mamablue
24.03.11, 13:51
... pediatry (który też jest kobietą i ma dzieci) z córką prawie pięciomiesięczną na wizytę kontrolną (był problem z wagą po chorobie i szpitalu). Ważymy dziecię, przybyło 550 g przez 2 tygodnie, zdrowe, pulchniutkie, żywe, sprawne, taki modelowy bobas z reklamy. Pediatra bada, ogląda, "rozmawia", podziwia umiejętności, itd. Potem patrzy w kartę i rozmawia ze mną.
- Jak karmi pani dziecko?
- Piersią.
- I czym jeszcze?
- Niczym. Tylko piersią.
(tu wielkie oczy pediatry i znikający z twarzy uśmiech)
- Ale miała pani dokarmiać nutramigenem.
- Ale nie dokarmiam, przecież ładnie przybrała.
- To ja tu jestem lekarzem proszę pani. To że przybrała, to nic nie znaczy. Ona ma prawie 5 miesięcy. Owocki pani dawała?
- Nie, karmię tylko piersią.
(pediatra z poważną miną)
- Koniecznie trzeba owocki zacząć dawać. I zupki. Potem powoli kaszki wprowadzimy. Bo wie pani, dzieci to niechętnie jedzą owocki, językiem wypychają, tu trzeba czasu i cierpliwości. Musi ją pani uczyć nowego jedzenia.
- ???
- Czyli umawiamy się za 2 tygodnie i zobaczymy jak pani idzie. Recepta na nutramigen potrzebna?
Uff....