fiodory
20.04.07, 06:07
Ma dopiero 55 lat, miesiąc temu jemy jak zwykle razem śniadanie a on cały
żółty. Skierowanie do szpitala, różne badania... jakoś dziwnie szybko, bez
czekania. Guz na trzustce. Wszystko będzie dobrze, przecież usuną to
świństwo. Po operacji na rozmowę z lekarzem poszłam z mamą. Pacjentowi
zostało trochę czasu. Zależy od organizmu. Kilka miesięcy. Chemia nic tu nie
da. Przedłuży życie o miesiąc, który będzie trzeba spędzić w szpitalu, a
pacjent będzie bardzo cierpiał. Wykorzystajcie czas, który Wam
został...Wyszłam bez słowa.
Przeryczałam kilka nocy, w głowie aż dudni. Co robić? Tata jest w domu,
dochodzi do siebie po operacji. Ma wycięty woreczek żółciowy, wykonano
zespolenie omijające przewodowo-jelitowe. Guza nie ruszano. Nawet do badania
hist. nie udało się pobrać wycinka. Schudł ok 15 kg...
Brakuje mi sił. Tato tak ciężko całe życie pracował. Teraz gdy mógłby trochę
odpocząć, nacieszyć się wnukami... to jest takie niesprawiedliwe. Nie wiem
skąd Mama bierze siły. Bardzo ją kocham i podziwiam.
Tato nie zna całej prawdy. Powiedział, że narazie nie chce wiedzieć. Może tak
jest lepiej. On tak bardzo chce wyzdrowieć, a ja modlę się o to z wszystkich
sił. W końcu życie daje i odbiera Bóg. Może się nad nami zmiłuje.
Nie wiem?
Ola