Dodaj do ulubionych

I nie ma nic piękniejszego....

31.08.07, 12:05
dla mamy dziecka niepełnosprawnego...niż kupienie sobie przepięknej torebki
(do wszystkiego pasującej) i takowyż, nowych butów....Życie jest piękne!!!
Dorzucić do tego wczorajszą lekcję baletu (tego się nie da opowiedzieć, to
trzeba widzieć), na której byłam z moimi maluchami ...leżałam ze śmiechu przez
godzinę na podłodze, z resztą wszyscy rodzice. Będę płacić za te lekcje i
chodzić na nie dopóki mnie stamtąd nie wyrzucą. To istna terapia śmiechem.
Zapłacę za to każde pieniądze!Tylko...jak tak dalej pójdzie, to z czego my
będziemy żyć....
Obserwuj wątek
    • guderianka Re: I nie ma nic piękniejszego.... 31.08.07, 12:53
      zrobiłaś im jakieś fotki ?smile i..czemu balet a nie np. piłka nożna
      albo dżudo ?big_grin

      co do kupowania przedmiotów poprawiających humor : torbka odpada-
      mam kilka i zazwyczaj korzystam z jednej- khaki, z kilkoma
      kieszeniami i przegródkami do której mieszcza sie zapasowe ubrania
      dla obu,pampersy i chusteczki i inne pierdoły. buty-no co ja zrobie
      że ja glany kocham i jestem im wierna...za to zdecydowanie poprawia
      mi humor kupowanie ksiązek wink
      • iwonak112 Re: I nie ma nic piękniejszego.... 31.08.07, 15:57
        Dlaczego balet? Bo dżudo, zapasy i boks mam z nimi w domu cały czas!!! Tłuką się
        niemiłosiernie, więc chciałam zobaczyć w ich wykonaniu coś zupełnie innego. A
        tak poważnie to Oskar od urodzenia przejawia niesamowitą wrażliwość muzyczną.
        Zamiera jak słyszy muzykę poważną, śpiewa jak tylko nadaży się okazja i tańczy.
        On nawet chodzi tak, jak by tańczył. Natomiast Oli...cóż...To mały słonik(po
        tatusiu, ale nie mam go z kim zostawić więc chce, czy nie chce, będzie chodził
        na balet.
        Nie chciałam powiedzieć dosłownie,że masz sobie kupić torebkę, czy buty, ale
        to,że cudownie jest sprawiać sobie przyjemności, małe, większe, ale
        przyjemności. Tylko dla siebie. Nie wolno w tym wszystkim, w całym ferworze i
        zabieganiu zapominać o sobie, bo to MY jesteśmy najważniejsze. Ot co. A
        książki...no bo Ty yntelygentna bałdzo jesteśsmile)Pozdrowionka.
        • guderka Re: I nie ma nic piękniejszego.... 31.08.07, 18:35
          oj wiem że nie chodziło ci dosłownie o torebke czy buty ale sie
          odniosłam akurat do tego -bo z tym mam problem. toleruje glany i
          martnesy a na lato sandały. yleganckie buty to na pogrzeby i wesela
          hehewinka ksiazki..własnie dzis zapowiedziałam juz M że na rocznice
          ślubu ma mi kupic ze 3 nowe...wink


          jak napisałaś że oli to słonik to mi sie taka reklama polska
          skojarzyła-telefonii komórkowej plus-jak taka gruba pani-upss
          puszysta tanczy w balecie i podskakuje do góry, panowie ją łapią i
          sie okazuje że jest bardzo lekka wink

          a tak z innej beczki-jak w berlinie komentuje sie to co teraz sie
          dzieje w polsce?słyszysz cos "na ulicy"?
          kiedy poczatek roku szkolnego?

          aha-pytałam sie mojej lekarki o ten lek o którym mi mówiłas -(co
          Julia bierze na bakterie)-powiedziała ze to typowa mieszanka ziołowa
          która jest w wielu innych polskich lekach. co o tym myslisz? jak
          twój pęcherz??
          • iwonak112 Re: I nie ma nic piękniejszego.... 31.08.07, 21:40
            a czy ja napisałam, że kupiłam eleganckie buty? smile Wyglądają raczej jak obcięte
            gumowce, no ale markowe z przeceny, więc to był ich ten ''piękny'' atut.
            Słonik mój raczej lekki nie jest.Już w sekundzie po wejściu do przebieralni
            otworzył prysznic i urządził sobie kąpiel w ubraniach, zaraz potem odpiął
            ogromny materac, który z hukiem runął na podłogę.Rozpraszał cały czas grupę,
            wynajdując zajęcia kompletnie z baletem nie związane. Odtańczył ''taniec
            motyla'' trzymając jedną rękę w górze, a drugą dłubał w nosie, więc tego się nie
            da opisać. Następnym razem zrobię zdjęcia.
            Rok szkolny w Berlinie trwa już tydzień.
            Wiesz, komentarze nie ustają od początku nastania kadencji Kaczyńskich. Mam
            kontakt z tłumaczką całego świata politycznego w Niemczech i w Polsce, więc to
            co ja się dowiaduję o zachowaniu tych panów od niej, z jej obserwacji podczas
            tłumaczeń, przechodzi ludzkie pojęcie. Długo by pisać. Wiem jedno, mnóstwo
            rzeczy dzieje się dziwnych w różnych państwach(Włosi są lepsi od nas?, albo w
            Hiszpanii cuda się nie dzieją?)ale ich nie traktują Niemcy tak emocjonalnie jak
            to, co dzieje sie w Polsce. Myślę, że od wojny nie wiele się Ci ludzie zmienili,
            tylko pragną swój wizerunek budować za wszelką cenę inny. Kaczyńscy mają rację z
            tym,że nie można zapomnieć o przeszłości, bo nie powinno się zapominać. Jakoś
            Niemcy nie zapominają. Z głosowaniem też mieli rację. Problem leży od początku
            w DYPLOMACJI. Wszystko można załatwić, ale inaczej, dyplomatycznie. To, że nie
            znają języków ma ogromny wpływ na to, jak postrzega ich świat. Wiele spraw
            politycy załatwiają w 4 oczy, bez świadków i tłumaczy,wiesz o co mi chodzi,
            wtedy można się lepiej poznać, spoufalić. Jak występuje tłumacz już tak nie
            idzie. Dyplomacja, to jest to, co u nas kompletnie leży. Wszystko zależy od
            poziomu i inteligencji tych panów, którzy nas w świecie reprezentują, a jacy to
            są panowie sama wiesz...Boże, komu ja to tłumaczę, mgr politologii i historii?
            Wiesz, bardziej denerwowałam się sprawa Teletubies, w przedszkolu nikt się do
            mnie nie odzywał, a ja lubię zawsze sobie z nimi podyskutować. Na szczęście
            zapomnieli już o tym.
            Jeśli chodzi o ten lek, to lekarka zbytnio się nie wysiliła. Wszystkie lekarstwa
            są produkowane na podstawie jakiś powtarzających się komponentów. Lekarstw
            przecież przybywa, a liczba dóbr w naturze jest raczej stała. To,że z ziół, to
            chyba bardzo dobrze. Poza tym lekarze i inni urzędnicy wykazują czasami zbyt
            dużo patriotyzmu lokalnego, co chroni ich przed zaangażowaniem się większym w
            sprawę.Nie sądzę, żeby dla dobra Mai studiowała ten lek nocami. Mi pomógł
            niesamowicie i Julce też (co prawda nie wyleczył ponieważ my obie mamy ESBL a to
            jest bardzo trudne do wyleczenia, jednakże doraźnie za każdym razem). I
            zapewniam Cię, że bakteriom Mai daleko do Tych, które potrafi Julka wyhodować
            (kiedyś w przyszłości za odkrycie szczepów, nie dających sie niczym wybić
            dostanie ta moja córka NOBLAsmile )
            Spokojnie dałabym ten lek Mai. Jest tylko jedno ale. Ten lek można brać tylko
            przez 5 dni. Potem przerwa. Ja oczywiście brałam wiele razy dłużej, ale to tylko
            na własną odpowiedzialność. Natomiast dobra strona tego leku, to to,że zapobiega
            (ponoć)nawrotom i buduje w pęcherzu ściankę ochronną, w przeciwieństwie do
            Furaginu, który ją niszczy. Na zapytanie o Furagin, wszyscy mówią ze
            zdziwieniem,że ten lek już dawno został wycofany. I znów długo smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka