Dodaj do ulubionych

Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawiać???

23.04.08, 14:32
Niedawno u mojego ojca zdiagnozowano nowotwór międzyblonniaka
opłucenej. Jest po pierwszej chemii, ogólny stan nie jest zły, ale
psychika totalnie jemu siadła. Może coś poradzicie jak rozmawiać,
jak motywować chorego aby miał pomimowszystko chęć do życia i tym
bardziej walki o nie??? A może jest to jeszcze za wcześnie na
jakiekolwiek rozmowy, może musi jeszcze jakis czas upłynąć aby sam
to sobie poukładał???
Jeszcze jedno pytanie, leczy się w CO w W-wie, niebawem bedzie
kolejna chemia, wiem że w CO są psycholodzy, zastanawiam się czy
jest tam możliwość aby przy okazji jak juz będzie na oddziale to czy
można jakoś załatwić aby zajżał do niego na pogawędkę.

Obserwuj wątek
    • agis15 Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 23.04.08, 18:26
      forum.sowieoczy.pl/viewforum.php?f=8
    • turpin Re: nie okłamywać 23.04.08, 19:10
      Wybacz, może zabrzmi to okrutnie, ale wedle mojego rozeznania
      nowotwory rosną i nie reagują na leczenie, lub przeciwnie - nie
      rosną i reagują na leczenie, zgoła niezależnie od tego co ich
      właściciele o nich myślą.

      Co więcej, twierdzę, że próby 'mobilizacji' chorego,
      wywołania 'pozytywnego nastawienia', celem 'walki' z nowotworem
      oznaczają często dodatkowy balast emocjonalny. Chory, który mimo
      wysiłków rodziny i psychologów dalej jakoś nie tryska entuzjazmem,
      zaczyna zastanawiać się, czy aby to jego 'negatywne nastawienie' nie
      wpływa ujemnie na leczenie i nie przyspiesza postępu choroby, którą
      wszak można powstrzymać siłą woli...

      Tymczasem każdy rozsądny i jako tako wykształcony człowiek jest
      załamany i ma pełne prawo być załamany, gdy dowie się, że choruje na
      źle rokujący nowotwór złośliwy. Dziwne by było, gdyby nie był.

      Powinno się mu przede wszystkim dostarczyć rzetelnych informacji co
      do spodziewanych skutków terapii paliatywnej, żeby mógł podjąć w
      pełni świadomą decyzję. Po okresie absolutnej rozsypki wielu ludzi
      jest w stanie zebrać myśli i rozporządzić czasem i tymi opcjami,
      które im zostały.

      Tradycja łgania chorym w oczy, przeżerająca polską onkologię gorzej,
      niż rozsiany rak, jest jednym z najciemniejszych aspektów polskiej
      medycyny.

      Zdaję sobie sprawę, że pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi.

      p/s
      depresja, wiodąca do odmowy leczenia, w sytuacji, gdy nowotwór jest
      potencjalnie wyleczalny, to zupełnie inna sprawa.
      • agis15 Re: nie okłamywać 23.04.08, 20:34
        Ale bez nadziei, choćby najmniejszej trudno żyć... Myślę, że nie każdy człowiek
        jest w stanie przyjąć całej prawdy tak od razu.
      • agis15 Re: nie okłamywać 23.04.08, 20:44
        Czy uważasz, ze np. terapia Simontona jest niepotrzebna?
      • zielony_listek Re: nie okłamywać 27.04.08, 12:12
        Turpin, trudno odmówic Ci racji, ale nie mozna tez przeginać w drugą
        stronę. Wazne nie tylko co, ale też jak się mówi.
        Nawet lekarze podkreslają, że optymizm i pozytywne nastawienie do
        lecznia w chorego jest bardzo ważne (oczywiscie są też lekarze,
        którzy mają to niestety gdześ).
        Może Kachnie nie chodziło o to "jak okłamać ojca", ale jak z nim
        rozmawiać, jak go wspierać. Oparcie w bliskich w każdej chorobie
        jest bardzo ważne.
        Kachna, a rozmawiałaś z Tata, czy chciałby porozmawiać z
        psychoonkologiem? Moja mama nie chciała.
        Ja sama rozmawiałam z panią psychoterapeutką i sporo mi to pomogło,
        wyjasniło. Dostałam kilka wskazówek jak rozmawiać, informacji o
        mozliwych reakcjach chorego (dostałam ciekawy artykul, wczesniej
        trochę znalazłam w internecie).

        W COI pracuje chyba pani Mariola Kosowicz, ja tej pani nie znam, ale
        na forum była bardzo polecana:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=72619717&a=73107347
        Moja mama i ja po wyniku biopsji (bardzo zaawansowany rak trzustki)
        byłysmy totalnie załamane! Ale po kilku dniach jakos wyszłyśmy na
        prostą. Generalnie najgorzej było w czasie niepewności (oczekiwanie
        na wizyty i decyzje lakarzy, na wyniki badań). Kiedy zaczęłysmy
        chemię to się ustablizowało, mama jakos się trzyma. Zreszta w tej
        chorobie wahania nastroju to rzecz normalna. Mam nadzieję, że i Twój
        Tata odzyska choc trochę optymizmu. Trzymam kciuki za Was!

        Pozdrawiam
        zielony_listek



    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 23.04.08, 20:14
      Kachna, sama najlepiej znasz tate i bedziesz wiedziala ile jest w
      stanie przyjac. Zgadzam sie z Turpinem, ze chorego nie mozna
      oszukiwac, choc wiedze warto dawkowac stopniowo. Rozmowa z
      psychologiem to bardzo dobry pomysl.
    • kachna9535 Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 23.04.08, 21:03
      Ja bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że wskrzeszenie chęci życia,
      nie cofnie raka tym bardziej że jest to co jest. Serce nam wszystkim
      domownikom sie kraja jak widzimy jego tak osowiałego, i zwyczajowo
      chcemy mu w jakiś sposób pomóc. Nie będe ukrywać że i bez choroby
      trudno było do niego dotrzeć i czegokolwiek się od niego dowiedzieć,
      a teraz to już kompletnie nie możliwe. Chcemy mu poprostu w miarę
      możliwości pomóc nie tylko w leczeniu medycznym ale i w miare
      możliwości psychicznym. Jest to w zasadzie pierszy przypadek
      nowotwora złośliwego w rodzinie stąd reż takowe pytanie. Za każdą
      odpowiedź i podpowiedź serdecznie dziękuję.
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 24.04.08, 10:30
        Tak sobie mysle, ze na kazdym etapie warto walczyc. Jesli nie o
        wyleczenie to o jak najlepsza jakosc zycia, o to, zeby ten czas jak
        najlepiej wykorzystac.
        Nie napisalas, na jakim etapie jest choroba Taty. Co mowia lekarze o
        jego stanie, bo od tego sporo zalezy...
        • kachna9535 Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 24.04.08, 13:44
          Lekarz powiedział, że dopiero po 2 chemi będzie mógł coś bliżej
          powiedzieć, bo po niej będzie można zobaczyć czy nowotwór się
          zmniejsza czy wogóle reaguje na te chemię. Dostał lek najlepszy i
          jedyny na świecie jeżeli na niego nie zareaguje to bedzie kiepsko,
          bo generalnie wszystko inne tym bardziej nie zadziała...
    • adca Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 28.04.08, 10:07
      Mój sposób był taki, że znajdowałam dla mojego syna zajęcia.
      Robił to co lubi i nie zastanawiał się nad chorobą, bo nie miał na
      to czasu. Miał cel na "po leczeniu" i o tym myślał.
      Przeszedł trochę, nie było mu lekko, ale ten cel pomógł mu myśleć o
      chorobie jak o jedynie pewnym etapie. Jego życie zmieniło się, ale
      chyba nauczył się w nim funkcjonować na nowo.
      Zastanów się co Twój tata lubi robić, co jest jego pasją.
      Proś Go czasem o pomoc, nie wyręczaj we wszystkim "bo jest chory".
      Snuj plany na przyszłość. Staraj się, by jego życie jak najbardziej
      przypominało życie przed chorobą.
      Pozdrawiam
      • kurczak1 Re: Jak motywować chorego do walki??? Jak rozmawi 08.05.08, 11:18
        Proponuję książke pt. Radykalne wybaczanie. A rozmowy? Ja
        rozmawiałam z Tata o życiu, o wszystkim. On miał nadzieje prawei do
        konca i ta nadzieja mnie rozwalała, bo ja JUŻ JEJ NIE MIAŁAM. Trzeba
        pamietac ze choroba to tez zycie. Potem czasami trzeba sie nauczyc
        nie mowic tylko trzymac za reke

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka