seala1
24.08.07, 20:49
Może niektórzy już czytali, że zmagaliśmy się swojego czasu z
dysplazją IIc lewego biodra naszej córki. Po jakimś czasie
trafiliśmy do świetnego warszawskiego specjalisty (sami nie jesteśmy
z Wawy)i po pewnym czsie po dysplazji na całeśzczęście nie został
ślad. Wtedy byłam jeszcze nie nosząca chustowo, bo nosiłyśmy ortezę
Koszli i byłam pewna że ortezy i koszli się nie da pogodzić (o ja
głupia!!!). Jak już orteza poszła w kąt to zapytałam naszego
ortopedę czy teraz już możemy chustę. I co usłyszałam? "chusty to
raczej nie bardzo, może pani nosić w takim sztywnym
nosidełku....Jakoś mi nosidełko od razu się nie podobało (całe
szcżęście intuicja jest jeszcze!) i zaczęłam drążyc
chustotematy...Ale do czego zmierzam: przykre jest to że lekarze,
czasami naprawdę dobrzy specjaliści (bo ja tego ortopedę nadal
uważam za dobrego specjalistę biodrowego-świetny diagnosta, który
potrafi rewelacyjnie odczytywać wyniki usg) są tak mocno
nieuświadomieni w temacie chustowym. A przecież jeśli wtedy on by
więcej wiedział o chustach, to ja bym dziecka w życiu tą ortezą
koszli tak nie męczyła, tylko nosiłybyśmy się już wtedy w koali, a
tak to miałyśmy dwa miesiące koszlo-meksyku...eh
Pluję sobie tylko w brodę że za pierwszym razem tak do końca
zaufałam (dobrze że tego nosidła nie kupiłam, hahhahah) i nie
drążyłam tematu chust, bo nosiłybyśmy się już od pierwszego miesiąca
życia a nie od trzeciego jak to miało miejsce:-(((