Dodaj do ulubionych

Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci

15.02.05, 14:19
Mamusie,

Często czytam rózne wątki, słysze użalania pomiędzy znajomymi, lamenty
przyjaciółek mojej mamy....jakie te dzieci okropne, całe życie poświęciłam,
sobie odmawiałam, a one takie niewdzięczne, leniwe itp. itd.

Kochane mamusie,

Kochajcie mądrze, nie rezygnujcie z Waszego życia.....bo nikt Wam go nie
zwróci, a za poświęcenie też nie podziękuje. Dlaczego?...bo o to Wasze
poświęcenie nie prosił. Bo "nie prosił sie na świat" i to co dostał to dostał
z Waszej nieprzymuszonej woli, wiec nie stawiajcie dzieciom warunków
wdzięczności post factum.

Nie oczekujcie że dzieci "mają sie Wami opiekować" na starość, bo po to je
powołaliście na świat żeby sie spełniły w takim obowiązku. To się robi z
miłości do rodzica i w miarę możliwości mając własne niezależne życie.
Dzieci odpracują poświecenie swoich rodziców dla swojego potomstwa, a to
potomstwo mając swoich potomków... nie inaczej.

Nie oczekujce że dzieci będą spełniać Wasze marzenia, one maja własne
marzenia. Większość nie umie spełniać tych własnych, a co dopiero cudzych?!
Wasze marzenia mieliście spełnić sami, a jeśli tego nie zrobiliście to
trudno, wyciągnijcie wnioski i wspierajcie pociechy by próbowały realizować
własne. Cieszcie się tym że im się udaje.

Uczcie dzieci samodzielnosci, nie nianczcie bez końca. Kiedyś Was zabraknie,
może nawet wcześniej niż myślicie, chcecie patrzeć z nieba jak
dzieci "pieprzą" sobie życie? Nieee, nie chcecie. To dajcie im wiarę w
siebie, umiejętność rozróżniania dobra od zła, by nie zgninęły gdy chwiliwo
świat zwali im się na głowe....albo po prostu dorosną!

Gdy dziecko chce odejść z domu...pozwólcie mu zakrywając krawawiące serce i
strach w oczach. Jeśli chce stanąć na włąsnych nogach to niech próbuje, bo
potem może nie chcieć, nie znaleźć już nigdy tej wiary ktora na to pozwala.
Trzeba wiele odwagi by podjąc taka próbę, widocznie ta odwaga sie pojawiła.
Nie ważne jak to bedzie trudne, niebezpieczne. Bardziej niebezpieczne jest
pozbawienie wiary w siebie kogoś kto właśnie w siebie uwierzył, bo może sie
nigdy z takiego ciosu nie podnieść.
Nie wazne ze czasem przegrasz, ważne ile wyzwan podjales i czego sie z nich
nauczyłeś, tak że teraz umiesz wygrać.

Co robić? Zapewnić, ze w razie niepowodzenia zawsze moze wrócić, mieć serce i
dom otwarty.
Okażcie wiarę w Wasze dzieci, pośrednio w to, że nauczyłyście te dzieci tyle
by umiały życ. Jeśli tego nie robicie jakie świadectwo wystawiacie własnej
pracy wychowawczej?

Boicie się że będziecie ponosić konsekwencje głupoty waszych
dzieci?....gdzieś pisałam o mądrym wychowaniu....Dzieci muszą zawsze wiedzieć
że każde działanie ma konsekwencje, a ich działanie przyniesie IM
konsekwencje. Ta swiadomość jest wystarczająca by myśleć rozsadnie o tym co
sie robi, nawet u nastolatka.

No i pozwolcie kochac Waszym dzieciom. Zastanowcie się, przeciez pierwsze
miłości najczesciej sa chybione. Czy warto rwac wlosy z glowy ze moja
ukochana corka spotyka sie z dziwolagiem z dredami, jak po 3 miesiacach
bedzie juz po wszystkim? Lub ze synek podrywa o 5 lat starsza "lafirynde"?
Przeciez oni sie dopiero ucza, poznaja, oszalamia ich ta burza hormonow,
mysli, uczucia...z tym sie nie walczy....to sie przeczekuje. Spokojniejsi sa
Ci co zadbali pare lat wczesniej o wychowanie seksualne i swiadomosc
antykoncepcji. Nie oczekujcie ze wybranek/wybranka maja sie Wam spodobac. To
nie z Wami ślub beda brać, kiedyś. Te wczesne i pozniejsze milosci to sprawy
Waszych pociech, wspierajcie w bolu, cieszcie sie w radości....a w przypadku
wybitnie bezsensownych znajomości ..... zadawajcie pytania o wizje
przyszłości i prawodopodobienstwo spełnienia. Po pewnym czasie wpadną na
myśl...że to nie to.

