attenna11
17.04.07, 21:45
Witam...
moja mamusia (rak złosliwy żółądka, wpustu, przełyka) po chemii (bez
rezultatów-jedynie nieco wstrzymała rozwój tego paskudztwa...) po
radioterapii zamiast na kontrolę trafiła do szpitala z podejrzeniem
niedrożnosci jelit...(krwawe wymioty, sączenie sie płynu w duzych ilościach z
miejsca w którym wychodzi jejunostomia( nie uzywana, ząlozona w sierpniu na
wszelki wypadek.) Mama jadla sama (ma protezę przełyku), zaczeły sie
silniejsze bóle no i te wymioty i sączenie tego płynu, stolec lepiący...o
bardzo nieprzyjemnym zapachu...
Rak jest nieoperacyjny i z tego co już wiemy nic poza leczeniem paliatywnym
nie wchodzi w grę...
Dzisiaj dowiedzialam sie ze zrobią badania (jest na oddziale wew. )bedzie
konsultacja z chirurgiem (powiedzmy od stomii) i prawdopodobnie trafi na
oddzial paliatywny (w celu ustalenia leczenie przeciwbólowego....).
Mam pytanie...bo u nas wiele sie mowi o tym oddziale, że mam zabierac mame
itp. ze nie wyjdzie bo z tamtąd sie nie wychodzi....:(
Powiedzcie mi na co mam zwracac uwage....o co pytać. Do tej pory mama brała
ketonal...i tramal...nie pomagały za bardzo bo mama wymiotuje. Myślam radzej
o plastrach...durogestic??? Czy jest konieczny pobyt na tym oddziale? Czy mi
tam nie nafaszerują czymś mamy????
Przepraszam ze może piszę głupoty i jakieś zabobony ale bardzo sie boje i
troche mnie ta sytuacja przerasta...
Pocieszcie, powiedzcie jak to jest. POMÓŻCIE!!!!!