Dodaj do ulubionych

Jestem po operacji mięśniaków macicy

18.03.16, 09:41
Witajcie,

Pewnie jak i każda kobieta , dowiedziawszy się o tym że mam mięśniaki ( 7 cm i 2 cm), rzuciłam się do komputera i szukałam na forach wszelkich informacji na temat operacji. Powiem wam ... ile ja się naczytałam, jakieś okropne historie o niewyobrażalnym bólu i o komplikacjach pooperacyjnych... Ech, rozumiem każdą babkę co chce wiedzieć więcej, ale pamiętajcie moje drogie, często na forach piszą same przykre historie, nie kierujcie się najgorszym..

Opowiem wam, jak to było u mnie... :) Aktualnie, jestem 4 dzień po operacji. Leżę sobie już w domu i piszę na laptopie ( więc generalnie to już o czymś świadczy :), ze nie było tak zle :))Jeden z mięśniaków był już na tyle duży, ze musieli robić cięcie w brzuchu. Do szpitala trafiłam w tą niedzielę , po 16ej. Wieczorem lewatywa ( zupełnie nic strasznego, nie bójcie tego, mała ilość środku która natychmiast prawie powoduje ze chce wam się do kibelka :)), badanie krwi, mierzenie ciśnienia, badania USG, konsultacja z ginekologiem i anestezjologiem.

Anestezjolog poleciła mi narkozę w kręgosłup. Najpierw się przeraziłam, że będę wszystko widzieć i słyszeć, lecz po dłuższej rozmowie przekonałam się iż jest to znieczulenie bardziej bezpieczne dla całego organizmu, po przebudzeniu się nie chce się rzygać , ale nie można przez cały dzień podnosić głowy.

W dniu operacji miałam założony wenflon ( ból przy zakładaniu porównywalny do ukłucia przy badaniu krwi), podano mi również 30 min przed " Głupiego Jasia". Tyle że ten "Jaś" słabo jakoś na mnie działał, a więc nie zasnęłam, pamiętam wszystko bardzo dokładnie, co więcej normalnie zupełnie gadałam jak mnie wieźli na salę operacyjną.

Narkoza w kręgosłup działa natychmiast, jak tylko dostałam zastrzyk, od razu zrobiło mi się ciepło , tak błogo :) , nie przejmujesz się niczym, po prostu leżysz i od pasa w dół nic nie czujesz. Gadałam z pielęgniarkami, które co jakiś czas mi mówiły że jeszcze troszkę, pamiętam że chyba na chwilę przysnęłam, patrzyłam się w lampy gdzie było widać co mi robią, widziałam że lekarze mają śmieszne czepki ze wzorkami i coś tam chyba nawet skomentowałam :)

Po operacji nie było tak, że spałam dobę. Obudziłam się około 11ej ( operację miałam o 8) i ogólnie po podaniu morfiny zasnęłam później do 14ej. O 14ej już napisałam smsa do bliskich, że wszystko u mnie w porządku. Byli bardzo zdziwieni i myśleli że to ktoś za mnie napisał. Pielęgniarki były bardzo pomocne (środek przeciwbólowy, pytania jak się czuję).

We wtorek wyjmowali mi rurkę z brzucha i cewnik. Przyznam uczciwie ze wyjęci rurki jest najbardziej bolesnym doświadczeniem jakie mnie spotkało w szpitalu. Wyjmują niby po podaniu środków przeciwbólowych, ale i tak czujesz wszystko bardzo mocno. ogólnie, da się wytrzymać, i bardzo pomagała myśl o tym że jestem już po operacji i tylko to mi zostało przeżyć. Cewnik ( zapomniałam napisać o tym wcześniej) , miałam zakładany przed narkozą i też jest to dość bolesne, ale nic z czym by silna kobietka nie mogła sobie poradzić.

Weźcie do szpitala - Przydatne info :):
- co najmniej 2 koszule nocne
- dużo chusteczek higienicznych
- ja wzięłam odświeżacz do ust :), taki w płynie do psikania, Pomógł mi we wtorek, jak jeszcze nie mogłam podejść do umywalki
- szczoteczka do zębów, pasta ( przyda się na późniejszy okres)
- inne środki higien ( żel do mycia twarzy na później, suchy szampon, dezodorant itp.)
- kapcie
- szlafrok

Możecie też od razu do pielęgnacji rany kupić OCTENISEPT. Poleciła mi ten środek pielęgniarka, działa jak woda utleniona, ale nie pieni się i nie powoduje szczypania i nieprzyjemnego pieczenia. Z tego środku już będziecie mogły skorzystać jak będziecie w domku.

To tyle chciałam wam wszystkim powiedzieć. Nie nakręcajcie się, nie wierzcie i nie kierujcie się wszystkimi negatywnymi wpisami. Zobaczycie że dacie radę i chociaż może wam się wydawać , że jesteście za słabe - powiem wam że się mylicie. Mam 26 lat i była to moja pierwsza w życiu operacja, po wszystkim mogę śmiało stwierdzić że to doświadczenie tylko mnie wzmocniło i pokazało jak wiele może pokonać człowiek :)

Trzymajcie się, wiem że będzie dobrze.
Obserwuj wątek
    • julka243 Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 30.04.16, 20:17
      Witam...
      Też chciałabym podzielić się swoim doświadczeniem, jeśli chodzi o operację usunięcia mięśniaków. Po przeczytaniu jednak obszernej informacji mojej poprzedniczki, stwierdziłam,że wszystko zostało już w temacie powiedziane. To tak, jakby ktoś opisał moją historię. Jest tylko kilka różnic. Ja miałam trzy mięśniaki (jeden 8cm i dwa mniejsze ) Dostałam narkozę ogólną, (nie znieczulenie miejscowe ) no i mam 46 lat. Poza tym moje odczucia z pobytu w szpitalu, samej operacji i opieki, są również pozytywne. Dziś jest 30-04-2016, a operację miałam 27-04-2016. Jestem w domu, czuję się dobrze. Po narkozie też nie było źle.Wiadomo,że nudności można się spodziewać w pierwszej dobie, ale czy to aż takie straszne ? Nie będę pisać więcej, bo w dniu przyjęcia i póżniej zostały wykonane względem mnie te same czynności, o których pisze Pani..
      Kobiety nie wiem kto ma interes w tym żeby straszyć innych na forach, ale jeśli dwie wypowiedzi są niemal identyczne, to chyba o czymś już świadczy, prawda?
      Pozdrawiam.
      • titou-titou Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 20.06.16, 18:44
        Witam,
        ja też jestem po operacji usunięcia mięśniaka laparoskopowo w szpitalu na Ujastku w Krakowie. Sama operacja OK i dolegliwości po niej minimalne. Chciałabym tym wpisem przestrzec inne panie przed tym szpitalem. Opieka na sali ogólnej do momentu zabiegu OK, czyli lewatywa wieczorem i rano przed zabiegiem + wbicie wenflonu (tu już zaczęły się schody, bo wykonują to studentki). Na sali przedoperacyjnej i pooperacyjnej opieka bez zarzutów, pielęgniarki non stop podchodzą, sprawdzają, zbiornik z drenem, z moczem, wymieniają kroplówki na czas itp. same pozytywy.
        Kłopot zaczyna się po powrocie z sali pooperacyjnej... To koszmar w tym szpitalu. Byłam (ja i moje sąsiadki) 12 godz. po operacji, nikt do nas nie zaglądał za wyjatkiem pani sprzatającej. To ją prosiłyśmy o zawołanie pielęgniarki. Kłopotem jest to,że na sali nie ma dzwonków przy łóżku, jest tylko jeden nie działający telefon - taka fikcja. Od momentu zakończenia jednej kroplówki przeciętne mijało 1,5 godz. zanim ktoś wszedł do sali i najcześciej był to ktoś z osób nas odwiedzających. Ta z nas, która była w stanie zwlec się z łóżka po 12 godz. o operacji człapała do dyżurki i błagała o podpiecie kolejnej kroplówki (były postawione przy każdej z nas, stąd wiadomo było ile musimy jeszcze w siebie wlać). Mój worek z moczem był jak balon tzn. napełniony powyżej 2 litrów. Kiedy zapytałam, czy ten worek mógłby pęknąć pielęgniarka poinformowała mnie,że mój pęcherz też ma swoją pojemność i nic by się nie stało!!! Skandal! W tym szpitalu po powrocie na normalną salę nie ma żadnej opieki!!! O kroplówki i opróżnienie worka z moczem sam człowieku błagasz na korytarzu z trzęsącymi nogami, jeśli jesteś w stanie tam dotrzeć. Jeśli nie czekasz godzinkę, może dwie dokąd ktoś cię nie odwiedzi - to jedyne twoje wybawienie. Po operacji dostaje się dożylnie dwa antybiotyki (jeden 2 x dz, drugi 3 x dz.). Pielegniarki oczywiscie zapominały i antybiotyk, który miałam zażywać co 12 godz. w moim przypadku o 8:00 i 20:00, o ten z 8:00 doprosiłam się po 10 i dostałam z wielką pretensją,że one o tym wiedzą i pamietają... Zaznaczam też,że sama trzymając się ścian wzięłam pierwszy prysznic. Wcześniej prosiłam pielęgniarkę o pomoc, oczywiscie obiecała,że zaraz przyjdzie. Czekałam 2 godz. Umyłam się sama, na szczęście nie upadłam, nie wyrwałam sobie ani kroplówki, ani drenu.Checa, czegoś takiego się nie spodziewałam ani ja, ani moje sąsiadki. Jedna z nich zauważyła nawet na sali operacyjnej pajęczynę na tej olbrzymiej lampie. Brak mi słów do opisania wszystkiego. Pozornie odział wygląda dobrze, 3 osobowe pokoje z łazienką, korytarze czyste, kilka pielegniarek na dyżurce, nie działające telewizory i niby dostęp do WI-FI - też nie działa. Ale kiedy jesteś kilka godzin po operacji kompletnie nikt do was nie przychodzi. Radź sobie sama.
        Jeśli którakolwiek z was ma możliwość wyboru szpitala, w którym będzie miała wykonany zabieg ginekologiczny szczerze odradzam. Uciekajcie jak najdalej Ujastka!!!
      • kratka64 Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 27.09.16, 11:12
        Witam
        a ja tak się boję, że ze skierowaniem na operację chodzę trzeci rok. Strach mnie paraliżuje.
        Julka243 może napiszesz, w którym szpitalu byłaś. pozdrawiam
      • filipkaaa Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 17.05.17, 16:43
        Ja jestem nowa tutaj!! Szukam informacji co robimy po operacji?? Nie jestem w Polsce tylko w grecji.Mam 37 lat od lat mialam bardzo bolesne i obfite miesiaczki myslalam ze to cos normalnego bo maje kolezanki w pracy tez niektore mialy to samo i nigdy jakos mnie to nie zaniepokoilo.Dwa miesace teraz jednak czulam ze cos jest nie tak nie ze wzgledu na bol ale moj brzuch (zawsze mialam brzuszek) jakos tak zrobil sie wiekszy spoznil sie okres 8 dni (pomyslalam w koncu iupiiii) okresu dostalam ....a brzuch nie malal i jakos tak jednego dnia jak sie obudzilam polozylam reke pod brzuchem i poczulam ze cos tam jest jakbym dotknela jakas pilke w brzuchu....nastepnego dnia (lekarz do ktorego chodzilam wyprowadzil sie) wiec pierwszy gabinet ginekologa jaki znalazlam weszlam.Spytal mnie kiedy ostatni raz bylam u gin.. czy robilam test PAP i takie tam.Test PAP nie USG nie U lekarza przed 4 laty ok i zaczelo sie...przy USG poniewaz patrzyl i patrzyl juz wiedzialm ze cos jest okazalo sie ze miesniaak...i to nie maly bo 11cm.Wyszlam ryczac z gabinetu nie widzac dokladnie co to jest miesniak od razu do pracy...Pomogly mi kabitki w pracy od razu na drugi dzien mialam dwie wizyty u najlepszych ginekologow.to wszystko okolo 20 kwietnia jeden powiedzial ze operacja po 15 lipcu drugi ze tylko w jednej klinice operuje 5000 euro (szok) W koncu operacje mialam 28 kwietnia narkoza byla ogolna i okazalo sie ze istnieja mniejsze miesniaki poza macica wiec dostalam nastepna narkoze od 8.30 rano wywiezli mnie do pokoju o 14.00 bol niesamowity niechce teo pamietac.........pamietam ze chcialam tylko spac i mi ni nie pozwolili przez dwie godziny ciagle ktos cos do mnie mowil zebym tylko nie spala. Po dwoch trzech godzinach przyszedl lekarz i powiedzial ze do 22.00 musze podniesc i wyprostowac nogi conajmniej 20 razy (placz...)i ze rano musze wstac z lozka i chodzic chodzic chodzic i jeszcze raz chodzic.Dwa razy rano probowalam wstac krecenie,slabosc,mdlenie.Jestem twarda mowie sobie i daje czadu najpierw od lozka do drzwi i pozniej juz poszlo najgorsze bylo zeby odcieli cewnik.........hahahahaha mu sisz puscic fuuulll bbbrryyyy zeby ci dali spokoj i zdjeli kroplowki i cewnik ujjjjjjChyba napisze ksiazke o tym hahaah...A teraz powaznie jestem po czuje ze jestem na silach nawet zmyc talerze czy sie schylac mozna czy to tylko mnie sie wydaje? Czytalam duzo na ten temat te zrosty co moga wywolac??? Czekam na odpowiedz i z gory dziekuje....
    • kolejnacosiebala Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 08.09.25, 20:10
      I ja również podzielę się swoim doświadczeniem, może będzie to przydatne dla innych kobiet. Może takich które są w młodym wieku.

      Mam 27 lat. Nie mam dzieci ale zawsze je chciałam :)
      O mięśniakach wiedziałam już od 2021 roku kiedy poszłam na wizytę kontrolną do ginekologa. Wprawdzie ginekolog poinformował mnie że coś widzi, że to jest jeszcze małe - wskazanie do obserwacji bo sami nie wiedzieliśmy czy zajdę w ciążę niedługo. Okazało się że nie zaszłam. Studia, praca, potem znowu studia i tak w kółko.

      W lipcu przy kolejnej kontroli ginekologicznej usłyszałam u ginekologa, że mięśniaki urosły. Jest progres. Miałam znaleznionego na USG jednego mięśniaka o wymiarach ok.7cm. Otrzymałam skierowanie do szpitala i na drugi dzień już byłam w Szczecinie na Unii Lubelskiej w Klinice Ginekologii. Po około 2 tygodniach przy wizycie kwalifikującej w Szczecinie, zlokalizowano jeszcze jednego mięśniaka który miał około 5 cm . Główne problemy jakie miałam przy tych mięśniakach to były na pewno z roku na rok coraz cięższe miesiączki - bolało cholernie, a przy tym uciążliwy i nie do opanowania ból lędzwi . Mięśniaki również powodowały przedłużające się miesiączki co mnie irytowało. Ale nie miałam skrzepów , nie miałam krwawienia nie do opanowania. Nie miałam również problemów z pęcherzem czy też z robieniem stolca . O to mnie pytali praktycznie cały czas czy są jakieś problemy z tym przy kwalifikacji do operacji. Trzeba również przedstawić najświeższe wyniki badań cytologicznych.

      W sierpniu 2025r. byłam już przyjęta na oddziale a 8.08, czyli dzień po przyjęciu, trafiłam na stół. Miałam wykonywaną laparotomię wyłuszczenia mięśniaków śródściennych. Cięcie wzdłuż brzuszka, ta sama blizna jak po CC , około 8-10 cm cięcie.
      Doba 0 - od razu po operacji zostałam wybudzona, lekarze pytali mnie jak się nazywam i po prostu sprawdzali czy ogarniam rzeczywistość wokół siebie. Ogarniałam. Bardzo się ucieszyłam że się obudziłam. Tak - przed operacją miałam ogromny strach czy wszystko będzie dobrze, czy się obudzę. Miałam najgorsze myśli ... O własnych siłach musiałam się posunąć na inne łóżko. Zawożą wtedy do sali pooperacyjnej. Wiecie co, byłam dosyć sporo na głodzie. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że słodka herbata z dużą ilością cukru będzie taka zbawienna!
      Jeszcze raz dziękuję tej wspaniałej Pani która się mną opiekowała. Herbata dała mi trochę sił.
      Miałam założony cewnik po podaniu narkozy. Po operacji miałam dren. Byłam na silnych środkach przeciwbólowych ale to nie była w dalszym ciągu morfina. Byłam pionizowana - to dosyć istotne, aczkolwiek zasłabłam przy myciu zębów (traciłam słuch i tak jakbym wszystko słyszała za jakąś grubą szybą, asekurowała mnie Pani od herbaty) więc z powrotem do łóżka :) Noc przespałam spokojnie.
      Doba 1 - przewiezienie na normalną salę. Leżałam ale byłam w pełni przytomna. Nie było bólu, przynajmniej jakiegoś strasznego. Odłączono mi cewnik. To było bezbolesne. Płyn zbierał się do drenu (był ulokowany w ranie pooperacyjnej), przybierał kolor ciemnoczerowny, o wodnistej konsystencji ale tak musi być. Próbowałam się pionizować ale zrobiłam kilka kroków wokół łóżka i to by było na tyle. Rana pooperacyjna delikatnie bolała, chyba najgorzej było przy wstawaniu i te kilka kroczków ale dało się przeżyć, poszłam również przypomnieć sobie jak to jest zrobić siku. Udało się ale chwilę to trwało. Dodatkowo ujawniło się krwawienie pooperacyjne. Trochę tego było ale czułam się w porządku.
      Doba 2 - chyba najgorsza. Zjadłam coś po 1 dobie pooperacyjnej ale zaczął mnie boleć brzuch. Zawiadomiłam pielegniarki i wpadł lekarz. Wykonał USG jamy brzusznej gdzie wszystko było w porządku, ale okazało się że jelita nie chciały się ruszyć. Dostałam na to kolejne leki i już z każdym dniem było znacznie lepiej, byłam przynajmniej w stanie wypuszczać gazy co już ratowało moje samopoczucie. Krwawienie pooperacyjne było.
      Doba 3 - nadal trochę obolała, nadal bardzo ostrożna w tym, co jem, ale w końcu poszłam pod prysznic . Moje plecy osłabły bardzo. Przy prysznicu miałam takie momenty że odchylałam się do tyłu ale udało mi się zrobić co nieco koło siebie, był pierwszy stolec po tylu dniach. Już wiedziałam że jelita zaczynały dobrze pracować. Pomagałam sobie kefirem (dostałam w szpitalu) oraz siemieniem lnianym (z domu) . Krwawienie pooperacyjne nadal było. Wyjęto mi rurkę z drenem, płyn po prostu przestał się zbierać. Wyjęcie rurki po drenie nie jest za bardzo przyjemne ale również jak to co powyższe , dało się przeżyć.
      Doba 4 - Krwawienie pooperacyjne zaczęło się zmniejszać, aczkolwiek miałam takie wrażenie, jakby się obkurczała macica, po prostu skurcze, i po nich to krwawienie było nieco większe. Ale z każdym dniem było go coraz mniej. Co do ruchu, z każdym dniem coraz więcej. Okazało się że byłam już na tyle mobilna że fizjoterapeuta był w szoku, lekarze również, robiłam kilometry na oddziale. Z troski o jelita i z troski żeby wszystko się goiło jak należy.

      Łącznie, przebywałam w szpitalu od 7-13.08 więc nie wiele, ale nie miałam żadnych przygód odnośnie szycia po operacji, miałam wykonaną kontrolę przed wypisem i wszystko było okej.Normalnie kiedy mnie wypisywali, byłam w stanie wytrzymać 160km dojazdu do domu. Tak , trochę się położyłam na kanapie z tyłu. Tak - trochę bolało jak się jechało po dziurach ale dałam radę. Nie było tak źle. Szycie zostało zdjęte w mieście rodzinnym i również nie było to coś strasznego.
      Co do rany pooperacyjnej, to trochę rozeszła mi się blizna, o około 4mm i wyciekała mi surowica, spodenki od piżamy każdej nocy mokre. W dzień też non stop ciekło, leciało. Przy spacerze z psem to samo. Pojechałam do szpitala żeby ktoś to zobaczył, i okazało się że trzeba kupić Octenisept i RaniSeptol. Na noc zakładałam sobie opatrunek hydrożelowy żeby nie brudzić spodenek piżamowych. Codziennie psikałam po kika razy i utrzymywałam ranę w wysokiej czystości co poskutkowało - surowica przestała lecieć, a rana z jakimś czasem zagoiła się i nie miałam żadnych strupków.

      Jeżeli chodzi o odczucia po operacji - to już równy miesiąc ... Mam kłucie w obrębie macicy/miednicy/pochwy które trochę powodują dyskomoft przy spacerze cały czas. Ja jestem niestety trochę panikara, w związku z tym jeżeli coś odczuwam - natychmiast wracam do domu żeby się położyć. Szczerze mówiąc, nie jestem zmuszona by łykać dużo tabletek przeciwbólowych więc tragicznie nie jest, łykam w razie czego APAP a nie NLPZ. To chyba też coś znaczy :) Kontroluję to co się ze mną dzieje, bo miałam również krwawienie pseudomiesiączkowe (a może była to przyspieszona miesiączka albo nadal krwawienie pooperacyjne ...?) Ja to czuję osobiście jakby była to miesiączka. Nie mniej - zapisuję wszystko co mam na dany dzień. Ile tabletek przeciwbólowych , dolegliwości bólowe, jakie. Kolor,zapach,konsystencja - tego co się pojawia "w podwoziu". Tryb maksymalnie oszczędzający się ale z dozą ruchu. Staram się nie schylać. Staram się nie robić zakupów , bułeczki jakieś... warzywka (np. 2 marchewki) i tyle. Ale nic co miało by przekroczyć 3kg. Staram się robić zakupy bardzo drobne. Wszystko stopniowo. Udało się nawet współżyć z mężem aczkolwiek byliśmy bardzo ostrożni i wyczuleni. Szczerze po powrocie do domu , po kilku dniach po tej całej pseudomiesiączce, libido skacze mi jak szalone. Mąż powiedział mi że przed tym to było rzadko, a teraz ja sama ochoczo ciągnęłam go do łóżka :) Oczywiście baliśmy się... Ale chyba tego mi było trzeba bo ostatni lipiec i sierpień nie był przyjemny. Od razu zaznaczam że nie miałam wpisanej wstrzemięźliwości seksualnej :)

      Mięśniaki byly spore. Pomarańcza i cytryna - nadal lubię owoce :)
      Co było konretnie ? Mięśniak śródścienny wychodzący z ściany tylnej trzonu macicy , średnica 7cm - otwarto jamę macicy i tu było szycie dwuwarstwowe szwami pojedynczymi typu Z. Szwy pojedyncze na omacicze. Mięśniak (konglomerat 3 mięśniaków) średnica 5 cm. Bez otwarcia jamy macicy , sięgający cieśni trzonu macicy.
      Mięśniaki po wyłuszczeniu zostały wysłane na histopatologię. Mam ogromną nadz
      • kolejnacosiebala Re: Jestem po operacji mięśniaków macicy 08.09.25, 20:16
        (...) Mam ogromną nadzieję że będą to typowe, klasyczne ale kur****o wielkie mięśniaki. I nic poza tym. W obrazach z USG obraz był taki książkowy jeżeli chodzi o kształt, wygląd. Lekarze również podczas operacji nie zauważyli niczego niepokojącego w środku, przydatki i wszystko inne było okej. Czas oczekiwania na te wyniki to 6-8 tygodni. Tak , tutaj trzeba się uzbroić w cierpliwość wymieszaną ze strachem co tam będzie... Chyba najmniej przyjemniejszy moment po operacji kiedy znajdujemy się już w domku na zwolnieniu lekarskim.
        W tym tygodniu mam zaplanowaną wizytę pooperacyjną u swojego ginekologa. Mam nadzieję że i tam obraz będzie w porządku. Trzeba donieść dokumentację ze szpitala, ja jeszcze w bonusie dostarczę notatki i będziemy się kontrolować.
        Zwolnienie lekarskie otrzymałam z automatu po tej laparotomii na 30 dni + kilka dni , tam chyba 4 dni jakoś wychodziły.
        Jakie plany ? Będę się starać o kolejne zwolnienie lekarskie od pracy. Sama po sobie czuję że jest zdecydowanie za wcześnie na powrót do pracy a mam ciężką pracę fizyczną która w głównej mierze polega na chodzeniu, czasami dźwiganiu.

        Ściskam wszystkie młodsze lub w pobliżu mojego wieku. Wiem że ''operacja'' pewnie dla wielu z Was może robić coś na zasadzie stanu lękowego... Paraliżujący strach , a może trochę mniejszy..

        Ale musicie.

        Jeżeli będziecie zwlekać, niczego dobrego to nie przyniesie. A może pogorszyć. Może gdybym i ja nie przekładała trochę tych kontroli... nie miałabym od razu z grubej rury laparotomii tylko laparoskopię ... Kto wie.

        Życzę Wam przede wszystkim odwagi. Życzę Wam również dobrych lekarzy, pielęgniarek oraz położnych pod aspektem "bycia człowiekiem" jak i wykonujących swoją pracę na najwyższych standardach i z profesjonalizmem, a przede wszystkim z pewnymi rękoma. Ci ludzie na prawdę.. Oni są mega ważni w tych dniach kiedy mają Wasze zdrówko pod swoją opieką.

        Oczywiście każdy przypadek jest inny.
        Mówią że strach ma wielkie oczy. Dzisiaj się pod tym podpisuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka