ada0406
31.07.09, 00:08
Witam wszystkich! Mam na imie Ada. Jestem tutaj nowa forumka i nigdy nie myslalam, ze tutaj sie znajde zreszta jak kazdy z Was. Nawet nie wiem od czego zaczac. Trzy tyg. temu moj tatus znalazl sie w szpitalu w Grudziadzu, bo zaczal wymiotowac trzeci dzien. Reakcja w domu- "na pewno czyms sie zatrul". Nie mogli dojsc co sie dzieje?? Brak mozliwosci zrobienia dodatkowych badan poza gastroskopia, kolonoskopia i nie zostal zdiagnozowany. Po tyg. po walkach przekazany do szpitala w Bydgoszczy i sie zaczelo......
Do dzis w pelni nie jest zdiagnozowany co mnie bardzo dziwi. Potrafili powiedziec, ze jest rak a nie potrafia dokladnie powiedziec gdzie??? Podejrzenia zoladek, lub trzustka.
Jestem zalamana tata czuje sie coraz gorzej, z dnia na dzien slabnie. Wymiotuje, ma wodobrzusze, jadlowstret, doszla okropna czkawka i schudl 20 kg.
Mieszkam w Stanach, urodzilam wlasnie dziecko i trace ojca. Zastanawiam sie co dalej ??? Za tydz. lece do Polski i zastanawiam sie czy zdaze??? Wszystko spadlo na nas za szybko! Nie mowimy tacie o tym co mu jest bo sie boimy ze sie zalamie. Nie wiem czy dobrze robimy??
Nie wiem jak ratowac tatusia ona ma dopiero 60 lat. Nigdy nie chorowal, a tu nagle RAK. Pomozcie, kto mial taki przypadek czy sa jakies szanse?
Przepraszam, ze pisze chaotycznie ale jestem zalamana. wszystko za szybko sie dzieje. Jutro maja niby postawic diagnoze. Tak sie boje tego jutra, oby go nie bylo...