Dodaj do ulubionych

POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;)

01.06.09, 22:56
Witam
zacznę od tego, że się przedstawię i opowiem co mnie tu sprowadza.
A więc...
Nazywam się Grzegorz mam 34 i około 3- 4 tygodnie temu
dowiedzieliśmy się na co mój Tato jest chory.
Diagnoza jak w każdym przypadku to jak grom z jasnego nieba, wielki
ból i poczucie że ktoś właśnie nas oszukał, potem myśl że to nie
może być prawda, że za chwilkę skończy się ten mało śmieszny sen,
potem tylko łzy i ból, ból i łzy..... ale od początku
Tato lat 62 zagorzały zwolennik nikotyny, od stycznia, lutego zaczął
się gorzej czuć, ale oczywiście nic po sobie nie dał poznać, troszkę
więcej kaszlał , nawet poszedł do lekarza, który zaserwował mu
antybiotyk, który miał pomóc, ....nie pomógł.
Po kilku tygodniach kolejny lekarz i kolejny antybiotyk w marcu
pierwsze prześwietlenie płuc - wszystko ok.
Na początku kwietnia kaszel coraz większy (bez krwioplucia)ale Tatko
opada z sił, zawsze wszędzie go było pełno czynny zawodowo, szef
sporej firmy ma problem żeby wytrzymać w pracy 8 godzin... teraz
lżejsze ubrania i widać że Taty jakby troszkę mniej sie zrobiło.
Mimo że zawsze był szczupły widać że schudł i to nie mało ....
kolejny lekarz, kolejne prześwietlenie - ok, kolejny antyiotyk.
Pod koniec kwietnia Tato już bardzo słaby (tak nam się wtedy
wydawało) trafia w końcu pod dobre skrzydła, dostaje skierowanie do
szpitala - oddział pulmunologii, krew, mocz, ...no i bronchoskopia
pobrane zostają wycinki, lekarze nic nie mówią ale już nie są tacy
radośni, dwa dni później tomografia komputerowa, teraz pomału
zaczynają mówić , że jest nieduży, że nie ma przerzutów, że nie jest
źle.
otępienie
W dwa dni przeczytałem cały internet w poszukiwaniu informacji a im
bardziej zagłębiałem się temat, tym bardziej byłem przygnębiony.
Tato wychodzi ze szpitala rozpoznanie - niedrobnokomórkowy nowotwór
lewego płuca umiejscowiony blisko narządów wewnętrznych przełyku itd
dlatego nie było go widac na rtg
teraz konsultacje ,
najpierw tzw rakohirurg - nieoperacyjny
onkolog - brak przerzutów - dwie chemie i kontrolna TK ale najpierw
usg jamy brzusznej
trzy dni przed pierwszą chemią - usg - jest przerzut - mały guzek w
skórze brzucha.
onkolog - cztery chemie
dziś Tato jest po pierwszej chemi w czwartek tzw dolewka.
Dużo śpi, ale jest dzielny, lepiej mu się troszkę oddycha, nie męczy
go już tak silny kaszel ale to zasługa rzucenia fajek po 50 latach
rzucił palenie... ciekawe o ile lat za późno.
zaczynam ten wątek bo jak każdy z Was potrzebuje czasem się wygadać
może czegoś się dowiem, fajnie być z kimś. Mam co prawda rodzinę,
która mnie wspiera i braci. Pomyślałem sobie że ten wątek będzie
swego rodzaju pamiętnikiem i świadectwem dla wielu z Was, że bydlak,
który krąży w żyłach waszych bliskich jest do pokonania bo
ostatecznie najważniejsze żeby iść z podniesioną głową do samego
końca.

Obserwuj wątek
    • puma-2 Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 01.06.09, 23:19
      Witam Grzesiu , Ja jestem Ola napiszę krótko u mnie było podobnie
      Tato zawsze przeciwnik leków , prosi o leki przeciwbólowe na bóle
      pleców , wszystko oczywiście zgania na to że przez całe życie ciężko
      pracował , ból pleców narasta przeszkadza w normalnym
      funkcjonowaniu , po badaniach w szpitalu ( był ten sławny strajk maj-
      czerwiec 2007) tzw spychoterapia rtg kręgosłupa spoko , morfologia
      też oki , nagle mdleje , trafia po wielkich załatwianiach na odział
      neurologiczny tomograf diagnoza jak zły sen przeżuty na odcinek
      lędżwiowy , miednice , małe zmiany na śledzionie , płuca i barak
      pierwotnego , szukamy , kolejne przeżuty i zołądek , i jest mały
      siejący złośliwec zabijająćy na raty wątroba , leczenie paliatywne
      kilka kryzysów ,zapaście oddechowe i ta trzecia ostatnia ,
      zegarmistrz światła puprurowy Tato [*]
      • osmanthus Puma-2 01.06.09, 23:38
        Bardzo Cie przepraszam, ale w koncu musialam to napisac:

        Czy nie przyszlo Ci nigdy do glowy, ze Twoja sygnaturka jest cokolwiek
        nie na miejscu gdy piszesz tutaj o swoim Tacie?
        pzdr

      • shope Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 01.06.09, 23:38
        Ja mam teraz chwile zlosci i slabosci. Czesciej placze, drecze sie.
        Wczesniej bylam pewna ze wyjdzie z tego teraz sie starsznie boje.sa
        przerzuty, jest po operacji, byly naswietlania.Lekarze dali ciala
        nie sprawdzili, nie zbadali.Dopiero teraz jak tata sam sie
        poskarzyl, ze cos jest nie tak. Walczymy. Byla 1 chemia, beda pewnie
        kolejne. Zobaczymy. Podobno 80% zalezy od nastawienia. Widze po nim,
        ze powoli zaczyna miec wszystko gdzies. Chcialabym sie juz obudzic
        jak bedzie zdrowy. W innym wypadku wolalabym sie nie budzic :(
        • shope Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 01.06.09, 23:41
          A propos postu troche wyzej.
          Uwazam, ze kazdy ma prawo wtracic troche od siebie. Chyba po to tu
          jestesmy, zeby wymieniac sie tez swoimi problemami. A jakby kazdy
          teraz mial zakladac watek o swoim bliskim to chyba lekka
          przesada.....
          • osmanthus Shope 02.06.09, 10:21
            No coz, chyba nie zrozumialas o co mi chodzilo :(
    • karmiaca777 Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 02.06.09, 21:01
      życze Twojemu Tacie , aby ten rak poszedł wspak.Na pewno sie uda !
      • shope Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 02.06.09, 21:15
        ups, przeczytalam jeszcze raz Twojego posta...zagapiłam sie.

        • madrek76 Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 03.06.09, 10:43
          Czytałam ten watek od pocztaki i rozumiem uwagę pod Twoim adresem,
          że nie powinnaś pisać tu o Tacie, który przegrał walke z choroba,
          podczas gdy Grzegorz szukał wsparcia by sie utwierdzić w wierze, że
          można z rakiem wygrać i jasne WSPRARCIE I WIARA JEST BARDZO
          WAŻNE,ale... No własnie jest jedno ale...rak nieopracyjny zawsze
          rokuje duzo gorzej więc czasami jednak trzeba przeczytac i taki wpis
          jak Twój by mieć świadomość co sie może wydarzyć. Byłam na tym forum
          przez 20 m-cy walki mojego Taty z rakiem żołądka. Tata przegrał i
          odszedł od nas - 15.06 minie 8 m-cy - jest mi bardzo cieżka, ale
          jednocześnie dla mnie zawsze będzie "zwyciezcą, bo dla mnie te 20 m-
          cy, które żył to Jego wygrana". Przez czas Taty leczenia WIERZYŁAM,
          że zdaży sie cud i jeden był, po 6 chemiach olbrzymia reemisja i tez
          myslałam, ze przniesiemy góry, ze nie ważne że gro osób z wątku o
          raku żołądka odeszło,przegrało - ja byłam pewna,że MY z tym
          dziadostwem wygramy no i druga operacja,a tu grom z jasnego nieba "
          rak dalej nieoperacyjny" bo reemisja w zoładku olbrzymia, cofniete
          zmiany z przełyku i trzustki, ale drobnoguzkowy rozsiew w otrzewnej,
          potem kolejne 7 chemii, które długo utrzymywały stabilizacje, aż
          przyszedl kryzys i potem przerzuty były w tempei galopujacym :-(((
          Jedno jest pewne, Wszyscy na tym forum wiedzą,że kazdy przypadek
          jest inny,bo inne stadium,bo inaczej chorzy reaguja na leczenie, bo
          u jednych jest reemisja u innych stabilizacja, a jeszcze u innych
          mimo leczenie niestety progresja.Ja wierze, ze Grzegorz będzie
          wspierał Tate i walczył z Nim nie dając mu się poddać - nasze
          wsparcie jest dla naszych bliskich bardzo ważne, dla wielu chorych
          rodzina jest wtedy siłą i dla niej walczą by z nimi być jak
          najdłużej!!! Mój Tata kazdy pobyt w szpitalu jak mówił znosił
          dobrze,bo miał swiadomość,że zawsze będę z Nim i tak było, tylko że
          w tym wszystkim musimy mieć też swiadomość (choc wiem nie chcemy
          tego do siebie dopuścic- przerabiałam to u siebie długo), że mimo
          naszej wiary choroba może potoczyć sie w inna stronę i mimo wiary i
          walki,żyć tak by potem niczego nie załować,że starciliśmy czas
          dopóki chory z Nami był. Do dziś pamietam rozmowy z ludzmi na
          Onkologii we Wrocławiu,którzy tak wierzyli że bliska osoba wyjdzie z
          choroby,że żyli dalej swoim tempem,że zyli wierząc że Tata,czy mama
          zawsze będą obok,a tu rak ich zaskakiwał i zabierał bliskich z dnia
          na dzień i nagle wielki żal w sercu,że przecież mogłam/mogłem ten
          czas wykorzystac inaczej. To jest najwazniejsze - nalezy WALCZYC,
          WIERZYĆ,ale jednocześnie mieć świadomość,żeby czerpać z każdego
          dnia,bo nie wiemy jak się potoczą losy naszych bliskich. Kazdy
          pozytywny przypadek to nadzieja, ale oby Ona nie przysłoniła nam,
          tego, że może być źle (oby nie było, ale jednak wszystko może sie
          zdarzyć).Dziękuje Bogu,że ten czas 20 m-cy mogłam być stale blisko
          Taty,a i tak wciąż walcze z żalem do siebie,że coś przegapiłam,że
          mogłam coś jeszcze zrobić...:-( Takie doświadczenia zmieniają Nas
          bezpowrotnie i przewartosciowują wiele spraw, ale WIARA może
          zdziałać cuda, prof. który tate operował i dawał mu 2-3 m-ce zycia
          nie chciał wierzyć że Tata żył 20 m-cy więc WALCZ i daj znać jak
          Tata sie czuje i co u Was!!!
    • odysse Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 03.06.09, 07:47
      Witam
      To ja wtakim razie dolacze z nasza walka
      walczy moj tato z drobbnokomorkowym rakiem pluc zlokalizowanym nie w
      plucach tylko w eezlach i w przezrzutach w watrobie, jelicie,
      nadnerczu i jednym w kregoslupie. Jestesmy po dwoch cyklach chemii
      i jednej radiorterapii na kregoslup.
      Trzymam kciuki i pisz co i jak:)
      • shope Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 03.06.09, 21:59
        I jaka reakcja na chemie??? My jestesmy dopiero po 1 cyklu..
        • odysse Re: shope 04.06.09, 07:57
          shope, po pierwszej generalnie nic sie nie zmienilo
          apetyt dopisywal, zadnych skutkow ubocznych (no moze oprocz
          temeratury ale to pomoc moglo byc spowodowane jakims rozpadem guza w
          watrobie)
          w czasie drugiej wlosy zaczely wychodzic na potege, tato bardzo
          schudl mimo tego ze je
          ma jakis tam jadlowstret (na wedliny, mieso) ale apetyt ma na inne
          rzeczy (pewnie organizm sam sobie to jakos reguluje)
          teraz 15 idzie na 3 cykl
          wlasnie od wczoraj ma znow temp, ale to moze byc jakas infekcja
          (pieprzona pogoda)
          • shope Re: shope 05.06.09, 23:11
            Dzieki za odp. No to podobnie jak moj tata. Tyle, ze on schudl juz
            wczesniej :(
            To czekanie na jakies efekty jest najgorsze :(
          • estelka1 Re: shope 05.06.09, 23:44
            Odysse, chemia bardzo wyniszcza, organizm broni się przed chorobią,
            lekami, spada odporność dlatego łatwo o infekcję. Trudne to wszystko
            i dla samego chorego i dla jego najbliższych. Emocje szaleją. Na
            początku żal, wściekłość, dlaczego to nas dotyka. Potem nadzieja
            ogromna, czasem wręcz na granicy desperacji, szukanie za wszelką
            cenę ratunku, cudownych metod leczenia. I cały czas huśtawka, czy
            się uda, czy niestety...
            Nie umiem Ci powiedzieć, że na pewno będzie ok. Drobnokomórkowy rak
            płuc tak kiepsko rokuje. Nie możesz jednak tracić nadziei, bo nie
            musi być bardzo źle. Ale musisz mieć świadomość, że zagrożenie jest
            ogromne. Ja osobiście w pierwszym rzucie choroby mamy, gdy była
            rewelacyjna odpowiedź na chemię (po 4 chemiach guz w płucu zniknął,
            a przerzutów nigdzie nie było) byłam pełna optymizmu. Nie mniej
            czaił się we mnie strach że może być wznowa. Jak choroba się
            odezwała po 1,5 roku, przestałam wybiegać myślami w przyszłość.
            Żyłam z "wyprzedzeniem" o kilka dni, góra tygodni, od wizyty do
            wizyty u lekarza. Mając świadomość, że nasz wspólny czas na ziemi
            się końcy, starałam się nacieszyć na zapas mamą. Na tyle ile to było
            możliwe, to się udało.
            Nie piszę Ci tego wszystkiego, żeby odebrać nadzieję. Nawet nie
            wiesz, jakbym była szczęśliwa, żeby Twojemu tatcie udało się
            wyzdrowieć. Chciałaby Ci tylko uświadomić, że musisz się przygotować
            na obydwa warianty i ten najgorszy i ten dobry, że tata wyjdzie z
            tego. Gdyby to był inny nowotwór nadziei byłoby dużo więcej.
            Pozdrawiam i życzę dużo wspólnego czasu z Tatą i dużo zdrowia oraz
            siły i Tobie i Tacie
            • odysse Re: shope 08.06.09, 12:11
              estelka... czytalam o Waszej chorobie..
              ja wiem, nawet chyba za bardzo rozumowo podchodze do sparwy
              wiem ajkie to cholerstwo grozne i zdaje sobie sprawe ze zachowuje
              sie zupelnie przewidywalnie i taie tam...
              najciezej jest patrzec na mame, ktora tez troche zdaje sobie z tego
              sprawe, ale zupelnie nie dopuszcza takiej mysli, a jak juz pomysli
              ze to moze tak szybko zabrac jej tate, zupelnie traci kontrole nad
              wszystkim...
              przykre jest patrzec jak kazde kiwniecie reka, glowa, zmiana pozycji
              (nie mowiac juz o tej temp) wzbudza w mamie taki paniczny strach
              probujemy jej tlumaczyc ze pewnie jeszcze nie raz cos nas zaskoczy,
              ze to taka chorobwa, ktorej nie da sie przewidziec ani na ktora nie
              da sie naszykowac wczesniej....
              argumenty trafiaja do niej na chwile, potem znow sie wszystko zaczyna
              to dopiero 3 miesiac choroby, licze ze mama sie oswoi i dojdzie
              chociaz do takiego stanu zeby mogla zyc z tym wszystkim normalnie
              cieszac sie kazdym dobrym dniem...
              jjest ciezko, a moze byc jeszcze ciezej.. ja to wiem
              oczywiscie licze na to ze wlasnie moj tato bedzie wyjatkiem
              potwierdzajacym regule, ze mu sie uda zwalczyc i umrze jako siwy,
              zdrowy staruszek otoczony prawnukami.
              dobrze ze chociaz tato tak bezwzglednie podporzadkowywuje sie
              rygorom zycia z taka choroba, to na pewno pomaga...

              za 7 dni kolejna chemia....
    • odysse mazuz1 10.06.09, 09:49
      jak sie czuje tato?
      jak leczenie przebiega?
    • odysse Re: POKONAMY Z TATĄ TEGO BYDLAKA!! ;) 16.06.09, 20:32
      u nas wlasnie3 chemia
      tato przytyl 2,5 kilo, cieszy nas to ogromnie tym bardziej ze pewnie po chemii
      znow schudnie....
      i jak dobrze pojdzie za 3 tygodnie znow chemia.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka