Dodaj do ulubionych

Nauczyciel z klasą

IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.02, 11:42
Cieszę się, że podjęliście Państwo tę akcję mającą ożywić i poruszyć środowisko
szkolne, i mające też promować dobre szkoły i dobrych nauczycieli. I chwała Wam
za to.
Widzę jednak w tej akcji pewną lukę, niedopatrzenie:
Co z dobrymi, nowatorskimi nauczycielami w złych, przeciętnych szkołach,
z "betonową" dyrekcją? (a zapewniam Państwa, że jest ich bardzo wielu).
Czyż oni nie zasługują na uwagę, czy docenienie?
Myślę, że może nawet bardziej niż nauczyciele w dobrych szkołach, z otwartymi i
mądrymi dyrektorami.
Wszak to oni codziennie muszą zmagać się z murem niezrozumienia,
schematyzmu, „przeciętniactwa”, nieprzychylności dyrekcji i grona.
Większą chyba sztuką jest być nowatorem, nauczycielem nowoczesnym, ciągle
doskonalącym swój warsztat, i oddanym pracy, w warunkach nieprzychylności, niż
nauczycielem mającym dogodne warunki by się realizować (nie ujmując oczywiście
w niczym z ich pracy).
Wasza akcja, ankiety niestety nie są w stanie tychże nauczycieli dostrzec. A
może warto poruszyć ten problem? Może warto "wsadzić kij w mrowisko" jeszcze
głębiej niż to staracie się zrobić?
Nie są to tylko czcze słowa, czy zasłyszane historie. Jestem mężem nauczycielki
nauczania początkowego w szkole podstawowej w mieście na Podkarpaciu. Z tego
też względu znam dość dobrze to środowisko i jego problemy.
Tego co piszę, proszę nie traktować jako biadolenie i utyskiwanie na dolę
nauczyciela, trudną pracę, marne zarobki. Nie o to chodzi.
Widzę codziennie, jak ciężko pracuje moja żona, jakie wprowadza innowacje i
nowatorskie metody nauczania. Reformę i jej założenia realizuje od dawna’ tak
jak i zadania które w ramach waszej akcji mają realizować szkoły. Jej
zaangażowaniem, wiedzą i inwencją można by obdzielić kilku nauczycieli.
Ukończyła studia podyplomowe, ma stopień specjalizacji, na swoim koncie
niezliczone kursy, warsztaty, szkolenia,( i stale się dokształca), jest
członkiem kilku stowarzyszeń na rzecz edukacji.
I co? I nic. O tym wszystkim co robi, mało kto wie, prócz grona znajomych i
wdzięcznych rodziców.
A to jak wygląda praca takiego nauczyciela w przeciętnej szkole na co dzień,
jak wygląda podział przywilejów, nagród, czy poparcia, starczyłoby pewnie na
ciekawy artykuł.
Dlatego proszę, byście również o tych nauczycieli zadbali i ich dostrzegli.
To nie tylko od programów, wytycznych i rozporządzeń zależy jakość nauczania,
lecz przede wszystkim od bardzo dobrych nauczycieli. Lecz bez odpowiedniego
wsparcia, tacy ludzie, naprawdę wartościowi, będą odchodzić z zawodu lub
zostając w nim nie będą mogli w pełni realizować siebie i swoich wizji.
I trzeba tutaj zadać sobie pytanie: kto na tym traci?


Z
poważaniem
Mąż nauczycielki
nauczania początkowego.
Obserwuj wątek
    • Gość: monika, Re: Nauczyciel z klasą IP: *.waw-gor.leased.ids.pl 13.06.02, 12:18
      To, o czym napisał mąż nauczycielki to prawda i jeszcze raz prawda, ale
      niestety każdy kij ma dwa końce! Sama jestem nauczycielką, tzw. niepoprawną
      idealistką i "etatowym frajerem", który jest na każdym szkoleniu i robi więcej
      niż mu każą. I właśnie dlatego tak trudno jest mi zrozumieć przeciętniactwo i
      korupcję stale bardzo obecną w polskich szkołach. Myślę sobie, że to, czego nam
      najbardziej potrzeba, aby zmienić podupadający wizerunek nauczyciela to kodeks
      etyczny. Nie myślę o kodeksie umownym, który niewątpliwie istnieje, ale o takim
      prawdziwym - spisanym, bo niesttety dla niektórych moich "kolegów" wszystko
      musi być spisane, aby zrozumieli, że n.p. łapówkarstwo jest karygodne w każdym
      zawodzie, a udzielanie korepetycji czy przygotowywanie do egzaminu własnego
      ucznia za pieniądze jest łapówkarstwem, a nie przysługą czynioną młodemu,
      zdesperowanemu uczniowi. Przepraszam za sarkazm, ale ostatnio moje dziecko
      stało się ofiarą takich nauczycieli, gdyż głupia matka wierzyła, że talent i
      elokwencja wystarczą, aby dostać się do wymarzonego gimnazjum. Ta głupia matka
      nie przewidziała, że powinna wysłać dziecko na zajęcia przygotowawcze do
      dyrektora tegoż gimnazjum.
      A oto konkluzja: w ramach szkoły z klasą po pierwsze powinniśmy się, dla
      własnego dobra, pozbyć tzw. "czarnych owiec" z naszego zawodu. I choćby to
      miało wiele kosztować i być bardzo bolesne, to inaczej nie zrobimy nic, aby
      nasze szkoły były instytucjami, którymi Polacy mogliby się pochwalić.
      • Gość: Zielicz Re: Nauczyciel z klasą IP: *.polbox.pl / 213.241.34.* 15.06.02, 09:38
        Czy Ty naprawdę wierzysz, że jak się zapisze papier szczytnymi regułami to będą
        one tylko z tego powodu przestrzegane?
    • _gerta Re: Nauczyciel z klasą 13.06.02, 12:55
      Ja pracowałam przez 3 lata w takiej "zbetonionej" szkole. Nie było mi łatwo, bo
      choć z dziećmi pracowało mi sie świetnie, to do pokoju nauczycielskiego pod
      koniec nie miałam już ochoty nawet wejść.
      Decyzję o zmianie pracy podjęłam, gdy dwie panie w wieku emerytalnym wsiadły na
      mnie, jak na dziecko, w pokoju nauczycielskim wrzeszcząc: "Kto to słyszał, żeby
      być z dziećmi na ty". Ja nigdy nie byłam z dziećmi na TY, a to, że One chętnie
      ze mną rozmawiały na przerwach, chętnie wyjeżdżały w sobotę na wycieczki
      rowerowe, a gdy miałam imieniny uczciły je piekąc dla mnie ciasto i przynosząc
      je do szkoły, wynikało tylko z tego, że w każdym moim uczniu widziałam przede
      wszystkim człowieka. I nie musiałam być z Nimi na Ty, żeby mieć z Nimi świetny
      kontakt.
      Do mojej klasy już w drugim roku mojej pracy trafiali "wybrani uczniowie" -
      mieliśmy wtedy w szkole troje drugorocznych i dwoje z nich trafiło do mnie ("Bo
      pani ma taki dobry kontakt z dziećmi" - padło uzasadnienie z ust dyrekcji).
      Stanęłam na uszach, żeby zdali do następnej klasy i żeby zaczęli udzielać się w
      klasie inaczej niż tylko paląc papierosy w kiblu na przerwach. Udało mi się.
      Ale niestety musiałam odejść z tamtej szkoły, choć moja klasa jest teraz w 3
      gimnazjum, bo praca w tamtej szkole kosztowała mnie zbyt wiele (przede
      wszystkim zdrowia). Może bym to wytrzymała, gdyby nie to, że w zeszłym roku
      szkolnym, gdy moje "koleżanki" nauczycielki chciały mi dopiec, to dokuczały...
      mojej klasie. To, że moja klasa zorganizowała dyskotekę w szkole - dla
      wszystkich, nie tylko dla siebie (dyskoteka była bardzo udana, bo to pierwsza
      dyskoteka, na której nie było problemu z papierosami i alkoholem), to że po
      niej wzorowo posprzątali, to że wychodzili z różnymi innymi inicjatywami, było
      kwitowane komentarzami typu: ale ta 2c jest okropna - oni się w ogóle nie uczą,
      a zachowują się jak ostatnie chamy. Tylko na pytanie o konkretne przewinienia
      nie padała żadna odpowiedź.
      Do moich koleżanek nie trafiało nic - taki prosty przykład: był w tej klasie
      uczeń nadpobudliwy, w którego orzeczeniu psychologicznym tłustym drukiem
      napisane było, że powinien siedzieć w ostatniej ławce, bo on musi mieć inne
      dzieci pod kontrolą i jeśli nie będzie miał wszystkich w klasie "na oku", to
      będzie ciągle siedział tyłem. Uczył się w tej szkole 9 lat, orzeczenie otrzymał
      w 2 klasie i mimo to większość pań sadzała go w pierwszej ławce (ja na początku
      też, bo nie znałam tego zalecenia - gdy przesadziłam go na koniec, to był
      koniec moich problemów). Przez 3 lata usiłowałam przekonać je, że to działa. I
      tak na polskim i angielskim siedział z przodu ("Bo on jest niemożliwy i trzeba
      go mieć na oku").
      Po tym co przeszłam w tamtej szkole uważam, że w naszej oświacie jest BARDZO
      ŹLE. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość takich "zbetonionych"
      nauczycieli świetnie sobie potrafi poradzić z wszelką krytyką - po prostu nie
      przyjmują nic do wiadomości. Teraz pracuję w szkole społecznej, gdzie jest
      kompletnie inaczej niż tam. Tu uczeń jest postacią pierwszoplanową. Choć wiem,
      że ta szkoła nie jest idealna, to wiem, że ciągle się doskonali.
      Tylko jaki jest odbiór takich szkół w szkole takiej jak moja poprzednia? Jak
      odchodziłam z tamtej szkoły, to co chwila słyszałam, jak to będę miała
      strasznie w szkole społecznej, bo: nie będę miała nic do powiedzenia (rodzice
      wymogą na mnie dobre stopnie), dzieci wejdą mi na głowę i nie wiem co jeszcze.
      Wcale tak nie jest. W tej szkole wszystkim zależy, żeby dzieci UMIAŁY, a nie
      miały dobry stopień.
      Moja nowa szkoła w testach po szóstej klasie wypadła bardzo dobrze - komentarze
      niektórych znajomych nauczycieli ze szkoły państwowej był taki, że chyba ktoś
      musiał tym dzieciom na egzaminie pomagać. I w ten właśnie sposób "zbetoniali"
      nauczyciele tłumaczą sobie własne niepowodzenia... A przecież w naszej szkole,
      jak w każdej innej podczas testu szóstych klas był obserwator z zewnątrz - już
      choćby to powinno być gwarancją uczciwości przeprowadzenia tego egzaminu.
      Mentalności ludzi nie zmieni jedna akcja "Szkoła z klasą", ale może coś dzięki
      temu drgnie!
      • mamosz Re: Nauczyciel z klasą 21.06.02, 00:38
        Zgadzam się w 100%.Właśnie zakończył się rok szkolny.W mojej (prywatnej) szkole
        odbyła się rada podsumowująca do której starannie się przygotowałam,bo
        myślałam,że jak to dawniej bywało, porozmawiamy przy kawie o tym co było
        dobre,co złe , co na przyszły rok , o czym pomyśleć przez wakacje a skończyło
        się na tym,że Dyrektor odmieniajac przez przypadki słowo JA opowiadał o
        finansach ......a miała być "szkoła z klasą" Smutne.
        • Gość: Agata Re: Nauczyciel z klasą IP: *.chello.pl 04.07.02, 21:12
          Zgadzam się.Moje dziecko chodzi do prywatnej szkoły. Dyrektor, maksymalnie z
          siebie zadowolony facet, myśli tylko o pieniądzach.Dla siebie, nie dla
          nauczycieli.Pensje płaci nieregularnie, a że każdy z czegoś musi żyć grupa
          zamożnych rodziców, których dzieci uczyły się marnie, poratowała ciało
          pedagogiczne kopertami różnej grubości. Efekt? Mierny uczeń na koniec roku
          otrzymuje świadectwo z czerwonym paskiem . Rodzice mają spokojne sumienie a
          nauczyciele pieniądze na wakacje. Fajnie?????????????
          • Gość: Dorota Re: Nauczyciel z klasą IP: *.csk.pl 05.07.02, 18:19
            Ja patrzę na dzisiejszych naszych studentów i ogarnia mnie przerażenie, dziś
            każdy może być magistrem wystarczy,
            ze ma trochę kasy i kupi sobie papierek niewielkim wysiłkiem.
            Wczoraj rozmawiałam z młodym chłopakiem ja sobie zartowałam ze jest bardzo
            komunikatywny i nalezy mu sie 6 ( dośc długo dyskutowaliśmy,az kolezanki sie
            zainteresowały tematem naszego dialogu) , WPADŁ W SAMOZACHWYT
            WIECIE JAK ŁATWO DZIS JEST WYPACZYĆ CZŁOWIEKA, NASI POLITYCY SĄ WYPACZENI BO
            POWPADALI W SAMOZACHWYTY ZŁAPALI TROCHE KASY I PATRZĄ NA INNYCH Z GÓRY
            OCENIAJAC LUDZI ZAWARTOŚCIA PORTFELA myślą że juz osiagneli wszystko, a tak
            naprawde oceni ich historia i myslę ,ze nie zdobędą cenzurki do następnej klasy.
          • Gość: mamosz Re: Nauczyciel z klasą IP: *.acn.pl / 10.128.131.* 13.07.02, 18:32
            Gość portalu: Agata napisał(a):

            > Zgadzam się.Moje dziecko chodzi do prywatnej szkoły. Dyrektor, maksymalnie z
            > siebie zadowolony facet, myśli tylko o pieniądzach.Dla siebie, nie dla
            > nauczycieli.Pensje płaci nieregularnie, a że każdy z czegoś musi żyć grupa
            > zamożnych rodziców, których dzieci uczyły się marnie, poratowała ciało
            > pedagogiczne kopertami różnej grubości. Efekt? Mierny uczeń na koniec roku
            > otrzymuje świadectwo z czerwonym paskiem . Rodzice mają spokojne sumienie a
            > nauczyciele pieniądze na wakacje. Fajnie?????????????
            Trochę żle mnie zrozumiałaś moja szkola nie należy do tych gdzie maturę i wyniki
            kupuje się za pieniądze.Po prostu dyrekcja i nauczyciele różnią się zasdniczo w
            tym co rozumiemy przez szkołę z klasą ale dlugo by o tym mówić (i pisać) Wesołych
            wakacji.
    • Gość: Dorota Re: Nauczyciel z klasą IP: *.csk.pl 05.07.02, 18:09
      Ja znam nauczyciela z klasą jest on dla mnie wzorem,
      ale często za sukces zawodowy trzeba płacić ( życiem rodzinnym),
      i jak tak to wszystko człowiek obserwuje z boku to mozna dojść do wniosku,ze
      chyba nic nie jest warte, aby poswięcić zycie osobiste.
      • Gość: Danusia Re: Nauczyciel z klasą IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.07.02, 13:51
        Dlaczego od razu poświęcenie życia?
        Przecież starajac się być lepszym nauczycielem , czy lepszą szkołą, robimy to dla
        siebie, aby nam się lepiej pracowało w naszej pracy.
        Dla mnie praca nauczyciela to część mojego życia osobistego, a wcale nie uważam
        się za dobrego nauczyciela. Po prostu staram się od 20 paru lat i nadal nie wiem
        jak powinno być.
        Danusia
    • caerme Re: Nauczyciel z klasą 15.07.02, 21:50
      pewnie ze sie zgadzam sam mialem kilku takich pasjonatow i po jednym zostala mi
      zdolnosc myslenia i milosc do historii w jednym ale nie o tym...
      ale jak ma nauczyciel byc "niebetonowy" jesli wszystko sie sprzysiega przeciw
      niemu... sam bylem na studiach i poznalem kijz jednej strony.
      uczacy ucza starymi metodami i nawet mlodych zdolnych potrafia znieksztalcic
      potem troche prozy zycia i dziekujemy jak mawial pewien pan.. i kolejny betonik
      sie rodzi ktory reaguje oburzeniem na to ze ktos traktuje uczniow jak ludzi nie
      jak bydlo do przemialu..
      pzdrawiam i zycze by pana zona wytrwala!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka