kachax
15.02.05, 14:19
Mamusie,
Często czytam rózne wątki, słysze użalania pomiędzy znajomymi, lamenty
przyjaciółek mojej mamy....jakie te dzieci okropne, całe życie poświęciłam,
sobie odmawiałam, a one takie niewdzięczne, leniwe itp. itd.
Kochane mamusie,
Kochajcie mądrze, nie rezygnujcie z Waszego życia.....bo nikt Wam go nie
zwróci, a za poświęcenie też nie podziękuje. Dlaczego?...bo o to Wasze
poświęcenie nie prosił. Bo "nie prosił sie na świat" i to co dostał to dostał
z Waszej nieprzymuszonej woli, wiec nie stawiajcie dzieciom warunków
wdzięczności post factum.
Nie oczekujcie że dzieci "mają sie Wami opiekować" na starość, bo po to je
powołaliście na świat żeby sie spełniły w takim obowiązku. To się robi z
miłości do rodzica i w miarę możliwości mając własne niezależne życie.
Dzieci odpracują poświecenie swoich rodziców dla swojego potomstwa, a to
potomstwo mając swoich potomków... nie inaczej.
Nie oczekujce że dzieci będą spełniać Wasze marzenia, one maja własne
marzenia. Większość nie umie spełniać tych własnych, a co dopiero cudzych?!
Wasze marzenia mieliście spełnić sami, a jeśli tego nie zrobiliście to
trudno, wyciągnijcie wnioski i wspierajcie pociechy by próbowały realizować
własne. Cieszcie się tym że im się udaje.
Uczcie dzieci samodzielnosci, nie nianczcie bez końca. Kiedyś Was zabraknie,
może nawet wcześniej niż myślicie, chcecie patrzeć z nieba jak
dzieci "pieprzą" sobie życie? Nieee, nie chcecie. To dajcie im wiarę w
siebie, umiejętność rozróżniania dobra od zła, by nie zgninęły gdy chwiliwo
świat zwali im się na głowe....albo po prostu dorosną!
Gdy dziecko chce odejść z domu...pozwólcie mu zakrywając krawawiące serce i
strach w oczach. Jeśli chce stanąć na włąsnych nogach to niech próbuje, bo
potem może nie chcieć, nie znaleźć już nigdy tej wiary ktora na to pozwala.
Trzeba wiele odwagi by podjąc taka próbę, widocznie ta odwaga sie pojawiła.
Nie ważne jak to bedzie trudne, niebezpieczne. Bardziej niebezpieczne jest
pozbawienie wiary w siebie kogoś kto właśnie w siebie uwierzył, bo może sie
nigdy z takiego ciosu nie podnieść.
Nie wazne ze czasem przegrasz, ważne ile wyzwan podjales i czego sie z nich
nauczyłeś, tak że teraz umiesz wygrać.
Co robić? Zapewnić, ze w razie niepowodzenia zawsze moze wrócić, mieć serce i
dom otwarty.
Okażcie wiarę w Wasze dzieci, pośrednio w to, że nauczyłyście te dzieci tyle
by umiały życ. Jeśli tego nie robicie jakie świadectwo wystawiacie własnej
pracy wychowawczej?
Boicie się że będziecie ponosić konsekwencje głupoty waszych
dzieci?....gdzieś pisałam o mądrym wychowaniu....Dzieci muszą zawsze wiedzieć
że każde działanie ma konsekwencje, a ich działanie przyniesie IM
konsekwencje. Ta swiadomość jest wystarczająca by myśleć rozsadnie o tym co
sie robi, nawet u nastolatka.
No i pozwolcie kochac Waszym dzieciom. Zastanowcie się, przeciez pierwsze
miłości najczesciej sa chybione. Czy warto rwac wlosy z glowy ze moja
ukochana corka spotyka sie z dziwolagiem z dredami, jak po 3 miesiacach
bedzie juz po wszystkim? Lub ze synek podrywa o 5 lat starsza "lafirynde"?
Przeciez oni sie dopiero ucza, poznaja, oszalamia ich ta burza hormonow,
mysli, uczucia...z tym sie nie walczy....to sie przeczekuje. Spokojniejsi sa
Ci co zadbali pare lat wczesniej o wychowanie seksualne i swiadomosc
antykoncepcji. Nie oczekujcie ze wybranek/wybranka maja sie Wam spodobac. To
nie z Wami ślub beda brać, kiedyś. Te wczesne i pozniejsze milosci to sprawy
Waszych pociech, wspierajcie w bolu, cieszcie sie w radości....a w przypadku
wybitnie bezsensownych znajomości ..... zadawajcie pytania o wizje
przyszłości i prawodopodobienstwo spełnienia. Po pewnym czasie wpadną na
myśl...że to nie to.
W domu wyznaczajcie kazdemu role i zadania do spełnienia....unikniemy wtedy
zieci o 2 lewych raczkach i rozpieszczonych synowych. A z własnych pociech
bedziemy dumni, bo wtedy bedzie mnie konfliktow domowych.
Kurczę, jest jeszcze tak wiele rzeczy...