W domu wyznaczajcie kazdemu role i zadania do spełnienia....unikniemy wtedy
zieci o 2 lewych raczkach i rozpieszczonych synowych. A z własnych pociech
bedziemy dumni, bo wtedy bedzie mnie konfliktow domowych.

Kurczę, jest jeszcze tak wiele rzeczy...
Obserwuj wątek
    • maika7 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 15.02.05, 17:26
      z przyjemnością przeczytałam Twój post podpisuję się pod tym, co napisałaś
      obiema rękami
      smile
      M.
      • aka10 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 15.02.05, 21:18
        Ja rowniezsmilePozdrawiam.
      • kachax1 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 14:23
        Bardzo Ci dziękuję, miło mi.

        P.S. Zmieniłam nick, bo nie mogłam sie zalogować na stary, coś się z hasłem
        stało sad
      • kachax1 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 14:24
        Tobie też dziękuję smile
        • mysza1276 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 15:24
          jestem dorosłą mamą bardzo małego dziecka, ale bardzo, bardzo podoba mi się
          Twój post i chciałabym z całego serca mądrze wychowywać swoje dzieci; mój synek
          ma dopiero 6 m-cy, a ja już widzę, jak trudno mi będzie pozbyć się zaborczości,
          stronniczości i wtrącania się we wszystko - mam tylko nadzieję, że pierwszy
          krok do zaprzestania takiego myślenia to uświadomienie sobie, że nie jestem
          ideałem a wprost przeciwnie; muszę nad sobą popracować, bo mam zadatki na
          zaborczą mamuśkę, która będzie chciała mieć swojego synalka przy spódnicy - i
          będzie nieszczęśliwy przez całe życie... to będzie dla mnie bardzo, bardzo
          trudne
    • rzasia Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 09:06
      A ja wrzucam w "ulubione".
      Będę czytać i starać się wdrażać. Na razie moja miłość jest wielka, ale chyba
      niezbyt mądra, choć.... baaaardzo się staram.
      • kachax1 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 14:24
        Zatem mocno trzymam za CIebie kciuki smile))
    • kachax1 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 16.02.05, 15:45
      To miło że chcecie nad sobą pracować. Gratuluję trzeźwości umysłu.
      To co napisałam jest wynikiem przemyśleń i oceny wielu różnych faktów, w tym
      tego jak mnie wychowano i jakie sa tego wyniki.

      Jestem wdzięczna za to jak mnie wychowali rodzice, ale nie tweirdzę że zrobili
      to idealnie. Nie zrobili idealnie, ale przynajmniej bardzo świadomie
      kontrolowali proces wychowawczy. Chyba to jest kluczem.

      Mimo świadomości wielu rzeczy nie łudzę się iż będę idealna matką, nie będę
      napewno bo wiem jaki mam charakter. Ale mam nadzieję że mój dobry Anioł Stróż
      będzie przy mnie gdy będę go potrzebować.

      I tego samego Wam wszystkim życze, na tej wielkiej życiowej wycieczce, na
      której pojawiają sie dzieciaki.

      30-letnia córka.
      • maika7 Kochane, Dorosłe Mamy i Tatusiowie...:-) 16.02.05, 16:33
        Kachax, dodałabym jeszcze, że większość tego, co napisałaś dotyczy mam nie
        tylko dorosłych dzieci, a może właśnie przede wszystkim mam dzieci małych i
        dorastających smile

        i oczywiście dotyczy też tatusiów smile)
        M.
    • mameja2 Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 19.02.05, 13:44
      I chyba zbyt idealne, żeby dało się zastosować. Jak przezwyciężyć w sobie
      naturalną chęć wyręczania dziecka? Zapewnienia mu wszystkiego, co da się
      zapewnić? Pamiętam jak moja mama próbowała wdrożyć mnie do np. sprzątania po
      sobie. Nie udawało się bo ja byłam tak totalnie leniwa, że w końcu robiła to za
      mnie. Nie widziałam potrzeby pomagania jej w pracach domowych, a jak już coś
      robiłam to ślamazarnie i z pretensją. Wolała sama, byle szybciej i bez nerwów.
      Byłam najstarsza z trzech sióstr a rodzice pracowali i mieli mało czasu. Jak
      poszłam na swoje to szybciutko nauczyłam się gotować, sprzątać, prasować itp.
      bo trafiłam na takiego samego lenia. Po prostu nie mogłam mieszkać w chlewie.
      Teraz mój syn powiela moje zachowanie co do joty! Nawet tak samo do mnie
      pyskuje. Staram się narzucać mu pewne obowiązki ale on NIE POTRZEBUJE mieć
      porządku itp. Dopiero jak przestałam mu gotować i prasować to przeżył szok i
      oczywiście ogromne do mnie pretensje. Chyba nie ma gotowej recepty na udane
      rodzicielstwo. Chyba że ktoś jest konsekwentny w stos. do siebie i innych. Ja
      taka nie jestem, najgorzej, że nie chcę taka być, bo to zabija urok życia!
      Pozdrawiam!
      • allija Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 20.02.05, 13:10
        Dla mnie to takie prawdy oczywiste, o tym wszystkim można przeczytać w każdym
        poradniku pedagogicznym i wszyscy niby o tym wiedzą. Co w tym odkrywczego?
        • viotella Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 20.02.05, 13:21
          A kto powiedział, że na forum można pisać tylko i wyłącznie odkrywczo???
          • allija Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 21.02.05, 10:29
            No, oczywiscie, że nie musi być w tym nic odkrywczego. Tylko dziwią mnie te
            wszystkie zachwyty nad prawdami oczywistymi i chowanie ich na potem.
            W dodatku autorka sama nie jest matka dorosłego dziecka, nawet nastoletniego a
            udziela rad takim właśnie matkom. Niby na jakiej podstawie?
            Sama też nie jest takim dzieckiem bo trzydziecha to trochę dużo żeby pamiętac
            dokładnie wszystkie emocje związane np. z pierwszą miłością (choc pewnie by sie
            chciało).
            Skąd więc ten ton Przesłania?
            I skąd to póżniejsze kadzenie?
          • allija Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 21.02.05, 10:29
            No, oczywiscie, że nie musi być w tym nic odkrywczego. Tylko dziwią mnie te
            wszystkie zachwyty nad prawdami oczywistymi i chowanie ich na potem.
            W dodatku autorka sama nie jest matka dorosłego dziecka, nawet nastoletniego a
            udziela rad takim właśnie matkom. Niby na jakiej podstawie?
            Sama też nie jest takim dzieckiem bo trzydziecha to trochę dużo żeby pamiętac
            dokładnie wszystkie emocje związane np. z pierwszą miłością (choc pewnie by sie
            chciało).
            Skąd więc ten ton Przesłania?
            I skąd to póżniejsze kadzenie?
            • maika7 Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 21.02.05, 11:16
              > Tylko dziwią mnie te wszystkie zachwyty nad prawdami oczywistymi i chowanie
              ich na potem.

              To co dla Ciebie jest oczywiste nie musi być oczywiste dla innych. Wiele postów
              dotyczących wychowania potwierdza, że dla części rodziców to mogą być cenne
              myśli smile

              >W dodatku autorka sama nie jest matka dorosłego dziecka, nawet nastoletniego a
              udziela rad takim właśnie matkom. Niby na jakiej podstawie?

              A jest zabronione dzielenie się swoimi przemyśleniami z innymi ludźmi ?
              Może matki nastoletnich dzieci uznają te przemyślenia za cenne niezależnie od
              tego kto i z jakim doświadczeniem rodzicielskim się nimi dzieli?

              >Sama też nie jest takim dzieckiem bo trzydziecha to trochę dużo żeby pamiętac
              dokładnie wszystkie emocje związane np. z pierwszą miłością (choc pewnie by sie
              chciało).

              No i co z tego ?

              >Skąd więc ten ton Przesłania?

