Jak to właściwie jest? Temat jest u nas bardzo na topie, bo Piotrkowi (prawie 11 lat, trąbka) zdarzają się ostatnio przeziębienia, a nauczyciel twierdzi, że powinien grać przynajmniej godzinę dziennie. Gra około 40 minut i podobno ma za małą kondycję.
Rozumiem, że kondycję trzeba podtrzymywać, bo odstawienie tego instrumentu np. na tydzień powoduje bardzo kłopotliwe konsekwencje, ale są też nauczyciele (w innych szkołach), którzy zabraniają w ogóle grać przy infekcji z obawy o rozedmę płuc.
Inne poznane osoby mające głos w temacie (instruktorka gimnastyki korekcyjnej, rehabilitant) twierdzą, że gra na trąbce i instr. dętych jest ogólnie bardzo wskazana dla każdego, a pojemność płuc Piotrka ma wyższą o 10-15% wartość, niż typowa dla jego rówieśników.
Naszym problemem jest też to, że szkoła ogólnokształcąca muzyczna, stworzona przecież po to, aby pomóc dzieciakom w pogodzeniu obowiązków szkolnych z muzycznymi tak winduje poziom przedmiotów ogólnokształcących, że trudno znaleźć czas na wszystko, łącznie z instrumentem i on nie ma czasu na wychodzenie na dwór prawie w ogóle, więc (moim zdaniem dlatego) przeziębia się teraz częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Cięgle jeszcze odrabia zaległości wynikające z dojścia do SM od razu do 4. klasy (mam nadzieję, że do Bożego Narodzenia się z tym uporamy). Jestem jak najbardziej za trzymaniem przez szkołę dobrego poziomu, ale jak we wszystkim, co za dużo, to niezdrowo. Takie dziecko nie powinno odrabiać lekcji regularnie do 22

, a u nas tak to wyglądało przez poprzednie 2 tygodnie, dopiero teraz, przed przesłuchaniami jest lekka odwilż.