sonnja1
03.08.05, 17:02
Chryste Panie, ja juz nie moge...
Moje dziecko wlasnie weszlo w etap "najfajniej-na-nozkach-inne-pozycje-nudne.
W praktyce oznacza to, ze caly dzien: albo "chodzi" po mieszkaniu, zwykle
przy scianach i meblach, a ja musze oczywiscie podtrzymywac, albo, i to jest
jeszcze gorsze, skacze, z wydatna moja pomoca (trzymanie pod pachami).
Pierwsza czynnosc powoduje, iz chodzac zgieta w palak, po okolo godzinie mam
wrazenie ze mi przybylo ze czterdziesci lat w krzyzu, zas przy tym
skakaniu...to juz jest sajgon i bonanza slowo daje. Rece omdlewaja, bo ilez
mozna przytrzymywac 9 kilowy ciezarek. Probowalam sie posilkowac dziadkami i
ciotkami roznej masci, a jakze, ale kazdy po najdalej pol godzinie
ujezdzania po prostu wymieka. Jakakolwiek inna konfiguracja przy spedzaniu
czasu- roznorakie zabawy na siedzaco, ogladanie telewizji a nawet do niedawna
lubiane spacery- wzbudzaja w synku bunt i placz.
Co robic, co robic? Bo juz jestem bliska zakupienia nieslawnego chodzika, tak
mam dosyc...ilez mozna wytrzymac silownie, ktora trwa po kilka(nascie) godzin
dziennie?
pozdr