              Z refleksji po lekturze wpisów różnych mam - tak to określiła na wstępie smile)

              >I skąd to póżniejsze kadzenie?

              Z zachwytu, że potencjalna mama należy do pań patrzących na dzieci jak na
              ludzi, a nie lalki wink

              M.
            • kachax1 Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 21.02.05, 11:35
              Allija,
              Wiekszość prawd ma to do siebie ze siedzi tak głęboko w świadomości iż nie mamy
              cierpliwości by tam zaglądać. Oczywiście możesz się zaliczać do tych co to
              robia, zatem pewnie nie jesteś adresatem tego postu, po prostu smile
      • kachax1 Re: NO TAK, RZECZYWIŚCIE SPORO W TYM PRAWDY 21.02.05, 11:26
        Mameja2,
        Nikt nie oczekuje ze bedziemy żyć bezbłędnie, masz słuszność, że życie
        traciłoby urok jeśli zrobić z niego musztę dla siebie i rodziny.

        Wcale mnie nic nie zdziwiło w Twoim mailu, ja też byłam bardzo krnąbrna i tak
        samo jak Twój syn nie chciałam sprzątac i mieszkałam w "chlewiku". Tak to już
        jest. I mama tak samo próbowała mnie zmuszac do sprzątania jak Ty piszesz.
        Sęk w tym właśnie, że jak przestałaś wyręczać to sie okazało że ma ręce, nogi i
        głowe i może używac. Czasem robi sie to gdy dziecko ma naście lat...a może
        można wczesniej stosotać takie metody edukacji? Potraktuj to jak przenośnię.
        I tak najważniejszy jest przecież efekt końcowy, gdy już dziecko jest dorosłe i
        to jak sobie radzi, praz jak wychowuje swoje. Miłego dnia!
    • liberata Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 20.02.05, 22:09
      Cudownie napisane, wydrukowałam sobie nawet i sprawdzę za kilka lat czy
      zrealizowałam. Napisz, proszę, coś jeszcze z twoich przemyśleń.
      • kachax1 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 21.02.05, 11:21
        Dzięki, chyba nie zasłużyłam na taki podziw.
        Ja tylko lubię mysleć.
        Ale jak wymyślę jeszcze coś wartościowego to napiszę, ku uciesze czytających i
        aby dać żer spragnionym wartkich i dość agresywnych dyskucji oponentom smile

        Serdeczne pozdrowienia smile
    • goha66 Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 04.03.05, 12:22
      witajcie Mamy big_grin
      Wychowanie dziecka - w teorii temat rzeka, więc może od razu przejdę do części praktycznej (przetestowanej na mojej obecnie nastolatce).
      Po pierwsze nie należy nigdy zapominać, że dziecko to człowiek... tylko mały. Nie wolno odmawiać mu prawa do zmęczenia, gniewu, frustracji czy dnia w którym zwyczajnie nic mu się nie chce (wobec siebie stosujemy czasem taką taryfę ulgową). Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
      Nauczyłam się też (metodą prób i błędów), że kiedy odmawiam dziecku czegoś ważne są argumenty których używam - staram się szczerze i otwarcie mówić jej o swoich obawach.... To działa, ponieważ racjonalne "przeciw" co prawda nie zmniejszają żalu (przecież nie pozwoliłam), ale nie wywołują agresji i niechęci do rodzica.
      Oddzielnym tematem jest próba przekonania dziecka do prac domowych... Kiedy była mała wystarczyło schować zabawki na strychu na dwa dni, tłumacząc, że uciekły ale wrócą jeśli będzie je sprzątała. Obecnie "wypracowałam" sobie system niekrzyczenia... jeśli np. prosze o wyniesienie śmieci raz i drugi i nie ma oddzewu - zamiast wrzeszczeć stawiam jej kubełek ze śmieciami w pokoju big_grin. Odkąd wzięliśmy ze schroniska psa córka jest zmuszona do utrzymywania większego porządku w pokoju, ponieważ np. pozostawione zeszyty czy mazaki są natychmiast "próbowane" przez psa big_grin
      I najważniesza rada (którą otrzymałam kiedyś od starszej ode mnie, niezwykle ciepłej i mądrej kobiety): z dzieckiem należy się dzielić, ale nie należy oddawać mu wszystkiego... dotyczy to nie tylko dóbr materialnych, ale i wolnego czasu.
      Kocham moją jedynaczkę, staram się aby była to miłość mądra, taka która pozwoli jej wyrosnąć na wartościowego i mądrego człowieka (czasem "pozwalam" popełnić drobny błąd życiowy świadomie - aby poczuła konsekwencje), a równocześnie zawsze jestem po jej stronie gdy przytrafi się coś naprawdę niedobrego. Kocham ją bezgranicznie nie za coś lecz pomimo wszystko (chmurne nastroje, burczenie - znacie to napewno). Ale czasami poprostu jej nie lubię i wtedy proszę żeby to czy tamto w sobie zmieniła czy przemyślała... I wiecie co? Stara się.
      Pozdrawiam
      • kachax Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 15:03
        WIesz co Goha66?

