kocianna
08.02.13, 11:53
W grudniu kupowałam flet poprzeczny, więc zanim dokonałam zakupu Młoda została przepytana na okoliczność chęci pozostania w SM i stosunku do dalszej pracy. Młoda obiecała solennie, że będzie ćwiczyć i że chce chodzić.
W styczniu zaczęły się łzy, że zadania z solfeżu się nie nauczęęęęę... i że chór jest beznadziejny. Wychowawczyni mówi, że moje dziecko popłakuje za każdym razem, kiedy ma iść na chór (SM jest w tym samym budynku).
Na solfeż machnęłam ręką, nikt tego nie lubi, w ostateczności znajduję zadanie w midi albo szybko je przegramy i można śpiewać. Rozmawiałam z panią od chóru - nic do Młodej nie ma, stawia jej same piątki i ciągle ją chwali.
A Młoda chce rezygnować z SM.
No i co ja mam robić?
Na razie powiedziałam, że nie ma takiej opcji, bo musiałaby mi za flet z kieszonkowego oddawać i w życiu się nie wypłaci. Że po powrocie do Polski ewentualnie rozważymy zamianę SM na ognisko lub prywatne lekcje, ale dopóki jest możliwość pełnowartościowej edukacji muzycznej, to ma korzysytać. ALe znęcać się nad dzieckiem za bardzo nie chcę...