Dodaj do ulubionych

stan ciezki po chemii- co robic?

17.07.07, 16:43
witam,
Moja mama wrocila z oparacji i chemii w Gdansku w piatek do Warszawy i od tego
czasu miala dosyc silne wymioty jak nigdy wczesniej, do tego caly czas lezy i
nie wstaje, nie jest to jej pierwsza chemia wiec wiem ze w piatym dniu powinno
juz wszystko ustepowac, jest bardzo oslabiona po 3 letniej chorobie i pewnie
bardzo siadla jej krew ale nie wiem co robic i do kogo sie udac zeby jej pomoc.
Zrezygnowalismy z leczenia na Saszerow gdzie chieli jej podac chemie na guza
wielkosci peisci gdzi epo tym penwie juz by nie przezyzla bo miala juz ledwo
funkjconujace jelita.
W Gdansku wraz z wycieciem wielu guzow zrobili jej stomie, nie wiem gdzie
teraz sie zwrocic zeby zrobili jej badania, bo do gdanska daleko i czy nie
trzeba jej jakoś pomóc skoro jej stan jest tak zły??
Wiemy ze na saszerów nas nie przyjmą po tym jak leczylismy sie u emericha nie
mamy tam po co wracac..zresztą mama nie chce do szpiatal, chyba sie boi ze tam
umrze..
Niech mi ktoś cos doradzi, moze jakas prywatna wizyta ale jak taki lekarz z
doskoku bedzie wiedzial co i jak??
Dzieki za wszelkie sugestie??
Nie wiem czy po chemii mozna podac kroplowki??
Miala miec nastepną chemie za 3 tygodnie ale widze ze jest coraz gorzej z jej
organizmem...
B.
Obserwuj wątek
    • binucha Re: stan ciezki po chemii- co robic? 17.07.07, 19:11
      Bea, czy mama dostała krew po operacji? Jeśli mama nie dostała krwi po operacji,
      a na pewno w trakcie operacji sporo krwi straciła i na to dostała chemie, to
      mozliwe, ze właśnie tak sie czuje. Chemie powinno sie podać 3 lub maksimum 4
      tygodnie po operacji, ale żeby podać chemie, to trzeba mieć najpierw jako takie
      wyniki krwi, a po operacji ta krew sie sama tak szybko poprawi, jeśli sie nie
      przetoczy jej.
      Podejrzewam, ze przetoczenie krwi natychmiast by poprawiło mamy stan, o ile w
      tym leży przyczyna.

      Czy mama na dalsze chemie będzie jeździć do Gdańska? i jaka mama miała
      hemoglobinę przed podaniem chemii? i czy przetaczali jej krew po operacji?
      • bea53 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 17.07.07, 21:25
        Tak po operacji podali jej krew, choc prof Emerich jest przeciwnikiem podawania
        krwi ale bylo na tyle zle ze podali. Mama miala chemię 3 tygodnie po operacji,
        teraz ma jezdic dalej do Gdanska, bo wawie nie zgodzili sie na leczenie wg
        Emericha tylko po swojemu.
        Nie wiem nawet jakie teraz są wyniki krwi mamy, bo nie wiadomo do kogo teraz
        chodzic na badania....kiedys byly kontrole po podaniu chemii w, kiedys w wawie,
        tydzien po podaniu od razu kontrol krwi a teraz to nie wiem co robic jak po
        prostu nie wstaje i jest zle..
        • joa291 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 00:52
          bea moja tesciowa leczyla się na banacha i to był dobry wybor mimo ze jej juz
          nie ma miedzy nami, krew moze spaść do operacji radykalnie więc przede wszystkim
          buraki, spzinak, brukselka, pietruszka, osłabienie jak najbardziej reakcja na
          operacje plus chemię i nie spoedziewaj się cudów bo tak niestety to wygląda, na
          pocieszenie Ci powiem że moja mama najgorzej zniosła 1 chemię potem oranizm się
          przyzwyczaił i było o wiele lepiej, przed kolejnymi chemiami lub sama mamie
          prywatnie badania krwi żeby nie było sytuacji ze nie podali Wam chemii (mozna
          srodkami farmakologicznymi podniesc wskazniki), wymioty są w takiej sytuacji
          normalną sprawą aczkolwiek poproś lekarza prowadzącego o środki przeciwymiotne,
          nie zniwelują dolegliwości całosciową ale złgodzą, ze srodkow domowych, zagotuj
          przez ok 10 min korzen imbiru powinien pomoc i trzymajcie sie
          • joa291 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 00:54
            z tego co kojarze ponadto spotkania stomików są na w szpitalu bielanskim,
            rozpiska naa banacha w szpitalu
        • binucha Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 08:09
          Może mama jakoś do siebie dojdzie.Może jednak zrób sama morfologie krwi na
          wszelki wypadek, to nie kosztuje dużo.Moze trzeba jeszcze podać krew. Z leków
          przeciwwymiotnych jest lek Zofran. Czy mama go bierze?
          • bea53 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 09:33
            Dzieki za rady, moja mama juz przeszla tyle chemii ze organizm jest tak zatruty
            ze tylko po tej nie daje rady, ma wymioty jak wezmie srodki przeciwwymiotne,
            wlasnie dzis sie uspokoilo, kiedys nawet nez srodkow wymiotnych nie wymiotowala,
            boję sie ze od slabej krwi po prostu umrze.
            Daje jej buraki. Nie wstaje wcale. Zrobie jej prywatnie badania krwi.
            Moze jak zacznie wiecej jesc cos sie polepszy, boje sie ze po prostu nie
            wytrzyma tej chemii.
            • aggy1 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 12:48
              Bea jak czuje sie mama? Moja mam tez leczy sie na raka jajnika, ma nawrot po
              prawie 2 latach i jest w trakcie chemii. Sluchaj, a moze powinas wezwac
              pogotowie. Tylko im nie mow, ze mama choruje na raka, tak nam mowili lekarze z
              hospicjum jak na raka chorowal moj tato i umieral, zeby jakby cos to dzwonic po
              pogotowie, ale nic nie mowic o raku przez telefon tylko dopiero jak przyjada.
              Pozdrawiam -agnieszka
              • bea53 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 13:01
                Moja siostra powiedziala ze lepiej nie dzownic po pogotowie bo jak przyjada to i
                tak chorego na raka mogą zostawic bo nie mają obowiazku leczyc chorych na raka...
                pozki co chyba zalatwie badania krwi i lekarza pierwszego kontaktu i moze jakies
                kroplówki.
                NA razie jest kiespko tylko lezy i jest bardzo slaba. Ja jestem w pracy i moj
                tato tam jest
                • kati5k Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 13:09
                  Ja słyszałam o takich kroplówkach na wzmocnienie i regenerację organizmu po
                  chemii tylko one nie są finansowane ze środków NFZ trzeba płacić Prawdopodobnie
                  jedna kosztuje ok. 2800,00 PLN
                  • bea53 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 13:13
                    Hmm ale jak one się nazywają te kroplówki i gdzie je mozna dostać??
                    • aggy1 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 14:55
                      Bea, a czy mama goraczkuje? Bo moja mama po pierwszej chemi jaka wogole miala
                      to wlasnie tez miala taki stan krytyczny, slabla z dnia na dzien. zamiast
                      lepiej to bylo coraz gorzej i okazalo sie, ze biale krwiniki miala na poziomie
                      1 tys. Wzieli ja do szpitala, dali jakies leki, antybiotyki i po 3 dniach bylo
                      wszsytko wporzadku. Wiesz, ja nie wiem jak to jest ale chyba nawet jak Twoja
                      mama zrezygnowala z tych warszawskich lekarzy to w takiej sytuacji oni chyba
                      musza jej pomoc. No przeciez nie mozna tak czlowieka zostawic...A moze sprobuj
                      sie skontaktowac z Emerichem w Gdansku, choc wiem, ze to praktycznie niemozliwe
                      zlapac go telefonicznie. Albo moze jakas konsultacja prywatna u warszawksiego
                      lekarza z oddzialu onkologicznego....Ja tam bym chyba mimo wszsytko zadzwonila
                      po pogotowie...najwyzej nic nie pomoga, a moze traficie na jakiegos ludzkiego
                      lekarza i cos doradzi, da jakies skierowanie...
                    • kati5k Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 15:41
                      Nie znam nazwy. Wiem tylko tyle że to zleca lekarz prowadzący chemioterapeuta
                      • ania819 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 18.07.07, 19:38
                        Bea koniecznie rób morfologie - ilość płytek itp, jak bedzie za mało to do
                        szpitala i leki - 2 dni i doprowadzają do normy. najlepiej do onkologa
                        prywatnie - musisz miec dr pod ręką w Warszawie gdyby coś się działo.
    • bea53 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 23.07.07, 21:56
      Dziękuje wszystkim za wskazówki.
      Mama od dzis jest w szpitalu na Grenadiarow w wawie na oddziale chorob
      wewnetrzynych tu ja przywiezli, dają jej kroplóki i tramal.
      Ordynator była bardzo miła ale twierdzi ze mama jest umierająca, takie ma
      wyniki krwi po chemii i lekarka twierdzi ze rozpoczął sie proces umierania.
      Mama ma silne bole kosci ale to chyba po chemii.
      Sama nie wiem to takie straszne i ona tak zle wygląda, dobrze ze teraz
      przynajmniej jej nie boli i teraz widze ze mowi ze szkoda ze nie chciala
      wczesniej do szpitala...tak bardzo nie chciala...
      Nie wiem to jest gorsze nic sobie wyobrazalam i juz nie wiem co bedzie dalej,
      czy ona przejdzie przez to, czy operacja i chemia to tylko prozna męka...
      • ania19771 Re: stan ciezki po chemii- co robic? 23.07.07, 23:02
        Strasznie mi przykro-wiem jak cierpisz Ty /Twoja Mama
        Tez sobie zadawaliśmy pytanie jak tatus zachorował-czy ta operacja była
        konieczna-bo po niej juz było tylko gorzej.
        Bądz przy Mamie jak dasz radę-uwierz mi , to boli jak sie patrzy na gasnace
        życie ale znajdziesz na wszystko siłę
        Kazdy kolejny dzień-to jak dar od losu

        Wszystko bym dała zeby móc posiedzieć przy Tacie

        Trzymaj sie , mocno Cie ściskam
      • emgoro Re: stan ciezki po chemii- co robic? 30.07.07, 18:21
        Beata nie myślałem, że mama tak źle znosi leczenie, ale bóle kostne są
        najprawdopodobniej spowodowane podaniem Taxolu, bo Gosia też po pierwszej
        chemii miała takie bóle i źle zniosła pierwsze podanie, a teraz poza rumieńcem
        nic jej nie jest po chemii. Jak nie wiesz jak złapać Emericha to skontaktuj się
        ze mną na GG to Ci podpowiem, jak to zrobić. Chyba dobrze, żeby wiedział co się
        dzieje.
        pozdrawiam Robert
      • bebe.bebe.be Re: stan ciezki po chemii- co robic? 30.07.07, 18:34
        bea53 napisała:

        >czy operacja i chemia to tylko prozna męka...

        Moj tata tez mial operacje, po ktorej czul sie dobrze pol roku. Teraz jest juz
        coraz gorzej.
        Ale ta operacja przedluzyla mu zycie, wiec chyba jednak nie jest to tylko
        prozna męka.
        Trzymaj sie...
        • ania19771 - bea53 ...co u WAS?? 30.07.07, 23:24
          jak sie czuje Mama??
          a jak ty to znosisz??
          Myslimy tu cały czas o WAs??
          • bea53 Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 14:26
            Dzieki za pamięc.
            W piatek mama wyszla ze szpitala, ordynator dala kontakt do hospicjum domowego,
            zeby byc pod opieką ale lekarka która przyjechała powiedziala ze nie
            kwalifikujemy sie do hospicjum bo mama jest pod opieka lekarza i jest leczona
            wiec hospicjum nie przysluguje, dopiero jak lekarze zalamią ręce i powiedza ze
            juz nic sie nie da zrobic..
            O dziwo mama zaczeła jesc, wrocil apaetyt i lepiej się czuje, na razie jest w
            miarę dobrze..myśle ze to wycienczenie po chemii juz ustepuje i wczoraj
            zrobilismy prywatnie markery, jak bedzie wynik to dam znac i wtedy dzwonimi do
            Gdanska zobaczymy czy zadzialała chemia.
            Ja tez nie wiedzialam ze to tak bedzie zle wygladalo po chemii i na granicy
            smierci, ze nawet orydynator nie dawala mamie szans bo mama ma wycienczony
            organizm po operacji i miala wczesniej niepotrzbeną niesustająca chemie od 2 lat
            na Saszerów...co tylko ją wycienczyla..ma po prostu chyba zatruty organizm..ja
            jestem tym wszystkim tez zmeczona..najgorzej ze kazdy telefon od rodziny
            traktuję jak ostateczną wiadomość...ehh
            • bebe.bebe.be Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 14:44
              bea53 napisała:

              > Dzieki za pamięc.
              > W piatek mama wyszla ze szpitala, ordynator dala kontakt do hospicjum
              domowego,
              > zeby byc pod opieką ale lekarka która przyjechała powiedziala ze nie
              > kwalifikujemy sie do hospicjum bo mama jest pod opieka lekarza i jest leczona
              > wiec hospicjum nie przysluguje, dopiero jak lekarze zalamią ręce i powiedza ze
              > juz nic sie nie da zrobic..


              To wszystko dziwne i u nas wyglada zupelnie inaczej.
              Przede wszystkim lekarz powinien dac skierowanie do hospicjum, a nie kontakt.
              My zapisalismy tate do hospicjum domowego, co oznacza, ze lezy w domu, a kiedy
              cos sie dzieje dzwonimy po lekarza ktory wspolpracuje z hospicjum i ktory
              przyjezdza na telefon, wypisuje leki, bada, nawet zalatwia badania czy leczenie
              w szpitalu (pomimo tego, ze tata zostal skierowany do opieki paliatywnej).
              Dodatkowo tata jest pod opieka lekarza z osrodka zdrowia i kiedy lekarz z
              hospicjum nie odbiera tel (ma np dyzur w szpitalu) to do taty przyjezdza lekarz
              z osrodka. Fakt, ze tata jest pod opieka hospicjum domowego w niczym nie
              przeszkadza.
              Oprocz tego caly czas mamy kontakt z chirurgiem ktory operowal tate i wlasnie
              planuje mu zrobic bronchoskopie w celu stwierdzenia, czy tata kwalifikuje sie
              na proteze krtani (guz zaczyna go dusic).
              Z hospicjum mamy pozyczony koncentrator tlenu, ktory ułatwia tacie oddychanie.
              To nie jest tak, ze lekarz musi zalamac rece i dopiero wtedy zapisuje sie
              czlowieka do hospicjum. Hospicjum to nie umieralnia, ale pomoc w opiece nad
              pacjentem, rodzina, stamtad otrzymuje sie pomoc lekarska, sprzet, wsparcie.
              Mysle, ze trafilas na lekarza ktory Cie zbył.
              • bea53 Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 15:06
                Hmm a gdzie mieszkasz?
                Tak jak jest u Was jest zupelnie inne podejscie, mozliwe ze nas zbył
                Moj ojciec powiedzial tej lekarce ze bedzie dzwonil do dyrekcji zeby się
                dowiedziec czy jednak nie może byc pod opieką, bo własnie mama ma napsiane w
                karcie ze chemia jest paliatywna, wiec nie wiem czemu robia taki problem...
                • miacasa Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 16:33
                  Witaj, my mamy ten sam problem z hospicjum, co Wy. Mieszkamy na mazowszu,
                  teściowa "podlega" pod hospicjum z Wyszkowa i podczas wizyty poinformowano ją,
                  że musi zrezygnować z lekarza rodzinnego i usług swojej przychodni zdrowia by
                  móc korzystać z pomocy hospicjum (na dodatek mowy nie ma by pomoc hospicjum była
                  częstrza niż wizyta raz w tygodniu w dogodnym dla lekarza terminie - jestem
                  załamana, bo teściowa ma raka trzustki z przerzutami do wątroby, czekają ją
                  ogromne cierpienia i bez pomocy doświadczonego lekarza przejście na tamtą stronę
                  może być potworne). Jeśli Twój Tata ustali, że jest jakaś furtka, by połączyć
                  opiekę lekarza z hospicjum i lekarza rodzinnego, proszę, daj znać.
                  • bebe.bebe.be Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 20:35
                    Jestem z trojmiasta, pisze o hospicjum z Oksywia na ul. Dickmana.
                    Rzeczywiscie, rozmawialam niedawno z pielegniarka srodowiskowa z naszego
                    osrodka zdrowia i ona potwierdzila, ze nie chca sobie wchodzic z hospicjum w
                    parade, ale nie robi problemow w razie potrzeby, sama nawet tate odwiedzila i
                    przyjechala krew do badania pobrac.

                    To fakt, teraz przysluguja chyba tylko 2 wizyty lekarza w miesiacu (zasluga NFZ)
                    kiedys te wizyty podobno byly czestsze.
                    Jednak "nasz" lekarz dal swoj telefon komorkowy i kazal dzwonic w razie
                    potrzeby.
                    Do chirurga tez sami wydzwaniamy (moja siostra), umawia sie z nim na
                    konsultacje, kombinuja razem, co jeszcze da sie zrobic, jesli cos sie da-lece
                    po skierowanie do szpitala do lekarza rodzinnego i nie ma problemu z
                    umieszczeniem taty na oddziale. Pogotowie tez do niego wzywamy jak trzeba i
                    przyjezdzaja, na izbie przyjec w szpitalu kiedy mial problemy z sercem tydzien
                    temu tez go przyjeli bez zadnego "ale" i podali leki.
                    Moze po prostu trzeba dzwonic, upominac sie, działać.
                    Nie wiem, moze my trafilismy na normalnych ludzi, ale nie wydaje mi sie, zeby
                    oni robili cos ponad mozliwosci, czy ustalony przez NFZ zakres uslug.

                    Przede wszystkim proponowalabym poszukanie dobrego hospicjum i zalatwienie
                    skierowania do niego (ale pozostawienie chorego w hospicjum domowym)
                    Na pewno w kazdym rejonie jest choc jedno hospicjum w ktorym z sercem podchodza
                    do pacjenta.
                    O ile z umieszczeniem chorego w samym hospicjum moze byc problem, o tyle zapisy
                    do hospicjum domowego nie sa (?) ograniczone. A pozniej w razie czego latwiej
                    takiego "ich" pacjenta umiescic w hospicjum stacjonarnym kiedy stan bedzie
                    bardzo zly, niz nagle wejsc z ulicy i oczekiwac miejsca od zaraz.

                    Przeciez nie moga czlowieka pozostawic samego sobie. Dlatego nie powinnyscie
                    sie martwic takimi rzeczami, jak bóle chorego itd. Na to są leki wypisywane na
                    rozowych bezplatnych receptach ( osrodek zdrowia ma ograniczona ilosc, ale
                    hospicjum juz nie), roznego rodzaju sprzet, nawet łózka, materace przeciw
                    odlezynom itd. To wszystko jest dla kogos, dla chorego. Nikt nie ma prawa tego
                    odmowic. Podstawa jednak jest skierowanie do hospicjum, nie kontakt
                    telefoniczny na kartce.


                    Proponuje rzeczową rozmowę z lekarzem pierwszego kontaktu bądź onkologiem
                    prowadzacym. U nas to onkolog zadecydowal o skierowaniu do hospicjum (ustnie) a
                    skierowanie wypisal lekarz rodzinny.

                    Pytajcie jakby co, tyle co wiem to napisze.
                    • bebe.bebe.be skierowanie do hospicjum 31.07.07, 20:50
                      Musi byc napisane na druku z książeczki zdrowia (kupony) z peselem i wszystkimi
                      danymi ubezpieczenia.
                      Na karteczkach i receptach nie jest (przynajmniej w Gdyni) honorowane.
                  • bea53 Re: - bea53 ...co u WAS?? 01.08.07, 22:48
                    Micasa, pani z hospicjum jednak zadzwonila i powiedziala ze bedzie przychodzic
                    do mamy i podawac plastry i mama bedzie pod opieką lekarza, mimo ze jest pod
                    opieką onkologa z Gadanska a my jestesmy z Wawy.
                    Tak jak to napisala Bebe to zalezy od widzimisie pani z hospicjum ale
                    najwidoczniej trzeba sie uprzec..nie ma to jak wygoda chorego kiedy wie ze w
                    razie czego..bol czy potrzeba kroplówek to nie wyląduje w szpitalu a w domu
                    bedzie profesjonalna pomoc, po prostu chyba trzeba miec skierowanie od jakiegos
                    lekarza do hospicjum domowego i wtedy powinni przyjąc....
                    • bebe.bebe.be Re: - bea53 ...co u WAS?? 01.08.07, 22:52
                      Plastry mozecie sami naklejac, tylko trzeba to robic regularnie i w
                      rekawiczkach ochronnych.
                      Ale dobrze, ze bedzie ktos przychodzil :)
                    • miacasa Re: - bea53 ...co u WAS?? 02.08.07, 16:29
                      Dziękuje za odpowiedź, przedwczoraj teściowa miała biopsję trzustki i bardzo ją
                      boli od tego badania, na szczęście wrócił z urlopu lekarz rodzinny i dziś ma
                      przyjść, może namówi ją na plastry (do tej pory ona wzbrania się przed nimi bo
                      boi się, że jak już je weźmie to w krótkim czasie umrze). Wiem, że to jej
                      decyzja i jej życie, jednak szkoda mi, że tak cierpi a przecież mogłaby jeszce
                      całkiem dobrze funkcjonować. Nowotwór, choć już nieoperowalny, nie rzutuje
                      jeszcze zbyt na pracę przewodu pokarmowego, ale ten ból eliinuje moją teściową z
                      życia naszej rodziny, o jej znajomych nie wspomnę. Zamyka się przed wszystkimi
                      ze swoim cierpieniem, prosi by nie dzwonić i nie odwiedzać jej gdy ból się nasila.
                      Cieszę się, że przynajmniej Waszą lekarkę sumienie ruszyło i przypomniała sobie
                      słowa przysięgi. Mam nadzieję, że jej pomoc polepszy samopoczucie Twojej mamy i
                      poprawi jej komfort w tej trudnej chorobie. Pozdrawiam
            • emgoro Re: - bea53 ...co u WAS?? 31.07.07, 17:10
              Wiem Beata, że nie jest łatwo, ale dobrze, że zauważyłaś jakąś pozytywną zmianę
              u mamy. Sama operacja była ciężka dla mamy, a co dopiero podanie kolejnej
              chemii. Trzeba wierzyć, że stan mamy zacznie się teraz poprawiać. Czego
              szczerze życzę i wierzę, że tak będzie. A kiedy następna chemia i czy nie za
              szybko te markery mając na uwadzę niedawną operację?
              pozdrawiam Robert
              • bea53 Re: - bea53 ...co u WAS?? 07.09.07, 11:56
                Calkiem calkiem. Nawet zadowalająco, nie myslalam ze tak moze sie polepszyc,
                wczoraj mama wróciła z kolejnej chemii, zmienili jej na taxol, w schemacie
                cotygodniowym. NAwet się dobrze czuje.
                Najgorszy był ten wstrząs po pierwszej chemii. Chyba tez dali wtedy za duzą
                dawkę, bo npst wagi z przed operacji a mama pozniej schudła chyba z 10 kilo.
                Do tego markery z 3000 spadły do 600, ogólnie Emerich powiedzial ze to co było a
                jest po operacji to wielka roznica i powiedzial na pdst TK ze jeszcze moze
                watroba bedzie wymagała korekcji ale zobaczy pochemii i jak trzeba bedzie to
                otworza ponownei brzuch ale on ma wizję leczenia!
                W kazdym razie mama chodzi i sama nie myslalam ze moze byc tak dobrze i
                zwatpilam w sens tego cierpienia ale widze ze chyba sie oplacało bo idzie w
                dobrym kierunku. Emerich ma złote ręce!
                Chcialam podziekowac Ci Robercie jednak ze mnie nakierowałes na Emericha!
                Ta lista jest bardzo pozyteczna naprawdę...
                pozdrawiam
                B.
                • emgoro Re: - bea53 ...co u WAS?? 07.09.07, 19:46
                  Beata bardzo się cieszę, że jest taka zauważalna poprawa. O tych
                  markerach to wiedziałem już kilka dni wcześniej, bo Twoja mama
                  zgadała się z kimś w szpitalu w Gdańsku, a mnie zna i przekazał mi
                  te wieści na GG. Prof.Emerich właśnie taki jest, że podejmuje
                  działania, które przynajmniej przyczyniają się do przedłużenia życia
                  w przeciwieństwie niż ma to miejsce w wielu innych ośrodkach w
                  Polsce. Gosia jak do tej pory dobrze reaguje na Taxol, bo markery
                  spadły o ponad 70%. Trzymam kciuki za dalsze pozytywy.
                  pozdrawiam Robert
                • aggy1 Re: - bea53 ...co u WAS?? 13.09.07, 09:41
                  hej bea

                  strasznie sie ciesze, z tych waszych pozytywnych wiesci. myslalam o twojej mamie
                  i sie zastanwialam jak zniosla kolejna chemie. moja mama wlasnie dzis konczy 5
                  podanie carbplatyna plus taxol. pozdrawiam, zycze wytrwalsci i tylko dobrych
                  wiesci. agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka