, ze rak zajal cale pluca i nie nadaje sie do
          operacji, jest maly przezut na watrobe. to tyle:(
          • rima Re: to dopiero poczatek 29.11.06, 08:00
            Ninko, czy masz moze jakies GG bysmy porozmawialy... Sytuacja jest podobna, bo
            moja mama w tomografie komputerowym miala wykryty rowniez maly przerzut na
            watrobe, jednak za dwa tygodnie gdy miala robiona biopsje i usg watroby nic nie
            zpstalo znalezione... i tak pozostalodokonca. Lekarze jednak uczepili sie ze
            przerzut byl i koniec... I to zadecydowalom praktycznie o calosci leczenie. Bo
            jezeli juz przerzut wiec traktuja to jak rak rozsiany. Niewazne ze mama dopiero
            potem za meisiac miala podana chemie, ale i tak w wypisie ze szpitala napisal
            ze guz na atrobie uleg calkowietj remisji... Dobre sobie... Oczywiscie zadne
            tlumaczenia nie wchodzily w gre...
            Wiesz co twoja mama jest etraz w szoku, dlatego nie chce rozmawiac na ten
            temat... Daj jej czas na oswojenie sie z ta sytuacja... Jest tro zupelnie nowa
            i delikatnie mowiac niekomfot\rtowa sytuacja dla niej... MOja mama natomiast
            wrecz przeciwnie chciala o tym mowic, rozmawiac na temat leczenia, ponieqaz o
            ja bylam motorem napedowym roznych dziedzin wiec zawsze mnie wysluchiwala co
            mam jej do powiedzenia i albo sie z tym zgadzaala i mowimy, musimy sprowac albo
            mowila absolutnie to do mnie nie przemawia, w tym kierunku nie pojdziemy.
            Kazdey reaguje roznie Ninko...
            Jak masz gg to podaj mi swoj numer spokojnie sobie porozmawiamy...
            Iza
            • nina3121 Re: to dopiero poczatek 29.11.06, 22:23
              jeszcze raz bardzo Wam dziekuje, za wszystkie posty. Iza nie mam GG, ale jestem
              przy komputerze przez mala chwile w ciagu dnia.Przy kompie siadam gdzie moge.
              Jutro wejde na forum w pracy, ale odpisuje juz z domu lub od siostry. tak
              naprawde biegam z pracy do mamy, potem do domu, zeby wyprac cos szybko i w
              koncu cos zjesc i ide spac. I tak codziennie. oprocz zdrowia dla mojej mamy,
              moim drugim marzeniem jest tylko sen:) Ale moge w ogole nie spac, byle mama
              byla z nami jak najdluzej.
              Moja mama dostala pierwsza chemie trzy dni po diagnozie.Przezut nadal widac na
              zdjeciu. Po drugiej chemii zrobili przeswietlenie i rak troche sie zmniejszyl,
              przezut tez. Wszyscy sie strasznie ucieszylismy, bo to dalo nam nadzieje, ze
              bedzie z nami dluzej na tym swiecie. Tylko boje sie, zeby to nie byl
              jednorazowy strzal. mam nadzieje, ze ta tendencja sie utrzyma. Choc wiem, ze do
              calkowietgo wyzdrowienia to nie doprowadzi, to wierze, ze wydluzy czas zycia.
              Czy jest mozliwe, iz mimo poczatkowego regresu rak za chwile zaatakuje ze
              zdwojona sila?ze moze sie okazac, ze po czwartej chemi juz nie bedzie takich
              rezultatow cofania sie choroby? tego chyba boje sie najbardziej.
              pozdrawiam
    • winner2006 Re: to dopiero poczatek 29.11.06, 09:00
      Nino - nie wiem, co można napisac, nie mam podobnych doswiadczeń, ale wierzę,
      jak bardzo teraz cierpisz. Mnie łatwiej jest znosić moją chorobę, niż jakbym
      się miała dowiedzieć, że zachorowała moja mama.

      Nie chcę robić żadnych złudnych nadziei, ale w którymś wątku jakaś babeczka
      napisała kiedys (przepraszam, nie pamiętam nicku), że jej lekarze dawali tylko
      kilka miesięcy życia, a "los zrobił im psikusa" - ona przeżyła kolejne 19 lat.
      Tak więc nadzieję trzeba mieć do końca, bo ani lekarze ani nikt nie wie na 100%
      jaki długi los jest mu pisany. Więc nie załamujcie się mimo wszystko i nie
      poddawajcie.

      Co do wizualizacji (liina - dzięki za cenne info), diet i bioenergoterapii - ja
      w to wierzę. Nie znaczy to, że zawsze muszą pomóc. Onkologia przecież tez nie
      zawsze pomaga. Ale trzeba mobilizować do walki z rakiem i ciało i psychikę, bo
      jestem swięcie przekonana, że wtedy zwiększa się szanse na wyleczenie.

      Tego wyleczenie z całego serca życzę Twojej mamie.
      I obu Wam życzę - wytrwałosci.
      POzdrawiam serdecznie.
      • nina3121 Re: to dopiero poczatek 30.11.06, 21:13
        mama jest bardzo slaba, chemia Ja bardzo oslabia. Kapiel jest dla niej
        wyzwaniem. Stara sie chodzic po domu, ale widze, ze ja to meczy i robi to na
        sile. Zmusza sie do wszystkiego. Ciesze sie, bo juz nie wymiotuje. Przez
        tydzien po chemi zawsze wymiotuje, a pozniej wraca do normy. Ciesze sie bardzo.
        Widze, ze ta bezsilnosc ja bardzo boli i nie moze sobie z tym poradzic. Zawsze
        byla bardzo aktywna, praca, dom, ogrodek, ciagle cos. A teraz najprostrze
        czynnosci mecza jakby co najmniej brala udzial w maratonie. Ma apetyt i je
        nawet sporo, ale jest taka chudziutka:( Czy po zakonczeniu cyklu chemi sily Jej
        wroca?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka