nasturcia
28.01.08, 19:23
Pisałam już nieco wcześniej o chorobie nowotworowej mojego brata. Obecnie jest on w trakcie leczenia w CO na Ursynowie. Po kuracji chemią przeszedł na radioterapię. Wciąż jest nieoperacyjny więc leczenie paliatywne. Najbardziej boli mnie w tym wszystkim podejście lekarzy. W rozmowach z nimi nie dają ani jemu ani nam żadnej nadziei wręcz stale ją gaszą, każą pogodzić się z faktem, że nic się już nie da zrobić, że nigdy nie będzie operacyjny. Dziś padły słowa, że to tylko kwestia czasu a wszelkie podejmowane leczenie ma na celu przeciągnięcie tego co nieuniknione w czasie. Padło mocne zdanie, że to kwestia roku może dwóch. Nie umiem poradzić sobie z tym, że ktoś "odcina głowę, kiedy człowiek jeszcze żyje". Nie rozumie tego, że zamiast zachęcać do walki podcinają skrzydła. Przecież on jeszcze żyje, jest silny, chodzi, dzielnie walczy, nawet wrócił do pracy żeby nie myśleć... czy lekarze komuś kto walczy o życie mają prawo
w rozmowach odbierać nadzieję?