21.10.04, 20:16
Od trzech lat, odkąd zaszłam w ciążę czułam, że mąż mnie zdradzał......kiedy
w Wigilie 2003 roku przyłapałam go na zdradzie dałam mu jeszcze jedną
szansę....jednak do momentu rozstania zachowywał się tak, jakby chcial mnie
zmusić do odejścia..ja jednak nie mogłam sie na to zdecydowac..(nie pytajcie
dlaczego.sama nie wiem)....w końcu w lipcu odeszłam......niestety
przypłaciłam to chyba jakąś nerwicą..mam wrażenie, że umrę, coś mi się
stanie i synek zostanie sam.....w tym momencie jestem szczęśliwa i nie
przycodzi mi do głowy powrót do byłego, aktualnego hi,hi.męża......niemniej
jednak nie moge poradzić sobie z niepokojem......przychodzi wieczór,a ja się
boję, że gdyby mi sie coś stało, nikt nie będzie o tym wiedział......wiem,
wiem..albo to nerwica albo hipochondria.....chciałam sie tylko dowiedzieć,
czy którać z Was przezywa podobnie rostanie.....
Obserwuj wątek
    • erintall Re: doły 21.10.04, 22:01
      Witam. Sporo czasy temu będąc w ciąży zamieszkałam ze swoim chłopakiem ojcem dziecka i przyszłym mężem byliśmy w trakcie przygotowań do wesela. Okazało się to dla mnie zbawienne tak mówię teraz, wtedy cieszyłam się bardzo okazało się mieszkając razem że wogóle nie znałam tego człowieka pomimo że byliśmy już razem 6 lat po miesiącu czasu już miałam dość nie będę się rozpisywać o jego numerach i nerwówkach jakie mi serwował kobiecie w ciąży. Aż pewnego dnia przy rozmowie o pracy( nie chciał nigdzie pracować pomimo oferty pracy w tamtym czasie rewelacyjnej) zdenerwowałam go i mnie uderzył. I jak za dotknięciem różdzki otowrzyły mi się oczy. Dojrzałam do tego że wyprowadziłam się od niego, było mi bardzo ciężko, miałam tylko rodziców którym nie powodziło się dobrze a wszystkie oszczędnośći wpakowali w przygotowania do ślubu. Urodziłam dziecko. Mój maluch ma już prawie cztery latka i ojciec nie pomaga mi ani troszkę. I nie pomaga nawet teraz. A takich nerwowych sytuacji jak Ty miałam mnóstwo denerwowałam się co będzie jak mnie zabraknie co z dzieckiem a to wysztko było ze stachu stresu spowodowanego sytuacją która bardzo mnie przerastała w pewnych momentach. Teraz już od dłuższego czasu jestem spokojna sporadycznie dręczą mnie takie myśli. Wszystko za sprawą czasu. Głowa do góry zobaczysz wszystko się ułoży będzie dobrze. Czas i spokój dobra myśli i git.
      Życzę powodzenia, dużo spokoju i pozytywnego myślenia skup się na tym że masz synka układa się jakoś i jak najmniej staraj się myśleć o tym.
      Pozdrawiam Kinga.
      • natasza39 Re: doły 21.10.04, 22:29
        Nie tylko samotne mamy maja takie doly!
        Wiesz jak ja sie balam ze mi sie cos stanie i moje dziecko bedzie wychowywane
        wylacznie przez ojca?
        Od kiedy jestem sama chyba mniej sie juz boje.
        Oczywiscie moje dziecko jest juz duze i napewno przy mniejszym strach jest tez
        wiekszy, bo bardziej drźy sie o maluszka który jest skazany na oieke, a mniej o
        nastolatka, bo jakby co blizej mu do pełnoletnosci.
        Ale musisz po prostu sobie powiedziec tak "Mi sie nic nie stanie. Bede zdrowa i
        silna!
        Nie ma innej rady na to.
        a jak leki sie beda nasilac radze isc do lekarza.
        Takie doły moga skonczyc sie nerwica wegetatywna i dopiero bedziesz miala
        ambaras.
        Przyjmowanie lekkich srodków uspokajajacych wyjda Ci tylko na zdrowie i pozwola
        sie wyciszyc.
        Mi pomogły. Po przyjmowaniu leków przez ok miesiac przeszlo mi to jak reką
        odjął.
        Teraz zazywam tylko sporadycznie, jak mnie taki total dół napadnie.
        Pozdrawiam i optymizmu wiecej.
        Szczesliwych doly nie dopadaja!
        No...przynajmniej nie za czesto
        • jaga2003 Re: doły 22.10.04, 10:16
          CZesc,
          tez bylo za mna kiepsko, a do tego mam nawroty choroby nowotworowej, wiec moje
          leki sa jak najbardziej realne, niestety sad(
          Ale ja nie o tym chcialam, tylko o proszkach. Odkad porzucil mnie maz jestem
          pod opieka psychiatry, a od miesiaca biore prochy antydepresyjne (wczesniej
          karmilam, wiec nie dalo rady). I widze zdecydowana poprawe. PRzede wszystkim
          nie czuje tej obezwladniajacej rozpaczy, ktora czasem nie pozwala oddychac.
          Jestem wesola, normalnie funkcjonuje w pracy ale najwazniejsze jest to, ze mam
          energie zeby bawic sie z malym (8 miesiecy). Wczesniej bylam w stanie jedynie
          robic podstawowe rzeczy, na smiech i zabawy nie mialam sily. Ciagle bylam
          niewyspana i na granicy placzu.
          Dziewczyny, to, co przezywamy, to jedna z naciezszych sytuacji w zyciu. Pustka,
          strach o dziecko, niska samoocena, "co ze mna bedzie", "juz nikt mnie nie
          pokocha" itp. Taki stres nie tylko niszczy nam psychike, ale czesto tez
          organizm (jak u mnie). Dlatego radze psychiatre - nie psychologa, bo on nie
          wypisze recepty i nie jest lekarzem. Odkad chodze do psychiatry czuje sie
          bezpiecznie - ze on nade mna czuwa i jesli zacznie sie dziac cos zlego
          (depresja itp) to zareaguje. A poza tym swietnie mi sie z nim rozmawia,
          obiektywnie ale przyjacielsko.
          Tez myslam, ze co tam porzucenie, jestem silna, juz tyle w zyciu przeszlam to
          teraz tez sobie swietnie dam rade. I pokaze temu s. ze mnie nic nie obchodzi.
          Ale taka postawa, zamykanie sie w sobie, u mnie prowadzi do destrukcji.
          Jezeli czujecie rozpacz, macie problemy ze snem, z jedzeniem, z normalnym
          zyciem, napady lekow itp. to trzeba szukac pomocy. Dla naszych dzieci - bo one
          musza miec pogodne mamy, skoro nie maja normalnych ojcow.

          Pozdrawiam,
          jaga

          P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka