lola_22
08.09.07, 13:47
po pierwsze NIC SIE NIE STALO !!!
proszę nie wyobrażać sobie wszytskiego co najgorsze - to nie wątek o
wypadkach w chuscie a o jej zbawiennym wpływie:
wczoraj wiyta lekarza i odkrycie, ze mala nie przybrała prawie w
ogole od ostatniego wazenia wiec zlecenie natychmiastowej
morfologii. dzis sobota - najblizsze otwarte laboratorium w
Katowicach wiec mala w samochod i jazda. Po tym jak wczoraj dostala
histerii na widok lekarki, ktora dotychczas baaardzo lubila i
obdarzala usmiechami wolalam sie przygotowac na najgorsze w
laboratorium i postanowilam zastosowac amortyzator w postaci chusty.
Mala wmaszerowala do laboratorium w chuscie, super Pani laborantka
(pozdrawiamy Panie z Koszarowej ;-) do której nalezało najgorsze
zadanie nie miala nic przeciwko kłuciu w chuście : powiedziała, ze
ona sie dostosuje byle maluszek nie cierpial - nawet sama
zaproponowała, żebym stała, i zaczęliśmy misję pn.pobór krwi u 9-
miesięczniaka...
Najpierw Matylda obserwowała uważnie każdy ruch rąk w białych
rękawiczkach, potem z niedowierzaniem spojrzała na mnie "mama -
boli ?", potem juz nie potrzebowała potwierdzenia i wybuchnęla
płaczem a następnie zamilkła ! Pani maltretowała paluszek, zeby
cokolwiek utoczyc a mała z załzawionymi oczami ale cichutko
obserwowała co robi albo usmiechala (!!!) sie do taty, ktory dwoil
sie i troił obok. Krzyknęla jescze raz przy drugim nakłuciu ale ciąg
dalszy sie powtórzył: wtulona obserwowałą przebieg zdarzeń.
Na koniec podczas mycia paluszka z krwi obdarzyła panią laborantkę
tak szerokim uśmiechem, ze staRCZYŁO jeszcze dla pani
recepcjonistki. I tak się skonczyło - teraz trzymajcie kciuki, by
wyniki były dobre.
PS. Nie musze pisac, ze jestesmy przeraźliwie dumni z naszej córki -
za odwagę i z siebie - za chustę '-)