        smile Ja subiektywnie (a co, przecież mogę, nie?) nazywam to właśnie mądrym
        wychowaniem smile
    • pitulka Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 04.03.05, 12:53
      Tak ... mądre, przystępne, fajne. Wydrukowałam sobie i powiesiłam w widocznym
      miejscu, żeby czytać co jakiś czas, żeby nie zapomnieć, żeby nie ukryły się te
      słowa przede mną. A i jeszcze porozsyłałam link do koleżanek. Niech też
      poczytają. Może im też będzie po nich przyjemniej, tak jak i mi. Dziękuje Ci
      Kachax, w imieniu naszej Córy.
      • verdana Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 05.03.05, 21:47
        Ja chyba jestem tu jedyną mamą dorosłych dzieci (i jednego niedorosłego).
        I juz wiem, co u mnie było kluczami do sukcesu (bo za sukces uwazam, ze nie
        przeżyłam na razie żadnego okresu buntu - dwulatka, czterolatka, nastolatka).
        Przede wszystkim moje wrodzone lenistwo. Nie sprzątałam jako dziecko,
        nastolatka i teraz też nie będę za nikogo sprzątać, prasować, podtykać pod nos,
        odrabiać lekcji. Nie dlatego, że jest to moja metoda wychowawcza, tylko
        dlatego, że mi się nie chce. I tyle. Więc prasuje od lat córka (moje rzeczy
        też), do pokojów dzieci po prostu nie wchodzę (a co się będę denerwować), a
        najmłodszy albo sobie kolację weźmie, albo nie zje. Bo mnie się nie chce, aja
        sobie czytam, albo pracuję, albo siedzę na forum. Pogadać z dziećmi, iść na
        spacer - chętnie, ale coś zrobić za nie? Nigdy!
        Druga sprawa to pewien brak trapiącej niektórych rodziców starszych dzieci
        sklerozy. Ja jakoś pamiętam, że lekcje przepisuje się na przerwach, że mamusia
        dzwoniaca na imprezę to obciach, a nakaz powrotu z randki punktualnie o 22 to
        najlepsza droga do awantury. A jak się ma lat 18, to się jest dorosłym i
        odpowiada się za swoje czyny. Rodzic może doradzić i tyle. Więc nie wtrącam się
        do córki przygotowującej się do matury, nie chodzę na wywiadówki i ze
        zrozumieniem przyjmuję dwójkę na koniec roku z matematyki.
        Jedyna awantura, jaka przypominam sobie ostatnio, dotyczyła uczenia się w
        weekendy. Tzn, ja zrobiłam piekło, że córka ma zrobić sobie miniumum jeden
        dzień wolny, a ona mnie piekło, ze się musi uczyć. Raczej nietypowo. Potem
        wypiłyśmy sobie piwko i awantura zdechła.
        Ale żeby nie było - nie jestem pobłażliwa, nie wychowuję "bezstresowo" i
        wszyscy się mnie boją (albo udają).
        • rzasia Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 00:46
          Ale kochasz swoje dzieciaki?
          Moja miłość rożni się diametralnie.
          A te Twoje pociechy wiedzą, że je kochasz. Czy Ty im to mówisz,czy tak bardziej
          oschle i na dystans, bo też Ci się nie chce?
          • verdana Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 14:06
            No, chyba nie bardzo mnie zrozumiałas.
            Dla nie miłość nie wyraża się w zastępowaniu dzieci i robieniu za nie tego, co
            mogą spokojnie zrobić bez mojej pomocy. To nie ma nic wspólnego z miłoscią,
            nawet z dbaniem o dziecko. Podtykanie obiadków pod nos, prasowanie itd. dla
            mnie nie ma nic wspólnego z uczuciem, no chyba, że ktoś uczucie potrafi wyrazić
            wyłacznie poprzez pilnowanie, aby dorosłe dziecko miało trzy rzay dziennie
            ciepły posiłek, wszystkie rzeczy czysciutkie i uprasowane - bo inaczej miłosci
            wyrazić nie umie. Znam nakarmione i zadbane nastolatki, które czują sie w domu
            jak na pustynie. To, ze mnie się nie chce pracować za dzieci jest moim zdaniem
            słuszne i naturalne. Czy mamusia musi poświęcać się w nieskończoność i padać na
            pysk, by być kochającą matką?
            • kachax Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 14:53
              Do Verdany:
              Podoba mi się Twój sposób myślenia. Oczywiscie z Twojego postu nie wynika
              jeszcze że macie super stosunki (Ty i rodzina), choć picie piwka z córką
              zapowiada nieźle. ROzumiem że polegasz na ich umysłach i umiejętności oceny
              sytuacji, a to bardzo dużo smile. A na pewno nie wychowałaś ledwoni z 2 lewymi
              rękami i możesz sie nie martwić o ich przyszłość, kłopoty mają od czasu do
              czasu wszyscy, i samodzielni i niesamodzielni. Pozostaje kwestia jak sobie
              poradzą, i myślę że Twoi sobie całkiem dobrze dadzą radę smile Graty!
        • maika7 Verdano :-) 06.03.05, 17:10
          >>> I juz wiem, co u mnie było kluczami do sukcesu (bo za sukces uwazam, ze nie
          przeżyłam na razie żadnego okresu buntu - dwulatka, czterolatka, nastolatka).
          Przede wszystkim moje wrodzone lenistwo [...] Pogadać z dziećmi, iść na spacer -
          chętnie, ale coś zrobić za nie? Nigdy!
          >>Druga sprawa to pewien brak trapiącej niektórych rodziców starszych dzieci
          sklerozy. Ja jakoś pamiętam, że lekcje przepisuje się na przerwach [...] i ze
          zrozumieniem przyjmuję dwójkę na koniec roku z matematyki.

          Verdano, czytam od dawna, to co piszesz o dzieciach i jaki masz do nich
          stosunek i oprócz lenistwa i braku skerozy wydaje mi się, że jesteś przede
          wszystkim otwarta i uważna w stosunku do swoich dzieci, że szanujesz je, a
          jednocześnie uczysz szacunku dla siebie. że nad drobiazgami przechodzisz łatwo
          do porządku dziennego, a wspierasz, gdy tego potrzebują. Ciepła, serdeczna -
          tak odbieram Twój stosunek do dzieci smile))

          M.
        • wieczna-gosia Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 22:53
          verdano, to co z tymi imprezami zrobic?
          Bo u mnie wlasnie zaczyna sie ten okres.
          moje dziecko na razie samo mowi o ktorej bedzie a ja stosuje zasade-
          zobowiazalas sie do przylaz. Ale zdaje sobie sprawe ze nadejdzie dzien ze powie
          ze wroci o 23 a wroci nad ranem- a moze nie musi nadejsc?
          • verdana Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 06.03.05, 23:13
            U mnie nie nadszedł. Ale ja pozwalałam wyznaczyć dowolną godzinę, pod
            warunkiem, ze się nie spóźni. Trzecia nad ranem to trzecia, byle nie trzecia
            pięć.
            • alcoola Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 07.03.05, 14:33
              verdana napisała:

              > U mnie nie nadszedł. Ale ja pozwalałam wyznaczyć dowolną godzinę, pod
              > warunkiem, ze się nie spóźni. Trzecia nad ranem to trzecia, byle nie trzecia
              > pięć.

              Tak, popieram, u mnie taki system też zdał egzamin. Ja nawet wolałam umówić się
              z córką, że wróci rano (kiedy np. wiedziałam, że będzie wracać z drugiego końca
              Warszawy, co w środku nocy jest raczej mało bezpieczne) niż targować się o
              wczesną porę powrotu, której rozbawionej nastolatce trudno by było dotrzymać.
              Ja podobnie jak verdana nie mam sklerozy i doskonale pamiętam jaki to obciach
              wybywać z imprezy kiedy wszyscy dopiero naprawdę się rozkręcają wink
              Moim zdaniem dziecko przede wszystki musi wiedzieć czemu domagamy się
              określenia i dotrzymania godziny powrotu - że chodzi nam wyłącznie o jego
              bezpieczeństwo i nasz spokój, a nie złośliwe zabranianie wyłącznie w celu
              ograniczenia jego wolności.
              • wieczna-gosia Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 08.03.05, 15:28
                no wiec ja na razie tez stosuje ten system co jest o tyle latwe ze en masse
                imprezki odbywaja sie w porach normalnych czyli do 22- 23, rodzice przebywaja w
                domu lub ida do kina (my poszlismy do kina wink) a jak rodzice wracaja to powoli
                finito.

                Ale ja np mialam kolezanki w liceum co imprezki calonocne zaliczaly juz w 8
                klasi, z ostrym piciem, i prawde mowiac baaaardzo chcialam tam byc wink

                Wiec mi powiedzcie madre kobiety jak to u was sie wiekowo rozgrywalo- dla mnie
                oczywiste jest ze jak mnie 18 powie ze wychodzi na cala noc to se moge
                protestowac wink))) i nie zamierzam, zamierzam najwyzej lezke uronic przy
                butelczynie ze mi dziecko wyroslo wink

                zgadzam sie ze wszystkim co obie napisallyscie, sama mialam ostre rezimy
                godzinowe, pozniej kary, spoznialam sie notorycznie, wolalam pasem na tylek i
                wczesniej sie wybawic niz wrocic o 22 co za poroniony pomysl wink a dziecko sobie
                strzelilam we wlasnym domu, nie na zadnych wakacjach opraz imprezie, w godzinach
                pracy rodzicow wink)
                • alcoola Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 09.03.05, 15:49
                  Na pewno to jeszcze kwestia charakteru dziecka. Moja córka była niezwykle
                  spokojna i w sumie mało towarzyska do końca podstawówki, imprezy były z rzadka
                  i to takie bardziej "familijne" niż młodzieżowe (tort, kompocik, rodzice w
                  drugim pokoju).
                  W pierwszej klasie liceum dorosłość uderzyła jej do głowy i zaczęły się
                  poważniejsze "impry". Na ogół jednak dochodziłyśmy do porozumienia w kwestii
                  pory powrotu. Przede wszystkim moja córka zawsze wiedziała, że jakby co to
                  opierdziel dostanie za spóźnienie się bez uprzedzenia, natomiast nigdy za to,
                  że poprosi o pozwolenie na "jeszcze troszkę". Kiedy dochodziła do wniosku, że
                  chce zostać dłużej - zawsze dzwoniła i tej drugiej ustalonej pory już nigdy nie
                  przekraczała. Ja przede wszystkim wpoiłam jej jedno - nie może skazywać mnie na
                  niepokój z powodu jej nieobecności.
                  Taki numer zrobiła mi raz jeden w życiu - z powodu pierwszej szalonej miłości
                  zresztą - zamiast do domu, poszła po szkole na spacer z chłopakiem, w którym
                  kochała się od początku liceum. Więc kiedy książę ją wreszcie zauważył i
                  zaprosił na spacer, olała wszystko inne. W dodatku wtedy chyba nie miała
                  jeszcze komórki.
                  Normalnie wracała ok. drugiej. O czwartej popatrzyłam na zegarek. O piątej
                  byłam wkurzona i postanowiłam schować obiad do lodówki, niech sobie sama
                  odgrzewa. O szóstej zaczęłam przeglądać telefony do koleżanek. Ok. ósmej
                  pojechałam do szkoły, bo mi się przypomniało, że w tym tygodniu mają pomagać
                  przy dekoracjach do studniówki czy coś takiego. W szkole żywego ducha, tylko
                  portier. Wszystkie dzieciaki dawno poszły.
                  Po powrocie obdzwoniłam jej koleżanki, żadna nic nie wie (g... prawda, Iwona
                  wiedziała, ale solidarnie nie powiedziała, kretynka).
                  O dziesiątej mąż serwował mi drinka i uspokajał, że na razie nie ma się czym
                  martwić.
                  O jedenastej ja serwowałam drinka mężowi i wyrywałam mu z rąk książkę
                  telefoniczną, bo dzwonienie po szpitalach i pogotowiach wydało mi się czymś
                  potwornym i nie do przeżycia.
                  Przed dwunastą, kiedy poziom histerii w naszym domu zaczynał sięgać
                  niebezpiecznego poziomu w pobliżu sufitu, zadzwoniła moja Mama i
                  powiedziała "Jest u nas, nie denerwuj się, zostanie, wróci jutro. Na razie
                  ochłoń, nie dam ci jej do telefonu, zresztą już się kładzie spać."
                  Córcia tak się wystraszyła swojego czynu, że wolała schronić się pod opiekuńcze
                  skrzydła babci i dziadka. Wyspowiadała się im należycie, wyraziła skruchę,
                  wysłuchała opowieści o zszarganych nerwach i posiwiałych skroniach matki - i
                  nigdy więcej takiego numeru nie powtórzyła. Nawet nie była potrzebna żadna
                  dodatkowa kara, wystarczyło jej uśiwadomienie sobie, co zrobiła najbliższym.
    • alltid_ung Re: Kochane, Dorosłe Mamy Dorosłych Dzieci 07.03.05, 08:22
      verdana napisała:

      > Ja chyba jestem tu jedyną mamą dorosłych dzieci (i jednego niedorosłego).
      > I juz wiem, co u mnie było kluczami do sukcesu (bo za sukces uwazam, ze nie
      > przeżyłam na razie żadnego okresu buntu - dwulatka, czterolatka, nastolatka).
      > Przede wszystkim moje wrodzone lenistwo. Nie sprzątałam jako dziecko,
      > nastolatka i teraz też nie będę za nikogo sprzątać, prasować, podtykać pod
      nos,
      >
      > odrabiać lekcji. Nie dlatego, że jest to moja metoda wychowawcza, tylko
      > dlatego, że mi się nie chce. I tyle. Więc prasuje od lat córka (moje rzeczy
      > też), do pokojów dzieci po prostu nie wchodzę (a co się będę denerwować), a
      > najmłodszy albo sobie kolację weźmie, albo nie zje. Bo mnie się nie chce, aja
      > sobie czytam, albo pracuję, albo siedzę na forum. Pogadać z dziećmi, iść na
      > spacer - chętnie, ale coś zrobić za nie? Nigdy!
      > Druga sprawa to pewien brak trapiącej niektórych rodziców starszych dzieci
      > sklerozy. Ja jakoś pamiętam, że lekcje przepisuje się na przerwach, że
      mamusia
      > dzwoniaca na imprezę to obciach, a nakaz powrotu z randki punktualnie o 22 to
      > najlepsza droga do awantury. A jak się ma lat 18, to się jest dorosłym i
      > odpowiada się za swoje czyny. Rodzic może doradzić i tyle. Więc nie wtrącam
      się
      >
      > do córki przygotowującej się do matury, nie chodzę na wywiadówki i ze
      > zrozumieniem przyjmuję dwójkę na koniec roku z matematyki.
      > Jedyna awantura, jaka przypominam sobie ostatnio, dotyczyła uczenia się w
      > weekendy. Tzn, ja zrobiłam piekło, że córka ma zrobić sobie miniumum jeden
      > dzień wolny, a ona mnie piekło, ze się musi uczyć. Raczej nietypowo. Potem
      > wypiłyśmy sobie piwko i awantura zdechła.
      > Ale żeby nie było - nie jestem pobłażliwa, nie wychowuję "bezstresowo" i
      > wszyscy się mnie boją (albo udają).






      --------------------------------------------------------------------------------
      Verdano pozwolisz ze podpisze sie pod twoim postem "obiema rencami".....wyjelas
      mi to z pod "paluszkow"....i aczkolwiek ja mam jeszcze nie dorosle dzieci ale
      juz niedlgo.....moge na spoko powiedziec ze u mnie bedzie podobnie....nawet juz
      teraz jest wink
      pozdrawiam serdecznie :.-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka