Dodaj do ulubionych

Coś strasznego...

28.04.07, 08:31
Jakoś nie mam odwagi nawracać ludzi, a szkoda... Wczoraj widziałam taki oto
obrazek. W sklepie dziecięcym rodzice kupowali nosidło dla swojego 3-4
miesięcznego dziecka. Zadowoleni zapakowali dzieciaka (oczywiście przodem do
świata) w dość obszerne i luźne siedzisko, tak, że dziecko siedziało
skrzywione na bok. Zgroza!!! A ja głupia, zamiast zwrócić uwagę, gapiłam się
tylko. Strasznie żałowałam, że nie mam przy sobie chusty, może gdyby
zobaczyli, zrezygnowaliby z tego badziewia...A oni tacy zadowoleni z siebie
byli i jeszcze chwalili się, że teraz to wszystko będą mogli w domu zrobić z
dziecięciem przytroczonym do siebie.
Z drugiej strony rodzice wyglądali na mało reformowalnych i pewnie
jakikolwiek komentarz wywołałby przeciwny skutek, ale może warto było
spróbować. Pluję sobie w brodę i obiecuję, że jeśli jeszcze raz zobaczę coś
takiego, nie przejdę obojętnie...
Mam tylko nadzieję, że nosidło okaże się na tyle niewygodne, że rodzice sami
rzucą je w kąt. Oby!
Obserwuj wątek
    • visenna2 Re: Coś strasznego... 28.04.07, 08:57
      Rany, czemu ludzie nie myślą?
      Ja w życiu nie dopuściłabym do tego żeby Zuza siedziała przekrzywiona jak
      pacynka w nosidle sztywnym i dla niej za dużym:( Przeciez na pierwszy rzut oka
      widać ze coś jest nie tak...
      • ekomama Re: Coś strasznego... 28.04.07, 09:05
        Nie latwo jest zareagować, sadzę. Ja mialam raz taka sytuacje u pediatry. Pewna
        mama byla z maluchem tyci tyci w nosidelku, ja z Jo w chuscie... i nie
        wiedzialam jak sie wtracic do jej zycia. Tak jak ona sie nie wtracila do mojego.

        Pewnie moglam zacza w stylu, o, pani nosi w nosidelku, a ja w chuscie, probowala
        Pani tego? etc... ale zabraklo mi odwagi... i tak jak Zuza112 troche pluje sobie
        w brode, bo to o zdrowie tego dziecka chodzilo.

        Pzdr
        • visenna2 Re: Coś strasznego... 28.04.07, 09:14
          Ja również nie umiem zdecydowanie zareagować w takiej sytuacji:( Jakoś nie mam
          śmiałości:( I tak ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę co dziecko w szmacie
          nosi, a wariatki przecież poważnie się nie traktuje...
          I wstyd mi za każdym razem jak widzę cos takiego i nic nie mówię:(
      • starogardzka_mama Re: Coś strasznego... 28.04.07, 11:45
        Bo nie doświadczyli innej możliwości.
        Bo ufają autorytetom lub nawet swojej zagubionej intuicji.
        Mają prawo.
        Uważam, że nie należy oceniać, bo to prosta droga do zniechęcenia,
        niezrozumienia etc.
    • polekont Re: Coś strasznego... 28.04.07, 09:23
      zgadzam sie.
      niestety z doswiadczenia wiem, zreszta wy tez, ze sa lekarze, ktorzy polecaja
      rodzicom nosidla. wiec jak podwazyc taki "autorytet"...
      • starogardzka_mama Re: Coś strasznego... 28.04.07, 11:42
        Ciągle panuje przekonanie, że ... i lekarz to autorytet sam w sobie. Ale każdy
        wybiera to co mu pasuje. Możemy jedynie spoglądać ze zgrozą. Nie wolno nam
        narzucać się, bo uczynimy odwrotny skutek.
    • ewold Re: Coś strasznego... 28.04.07, 09:58
      No to i ja wypowiem sie w kwestii nosidelek. 6 lat temu jak urodzilam pierwsza
      corke zakupilismy nosidelko. Dziecie bylo jednak madrzejsze od swoich rodzicow i
      glosnym krzykiem buntowalo sie przeciwko kazdej probie umieszczenia jej w srodku
      nosidelka :) po kilku probach zakonczonych wrzaskiem sprzedalismy nosidelko ;)
      Bladego pojecia wtedy nie mialam ze istnieje cos takiego jak chusta wiazana ;)_
      ZReszta nie sadze zebym mogla ja wtedy dostac w Polsce.

      A dla synka kupilam chuste kolkowa i ostatnio wiazana :) i jestem nader
      szczesliwa z tego powodu :) dziecie chyba tez bo w wiazanej wycisza sie totalnie
      i zasypia :)

      I mam ambitny zamiasr nawracac ludzi kupujacych nosidelka. Jednej kolezanki nie
      udalo mi sie nawrocic choc przekonywlam dlugo. Nestety zakupila tradycyjne
      nosidelko i po 2 miesiacach nie jest juz w stanie nosic malego bo jest jej za
      ciezko.
      Przy najblizszej okazji zamierzam ja omotac swoja chusta ;)

      Ewa
      • guruburu Re: Coś strasznego... 28.04.07, 11:40
        Ja też niestety nie reaguję... No bo jak zacząć?
        Poza tym to nie tylko o nosidełka chodzi - mam latać jak opętana i gadać, zeby z
        dziecka zdjęli te 10 warstw ubrań przy 25 stopniach?
        Albo dziecko w gondoli, przykryte czymstam, budka postawiona (kolor - granat, a
        jakże) i oczywiście kobieta jedzie ze słońcem za plecami, czyli dziecku wali
        centralnie na twarz i całe jest czerwone :(
        A już najbardziej mnie rozwaliła jakaś Polka w parku, do którego dziecka moja
        córka podeszła (na trawie, na bosaka, park bez kup psich - specjalnie tam chodze
        ;)). Tamta dziewczynka juz chodzaca, ale jeszcze ostrożnie, w trampkach na
        nóżkach. I mamusia jej tak mówi: no tak - moja jeszcze tak dobrze nie chodzi,
        zeby mogła na bosaka... ??? itp. itd.
    • kajkasz1 Re: Coś strasznego... 28.04.07, 12:15
      Wiecie, ja myślę, że jak Stowarzyszenie Dziecko w Chuście zacznie działać i
      będziemy miały te ulotki w torbach, gdzie tłustym, czerwonym drukiem ze
      zdjęciem dyndającego pajacyka przekreślonym też tłusto będzie stało, że ta
      pozycja jest "be", to będzie łatwiej. Po prostu wręczymy rodzicom ulotkę,
      zapraszając ewentualnie na forum.
      Ja ogólnie nie krzyczę widząc nosidełko, ale jak byk we wszystkich knigach
      napisane, żeby w nie nie wkładać dzieciów niestabilnych. Ale rodzic mądrzejszy!
      A że przodem, to już zgroza!
      Nie wiadomo skąd, ale młodzi rodzice myślą, że atakować dziecko bodźcami z
      zewnątrz to stymulować jego rozwój. Gówno prawda! Taki biedak, zaszczuty
      obrazami, dźwiękami i woniami w nadmiarze kociokwiku w mózgu doświadcza, a nie
      rozwoju. Przez 9 miesięcy cichutko w brzuchu lulał, a tu nagle szok. Pomyślcie -
      jakby dorosłego na dwa dni w głośnym cyrku zamknąć, albo na koncercie techno!
      Każdy by wymiękł.
      Ale nawet programy w TV, typu "Mamo, już jestem" namawiają, żeby stymulować
      dziecko. Zabawki, książeczki, karuzelki, piszczki. Baw, czytaj itp. Tylko gdzie
      ja mam czas na robotę w domu znaleźć, skoro muszę małego "szczurka" do wyścigu
      szykować w przyszłości?
      Moja mama kiedy zobaczyła przy Kacprze kolejną stymulującą zabawkę powiedziała,
      że mam mu dać michę i łyżkę, na bosaka w kałużę lub na trawę i to jest
      prawidłowa stymulacja. Bo atakowanie malca kolorami, dźwiękami i
      innymi "sztucznymi" bodźcami daje znacznie mniej jeśli chodzi o poznanie
      świata.
      Oj, rozpisałam się, sorry, ale wczoraj widziałam dziecia w polarowym
      kombinezonku w ciemnej gondoli (Kuba w samym bodziaku i skarpetach był) i też
      nie zareagowałam. A, dziecię w gondoli aż czerwone było, jak Guruburu mówiła -
      słońce prosto na czachę.
      I takie coś widać prawie codziennie.
      Może akcja wśród lekarzy namawiających do hartowanie dzieci i nie przegrzewania
      ich coś by dała? I niektóre babcie, matki i teśiowe powinny mieć zakaz
      ubierania dzieci na spacer. Ale to temat - rzeka.
      Słoneczko świeci, więc miłe Panie, zamotać i zmykać na dwór. A ja do pracy! Pa!
    • agamamaani ja jednak reaguję.. 28.04.07, 13:51
      z natury jestem chyba bezczelna .. zaglądam do wózków, każę rozbierać ukryte pod
      kocami dzieci ( dziś niestety też taki obrazek widziałam) a z sąsiadem, który
      uwiesza w nosidle swojego malucha jestem pokłócona..
      za pierwszym razem po prostu podeszłam i zapytałam - oo fajnie, że Pan lubi
      nosić.. bliskośc jaest taka miła .. i jak się zgadaliśmy to zeszło na to, że
      jednak przodem jest niezdrowo.. jednak pan dalej twierdzi, że "SKORO TO TYLE
      KOSZTUJE: TO NA PEWNO JEST ZDROWE no i dzicę uwieszone jest niestety codziennie
      parę godzin :(
    • kasiaimichael Re: Coś strasznego... 28.04.07, 14:28
      ja jestem bezczelna jak agamamaani wtracam sie bo czasem mnie az krew
      zalewa. Ostatnio np w miescie zobaczylam babke ktora pedzila z noworodkiem w
      nosidle i dzieciak byl tak luzno wlozony ze tzreslo go na wszelkie strony
      swiata, glowa zero podparcia a sam jeszcze nie trzymal. W ogole to jakas
      malizna byla wygladala na kilka dni. Powiedzialam jej ze takim noszeniem to
      moze dziecku krzywde najwyzej zrobic i ze moze od takiego potrzasania nawet
      umrzec (shaken baby syndrom, nie wiem jak to jest po polsku ale naprawde nim
      trzesla) no i zeby wcale go najlepiej w tym nie nosila a jak juz musi to badzo
      blisko ciala zeby nie mialo tyle miejsca na ruszanie sie.
      • magme Re: Coś strasznego... 28.04.07, 18:47
        Kasiu, to jest po polsku "syndrom dziecka potrząsanego", serio, moja teściowa
        jest psychologiem rodzinnym , jak mój mąż trzęsie czasem malutkim dla zabawy,
        to ona mu o tym mówi, nawet ulotki przynosiła, także jest to znany w Polsce
        zespół "chorobowy"... ,
        Odnośnie wątku - ja też boję się zwracać uwagę, bo sama nie znoszę jak mi się
        ktoś wtrąca do tego jak ubieram czy wychowuję dziecko, więc ja też się innym
        nie wtrącam...choć czasem chciałoby się..
        • agamamaani Re: Coś strasznego... 28.04.07, 19:35
          magme napisała:

          > Odnośnie wątku - ja też boję się zwracać uwagę, bo sama nie znoszę jak mi się
          > ktoś wtrąca do tego jak ubieram czy wychowuję dziecko, więc ja też się innym
          > nie wtrącam...choć czasem chciałoby się..

          je też nie znoszę jak mi ktoś zwraca uwagę.. cóż pewnie będę jedną z tych
          'wrednych teściowych" niestety co to wszystko wie lepiej.. ot taki mam wredny
          charakter :/
          • guruburu Re: Coś strasznego... 28.04.07, 22:59

            agamamaani napisała:

            > magme napisała:
            >
            > > Odnośnie wątku - ja też boję się zwracać uwagę, bo sama nie znoszę jak mi
            > się
            > > ktoś wtrąca do tego jak ubieram czy wychowuję dziecko, więc ja też się in
            > nym
            > > nie wtrącam...choć czasem chciałoby się..
            >
            To mnie też na ogół powstrzymuje, tymbardziej , ze tutaj ludzie się tak nie
            wtrącają, jak w Polsce, gdzie to 'normalka'.
    • zuza112 Re: Coś strasznego... 30.04.07, 09:35
      wiecie, ja tak sobie myslę... że jedynym sposobem jest nie rozstawanie się z
      chustą i dawanie dobrego przykładu. Bo wtedy jakoś łatwiej zagaić rozmowę o
      noszeniu. Kiedyś zaczepiłam mamę z dzieckiem w nosidle i zaczęłyśmy długą
      rozmowę. Powiedziałam jej, że ja też noszę dziecko, tyle, że w chuście (wtedy
      akurat miałam Kubę w wózku) i że mój lekarz zabronił mi noszenia przodem do
      świata, bo to podobno niezdrowo dla dziecięcia... To była miła pogawędka, bez
      prawienia kazań i chyba odniosła skutek, bo pani więcej nie nosiła dziecka w
      tej pozycji. Spotykałyśmy się jeszcze później - tym razem miałam chustę. Pani
      była zachwycona i pytała, gdzie się takie "coś" kupuje. Więc może jednak trzeba
      rozmawiać (podpierając się jakimiś materiałami informacyjnymi - ulotki,
      foldery, artykuły prasowe). Ale przede wszystkim własny przykład!
      • mysia125 wlasnie robie ulotke 30.04.07, 10:27
        Te, ktore sie pisza na weekend 26-27 maja pamietaja pewnie ulotke po francusku
        od ekomamy. Okazalo sie, ze jest to ulotka tlumaczona z niemieckiego,
        przygotowana przez "niemiecki front chustowy";)

        robie podobna, ze zdjeciami, ktore mam w zasiegu. Tylko potrzebuje aniflodowego
        zdjecia z nosidlem. Nie chcialabym wykorzystywac tego niemieckiego (choc logo
        pieknie zaklejone), bo jednak nosidlo dosc charakterystyczne jest ;)

        --
        Kasia & Felix 23/01/2005
        Felix for beginners
        • mysia125 Re: wlasnie robie ulotke 30.04.07, 10:28

          i ulotka bedzie do sciagniecia w pdfie z chustomanii - kto bedzie czuc potrzebe
          edukowania, to bedzie mogl sobie wydrukowac.

          --
          Kasia & Felix 23/01/2005
          Felix for beginners
          • kajkasz1 Re: wlasnie robie ulotke 30.04.07, 13:00
            Rób i wklejaj, bo własnie widziałam dziecię jakieś trzymiesięczne w nosidle, co
            prawda przodem do rodzica, ale skręcone pod dziwnym kątem.
            Czy oni wychodząc z domu w lustra nie patrzą?!
            Będę nawiedzona latać z ulotką po mieście i wciskać wszystkim z nosidłami.
            Oczywiście z Kubkiem w chuście!
            • chustomania Re: wlasnie robie ulotke 30.04.07, 14:03
              > Będę nawiedzona latać z ulotką po mieście i wciskać wszystkim z nosidłami.
              > Oczywiście z Kubkiem w chuście!

              ...a potem Cie zamkna ;)

              hehe, ja dzis mialam przypadkowa rozmowe z pewnym malzenstwem, mieli jedno (na
              oko Felixowe) w parasolce, a drugie bardzo malenkie dumna mama babybjornowala
              zgadnij jak. A tak sie cudnie zlozylo, ze mialam przy sobie w torbie wydruk
              ulotki po niemiecku,bo wzielam do parku do opracowania ;) usmiech-usmiech,
              panstwo rzut oka na Felixa za plecami, ja do torby i...a wiedza Panstwo, ze to
              nie jest dobre dla dziecka? Prosze, tu jest na ten temat.I myk, zanim by mnie za
              szerzaca religie wzieli...

              Kasia
              • agamamaani Re: wlasnie robie ulotke 30.04.07, 14:13
                to ja też chcę ulotki, bo mi się gadać nie chce już czasem :D
    • zuza112 Re: Coś strasznego... 30.04.07, 17:36
      super - te ulotki będą świetną pomocą. Ja też z chęcią ponoszę je w plecaczku
      (hoppowym, rzecz jasna:) na wszelki wypadek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka