Gość: Lukas
IP: *.centertel.pl
03.05.06, 23:25
03.05. godzina ok. 16, droga nr 1 , Włocławek , wyjazd z miasta w kierunku
Łodzi...
Jadę z rodziną katamaranem, z powodu koszmarnych kolein i dziur zmieniam pas
na lewy , prędkość około 60-70 km/h. Patrze w lustro , prawym pasem pomyka
gość na Harleyu... Na łuku drogi , widze ,że mimo tych pird.. kolein i dziur
zamierza przebić się przede mnie... Mniej więcej na wysokości moich tylnych
kół patrząc w lusterko widze ,że z gościa i jego sprzętu zrobiła się
mieszanina ciała i stali... Wybiło go na muldach i gość zaczyna koziołkować...
Snop iskier, huk i piękny sprzęt ląduje na ziemi... Pierwsza myśl... jak
gościa ratować... Zatrzymałem się natychmiast... wyskakuje z przekonaniem ,że
będe zbierał faceta po całej ulicy ( miał na oko koło 90-100 km/h) a tu....
facet wstał, otrzepał kurz i pędzi ocenić straty w sprzęcie...
Na środku drogi wymieniliśmy pozdrowienia i wspólnymi siłami sprzątneliśmy
moto z ulicy... Pogadaliśmy chwile i na moje pytanie czy aby na pewno
wszystko z facetem ok kolo stwierdził ,że tak tylko musi nieco dojśc do
siebie... Stan sprzętu był raczej opłakany ale jakby nie to jest
najważniejsze... Zlany potem ruszyłem dalej i w okolicach Łodzi patrze... a
kolo z podniesiona ręką mija mnie i pomyka w najlepsze...
Powiem tak... gdybym to ja był na jego miejscu , gdybym dał mordą w trociny
tak jak on to miałbym dośc jazdy na najbliższe pare dni... Kolo mi
zaimponował, czapka z głowy...