axel40
29.12.06, 09:58
Inwestowanie w roku 2007
Dla inwestorów kończy się rok debiutów giełdowych, funduszy "typu MiŚ" oraz
nieruchomości. Co ich może czekać w roku 2007? Expander prezentuje kilka
potencjalnych hitów inwestycyjnych. Które z typów się sprawdzą? Okaże się za
rok. Jak zwykle najlepszym rozwiązaniem jest dywersyfikacja, a więc
inwestowanie jednocześnie na wielu różnych rynkach.
Nieruchomości nadal w górę. Trudno wyobrazić sobie inny scenariusz w sytuacji,
gdy popyt wciąż znacząco przewyższa utrzymującą się na stałym poziomie podaż
mieszkań. W 2006 roku metr nowego lokum w Warszawie podrożał średnio o 50
proc., a w Krakowie, Trójmieście czy Wrocławiu nawet o ok. 70 proc. Utrzymanie
takiej dynamiki w przyszłym rynku będzie bardzo trudne w sytuacji, gdy
zdolność kredytowa Polaków praktycznie nie zmienia się. Niestety "przeciętni"
nabywcy będą stopniowo zastępowani przez krajowych i zagranicznych
"mieszkaniowych inwestorów". Szczególnie ci ostatni są w stanie zaakceptować
jeszcze znacznie wyższe poziomy cen. To oznacza, że ceny wybranych inwestycji
mogą nadal wędrować w rejony abstrakcyjne dla statystycznego Kowalskiego. Od
kilku tygodni wiemy już jakie nieruchomości będą objęte 22-proc. stawką VAT od
początku 2008 roku - to powinno częściowo uspokoić nastroje na rynku. Tak czy
inaczej, nieruchomości to segment, który z największym prawdopodobieństwem
przyniesie inwestorom dwucyfrowe stopy zwrotu w 2007 roku. Zarabianie na
nieruchomościach nie jest jednak takie proste. Na rynku mamy kilka zamkniętych
funduszy inwestycyjnych, których certyfikaty można, przynajmniej teoretycznie,
kupić na giełdzie. Pojawił się też pierwszy otwarty fundusz rynku
nieruchomości, a wkrótce – jak wynika z naszych informacji - zadebiutuje
kolejny. Fundusze mają jednak wady. Jak pokazuje praktyka fundusze zamknięte
długo budują swoje portfele inwestycyjne i w efekcie, w początkowym okresie
działania, przynoszą niewielkie zyski. W kolejnych latach ich stopy zwrotu
także są niższe od tego co można uzyskać bezpośrednio kupując nieruchomość (od
początku 2006 roku było to 2006 między 2 a 13,5 proc. w działających wówczas
funduszach). Fundusze otwarte natomiast, z uwagi na swoją konstrukcję,
praktycznie nie mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości, a jedynie w
akcje spółek z tej branży. Wartość tych papierów jest w dużym stopniu zależna
od koniunktury na giełdzie. Optymalnym rozwiązaniem jest zakup nieruchomości z
maksymalnym wykorzystaniem kredytu hipotecznego.
Fundusze hedge mogą zabłysnąć. Analitycy wieszczą głębszą korektę lub nawet
bessę na giełdzie. Rok temu było podobnie, więc te prognozy wcale nie muszą
się ziścić - tym bardziej, że Polska gosopodarka rozwija się w szybkim tempie
i giełda będzie kusić inwestorów zagranicznych. Faktem pozostaje to, że polska
giełda ma za sobą długi okres wzrostów, a im więcej pesymistów wśród
zarządzających aktywami tym większe ryzyko, że prognozy się zmaterializują.
Gdy indeksy pikują w dół szansę na zyski oferują fundusze typu hedge. Są one
kojarzone z bardzo wysokim ryzykiem jest to jednak zbyt duże uproszczenie.
Tego typu fundusze stosują po prostu znacznie bardziej zróżnicowane strategie,
mają więcej swobody w zakresie doboru instrumentów finansowych. W efekcie w
świecie funduszy hedge zdarzają się oferty obarczone ekstremalnym ryzykiem. Są
jednak także fundusze o profilu zbliżonym do funduszy papierów dłużnych. Na
polskim rynku oferta funduszy hedge jest bardzo wąska. Najbardziej dostępna
jest propozycja Superfund TFI, które w Polsce oferuje klony swoich
zagranicznych funduszy hedge. Są to fundusze otwarte, dostępne już od 5 tys.
zł lub nawet 100 zł w ramach planu systematycznego inwestowania. Wyniki na
razie nie zachwycają: od 5 do 26 proc. od początku roku do 22 grudnia -
zależnie od strategii i waluty. Potencjał firmy jest jednak spory jeśli
wspomnieć, że w 2000 roku, gdy pękła internetowa bańka, flagowy fundusz
Superfund – GCT USD, zarobił ponad 40 proc. Fundusze typu hedge oferują także
Opera TFI oraz Investors TFI. Oferta pierwszej z firm skierowana jest do
zamożnych inwestorów – jeden certyfikat kosztuje ponad 300 tys. zł. Dodatkowo,
certyfikaty oferowane są w ramach ofert niepublicznych co oznacza, że może ja
nabywać tylko określona grupa osób. Osoby o mniejszych zasobach finansowych
powinny zwrócić uwagę na ofertę TFI Investors. Główny fundusz tej firmy –
Inwestor FIZ w ciągu ostatnich 12 miesięcy wypracował 69,5 proc. zysku
ustępując jedynie funduszom małych i średnich spółek ING TFI i DWS Polska TFI.
W połowie stycznia fundusz ma przeprowadzić publiczną emisję certyfikatów,
które następnie będą notowania na giełdzie. Oznacza to znaczny wzrost
dostępności tej oferty dla przeciętnego inwestora. Oczywiście fundusze hedge
nie są perpetuum mobile - nie dają licencji na zarabianie. Mają jednak
narzędzia takie jak np. krótka sprzedaż, możliwość znacznego angażowania
kapitału w opcji i kontrakty terminowe dzięki którym mogą zarabiać w każdych
warunkach rynkowych.
Wysyp struktur. Końcówka tego roku pokazuje, że na polskim rynku coraz
częściej oferowane są tzw. produkty strukturyzowane. Oferują one gwarancję
kapitału w perspektywie kilku lat lub nawet pewien minimalny zysk. Z drugiej
strony, inwestor ma szansę na zarobek zależny od tego jak zmienią się
notowania np. indeksu giełdowego, określonych akcji, walut czy surowców.
Możliwości są praktycznie nieograniczone. Inwestor może np. otrzymać po kilku
latach stopę zwrotu najlepszej z trzech różnych opcji (np. wybrane akcje,
nieruchomości i surowce), zarabiać na spadkach amerykańskich indeksów czy
wzroście cen ropy. Gwarancja kapitału, a więc pewność że w razie dotrwania do
końca „życia” produktu nie stracimy ani złotówki jest kusząca w sytuacji, gdy
na giełdach panuje niepewna atmosfera. Oczywiście, jeśli po 5 latach otrzymamy
z powrotem wpłacone na początku 1000 zł to w efekcie ponosimy realną stratę z
uwagi na inflację i utratę innych możliwości zarabiania. Inwestorzy
indywidualni jednak rzadko w ten sposób analizują swoje decyzje. Mnogość
rozwiązań oznacza jednak dodatkowy problem dla przeciętnego inwestora.
Produkty strukturyzowane mogą być tworzone tak, że szansa na realizację
wysokiego zysku będzie nikła. Same formuły wyliczania stopy zwrotu mogą też
być tak skonstruowane, że zysk będzie mocno zredukowany. Dlatego przed wyborem
produktu strukturyzowanego – niezależnie od tego czy jest to lokata bankowa,
ubezpieczenie, fundusz czy obligacja – należy dokładnie przestudiować zasady
obliczania stopy zwrotu na koniec trwania inwestycji. Warto zauważyć, że
produkty strukturyzowane powinny mieć lepsze parametry dla inwestora w
sytuacji, gdy na rynku są wysokie stopy procentowe. Dzięki temu bowiem firma
konstruująca produkt może przeznaczyć więc środków na zakup opcji, które
zapewnią określoną formułę wypłaty, a mniejszą część aktywów trzeba
zainwestować w obligację zerokuponową, która gwarantuje wypłatę kapitału na
koniec. Przewidywany wzrost stóp procentowych w Polsce oraz wzrost niepewności
co do sytuacji na giełdzie powinny stworzyć dobre warunki dla jeszcze
szerszego zaistnienia tego typu ofert na rynku.
Wyższe stopy dla ostrożnych. Prognozowany na przyszły rok wzrost stóp
procentowych powinien ucieszyć inwestorów preferujących niskie i pewne zyski.
Niestety nie można liczyć na to, że banki podwyższą oprocentowanie w ślad za
ewentualnym decyzjami Rady Polityki Pieniężnej. Jak zwykle wyższymi odsetkami
będą kusić instytucje dopiero zdobywające rynek tak jak Polbank czy Getin
Bank. Gdzie zatem ma skierować swoje oszczędności konserwatysta? Na pewno nie
do funduszy obligacji. Wciąż niewielu inwestorów indywidualnych rozumie
mechanizm, który sprawia, że wzrost stóp prowadzi do spadku cen obligacji, a
więc także pogorszenia wyników obligacyjnych funduszy. Wynika to stąd, że
większość obligacji ma stałe op