Zainspirował mnie watek z życia rodzinnego o niemyjącym się mężu. Znacie lub znałyście takich brudasów, co to myli się tylko w "okresie godowym", a potem już odpuszczali? Albo mieli inne grzeszki?
Spotykałam się kiedyś z fajnym gościem i kiedyś odkryłam, że... nie myje rąk po skorzystaniu z toalety. Było to na samym początku naszej znajomości, a pomogło mi małe mieszkanie. Jeśli tv nie był włączony, to dość dobrze słychać odgłosy z łazienki. Odkręcanej wody nad umywalką nie słychać i nie słychać

raz, drugi, trzeci... w końcu go zagadnęłam, a ten autentycznie zdziwiony - ale po co? Wzięłam pana za rączkę, zaprowadziłam do łazienki, pokazałam mydełko, ręcznik i pouczyłam. Dorosłego faceta! Zrobiłam to tak, że pan się nie obraził i mycie rąk stosował, czasem tylko jak wychodził z łazienki, to napotykał moje spojrzenie i... zawracał

Ale po tej akcji jakoś straciłam do niego serce.
No i znałam tez takiego, który twierdził jak mąż tamtej dziewczyny z wątku na Rodzinnym, że kąpać się należy rano, wieczorem już niekoniecznie. Wojny o to były, owszem.